white just ain't my color and my family's kinda crazy
: pn mar 16, 2026 10:10 am
Podobnie jak Evina, ona również zaczęła podejrzewać, że z Samem może być coś więcej niż tylko zwykła nadpobudliwość. W jego zachowaniu od dawna dało się zauważyć pewne cechy, w tym ciągły ruch, niekończące się pokłady energii i trudności z utrzymaniem skupienia na jednej rzeczy przez dłuższy czas. Dlatego, kiedy tylko Sam formalnie z nimi zamieszka i sytuacja trochę się ustabilizuje, powinien przejść odpowiednią diagnozę. Nie chodziło o to, by w jakikolwiek sposób utrudnić mu życie czy przykleić mu jakąś etykietę. Wręcz przeciwnie, zależało im przede wszystkim na tym, żeby lepiej zrozumieć, z czym tak naprawdę się mierzy i jak mogą mu pomóc funkcjonować na co dzień. Jeśli rzeczywiście zmagał się z ADHD, wczesne rozpoznanie mogło okazać się ogromnym wsparciem zarówno dla niego, jak i dla nich. A w przypadku Sama podejrzenie ADHD wydawało się zresztą czymś więcej niż tylko luźną hipotezą, bo aż trudno uwierzyć, że ktoś może posiadać aż tak niespożyte pokłady energii i jednocześnie tak wielką potrzebę działania.
Zaylee zamyśliła się na chwilę. W teorii dobrze wiedziała, kogo chciałaby zaprosić na swój ślub, jednak gdy przyszło do spisywania listy gości, wszystko nagle przestało być takie proste. Każde kolejne imię budziło wątpliwości. Z jednej strony zależało jej, aby przy tym wyjątkowym wydarzeniu towarzyszyli jej bliscy i ważni dla niej ludzie. Z drugiej nie chciała, aby ktokolwiek poczuł się pominięty lub urażony brakiem zaproszenia. Jednocześnie wiedziała, że nie chce zapraszać wszystkich tylko z grzeczności. Nie widziała sensu w rozsyłaniu zaproszeń do osób, z którymi od lat nie miała żadnego kontaktu albo z którymi relacja ograniczała się jedynie do zdawkowego "cześć" przy przypadkowym spotkaniu. W końcu ten dzień miał być wyjątkowy i szczery, więc chciała dzielić go z ludźmi, którzy naprawdę byli częścią jej życia, a nie tylko jego odległym wspomnieniem.
Przeszły jeszcze kawałek i usiadły na ławce na pomoście. Stąd widok był jeszcze piękniejszy, o ile to w ogóle możliwe. Miller nigdy nie zachwycała się krajobrazem, ale czego oczekiwać po kimś, kto spędza kilkanaście godzin w piwnicy bez okien?
— Kilka byłych, żeby zobaczyły moje szczęście bez nich — rzuciła żartobliwym tonem, zakładając nogę na nogę. — Na pewno czwórkę przyjaciół z czasów studiów, z którymi trzymamy się do dzisiaj, siostrę od strony mamy, wujem i kuzynostwem, Courtney Winslow, bo ją szkoliłam i jest mi zdecydowanie bliższa niż Hackman i Patterson... I jeszcze góra z pięć osób. Łącznie będzie może dwadzieścia, nie więcej — wyliczyła skrupulatnie, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że naprawdę zmieszczą się w magicznej pięćdziesiątce. — Koniecznie musisz zaprosić Vince'a z rodzicami, żeby Sam miał jakieś towarzystwo — przypomniała Swanson o siedmioletnim synu kuzyna. Ogólnie przyjęcie nie było dedykowane dzieciakom, ale nie mogły przecież pozwolić, żeby Sammy nie towarzyszył im w tym ważnym dniu.
Evina J. Swanson
Zaylee zamyśliła się na chwilę. W teorii dobrze wiedziała, kogo chciałaby zaprosić na swój ślub, jednak gdy przyszło do spisywania listy gości, wszystko nagle przestało być takie proste. Każde kolejne imię budziło wątpliwości. Z jednej strony zależało jej, aby przy tym wyjątkowym wydarzeniu towarzyszyli jej bliscy i ważni dla niej ludzie. Z drugiej nie chciała, aby ktokolwiek poczuł się pominięty lub urażony brakiem zaproszenia. Jednocześnie wiedziała, że nie chce zapraszać wszystkich tylko z grzeczności. Nie widziała sensu w rozsyłaniu zaproszeń do osób, z którymi od lat nie miała żadnego kontaktu albo z którymi relacja ograniczała się jedynie do zdawkowego "cześć" przy przypadkowym spotkaniu. W końcu ten dzień miał być wyjątkowy i szczery, więc chciała dzielić go z ludźmi, którzy naprawdę byli częścią jej życia, a nie tylko jego odległym wspomnieniem.
Przeszły jeszcze kawałek i usiadły na ławce na pomoście. Stąd widok był jeszcze piękniejszy, o ile to w ogóle możliwe. Miller nigdy nie zachwycała się krajobrazem, ale czego oczekiwać po kimś, kto spędza kilkanaście godzin w piwnicy bez okien?
— Kilka byłych, żeby zobaczyły moje szczęście bez nich — rzuciła żartobliwym tonem, zakładając nogę na nogę. — Na pewno czwórkę przyjaciół z czasów studiów, z którymi trzymamy się do dzisiaj, siostrę od strony mamy, wujem i kuzynostwem, Courtney Winslow, bo ją szkoliłam i jest mi zdecydowanie bliższa niż Hackman i Patterson... I jeszcze góra z pięć osób. Łącznie będzie może dwadzieścia, nie więcej — wyliczyła skrupulatnie, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że naprawdę zmieszczą się w magicznej pięćdziesiątce. — Koniecznie musisz zaprosić Vince'a z rodzicami, żeby Sam miał jakieś towarzystwo — przypomniała Swanson o siedmioletnim synu kuzyna. Ogólnie przyjęcie nie było dedykowane dzieciakom, ale nie mogły przecież pozwolić, żeby Sammy nie towarzyszył im w tym ważnym dniu.
Evina J. Swanson