Nowy dom, nowe życie
: ndz mar 22, 2026 7:07 pm
Musiał przyznać, że Salva wyglądał z małą uroczo i ten widok roztapiał serce Saula, który był zakochany w Meksykaninie, a teraz dodatkowo dostrzegł w nim kolejne piękne cechy. Doskonale opiekował się Islą i miał z nią świetny kontakt - prawdopodobnie lepszy, niż Saul, który miał wrażenie, że niekoniecznie umie się dobrze porozumieć z córką.
Odpowiedział Salvadorowi uśmiechem, kiedy ten posłał go w jego stronę ze słowami, że Saul lubi chodzić boso po domu. Rzeczywiście lubił to i nie znosił mieć czegokolwiek na stopach, kiedy nie musiał. Uważał, że we własnym domu nie ma takiej konieczności, w związku z czym zdecydowanie odmawiał używania czegoś takiego, jak kapcie. Podobnie zresztą robił w gościach: ściągał buty i skarpetki, protestując przeciw częstowaniu go kapciami.
- Nie lubiem kapciuszków - oświadczyła mała, marszcząc się - Chcem chodzić bez. Jak tata może, to ja też.
Niechętnie wzięła ze sobą jednak sweterek, po czym posłusznie włożyła ręce w rękawy kurtki.
- Ach, obiecałeś jej czytanie? - zapytał Saul z rozbawieniem, patrząc to na Salvę, to na córkę, która teraz wlepiała w niego wielkie oczy, czekając w napięciu na to, co powie Devlin.
- Obiecał - powiedziała stanowczo, uprzedzając jego ewentualne protesty.
- No, dobrze, skoro obiecał, to co ja mogę? - zaśmiał się, ucieszony że ma chłopaka jeszcze przynajmniej przez tę jedną noc u siebie - Dobra, ferajna, zbieramy się.
Również rozejrzał się, czy nie zobaczy czegoś, co jeszcze trzeba by było teraz koniecznie zabrać, chwycił torbę z książkami i klockami, wziął misia pod pachę i zagonił rodzinę do drzwi. Zamknął je za sobą na klucz i wszyscy razem ruszyli do samochodu, a potem do domu.
Już na miejscu Saul postawił torbę na podłodze pokoju, w którym zwykle sypiała u niego Isla. Tak naprawdę to był już jej pokój, ale ponieważ bywała u niego tylko na chwilę, to nie był przystosowany stricte do mieszkania. Tym niemniej cieszył się, że nic tu nie ruszał i nie zawalił pokoju swoim bałaganem, bo dzięki temu nie było problemu z faktem, że poprzednią noc spędził u Salvy i nie posprzątał przed odebraniem małej. Posadził misia na łóżku i rozejrzał się po pokoju.
- Co, młoda, chyba trzeba by ci dokupić jakiś regał na te wszystkie twoje rzeczy, nie? - zapytał - Może jutro pojedziemy do sklepu i wybierzesz sobie jakieś meble, które ci się spodobają?
Popatrzył na Salvadora z miłością w oczach, ciesząc się, że ma go przy sobie i że wreszcie może nazywać się jego chłopakiem. Bo chyba mógł, skoro wyznali sobie, jak bardzo im na sobie nawzajem zależy.
Salvador Menendez
-> domek?
Odpowiedział Salvadorowi uśmiechem, kiedy ten posłał go w jego stronę ze słowami, że Saul lubi chodzić boso po domu. Rzeczywiście lubił to i nie znosił mieć czegokolwiek na stopach, kiedy nie musiał. Uważał, że we własnym domu nie ma takiej konieczności, w związku z czym zdecydowanie odmawiał używania czegoś takiego, jak kapcie. Podobnie zresztą robił w gościach: ściągał buty i skarpetki, protestując przeciw częstowaniu go kapciami.
- Nie lubiem kapciuszków - oświadczyła mała, marszcząc się - Chcem chodzić bez. Jak tata może, to ja też.
Niechętnie wzięła ze sobą jednak sweterek, po czym posłusznie włożyła ręce w rękawy kurtki.
- Ach, obiecałeś jej czytanie? - zapytał Saul z rozbawieniem, patrząc to na Salvę, to na córkę, która teraz wlepiała w niego wielkie oczy, czekając w napięciu na to, co powie Devlin.
- Obiecał - powiedziała stanowczo, uprzedzając jego ewentualne protesty.
- No, dobrze, skoro obiecał, to co ja mogę? - zaśmiał się, ucieszony że ma chłopaka jeszcze przynajmniej przez tę jedną noc u siebie - Dobra, ferajna, zbieramy się.
Również rozejrzał się, czy nie zobaczy czegoś, co jeszcze trzeba by było teraz koniecznie zabrać, chwycił torbę z książkami i klockami, wziął misia pod pachę i zagonił rodzinę do drzwi. Zamknął je za sobą na klucz i wszyscy razem ruszyli do samochodu, a potem do domu.
Już na miejscu Saul postawił torbę na podłodze pokoju, w którym zwykle sypiała u niego Isla. Tak naprawdę to był już jej pokój, ale ponieważ bywała u niego tylko na chwilę, to nie był przystosowany stricte do mieszkania. Tym niemniej cieszył się, że nic tu nie ruszał i nie zawalił pokoju swoim bałaganem, bo dzięki temu nie było problemu z faktem, że poprzednią noc spędził u Salvy i nie posprzątał przed odebraniem małej. Posadził misia na łóżku i rozejrzał się po pokoju.
- Co, młoda, chyba trzeba by ci dokupić jakiś regał na te wszystkie twoje rzeczy, nie? - zapytał - Może jutro pojedziemy do sklepu i wybierzesz sobie jakieś meble, które ci się spodobają?
Popatrzył na Salvadora z miłością w oczach, ciesząc się, że ma go przy sobie i że wreszcie może nazywać się jego chłopakiem. Bo chyba mógł, skoro wyznali sobie, jak bardzo im na sobie nawzajem zależy.
Salvador Menendez
-> domek?