Si voy por ti o vienes corriendo
: sob mar 14, 2026 1:10 am
To prawda, Alvaro niekoniecznie chciał być dotykany, natomiast zdawał sobie też sprawę z tego, że sam raczej nie da rady się umyć, a w każdym razie nie zrobi tego dokładnie, bo nie będzie w stanie wszędzie dosięgnąć. Jeśli chodziło natomiast o Santiago, to nie czuł, żeby ten w jakikolwiek sposób go przekraczał czy żeby po prostu robił coś, co mogło mieć jakieś drugie dno, jakiś podtekst. Jego dotyk był opiekuńczy i czuły, bardziej dotykał go jak rodzic albo brat, niż jak człowiek, który chce mu zrobić krzywdę czy który chociażby mógł mu ją zrobić. Czy ufał mu w tej chwili za bardzo? Raczej nie postrzegał tego w tych kategoriach; ufał mu, bo Santiago robił wszystko, żeby na to zaufanie zasłużyć i był po prostu dobry. Salvatierra nie czuł, że Kocur może chcieć mu cokolwiek zrobić, nie postrzegał go jako zagrożenia.
- No quiero que nadie me toque, pero... quiero que me ayudes.- poprawił się nieco w wannie, zmieniając trochę pozycję; nogi wyciągnął przed siebie, wyprostowane, a plecy zsunął nieco po ściance wanny, układając się wygodniej, w pozycji półleżącej. Sposób w jaki teraz leżał sprawiał, że jego podbródek dotykał go tafli wody i niewiele brakowało, żeby jego głowa znalazła się pod powierzchnią, zwłaszcza jeśli poruszyłby się chociaż trochę, układając się wygodniej. - No me siento amenazada cuando me tocas. - dodał jeszcze, słysząc, że ma spojrzeć na Santiago i że ten chce mu pomóc, że nic złego się nie stanie i że jest bezpieczny. Nie był pewien czy czuje się już całkowicie bezpieczny, ale na pewno czuł się bezpieczniej niż poza domem, właśnie głównie dlatego, że miał przy sobie de la Sernę i że wiedział, że przy nim mu nic nie grozi.
- Yo también te quiero, Santi. - odpowiedział cicho na jego wyznanie, czując przy okazji, jak jego serce napełnia się przyjemnym ciepłem. Dawno nie słyszał, że ktoś go kocha, że jest dla kogoś jak rodzina i te słowa, w połączeniu z tym, że on sam czuł się przy Santiago jak w domu sprawiły, że miał ochotę się rozpłakać. Tym razem jednak nie z bólu ani ze smutku, a po prostu ze wzruszenia. Pociągnął jednak nosem, żeby tylko nie dopuścić do tej sytuacji, bo nie chciał znowu płakać tak naprawdę, raczej chciał już się uspokoić i dojść jakoś do siebie. Po chwili wahania sięgnął po leżącą na brzegu wanny gąbkę i w geście chyba największego zaufania, na jakie było go w tej chwili stać, podał ją po prostu Santiago, samemu podciągając się nieco w wannie. Pochylił się do przodu, podciągając kolana pod brodę i obejmując swoje nogi ramionami, jednak nie zasłaniał się przed nim całkiem, teraz po prostu bardziej dawał mu dostęp do swoich pleców i ogólnie tych tylnych części swojego ciała, bo tam miał najtrudniejszy dostęp i tam pomoc Santiago będzie wręcz nieoceniona.
Santiago de la Serna
- No quiero que nadie me toque, pero... quiero que me ayudes.- poprawił się nieco w wannie, zmieniając trochę pozycję; nogi wyciągnął przed siebie, wyprostowane, a plecy zsunął nieco po ściance wanny, układając się wygodniej, w pozycji półleżącej. Sposób w jaki teraz leżał sprawiał, że jego podbródek dotykał go tafli wody i niewiele brakowało, żeby jego głowa znalazła się pod powierzchnią, zwłaszcza jeśli poruszyłby się chociaż trochę, układając się wygodniej. - No me siento amenazada cuando me tocas. - dodał jeszcze, słysząc, że ma spojrzeć na Santiago i że ten chce mu pomóc, że nic złego się nie stanie i że jest bezpieczny. Nie był pewien czy czuje się już całkowicie bezpieczny, ale na pewno czuł się bezpieczniej niż poza domem, właśnie głównie dlatego, że miał przy sobie de la Sernę i że wiedział, że przy nim mu nic nie grozi.
- Yo también te quiero, Santi. - odpowiedział cicho na jego wyznanie, czując przy okazji, jak jego serce napełnia się przyjemnym ciepłem. Dawno nie słyszał, że ktoś go kocha, że jest dla kogoś jak rodzina i te słowa, w połączeniu z tym, że on sam czuł się przy Santiago jak w domu sprawiły, że miał ochotę się rozpłakać. Tym razem jednak nie z bólu ani ze smutku, a po prostu ze wzruszenia. Pociągnął jednak nosem, żeby tylko nie dopuścić do tej sytuacji, bo nie chciał znowu płakać tak naprawdę, raczej chciał już się uspokoić i dojść jakoś do siebie. Po chwili wahania sięgnął po leżącą na brzegu wanny gąbkę i w geście chyba największego zaufania, na jakie było go w tej chwili stać, podał ją po prostu Santiago, samemu podciągając się nieco w wannie. Pochylił się do przodu, podciągając kolana pod brodę i obejmując swoje nogi ramionami, jednak nie zasłaniał się przed nim całkiem, teraz po prostu bardziej dawał mu dostęp do swoich pleców i ogólnie tych tylnych części swojego ciała, bo tam miał najtrudniejszy dostęp i tam pomoc Santiago będzie wręcz nieoceniona.
Santiago de la Serna