Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!
: śr kwie 22, 2026 9:45 pm
Ziomalka.
Kiedy odepchnęła, go tym ziomalskim ruchem poczuł dziwaczne ukłucie pod żebrami i nie, nie była to siła uderzenia Abby. Nawet nie było to bolesne, wręcz przeciwnie — nieco satysfakcjonujące wręc. Stał tak przed nią szczerząc się jak idiota. Prawda była taka, że uwielbiał ją właśnie taką. Taka jaka jest… przy nim? Zadziorną. Ktoś mógłby stwierdzić, że odrobinę bezczelną ale według niego po prostu zabawną, a przy tym umazaną nachosami i ze swobodą, która pozwalała jej bez cienia zażenowania wycierać swoje brudne dłonie do jego koszulki.
— Wiesz co, niektórzy faceci dostają od swoich dziewczyn perfumy albo zegarki — zasugerował, bo czy przypadkiem nie była jego dziewczyną podczas tego wieczoru? — Ale ten unikalny tłusty wzór o serowej nucie zapachowej na mojej limitowanej koszulce to naprawdę wybitne i kreatywne wyróżnienie — trochę się zgrywał śmiejąc się pod nosem ale dobrze wiedziała, że nie było w tym ani grama złośliwości z jego strony. Jakiś typek pewnie sięgnąłby po chusteczkę i pomarudził coś pod nosem ale Archiemu to ona mogła niszczyć ciuchy, a on nawet okiem nie mrugnie. Ba! On dałby sobie wetrzeć w koszulkę całą miskę serowego sosu tylko po to, by utrzymać ten blask w jej oczach. Przez te dwadzieścia parę lat wspólnego dorastania nazbierał już sporą kolekcję plam i nie robiły one na nim większego wrażenia, ale jej radość wypisana na twarzy za każdym razem go rozbrajała.
Dzisiaj, na tym podium chyba nawet bardziej niż kiedykolwiek. I przez ułamek sekundy, gdy wznosili ten puchar nie kryjąc radości było i d e a l n i e, a potem w sekundzie zrodziła się panika. Widział to w jej oczach i czuł to pod swoją skórą. Sęk w tym, że on był stworzony do kryzysowych sytuacji i usterek, wymyślał rozwiązania na poczekaniu i w porywie chwili, by potem martwić się ich efektami, na które znów znajdował jakieś chwilowe rozwiązanie i tak w kółko. Teraz najwyraźniej uznał, że odprawianie spektaklu godnego Oscara przed obcymi ludźmi to jest TO! W sekundzie, kiedy podjął decyzję by stać się bohaterem telenoweli nie przewidział tego, że gdzieś między tym pozłacanym plastikiem i ich ciałami atmosfera zgęstnieje do tego stopnia, że jego natrętny głosik przybierze na sile.
Chciał ją pocałować.
Bardzo chciał.
A jednak strach przed naruszeniem świętości jaką niewątpliwie była ich przyjaźń był silniejszy niż pożądanie, które uderzało do głowy mocniej niż tequila. I właśnie ten strach sprawił, że zadziałał szybko, odrobinę bezczelnie i jak na luzaka przystało rzucił bez zastanowienia: miejmy to za sobą.
I mieliby, serio.
Ale Abby…
Error, error, error...

Damn, girl!
Poczuł jej miękkie wargi muskające płatek jego ucha, a po karku przeszedł mu przyjemny dreszcz. I kiedy jej palce wplotły się w jego włosy szarpiąc nimi delikatnie, nie tylko miał większy chaos na głowie ale i w całym swoim ciele. Czuł, że grunt osuwa się mu spod nóg i przez moment nie był pewien czy to dalej gra… czy może jest szansa, że?
Że co?
Nie bądź głupi.
Poczuł jak się spięła i szybko pomógł jej przystanąć na ziemię, a potem jego spojrzenie zatrzymało się na jej wypiekach. Sam poczuł przyjemny skurcz w podbrzuszu, a przy tym jego policzki nabrały kolorów jakby był jakimś dzieciakiem.Boże, co za wstyd.
Naprawdę, świetna gra aktorska Archibald!
Sprzedane i to z nawiązką!!!
