Won't you tell me your name?
: pn mar 23, 2026 12:11 pm
Skinęła głową, poniekąd zgadzając się z jej podejściem. Oczywiście, że śmierć mogła wyglądać wyjątkowo przerażająco. Nawet osoby, które odeszły we śnie, potrafiły wzbudzić w ludziach trwogę przez sam fakt braku oddechu w piersi, a co dopiero ktoś, kogo spotkał dużo mniej przyjemny koniec. Nadal jednak nie odsuwało to od niej myśli, że drzwi powinny zostać poszerzone. Temu wszystkiemu przydałoby się po prostu więcej dramatyzmu.
— Wolałabyś zostać spalona czy doprowadzona do porządku? — zapytała, nie przejmując się własną bezpośredniością. Pytanie z pewnością było nie na miejscu, szczególnie biorąc pod uwagę status ich relacji, ale to nic. Szczerze zaciekawiło ją, jakiej udzieli odpowiedzi. Skoro potrafiła podejść do tej kwestii tak pragmatycznie, pewnie miała już jakiś plan, mimo młodego wieku. Statystyki raczej nie sugerują żadnej z nich rychłej śmierci, ale w sumie nigdy nie wiadomo.
— W żadnym nie powiedziałaś też, że nie chcesz — wytknęła, nie odwracając od niej wzroku. Spadający na ziemię niedopałek nie był przecież istotny. Ruelle raczej nie planowała jej podpalić. A przynajmniej nie papierosem, bo pewnie byłaby z siebie bardzo zadowolona, gdyby udało jej się zagrać na nerwach Cross i po prostu popsuć jej dzień. Na razie nic takiego się nie zapowiadało. Czuła się w tej sytuacji bardzo pewna, nie czuła żadnego widma zbliżającej się do niej porażki. Zakładała, że ma nad nią przewagę i teraz pozostało jej jedynie uświadomić o tym Prescott. Ona z kolei sprawiała wrażenie kompletnie oderwanej od rzeczywistości, skoro zakładała, że miała jakiekolwiek szanse w tej potyczce. Może nawet River powinno być jej nieco szkoda? Nie, to bez sensu. To przecież duża dziewczynka, na pewno ze wszystkim sobie poradzi.
— Och, naprawdę? Teraz to mi przykro, petite menteuse. — Uśmiechnęła się z przekąsem. W ogóle nie powinno jej to smucić. Logicznym było, że Prescott nie miała żadnych powodów, by o niej myśleć. Ich relacja rozmyła się wraz z zakończeniem szkoły. A jednak coś w środku nieprzyjemnie szarpnęło żołądkiem River. Nie lubiła być zapominana ani ignorowana. A już na pewno nie przez takie osoby, o których uwagę niegdyś zabiegała. A przecież Ruelle się do nich zaliczała. Ale nie musiała o tym wiedzieć. Lepiej było zostawić to wszystko na poziomie ironicznych żartów.
— Rozumiem, że teraz też nie chcesz, żeby pojawiła się tęsknota choć na kilka centymetrów? — dopytała, na moment spuszczając wzrok na niewielką przestrzeń między ich ciałami. W ogóle nie miała ochoty się od niej odsuwać. To przecież oznaczałoby porażkę. Przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, dzięki czemu zetknęły się ze sobą. Nadal była w tym ostrożna, wszystko było doskonale wykalkulowane. Ledwie się muskały. Wzięcie głębszego wdechu wystarczyłoby, żeby z powrotem zwiększyć odległość między nimi.
Ruelle I. Prescott
— Wolałabyś zostać spalona czy doprowadzona do porządku? — zapytała, nie przejmując się własną bezpośredniością. Pytanie z pewnością było nie na miejscu, szczególnie biorąc pod uwagę status ich relacji, ale to nic. Szczerze zaciekawiło ją, jakiej udzieli odpowiedzi. Skoro potrafiła podejść do tej kwestii tak pragmatycznie, pewnie miała już jakiś plan, mimo młodego wieku. Statystyki raczej nie sugerują żadnej z nich rychłej śmierci, ale w sumie nigdy nie wiadomo.
— W żadnym nie powiedziałaś też, że nie chcesz — wytknęła, nie odwracając od niej wzroku. Spadający na ziemię niedopałek nie był przecież istotny. Ruelle raczej nie planowała jej podpalić. A przynajmniej nie papierosem, bo pewnie byłaby z siebie bardzo zadowolona, gdyby udało jej się zagrać na nerwach Cross i po prostu popsuć jej dzień. Na razie nic takiego się nie zapowiadało. Czuła się w tej sytuacji bardzo pewna, nie czuła żadnego widma zbliżającej się do niej porażki. Zakładała, że ma nad nią przewagę i teraz pozostało jej jedynie uświadomić o tym Prescott. Ona z kolei sprawiała wrażenie kompletnie oderwanej od rzeczywistości, skoro zakładała, że miała jakiekolwiek szanse w tej potyczce. Może nawet River powinno być jej nieco szkoda? Nie, to bez sensu. To przecież duża dziewczynka, na pewno ze wszystkim sobie poradzi.
— Och, naprawdę? Teraz to mi przykro, petite menteuse. — Uśmiechnęła się z przekąsem. W ogóle nie powinno jej to smucić. Logicznym było, że Prescott nie miała żadnych powodów, by o niej myśleć. Ich relacja rozmyła się wraz z zakończeniem szkoły. A jednak coś w środku nieprzyjemnie szarpnęło żołądkiem River. Nie lubiła być zapominana ani ignorowana. A już na pewno nie przez takie osoby, o których uwagę niegdyś zabiegała. A przecież Ruelle się do nich zaliczała. Ale nie musiała o tym wiedzieć. Lepiej było zostawić to wszystko na poziomie ironicznych żartów.
— Rozumiem, że teraz też nie chcesz, żeby pojawiła się tęsknota choć na kilka centymetrów? — dopytała, na moment spuszczając wzrok na niewielką przestrzeń między ich ciałami. W ogóle nie miała ochoty się od niej odsuwać. To przecież oznaczałoby porażkę. Przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, dzięki czemu zetknęły się ze sobą. Nadal była w tym ostrożna, wszystko było doskonale wykalkulowane. Ledwie się muskały. Wzięcie głębszego wdechu wystarczyłoby, żeby z powrotem zwiększyć odległość między nimi.
Ruelle I. Prescott