Strona 3 z 4

tentazione Italiana

: ndz mar 22, 2026 9:58 am
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Cynthia w całym swoim życiu nauczyła się zaledwie jednego. Po chwilach szczęściach wszystko musiało się popsuć. Wizja, która ją nawiedziła, musiała posiadać w sobie wiele prawdy. Nawet nie była w stanie tego ukrywać przed samą sobą. To nie tak, że nie wierzyła pod żadnym względem w umiejętności Theo, te które posiadał, czy te które nabędzie w trakcie szkolenia. Ten jeden obraz wyrwał ją ze szczęścia, które zaczynał jej dawać i wyrwał z obrazka, które zaczynali ze sobą dzielić. Bała się jednego. Kiedy poczuje się szczęśliwa, świat na nowo postanowi ją wyjaśnić, a im dłużej to trwało, tym większa katastrofa pokazywała się w jej głowie.
Potrzebowała móc ukryć się w jego ramionach. Chciała czuć jego spokojny dotyk oraz ciepło ciała. Całkowicie inne niż to, które czuła, biorąc skalpel, czy piłę, przecinając ciało denatów. Bachmann był inny od ludzi, których widziała na co dzień. Nie uciekał przed nią, czekał, kiedy potrzebowała pomocy, a jego ciało zapewniało jej uziemienie, którego potrzebowała. Jako lekarka sądowa rzadko czuła, lub słyszała, bicie ludzkiego serca, ale jego czuła. Pod opuszkami palców, cały czas drżąc i roniąc łzy, czuła spokojne skurcze przedsionków oraz komór serca.
Czuję to — mruknęła, delikatnie pociągając nosem i wpatrując mu się prosto w oczy. Łzy coraz wolniej spływały po jej policzkach. Uniosła do góry spojrzenie, kiedy objął jej twarz dłońmi. Oddech cały czas miała nierówny, ale odnajdywała powoli spokój w jego błękitnych tęczówkach. Jedna z dłoni przesunęła się na jego plecy, zaciskając się na nich dość mocno, a druga cały czas skupiała się na miarowych uderzeniach pod nią. Tego właśnie potrzebowała. Był, żył, znajdował się przy niej.
Patrzyła na niego z niezrozumieniem w oczach, kiedy siadał na podłodze. Zmarszczyła delikatnie obie brwi, czując przedziwne rozdarcie w sercu. Dał jej buziaka, a potem zniknął. Dopiero jego słowa wyrwały ją i usiadła razem z nim. Cały czas niespokojna z drżącym oddechem, z ciałem, które cały czas się trzęsło. Rozsiadła się między jego nogami, a dopiero jego całe ciało dało jej ukojenie. Powoli oddech stawał się głębszy, a ciało przestało drżeć.
Widziałam Cię na moim stole — powiedziała półszeptem, starając skupić się na jego oddechach. W tym wszystkim nigdy nie chodziło o Bachmanna. Ufała mu, chciała w niego wierzyć, chodziło o nią samą — przynoszę pecha — wymruczała cicho pod nosem. Wdech, wydech. Na tym powinna skupić się przede wszystkim. Wdech, wydech. Mogła być pechową, lodową królową lodu. Teraz Theo był przy niej, tylko to wydawało się liczyć.
Nie chcę Cię na nim widzieć, a boję się tego, Theo — a widziała. Jedna krótka wypowiedź o zmianie zawodu, a jej wyobraźnia wydawała się igrać z nią samą. Jakby próbowała podważyć to, do czego powoli dochodzili. Przy Bachmannie czuła się szczęśliwa. Sama przed sobą jeszcze tego nie przyznała, ale bała się go stracić.

