Strona 3 z 3

stolen moments

: sob mar 14, 2026 1:01 am
autor: Charlie Marshall
Mógłby wpatrywać się w Ivy godzinami, ignorując upływający czas i wszystko inne - serio. Nie oderwał od niej wzroku ani na moment, nawet kiedy wyznała cicho, że chciała więcej, a on się odsunął. Znów zalała go nagła fala pożądania, ale tym razem zmieszana z czułością. Nie rozumiał, dlaczego słowa Ivy go rozczuliły, jednak zamiast analizować swoje emocje, po prostu przesunął dłoń z jej ramienia niżej, na talię, aby przyciągnąć ją do siebie bliżej. Spojrzał jej głęboko w oczy, jakby chciał wyczytać z nich odpowiedzi na swoje pytania. - Dalej chcesz więcej? - zapytał, będąc gotowym na każdą ewentualność. Obietnica stawała się coraz trudniejsza do dotrzymania. Cholera. Kiedy Ivy wspomniała o obskurnym barze i piciu alkoholu za swoje pieniądze, Charlie zmarszczył brwi. Nie do końca rozumiał, dlaczego chciała za wszystko płacić sama. Dla niego pieniądze nie grały żadnej roli, jeśli mógł spędzić z nią choć trochę czasu. - Nie mogę po prostu przynieść butelki, żebyśmy napili się sami, we dwoje? W ramach prezentu? - odparł, choć wyczuwał w Ivy silną potrzebę niezależności. Nie chciał obdarowywać jej prezentami w ramach łapówki, ale chciał jej dać choć namiastkę luksusu, który był dla niego codziennością. Z drugiej strony - czuł, że teraz dla Ivy mógłby zrobić wszystko. Nawet siedzieć w obskurnym barze w Toronto, tylko po to, aby zobaczyć jej szeroki uśmiech i przy okazji poczuć, jak to jest być zwykłym obywatelem. Absurdalne i kuszące jednocześnie. Jej nagłe "Nie zesraj się, Charlie" sprawiło, że na moment zamarł z otwartymi ustami, by po chwili wybuchnąć krótkim, szczerym śmiechem. Nikt się tak do niego nie zwracał - nie licząc wkurwionej Cherry, ale ona była jego siostrą bliźniaczką i mogła sobie pozwolić na nieco więcej. - Takie słowa z twoich ust? Oj... - zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową z podziwem. Podziwiał jej nagłą bezpośredniość. Była tak odświeżająco autentyczna w świecie pełnym wyuczonych uprzejmości i sztucznych uśmiechów. I pewnie śmiałby się tak dalej, gdyby Ivy nie zadała tego pytania. Pytanie zawisło między nimi, a Charlie miał pustkę w głowie. To kim jestem? - A kim chcesz dla mnie być? - zapytał, oddając jej inicjatywę. Sam nie potrafił jej jeszcze zaszufladkować i nie był gotowy na to pytanie. Obecnie Ivy pozostawała zagadką, którą chciał rozwiązywać powoli, delektując się każdą nową ciekawostką. I na pewno nie była jego przyjaciółką, mimo że uparcie to sobie obydwoje wmawiali. A zaraz temat zszedł na urodziny. Miałeś urodziny? Kiedy? - W lutym. W walentynki. A ty kiedy masz urodziny? Kiedy mam szykować prezent, którego pewnie i tak nie będziesz chciała przyjąć? - zażartował, choć w głowie już zaczynał planować, co mógłby jej podarować. Nie było to jednak proste zadanie, bo miał wrażenie, że Ivy większą część pomysłów z góry by odrzuciła ze względu na wysokie koszty. Kurczę. Miał tylko nadzieję, że ewentualnej propozycji wyjazdu nie odrzuci tak łatwo. - Może kiedyś zobaczymy razem ocean - chciał, żeby była to obietnica. - Staniemy w wodzie i sprawdzimy, czy faktycznie łączy nas z całym światem - dodał i uśmiechnął się lekko, ponownie