let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters
: pn mar 16, 2026 8:54 pm
Nikt nie będzie się puszczał. Ani teraz, ani w żałobie, ani nawet w jakimś symbolicznym okresie przejściowym, który w serialach trwa dokładnie trzy i pół odcinka. Zresztą, co to była w ogóle za dyskusja? Czy one już nie ustalały, że nikt w najbliższym czasie nie umrze i dożyją wspólnie pięknej starości? Prawda była taka, że Teddy wylałaby oceany łez, gdyby Finch stało się cokolwiek poważniejszego, a co dopiero śmierć! W takim scenariuszu Teddy najpierw ryczałaby jak alarm przeciwlotniczy przez co najmniej pół roku, potem jeszcze rok chodziłaby w czarnych bluzach, a każda piosenka w radiu nagle stałaby się tą ich piosenką, nawet jeśli wcześniej żadna z nich jej nie znała.
Czy ona naprawdę myślała, że w takiej sytuacji Teddy zaczęłaby radośnie ruchać się na prawo i na lewo? Co najwyżej – i to już w bardziej technologicznej fazie żałoby – nauczyłaby się programowania. Najpierw z desperacji, potem z uporu, a na końcu z czystej obsesji. Po kilku miesiącach powstałby projekt o roboczej nazwie APRIL.exe, który miałby być wirtualną wersją Finch. Dokładnie tak zrobiła siostrzenica głównej bohaterki serialu Scareptta, która nie mogła pogodzić się z utratą żony.
Teraz jednak tonęły. I na nic zdawało się tutaj Tame Impala czy jakieś głupie zaklęcia z DnD, które nawet nie działały w prawdziwym życiu. Pójście z łajbą na dno było o wiele bardziej optymistyczną wersją niż trafienie we wspomniane wcześniej ciemne miejsce. Darling oczami wyobraźni widziała już te wszystkie tygrzyki hawajskie, kolczaste krzyżaki i brązowe wdowy. Czy przed przylotem czytała o pająkach, żeby być przygotowaną na najgorsze? Tak. Czy żałowała? Tak.
— Nie patrz na mnie, ratuj siebie! — zawołała jeszcze, kiedy April zanurzała się w wodzie. No dobra, koniec tej dramaturgii. Zamiast normalnie zsunąć się z łódki, wskoczyła do wody na główkę.
Woda była orzeźwiająca, a temperatura zbliżona do tej, pod którą Teddy brała prysznice. Może nawet cieplejsza? A na pewno cieplejsza od tej w remizie, gdzie często szwankował piecyk i trzeba było myć się w lodowatych strumieniach. Wynurzyła się, wyplątując sobie z włosów jakiegoś zgniłego liścia, którym cisnęła w bok. Ohyda. Przynajmniej tym razem nie trafiła w Finch, która już wdrapywała się po na skałce.
Darling podpłynęła bliżej, a gdy pociągnęła się na rękach i wspięła na taką samą wysokość, wyciągnęła swój telefon. Jeszcze działał, więc może twórcy faktycznie nie ściemniali z tym, że są odporne krótkotrwałe zanurzenia.
— Poczekaj, pójdę przodem — powiedziała, jak na prawdziwą bohaterkę przystało. Nie w takie szczeliny już się wciskała! Wyrznęła bluzę z nadmiaru wody, zaczesała włosy do tyłu i włączyła latarkę w smartfonie.
Struga wody dudniła tuż nad jej głową, rozbijając się o kamienie i zamieniając w zimną mgłę. Gdy przecisnęła się przez kurtynę wodospadu, dźwięk nieco przycichł. Teddy odruchowo przetarła i uniosła latarkę.
— O! — światło okazało się niepotrzebne. Wnętrze za wodospadem nie było mroczne, jak się spodziewała. Do środka wpadało rozproszone światło, które przenikało przez spadającą wodę i rozlewało się po skałach srebrzystą poświatą. Cała grota była niewielka, ale jasna. Na ścianach połyskiwały wilgotne kryształki, a na ziemi rosły miękkie poduszki mchu. — Chodź, zobacz — złapała April za rękę i wciągnęła ją pod wodną kurtynę.
Przy jednej ze ścian leżał gładki, szeroki kamień. Darling podbiegła bliżej i przetarła go dłonią, zauważyła coś wyrytego w skale tuż nad nim. Dwie małe literki i znak serca między nimi.