tentazione Italiana

: ndz mar 22, 2026 10:48 am
autor: Matheo Bachmann
Nie mógł mieć pewności, co siedziało w jej głowie, prawda? Już jej powiedział przy okazji ostatniego spotkania, że nie potrafił czytać w myślach i bardzo chętnie pomoże zmierzyć się z czymkolwiek się mierzy, tyle że musi mu o tym powiedzieć.. Może prosił o zbyt wiele? O prostotę w komunikacji i po prostu mówienie o rzeczach w momencie, w którym się działy? Może był naiwny myśląc, że ludzie tak działali, w końcu dopiero oswajać się zaczął z myślą, że jego mózg nie działa w ten typowy sposób. Uczył się. Chciał móc się również nauczyć jej, ale do tego też musiała mu na to pozwolić; do tego tanga potrzeba było dwojga.
Poczuł, jak stopniowo się rozluźnia w jego ramionach, ale mimo to nie zwalniał własnego uścisku, uznając, że zdecydowanie mogła użyć trochę spokoju, a on mógł jej go pożyczyć. Mógł jej oddać cały ten spokój, bo nigdzie się nie wybierał. Ani tego wieczoru, ani następnego, a nawet kiedy przyjdzie mu wracać na własne śmieci i iść do pracy, zarabiać dorosłe pieniądze, też w gruncie rzeczy nigdzie się nie wybierał. Wróci.
- Nie mogę ci obiecać, że nigdy nie umrę.. Ale zrobię wszystko, co mogę, żeby nie umrzeć przez następne kilka dekad przynajmniej, hm? Kupię sobie jakiś amulet przeciwko pech...pechowi? Pechu? Um. - mówił do niej spokojnie, ale pod koniec język go zawiódł i.. sam się rozbawił. Jego klatka zadrżała w cichym, krótkim parsknięciu. Dał jej krótkiego całusa w głowę, dalej pochylił się nieco bardziej, by dosięgnąć jej szyi w kolejnych kilku drobnych, niespiesznych pocałunkach. - I jeśli naprawdę spałabyś lepiej, gdybym zmienił zdanie, to mogę o tym pomyśleć. Właściwie to najbardziej ciągnie mnie do tej części paramedycznej, ale nie wiem nawet, czy są jakieś prywatne ambulanse, które nie należą do straży.. - z tego, co kojarzył, straż i ambulans był jednym i tym samym, ale zawsze istniała opcja, że coś mu się pomieszało? Mógłby je na spokojnie przeglądnąć i zobaczyć, czy mógłby sobie znaleźć nawet lepsze miejsce, takie, które nie wtrącało Cynthii w mikro napad paniki.

Cynthia A. Ward

tentazione Italiana

: ndz mar 22, 2026 4:06 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Wszyscy kiedyś umierają Theo — wymruczała, starając się skupić jedynie na jego głębokich oddechach, cieple jego ciała. Jakby one miały sprawić, że umysł będzie miała czysty, bez żadnej większej skazy. Potrzebowała totalnie resetu. Nie chodziło o niego, a o własne myśli które ograniczały ją na każdy możliwy sposób — to piękna obietnica, wiesz? — odwróciła głowę, żeby móc spojrzeć w jego niebieskie tęczówki. Szukała w nich porozumienia. Bała się o niego, nie chciała go tracić, ale również przez własny egoizm mogła to zrobić. W jaki sposób miałaby go zatrzymać przy sobie? Ważniejsze wydawały się dla niej jego słowa, który były wręcz obietnicą — że będziesz długo żył — dodała finalnie, bo żadne amulety szczęścia jej nie obchodziły. Ta obietnica była niemalże symboliczna, otuliła ją dookoła. Będzie żył, nie musiał przy niej, nawet jeśli naprawdę bardzo tego chciała i potrzebowała.
Jego śmiech uspokajał ją. Sprawiał, że powoli zaczęła układać sobie wszystko w głowie. To był jej irracjonalny lęk, z którym on nie musiał się mierzyć.
Theo, nie chcę, żebyś przeze mnie był ograniczony — stwierdziła w końcu Ward, biorąc głęboki oddech. Szukanie innych opcji? Co miała mu powiedzieć, czy zaproponować? Szczerze myślała, że poznał każdą możliwą opcję, a dodatkowe ich poszukiwanie było niepotrzebne — nie chcę Cię ograniczać — prawie że podjął decyzję. Musiało go to wiele kosztować, a ona tak po prostu, tak zwykle miałaby mu to popsuć? Przymknęła jeszcze raz oczy. Nie chciała mu sprawiać problemów. Nawet teraz jej lęki musiały przynosić jej najbliższym pecha.
Wiem, że chcesz być potrzebny, a ta praca by Ci to umożliwiła — to też wiedziała. Potrzebował adrenaliny, nuda była dla niego wrogiem. Każdy szczegół powoli zaczynała widzieć. Może dlatego zobaczyła go na własnym stole? Bała się, że zaryzykowałby własnym życiem dla obcych osób, a jego już nikt nie byłby w stanie uratować. Był do tego zdolny, bo miał krystalicznie czyste serce.
To moje lęki, nie twoje — powiedziała praktycznie bezgłośnie, a jedynie jego bliskość umożliwiła mu usłyszeć jej słowa. Cynthia od zerwania z Cassianem nauczyła się być niezależną, nie chciała obciążać innych swoim stanem. Teraz też tego chciała. Chciała, żeby Theo zachowywał się przy niej normalnie, żeby spełniał własne marzenia. Jeśli człowiek po trzydziestce mówi Ci o zmianie zawodu, to trzeba go traktować poważnie.