wpatrując się w drewniany sufit. Ta wizja oceanu... była równie kojąca jak jej obecność. Miał wrażenie, że pod wpływem jej prostych marzeń, jego rzeczywistość zaczynała tracić na znaczeniu. W ogóle nie powinieneś uciekać. Rób to, co chcesz, Charlie. - Łatwo powiedzieć, Ivy. Trudniej zrobić - mruknął, czując, jak jej ciepło przenika przez jego ubranie. Gdyby faktycznie poszedł za głosem impulsu, ta noc potoczyłaby się zupełnie inaczej, ale obiecał sobie, że nie przekroczy pewnych granic. Jednak gdy Ivy wyznała, że lubi na nim leżeć... - Chciałabyś tak... leżeć częściej? - zaproponował cicho, głaszcząc ją ostrożnie po plecach, tuż pod łopatką. Kurwa, każdy ruch Ivy i każde jej westchnięcie było jak ciche zaproszenie, którego jego ciało nie zamierzało ignorować. Głupi był, że obiecał jej nie wykorzystać sytuacji. Słuchając o jej rodzicach, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że żyli w dwóch kompletnie różnych światach. - Moi rodzice również mnie wspierali, nie mogę im tego odmówić. To dzięki nim jestem tym, kim jestem, ale... robili to na swoich warunkach - wyjaśnił spokojnie. Szybko jednak odsunął od siebie te chłodne wspomnienia, woląc skupić się na tym, co czekało Ivy w niedalekiej przyszłości. Skoro już wspomniała o chirurgii, chciał wiedzieć o tym wszystko. - Masz już na oku jakąś specjalizację? - zapytał z jawnym zainteresowaniem, gładząc ją kciukiem po talii. - A co do Cherry... to moja bliźniaczka, starsza o całe pięć minut, pewnie stąd jej wieczna potrzeba dominacji. Ale wiesz co? Nic dziwnego, że twoi bliscy tak cię uwielbiają. Zasługujesz na to najbardziej na świecie - skwitował, posyłając jej ciepły uśmiech. Dobrze, że miała taką kochającą rodzinę - na pewno wynagradzała jej brak czułości ze strony... jej obecnego partnera. Chwilę później Ivy zaczęła opowiadać o magii wschodów słońca. I naprawdę skupiłby się na jej słowach w stu procentach, gdyby nagle nie zaczęła muskać go paznokciami po szyi. Miał ochotę zamruczeć i zacisnąć dłonie na jej biodrach. Jezus. - Możemy rozmawiać przez całą noc, a potem po prostu podziwiać wschód słońca - szepnął, czując, że pożądanie w końcu zaczynało przejmować nad nim kontrolę. Spojrzał jej prosto w oczy, a jego twarz stała się poważna. - Naprawdę cieszę się, że tak czujesz. Że tu, ze mną, jest dla ciebie magicznie - kontynuował, zaciskając lekko dłoń na jej talii. - Wiesz, Ivy... nie tylko natura jest tutaj cudowna - dodał na koniec. I gdy tak patrzył w jej oczy, widział w nich zmęczenie po dyżurze i wszystkie emocje, które przewinęły się przez dzisiejszy wieczór. - Śpij, mała - mruknął z czułością, gdy kolejny raz przymknęła powieki na kilka sekund dłużej niż było potrzeba. Uśmiechnął się pod nosem i nagle ogarnął go dziwny rodzaj spokoju. Ostrożnie poprawił się na sianie, tworząc dla niej jeszcze wygodniejsze oparcie. Całe to pożądanie, które jeszcze przed chwilą wypełniało jego umysł, ustąpiło miejsca chęci zaopiekowania się nią. Jego dłoń wciąż wędrowała leniwie wzdłuż jej pleców, a kciuk kreślił małe kółka na jej talii, jakby chciał ją tym miarowym gestem ukołysać do snu. Sam również powoli robił się senny... Na palcach jednej ręki mógł policzyć, ile razy spał na sianie. Okrągłe zero.