— O nie, nie byłyśmy tutaj pierwsze! — zrobiła zawiedzioną minę, ale to było do przewidzenia. Lokalsi na pewno znali te rejony. A może uprzedzili je jacyś inni turyści? — No i gdzie jest ten skarb? — rozejrzała się dookoła, aż jej spojrzenie zatrzymało się na Finch. — Tutaj jest! — doskoczyła do niej, zasypując tysiącem drobnych pocałunków. — Jesteś strasznie ładna. I strasznie durna — Teddy właściwie nie wiedziała, do czego nawiązuje tym drugim. Pewnie do tego, że April pomyślała, że naprawdę mogłaby zacząć puszczać się po jej śmierci!
skarbie, chyba studiujesz medycynę, bo zmieniasz mi tętno
Czy ona naprawdę myślała, że w takiej sytuacji Teddy zaczęłaby radośnie ruchać się na prawo i na lewo? Co najwyżej – i to już w bardziej technologicznej fazie żałoby – nauczyłaby się programowania. Najpierw z desperacji, potem z uporu, a na końcu z czystej obsesji. Po kilku miesiącach powstałby projekt o roboczej nazwie APRIL.exe, który miałby być wirtualną wersją Finch. Dokładnie tak zrobiła siostrzenica głównej bohaterki serialu Scareptta, która nie mogła pogodzić się z utratą żony.
Teraz jednak tonęły. I na nic zdawało się tutaj Tame Impala czy jakieś głupie zaklęcia z DnD, które nawet nie działały w prawdziwym życiu. Pójście z łajbą na dno było o wiele bardziej optymistyczną wersją niż trafienie we wspomniane wcześniej ciemne miejsce. Darling oczami wyobraźni widziała już te wszystkie tygrzyki hawajskie, kolczaste krzyżaki i brązowe wdowy. Czy przed przylotem czytała o pająkach, żeby być przygotowaną na najgorsze? Tak. Czy żałowała? Tak.
— Nie patrz na mnie, ratuj siebie! — zawołała jeszcze, kiedy April zanurzała się w wodzie. No dobra, koniec tej dramaturgii. Zamiast normalnie zsunąć się z łódki, wskoczyła do wody na główkę.
Woda była orzeźwiająca, a temperatura zbliżona do tej, pod którą Teddy brała prysznice. Może nawet cieplejsza? A na pewno cieplejsza od tej w remizie, gdzie często szwankował piecyk i trzeba było myć się w lodowatych strumieniach. Wynurzyła się, wyplątując sobie z włosów jakiegoś zgniłego liścia, którym cisnęła w bok. Ohyda. Przynajmniej tym razem nie trafiła w Finch, która już wdrapywała się po na skałce.
Darling podpłynęła bliżej, a gdy pociągnęła się na rękach i wspięła na taką samą wysokość, wyciągnęła swój telefon. Jeszcze działał, więc może twórcy faktycznie nie ściemniali z tym, że są odporne krótkotrwałe zanurzenia.
— Poczekaj, pójdę przodem — powiedziała, jak na prawdziwą bohaterkę przystało. Nie w takie szczeliny już się wciskała! Wyrznęła bluzę z nadmiaru wody, zaczesała włosy do tyłu i włączyła latarkę w smartfonie.
Struga wody dudniła tuż nad jej głową, rozbijając się o kamienie i zamieniając w zimną mgłę. Gdy przecisnęła się przez kurtynę wodospadu, dźwięk nieco przycichł. Teddy odruchowo przetarła i uniosła latarkę.
— O! — światło okazało się niepotrzebne. Wnętrze za wodospadem nie było mroczne, jak się spodziewała. Do środka wpadało rozproszone światło, które przenikało przez spadającą wodę i rozlewało się po skałach srebrzystą poświatą. Cała grota była niewielka, ale jasna. Na ścianach połyskiwały wilgotne kryształki, a na ziemi rosły miękkie poduszki mchu. — Chodź, zobacz — złapała April za rękę i wciągnęła ją pod wodną kurtynę.
Przy jednej ze ścian leżał gładki, szeroki kamień. Darling podbiegła bliżej i przetarła go dłonią, zauważyła coś wyrytego w skale tuż nad nim. Dwie małe literki i znak serca między nimi.
— O nie, nie byłyśmy tutaj pierwsze! — zrobiła zawiedzioną minę, ale to było do przewidzenia. Lokalsi na pewno znali te rejony. A może uprzedzili je jacyś inni turyści? — No i gdzie jest ten skarb? — rozejrzała się dookoła, aż jej spojrzenie zatrzymało się na Finch. — Tutaj jest! — doskoczyła do niej, zasypując tysiącem drobnych pocałunków. — Jesteś strasznie ładna. I strasznie durna — Teddy właściwie nie wiedziała, do czego nawiązuje tym drugim. Pewnie do tego, że April pomyślała, że naprawdę mogłaby zacząć puszczać się po jej śmierci!
skarbie, chyba studiujesz medycynę, bo zmieniasz mi tętno