tentazione Italiana

: ndz mar 22, 2026 11:53 pm
autor: Matheo Bachmann
Był zdrowy, silny, dbał o siebie, wiedział jak się żywić, właściwie nie miał żadnych nawyków, rzadko pił, nie palił, grzecznie chodził na kontrolne badania, nie unikając lekarzy jak ognia; teoretycznie robił wszystko, co człowiek mógł zrobić, żeby nie umrzeć przedwcześnie. Gdyby rzeczywiście udało mu się zmienić profesję, musiałby się mierzyć z wieloma innymi czynnikami. Sadza zostawała w organizmie, zwiększając ryzyko raka drastycznie. Większe pożary były nieprzewidywalne, te mniejsze też mogły zaskoczyć. Akcje ratunkowe w terenie też w gruncie rzeczy nie należały do najbezpieczniejszych. Nawet jeśli miałby jeździć tylko do medycznych wezwań, wciąż istniało ryzyko, że ćpun któremu będzie chciał pomóc, postanowi wyciągnąć na niego broń. Wszystko się mogło zdarzyć; jego zadaniem było przygotować się zawsze do każdej zmiany tak, by zmniejszyć to ryzyko i podejmować odpowiednie kroki między zmianami, by utrzymywać swoje ciało w stanie gotowości. Więcej testów, specyficznych ćwiczeń, więcej wiedzy; mógł to zrobić.
- Okay, a ja nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. - odpowiedział prosto, zerkając na nią, unosząc lekko jedną z brwi. Nie znajdowało się to nawet na liście rzeczy, które chciał robić, tak ogólnie, a fakt, że coś, o czym wspomniał doprowadziło ją na skraj napadu paniki, godził w jego serce, ściskając nieprzyjemnie w klatce. - Chcesz później o tym porozmawiać? Albo powiedzieć mi, jak w przyszłości mogę tego uniknąć? - później, bo na tamtą chwilę nie sądził, by rozmowa była czymś, czego naprawdę potrzebowała. Przesunął jedną z obejmujących ją ramion tak, by dłoń spoczęła na klatce Ward; kolejny nacisk między jej piersiami, kciuk bezwiednie głaszczący skórę, przytrzymując ją ciasno przy sobie. Dotyk wydawał się dawać ulgę, a on zakładał, że zwyczajnie udowadniał jej to, jak bardzo żywy był w tym konkretnym momencie.
- Mogę być potrzebny na wiele sposobów. - odpowiedział, bo taka też była prawda. W gruncie rzeczy nie potrzebował adrenaliny, nie pociągało go rzucanie się z klifów, wbieganie do walących się budynków; to też nie dla tego chciał dołączyć i.. Być może też dlatego miał wrażenie, że mógł służyć przez długie lata, względnie bez urazów. Miał mózg. Potrafił go używać. "Nobody is coming to save you" - i tak właśnie miał być przygotowany, w razie gdyby cała jego brygada nie była w stanie do niego dotrzeć i mógł liczyć tylko na to, co miał. Ten cytat prowadził trening większości policjantów, strażaków i żołnierzy; wiedział to i, po raz kolejny, wydawało mu się, że potrafiłby tak żyć. Jedynym "problemem" był fakt, że jego życie nie należało tylko do niego, prawda? Chciał mieć tą kobietę w swoim życiu i jeśli to znaczyło, że musiałby rozważyć swoje opcje, zrobiłby to. Może był pantoflem. Może po prostu w hierarchii priorytetów, znajdowała się ponad karierą.
- Cynthia.. Chcę cię mieć w swoim życiu i nie chcę, żebyś się mierzyła ze swoim lękiem sama. - bo nie była sama, bo był obok, nawet jeśli czasami musiał wyjść być dorosły i zarabiać dorosłe pieniądze. Nie była sama. Lęk generalnie przestawał być ogromnym, strasznym potworem, kiedy trzymało się za rękę drugą osobę. Z czasem, robił się coraz mniejszy, nawet jeśli nie znikał całkowicie, było łatwiej go ignorować. Wsunął dłoń na jej policzek, miziając przez moment szczękę, zanim wyciągnął się odrobinę bardziej, by skraść dla siebie lekki pocałunek.