Ivy Harrison

stolen moments

: sob mar 14, 2026 8:47 am
autor: Ivy Harrison
Charlie Marshall

Dalej chcesz więcej? To pytanie zawisło w jej głowie, czując nieracjonalną potrzebę rozbicia go na kilka czynników. Chciała, ale kiedy zapytał oto wprost skapitulowała. To dalej był moment, a o ile chciała być przy nim coraz bliżej, chłonąc każdą cząstkę jego ciała, to tyle jej wystarczało. Uniosła delikatnie oba kąciki ust ku górze.
Tak i nie — stwierdziła finalnie, opuszczając głowę, jakby nie było w tym nic zaskakującego. Chciała móc pozwolić sobie na więcej, a jednocześnie ta chwila przytulenia, w której się znaleźli, była wystarczająca.
Nie — droga butelka w cenie czynszu jej mieszkania? Poznała na tyle Charliego, by zrozumieć, że on nie oszczędzał, a za to ona nie chciała mieć wobec niego żadnych zobowiązań. Z nim lubiła spędzać czas, a z nie z jego pieniędzmi — boisz się, że spodobałaby Ci się normalność? — spytała całkiem niewinnie. Na pewno byłby na początku obrzydzony, zdziwiony, widząc bójki, ale równie zszokowany, widząc jak prości ludzie, potrafią się bawić. Tak jakby jutra miało nie być, idąc po prostu za głosem serca.
Uśmiechnęła się jedynie. Nie znał możliwości jej ust. Dosłownie i w przenośni. Ivy znała naprawdę bardzo barwne przekleństwa, ale przy Marshallu starała się powstrzymywać. Zresztą nie dał jej powodu do ich wypowiadania.
Ivy, chcę być dla Ciebie po prostu Ivy — stwierdziła po paru sekundach ciszy. Chciała być dla niego po prostu Ivy. Cokolwiek to miało znaczyć, kiedy czuła jego bicie serca, nie była w stanie wypowiedzieć słowa przyjaźń. Tylko każda inna wypowiedź sprawiłaby, że zostałaby najgorszą osobą na świecie.
Naprawdę? Jaka romantyczna data, łatwo ją zapamiętać — stwierdziła, licząc w głowie czas do jego urodzin. Trochę za późno na życzenia. Mogłaby powiedzieć, że nie wiedziała, ile ma lat, ale... doskonale wiedziała. Słuchała rozmów w dyżurkach, gdzie inne rezydentki, czy pielęgniarki mówiły o nim. Sama też sprawdziła informacje o nim w internecie — 23 maja i nie chcę żadnego prezentu. Wystarczą życzenia — uniosła delikatnie kąciki ust, wpatrując mu się intensywnie w oczy. Dostała od niego kubek i powinien się cieszyć, że nie sprawdziła jego ceny na miejscu. Prawdopodobnie już wtedy rozpoczęłaby pierwszy bunt.
Mam wrażenie, że to niemożliwe — mruknęła cicho pod nosem — ale chciałabym... — dodała, patrząc mu prosto w oczy. Sama wizja zobaczenia oceanu była dla niej wręcz kusząca. Potrzebowała móc zanurzyć się w oceanie, popływać w nim, z kimś kto byłby w stanie rozumieć jego magię. Tyle że to były jedynie marzenia, przecież nigdzie by razem wyjechali. Jak to miałoby wyglądać?
Nie. Do tego po prostu potrzeba odwagi — postukała mu palcem prosto w pierś, a zaraz na twarzy wymalował się jej najszczerszy uśmiech, jaki mogła mu ofiarować. Szybko zniknął jej z ust wraz z kolejnym pytaniem. Chciałaby móc na nim leżeć, panowała idealna cisza w stajni, a oni powoli dowiadywali się o sobie coraz więcej — przecież nie mogłabym częściej, to po co pytasz... — wymruczała, próbując, by to pytanie zniknęło. Chciała i to piekielnie, ale bała się. Życzenia potrafiły być naprawdę zgubne — na własnych warunkach? — powtórzyła za nim sprawę rodziców. Byli z innych światów. Powoli zaczynała rozumieć, że mogli wspierać go w biznesowej karierze, a niekoniecznie w karierze kosmonauty. To smutne, ale może musiała to zrozumieć?
Kilka, ale jeszcze nie zdecydowałam — a jednym z głośniejszych pytań było jeszcze, czy przyjmą ją tam, gdzie będzie próbowała się dostać. Przymykała powoli oczy, czując jego dotyk. Powoli wyłączały się jej jakiekolwiek czujniki bezpieczeństwa. Chciała móc zasnąć w ramionach Marshalla, uciąć sobie drzemkę, chociażby krótką. Słuchała go jednym uchem, a tylko niektóre słowa do niej docierały — ty też zasługujesz na najlepsze — mruknęła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na całym świecie. Poniekąd taką była. Nie znali się zbyt długo, ale chciała móc widzieć uśmiech na jego twarzy, widzieć jego szczęście.
Uda nam się wstać na nie? Zostaniemy tu tyle? — spytała lekko słabym głosem, poprawiając się jeszcze na Charlim. Ułożyła się delikatnie, poszukując najlepszego miejsca, na którym mogłaby się położyć. Znalazła, ale delikatnie musiała zarzucić przez niego nogą, wtulając się jak mała, słodka koala.
Nie jestem mała... — wymruczała w ramach protestu, chociaż w jego ramionach wyglądała jak Dzwoneczek — dobranoc Charlie — powiedziała bezwiednie i zasnęła. Nawet nie wiedziała, kiedy odleciała do krainy snu. Śniły się jej... same grzeszne rzeczy. Choć wyglądała, jakby miała bardzo spokojny sen. Dawno nikt nie odesłał jej do krainy snu. Przywykła do samotności, a... Charlie znów po prostu był.
Jeszcze chwila mamo... Nie spóźnię się do szkoły — powiedziała cicho, czują coś, co miało ją obudzić. Nic jej nie obchodziło. Była zmęczona, a ktoś do kogo się przytulała, był ciepły. Wtuliła się jeszcze mocniej i ani przez moment nie chciała otwierać oczu.