Cynthia A. Ward

tentazione Italiana

: pn mar 23, 2026 10:17 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Życie nie jest proste, pomyślała wielka filozofka Cynthia. Ją niestety bardzo mocno doświadczyło na naprawdę wiele sposobów. Momentami nie wiedziała, w jaki sposób powinna na nie reagować. Przyzwyczaiła się do tego, że życie cały czas rzucało jej kłody pod nogi. Nawet kiedy próbowała się do kogoś zbliżyć, jej własny umysł zaczynał świrować. Sama nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało. Jakby nie była w stanie zaakceptować własnego szczęścia.
To mój problem Theo — wymruczała cicho Ward. Ta sprawa, ta wizja dotyczyła jej. Nawet jeśli był w jej środku na jej lodowatym stole, kiedy rozpoczynała badanie. Kiedy zapach spalonej skóry docierał do jej nozdrzy. Theo był teraz przy niej, a jego serce biło szybko, wręcz miarowo. To ono wraz z jego całym ciałem sprawiało, że do jej głowy zaczynały dochodzić powoli coraz to bardziej racjonalne myśli — mogę porozmawiać, ale... — nabrała głębokiego oddechu, by jeszcze bardziej otrzeźwić głowę — mój umysł ma po prostu wiele okropnych myśli, przed którymi nie jestem w stanie uciec — powiedziała cicho, odwracając głowę, by móc chociażby przez krótki moment spojrzeć w jego błękitne tęczówki. To właśnie w nich poszukiwała zrozumienia, opieki. Nawet jeśli przez krótki wymiar ich znajomości nie powinna go oto prosić.
Wiesz... — zaczęła Cynthia, wpierw gryząc się w język. To co chciała powiedzieć, było bardzo egoistyczne — chyba jesteś potrzebny mi... — jednak powiedziała to, przekręcając się tak, by móc wtulić się w jego tors. Nogi zarzuciła na bok i nie miała zamiaru odrywać się od niego nawet przez krótki moment. Zwyczajnie chciała ukryć się przed całym bożym światem w jego ramionach. Mogła brzmieć na egoistkę, ale to kogo potrzebowała, stawało się dla niej coraz bardziej jasne. Po co były im te wieczory, kiedy rozmawiali o drobnostkach?
Też chcę Cię mieć w moim życiu... — uniosła delikatnie wzrok, kiedy miział ją delikatnie po policzku. To właśnie jego potrzebowała w życiu. Pierwsza randka. Na Cynthię były to zdecydowane mocne słowa. Tylko zrozumienie, jakim ją otaczał, było dla niej niepojęte. Podobnie jak niepojęta dla niej była jego bliskość, smak jego ust, który był dla niej wręcz uzależniający. Nie chciała się od nich rozstawać nawet na krótki moment. Jednak kiedy na nowo oparła się o jego tors, przymknęła oczy i zamiast katastrofalnych obrazów, czuła jedynie spokój.
Wiesz... Naprawdę Cię lubię — wyszeptała cicho, unosząc delikatnie głowę — możesz spróbować odwrócić moją uwagę? — poprosiła, wsłuchując się w bicie jego serca.

tentazione Italiana

: wt mar 24, 2026 7:46 am
autor: Matheo Bachmann
To, co mówiła, brzmiało trochę jak irracjonalny stan, w który sam czasami wpadał. Kiedy obrazy i scenariusze same wdzierały się do głowy i nijak nie potrafił się ich pozbyć? Zajmowanie się czymkolwiek pomagało. Ruch pomagał. Nawet gotowanie przy zbyt głośnej muzyce pomagało. Mówienie na głos też pomagało.. Ale nie był specjalistą i nie chciał się jej tutaj produkować na tematy, o których pojęcia w gruncie rzeczy nie miał. Miała przyjaciółkę terapeutkę, prawda? Gdyby chciała poznać jakieś sposoby na tą przypadłość, mogła się zapytać. On gówno wiedział.
- Mhm, też tak czasem mam. - stąd wiedział, że podłoga i uścisk pomagały, tyle że sam zwykle sam się ściskał kocem czy zwiniętym ubraniem.. Cokolwiek co mogło by się nadać, tylko po to, by rozluźnić układ nerwowy i dać mu znać, że nic się nie działo. Nic im nie groziło. Trzymając ją przy sobie blisko, robił dla niej dokładnie to samo, a przynajmniej miał nadzieję, że tak było. Wyglądało jakby była znacznie spokojniejsza? Jej oddech się równał, głos brzmiał naturalniej..
Przesunął się razem z nią, pozwalając, by przerzuciła nogi przez jego udo, zaplótł nogi trochę jakby siedział po turecku; trochę jakby siedziała w gnieździe zrobionym z długich odnóży. Uśmiechnął się, szczerze rozczulony jej nagłym wyznaniem. Był jej potrzebny. Chciała go w swoim życiu. Serce wyrwało się w kilku mocniejszych uderzeniach, kiedy przesunął dłoń na jej ramię, zaraz wsuwając we włosy, wtulając ją w swoją klatkę. - Chcę być ci potrzebny. - był całkiem niezłym nabytkiem, okay? Już pomijając, że potrafił gotować, mógłby się reklamować jako całkiem ogarniętego w wielu różnych aspektach, silne ręce nadawały się do prostych napraw wokół domu, ogarniania zieleni, do słoików też się całkiem nadawał.. Dobra. Po prostu mógł być przydatny. W wielu aspektach.
Znów lekko się zaśmiał, miarowo głaszcząc jej plecy, gdy przyznała, że całkiem go lubi. Dobrze. Też ją lubił. Zerknął na nią, gdy zapytała, czy mógłby odwrócić jej uwagę.. Uśmiech chochlika wkradł mu się na usta, tworząc zmarszczki przy oczach w swojej szczerości. - Mogę spróbować... Gadając o głupotach, czy fizycznie? - definitywnie potrafił gadać o głupotach. Mógł jej opowiadać o pierdołach ze swojej pracy, o walce z zarośniętym ogrodem w rodzinnym domu, nawet o swoich nowych sąsiadach, którzy wprowadzili się z psem, chociaż chyba nie wolno im trzymać zwierząt i.. Mógł gadać w nieskończoność, jeśli tego chciała. Albo mógł się zamknąć i rozproszyć ją innymi rzeczami. Dłoń, którą wcześniej gładził jej policzek i włosy, przesunął po boku, w stronę biodra, po zewnętrznej części uda do kolana przerzuconego przez jego nogę. Pochylił się, sięgając znów do jej ust, dając jej nieco dłuższy, czuły pocałunek; niespieszny i spokojny, jak wszystko to, czym chciał ją otaczać.

Cynthia A. Ward

tentazione Italiana

: śr mar 25, 2026 7:33 am
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Jedynym znanym i dobrym mechanizmem dla Cynthii była ucieczka. Tylko w nią była w stanie uwierzyć i tylko ona działała. Uciekała od ludzi, czasami nawet od najbliższych dla niej osób, byle totalnie się odciąć. Cisza pozwalała jej na pozbycie się jakichkolwiek niepotrzebnych myśli, była wręcz dla niej lecznicza, bo to na nią mogła liczyć, w niej mogła zniknąć.
Naprawdę? — zagadnęła, odsuwając się na moment od niego, by móc spojrzeć mu prosto w oczy. Poszukiwała w nich swego rodzaju zrozumienia. Matheo też miał własne traumy, zdawała sobie z tego coraz bardziej sprawę. Tylko po jego spokoju i cieple szczerze się tego nie spodziewała. Nie potrafiła wyobrazić sobie go słabego, w jej oczach był najsilniejszą osobą, jaką poznała w całym swoim życiu — Ciebie tak nie uziemię, jesteś za duży — mruknęła, siląc się na delikatny uśmiech na własnej twarzy. Jakby miała objąć własnym ciałem Matheo... Przypominałaby bardziej rzep przyczepiony do psiego ogona. Będzie musiała kiedyś poznać inne sposoby.
Wyczuwała na własnej głowie jego gorący oddech, który otulał ją całą. Słyszała głośne, miarowe bicie jego serca. Tyle powoli wystarczało, żeby czuła się przy nim beztrosko. Nie potrafiła zrozumieć, jak wcześniej totalnie obcy człowiek stał się dla niej niesamowicie bliską osobą. Ile razy się widzieli? Byłaby w stanie wymienić na palcach obu rąk, no może ewentualnie jeszcze stóp. Tyle że barier Ward nie pokonywało się tak łatwo.
I nie zostawisz mnie? — zagadnęła wprost. Wiedziała, że nie mogła tego od niego wymagać, ale każdy czuły gest pchał ją jeszcze mocniej w jego ramiona. To było dla niej naturalne, oni byli dla niej na miejscu, tak jak oddechy, które nabierała do płuc. Wdech, wydech, wdech, wydech. Tak w kółko. Dopiero jego śmiech wyrwał ją z własnych myśli. Uniosła delikatnie oczy, by zajrzeć do jego niebieskich tęczówek. Próbowała odnaleźć w nich szczęście.
Oba na raz? — spytała, unosząc wzrok, by zajrzeć mu wprost do oczu. Jedną z dłoni ułożyła na jego policzku, głaszcząc Theo kciukiem po linii szczęki. Ten pocałunek był czuły. Delikatnie muskała jego usta. Zero pośpiechu, jedynie wspólna celebracja bliskości, którą oboje mogli sobie nawzajem podarować.
Opowiedz mi, co robiłeś, kiedy się nie widzieliśmy, dobrze? — zagadnęła spokojnym tonem, zjeżdżając dłonią wprost na jego kark, po którym delikatnie zaczęła go drapać.

tentazione Italiana

: śr mar 25, 2026 8:09 am
autor: Matheo Bachmann
Jeszcze wiele musiał się nauczyć, jeśli chodziło o własne ochronne zagrywki, do których podświadomie uciekał. Chciał je zrozumieć, chciał nad nimi zapanować; zwłaszcza z planem zmiany zawodu, naprawdę powinien, by móc po nie sięgnąć z pełnią kontroli w momentach, kiedy naprawdę tego potrzebował. Kontrola oddechu wydawała się działać naprawdę dobrze, wysiłek fizyczny też, obciążenie.. Były też te, których nie lubił, jak ucieczka w otumanianie się alkoholem, wchodzenie w tryb niemego zombie albo rozpraszanie się seksem. W sumie to ostatnie mogło zostać, nie miałby nic przeciwko rozpraszania się z Cynthią po ciężkim dniu, pomysł nawet wydawał mu się jednym z lepszych, na jakie wpadł.
- Byłabyś jak mała koala. Ewentualnie leniwiec... Jestem pewny, że podnoszę ciężary większe od ciebie, swoją drogą? - rzucił z rozbawieniem i, chcąc przetestować, złapał ją pewniej, by podnieść lekko z podłogi na moment. Yep, może nawet mógłby ją podnieść jedną ręką i powtórzyć kilka, kilkanaście razy? Hm. Tak czy siak, zupełnie poważnie, gdyby rzeczywiście nic innego nie działało i nie mógł wyjść z własnej głowy, mogła mu pomóc na wiele sposobów. Od używania jakiegoś koca, po inne sposoby rozpraszania już wymienione wyżej.. Były opcje.
- Nah. Już ci mówiłem, że się nigdzie nie wybieram.. Wiesz, wtedy jak mi wytknęłaś, że się wybieram? I widzisz, jednak wróciłem. - chciałby powiedzieć "a nie mówiłem", ale aż tak sassy nie był. Może to kwestia bycia neuro-spicy, ale zwykle mówił dokładnie to, co myślał. Łatka szczerego do bólu skądś się wzięła, garstka przyjaciół i rodzina z którą utrzymywał kontakt jak najbardziej mogła potwierdzić, że nie przebierał w słowach, a kłamać po prostu nie potrafił. Marny był z niego aktor, a taktyk manipulacyjnych... Wiedział, kiedy ludzie próbowali nim zmanipulować tylko dlatego, że kelnerzy wyłudzali od niego dodatkowe frytki, okay? Na ładne oczy, na "no weź Theo", przemawiając do jego zdecydowanie zbyt miękkiego serca. Był naiwny, zdecydowanie, zwłaszcza względem ludzi, których poznał już kilka razy. Może odrobinę zbyt ufny? Ward, oczywiście, mogła być wobec niego tak ostrożna, jak tylko chciała, ale prędzej czy później przekona się, że ten wielkolud rzeczywiście ciągle do niej wracał, nie ważne ile razy wychodził przez frontowe drzwi. Chciał do niej wracać.
Oba na raz? Okay, mógł z tym pracować. Przytaknął jej gestem i lekkim uśmiechem, zanim zatonął w tamtym czułym pocałunku, ciesząc łagodnym dotykiem.
- Hm.. - zastanowił się przez moment, przymykając oczy, podświadomie pochylając głowę, wyciągając się bardziej w stronę jej dłoni na swoim karku. Duży golden retriever? W sumie całkiem pasowało. Dłoń, którą wcześniej przesunął po zewnętrznej stronie jej uda, zatrzymała się w okolicy kolana, zjeżdżając na nogę bliżej jego ciała; tym razem miziając po wewnętrznej części, w górę, spokojnie, bez pośpiechu. - ..tęskniłem za tobą, zdecydowanie.. - zaczął pomrukiem, pochylając się odrobinę głębiej, by złożyć kilka pocałunków na szyi, pod jej uchem. - ..ale to właściwie było całkiem dobre, bo przynajmniej mogłem pomyśleć co ugotować. I napisałem do starych znajomych ze szkoły, żeby doradzili mi z winami, sam się nie znam.. - kontynuował, napierając na nią lekko tak, by oparła się o ramię, którym podtrzymywał jej plecy. Chciał po prostu mieć lepszy dostęp do szyi Cynthii, by wygodniej składać na niej pocałunki. Dłoń sunącą w górę wnętrza jej uda, zatrzymał w momencie, w którym prawie dojechał do końca; zacisnął lekko palce, przyciągając ją bliżej siebie. - ..oh, i moi kuzyni znów trują mi dupę, żebym przyjechał do domu, ale wakacje jakoś do mnie nie przemawiają.. Chyba, że chcesz się wybrać do Norwegii, to zapraszam. - zaśmiał się lekko w zagłębienie między jej szyją, a ramieniem. Uwielbiał to, jak pachniała jej skóra. Jak przyjemnie rozgrzewał go jej dotyk. Jak łatwo przychodziły proste pieszczoty, zwiedzanie dłońmi jej ciała.. Bez pośpiechu. Spokojnie. Nigdzie się nie spieszyli.

Cynthia A. Ward

tentazione Italiana

: śr mar 25, 2026 6:36 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Pewnie standardowa Cynthia dałaby mu numer do dobrego terapeuty. Może nawet własnego, u którego zatrzymała się na kilka sesji. Tyle że jej skutecznym mechanizmem był alkohol Kiedy czuła, że życie zaczyna się komplikować, lubiła się zatrzymywać. Nalać sobie prosecoo i patrzeć jak ulatują z niego bąbelki, tak jak z niej samej chęci do życia. Pokręciła lekko rozbawiona na leniwca, lub koalę. Wbrew pozorom oba zwierzęta były dosyć małe i lekkie. Spędzały całe życie w zawieszeniu na drzewie, zajadając się liśćmi. Ward mogłaby zajadać się samym smakiem Matheo.
I jestem lżejsza niż twoje ciężary? — zagadnęła, kiedy ją podniósł. Widziała jego ćwiczenia. Wtedy nie mogła oderwać się od kropel potu, spływających po jego dobrze urzeźbionym ciele. Jednak nigdy nie zastanawiała się, ile był w stanie wziąć na swoje dłonie. Wolała poświęcić się tym myślom, niż krążyć dookoła jego, na stole. Matheo na siłownie był zdecydowanie żywy, gorący i aż sama zaczęła krzyczeć na siebie w myślach. Poczuła niezrozumiałe ukłucie zazdrości, w końcu wiele kobiet mogło go tam oglądać.
Dobrze, więc jesteś słownym człowiekiem, tak? — zagadnęła, przegryzając dolną wargę. Wpatrywała się w niego wielkimi oczyma. Miał rację. Mówił, że wrócił. Za to w jej głowie cały czas kołatała jedna myśl, że nie zasługiwała na niego pod żadnym względem. Był radosnym chochlikiem, za to ona zimną królową lodu. Nienawidziła w sobie tego delikatnego ukłucia, które właśnie przeżywała. Całe jej ciało wręcz krzyczało, że na niego nie zasługuje. Był zbyt dobry, zbyt troskliwy, zbyt bezpieczną opcją, a jego ramiona i czułe gesty zbyt mocno ją do niego przekonywały. Nie chciała wstawać, a jedynie zapomnieć o wszystkim, co nie było w żaden sposób związane z Bachmannem. To irracjonalne uczucie, kołatało jej cały czas. Nie zasługiwała, a jednocześnie zapominała o tym. Jej ambiwalencja przeżywała prawdziwy szok, kiedy znajdowała się w jego ramionach. Dotyk ją uziemiał. Delikatny, czuły, taki jaki właśnie potrzebowała.
Też za Tobą tęskniłam — wymruczała, odchylając szyję. Rozbrajał ją czułością. Wyłamywał mur, który stawiała przed każdym napotkanym człowiekiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego potrzebowała. Jego wargi rozpalały jej chłodną skórę, a słowa mocno zapadały w jej głowie — masz z nimi kontakt na co dzień? — dopytała, próbując go jeszcze bliżej poznać. Chciała wiedzieć o nim każdy najmniejszy szczegół. Co lubił jeść, pić, robić w wolnym czasie, jaki był jego ulubiony film, czy książka — wiesz, co jest najtrudniejsze w dorosłości? Wymyślanie obiadów, wybieranie wina jest proste — wymruczała, opadając na jego ramię i wyginając jeszcze bardziej nogę. Chciała czuć w całości jego dłoń. Ze stanu skrajnej paniki wpadała w stan upragnionej rozkoszy — robię to po etykietach — im bardziej idealne, frywolne, czy artystyczne tym lepsze wino. Nie wiedziała, skąd wzięła taką normę. Po prostu za nią podążała raz, za razem.
Chciałbyś, żebym poznała twoją rodzinę? — dopytała odrobinę ciszej — to... to bardzo dużo — i znów pewnie zaczęłaby panikować, gdyby nie jego ciepły oddech okalający jej skórę — zresztą kto by mnie polubił? — na pewno nikt normalny.

tentazione Italiana

: czw mar 26, 2026 3:06 am
autor: Matheo Bachmann
Zatrzymywanie się na moment było bardzo okay; uczył się tego dopiero, ale jak najbardziej mógł się z tym zgodzić. Preferował zamiast przyglądać się bąbelkom w szklance z alkoholem, usiąść na podłodze i sobie pooddychać, wyrzucić z głowy wszystkie myśli, ale.. Tak, w gruncie rzeczy to była dokładnie ta sama technika.
- Tak. Pewnie mógłbym cię podnieść nad głową kilka razy, hm.. Ważę koło 110kg, zwykle zaczynam od połowy mojej wagi, względnie i w zależności od dnia podnoszę więcej. Różnie bywa. - nie miał zamiaru oceniać, ile ważyła, ale śmiał wątpić, że mniej jego typowe ciężarki. Definitywnie mogła być koalą na jego plecach, gdyby chciał sobie utrudnić pompki, albo upewnić się, że sekcje cardio nie były zbyt łatwe. Gdyby usiadła mu na plecach przy pompkach, swoją drogą, to na pewno byłoby bardziej wygodne, niż balansowanie płyt. Musiał zapamiętać i kiedyś spróbować. - Przez dłuższy czas unikałem pompek, próbując zagoić to głupie ramię, może powinienem sprawić któregoś dnia, czy jeszcze potrafię kilka wycisnąć. - w jego oczy i głos wkradło się rozbawienie, nawet jeśli wspomnienie o uszkodzonym mięśniu nie było najprzyjemniejsze; już się w większości zrehabilitował, stworzył mięśnie dookoła, które stabilizowały go nieźle.. I może po prostu przywykł do bólu, lepiej wiedząc, kiedy przestać, a kiedy mógł popchnąć się odrobinę mocniej?
- Lubię tak myśleć, tak. - nie rzucał słów na wiatr, nie obiecywał, jeśli nie był pewny, że uda mu się tą obietnicę spełnić. Jeśli mówił, że gdzieś będzie, był tam dziesięć minut wcześniej. Jeśli się spóźniał, to miał do tego naprawdę dobry powód. Istotnych rzeczy nie zdarzało mu się zapominać i miał swoje sposoby, by uniknąć nieplanowanego wybuchu chaosu, kiedy musiał być ogarnięty i zorganizowany. Czasami działało, czasami nie, ale.. Starał się być dla niej bardziej zorganizowany. Wydawała mu się kobietą, która lubiła swój porządek, wszystko na swoim miejscu, swoje rutyny i przyzwyczajenia; szanował to. Nie chciał jej wchodzić w paradę, a nawet jeśli, chciał być tą zmianą, która miała tchnąć więcej koloru i życia w jej otoczenie.
Powiedziała, by rozpraszał ją na dwa sposoby, prawda? Moc ADHD była z nim, multitasking się zgadzał, zdecydowanie mógł robić i jedno i drugie; gadać i pieścić w tym samym momencie, bo czemu nie? Brzmiało jak wyzwanie. Lubił wyzwania. Gdy przyznała się, że za nim tęskniła, odpowiedział zadowolonym pomrukiem odbijającym się nisko w jego klatce. Kilka kolejnych, może odrobinę bardziej zachłannych pocałunków złożonych na jej ramieniu, zanim odpowiedział. - Hm.. Czasami jesteśmy zbyt zajęci, strefy czasowe też nie pomagają.. Ale mamy tą naszą ogromną kuzynowską grupę i czasami się tam łapiemy. - Internet był fantastycznym narzędziem, dzięki któremu nawet będąc na drugim końcu świata, mógł się przywitać ze swoimi małymi siostrzeńcami i siostrzenicami, nawet jeśli w teorii wcale nie był ich wujkiem. Nie ważne, uważali go za wujka, zamiast "kuzyna mamy/taty" i jemu to jak najbardziej pasowało. Zaśmiał się lekko, gdy opowiadała mu jak wybiera wina, skinął też lekko głową, podnosząc na moment na nią wzrok. - Okay, będę ci gotować, ale ty wybierasz sobie wina, bo ja bym wydał na nie zbyt dużo. - przecież nie kupowałby jej jakiegoś kwasu w kartonie, nie? Nie przyznałby się ile zapłacił za butelkę, którą jej przyniósł, ale też wiedział, w co się pakował, pytając o zdanie kolegów-sommelierów. Fancy shamncy krawaciarze. Ukradł dla siebie krótki pocałunek, dłoń z jej uda przesunęła się płynnie, przez krok jej spodni, do biodra, stamtąd zaznaczyła gładką linię po boku, przez jedną z piersi do guziczków na górze koszulki. Uśmiechnął się lekko sam do siebie usta znów zaznaczyły drogę przez jej szyję, a w miarę jak rozpinał kolejne guziczki, znajdowały drogę do dekoltu.
- Ja. - odpowiedział bardzo prosto, lekko wzruszając jednym ramieniem, całkiem w sumie rozbawiony jej tokiem myślenia. - Tydzień czy dwa w norweskich górach nie zawsze oznacza rodzinny spęd.. - po prostu nie było lepszej ciszy, niż ta w górzystych lasach, przyglądając się małemu, kolorowemu miasteczku okalającego jezioro, okay? Kochał swoje kuzynostwo, ich rodziny, uwielbiał rozgardiasz uhahanych dzieciaków, ale w gruncie rzeczy jeśli tam jechał, całkiem lubił po prostu odpocząć.

Cynthia A. Ward