Musiał wziąć głęboki wdech, by nie zdradzić się, jak ta mistrzowska gra aktorska właśnie go przeorała. Słysząc o drinkach przez moment poczuł ulgę, a potem dotarło do niego, że przyjechał samochodem. Jak się okazało dla Abby to nie było problemem, ale on tylko się roześmiał słysząc jej pytanie. — Podwójnie? — zapytał jakby chciał się upewnić, czy jest tego pewna. — Wallace, ty po połowie drinka jesteś niebezpieczna dla otoczenia, a co dopiero po dwóch — czy faktycznie tak było? Pewnie nie! Miller po prostu lubił się zgrywać i koloryzować, by potem roześmiać się i rzucić luzacko: żartuję! Przy niej to już nawet nie musiał tego mówić, miał to wypisane na twarzy, z której ona czytała wybitnie dobrze.
Dziwne, ze nie dopatrzyła w nim tej chęci złożenia… a nieważne.
— Ja wybieram, ty pijesz. Umowa stoi — oznajmił i dał się pociągnąć za koszulkę w stronę baru, gdzie już zasiadali jego ulubieni medaliści. Hendersonowe Złotka. — Dziękujemy! — odparł natychmiast z tym swoim rozbrajającym uśmiechem i szybko spojrzał na Panią Henderson. — Wie pani co? Ja to bym powiedział, że nie pomimo, a właśnie dzięki tej przerwie — zaczął zawieszając się na moment, by dać jej chwilę na poruszenie wyobraźni, a kto wie ile to czasu zajmuje starszym paniom… i dopiero po chwili odchrząknął lekko dodając z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. — Wie pani jak to jest być młodym i… no, ekhem… pełnym sportowej pasji — zaczął nie spodziewając się tego, że nagle pani Henderson gwałtownie wciągnie powietrze, a potem zacznie wachlować się dłonią chichocząc jak nastolatka. — Czasem potrzeba chwili na okiełznanie tych emocji… w odosobnieniu, by wrócić na tor i roznieść towarzystwo… Choć państwo! Państwo są nie do pobicia — wyznał i nie zamierzał ukrywać tego jak przednio się bawił. Planował się tym delektować i rozsiadł się na jednym ze stołków obok pana Hendersona klepiąc go przyjacielsko po ramieniu.
— A pan, panie Henderson… dziesiąty raz? Szacuneczek. Niech pan uchyli rąbka tajemnicy… to ta kwestaia ułożenia nadgarstka czy po prostu ma pan u boku najpiękniejszą zawodniczkę w lidze? — ale z niego czaruś, doprawdy! To chyba taki urok Millerów, ale szybko zerknął na Abby z takim jakimś uznaniem i znów pochylił się nad uchem Hendersona mówiąc nieco ciszej. — Bo i w kwestii nadgarstka i partnerki zyskali dzisiaj państwo wymagających przeciwników. Za rok to złotko będzie nasze! — pogroził czy ostrzegł? Mniejsza. Sęk w tym, że Archie nie był pewien czy on go słyszy, bo miał jakiś dziwny sprzęt w uchu i kto wie czy to ustrojstwo nie stało za sukcesem ich zawodów i małżeństwa.
Wtedy, kiedy było wyłączone oczywiście!
Siedząc tak zgarnął menu z drinkami i szybko przejrzał propozycję, a że nie chciał zwlekać z wyborem szybko wybrał zestaw dwóch shotów, które trzeba wypić jedno po drugim w ekspresowym tempie. Jeden przeźroczysty i okrutnie kwaśny, a drugi gęsty, słodko brzoskwiniowy i zaskakująco palący, bo z kropla tabasco na dnie. Było to coś, co wybrałby dla siebie, a potem jeszcze dodał. — A dla mojej Bulwy poproszę jeszcze Strike Prosto w Serce przyjacielu — uśmiechnął się szeroko ponownie widząc radosną minę Trevora. Aż chciało się żyć! I oczywiście, że zarówno shoty jak i ten musujący drink z granatem i prosecco był dla Abby. — I jeszcze cole zapodaj — dodał, bo w sumie zaschło mu w ustach po tym wręczeniu nagród.
moja usterko! sprawiasz, że mam error error



Kiedy odepchnęła, go tym ziomalskim ruchem poczuł dziwaczne ukłucie pod żebrami i nie, nie była to siła uderzenia Abby. Nawet nie było to bolesne, wręcz przeciwnie — nieco satysfakcjonujące wręc. Stał tak przed nią szczerząc się jak idiota. Prawda była taka, że uwielbiał ją właśnie taką. Taka jaka jest… przy nim? Zadziorną. Ktoś mógłby stwierdzić, że odrobinę bezczelną ale według niego po prostu zabawną, a przy tym umazaną nachosami i ze swobodą, która pozwalała jej bez cienia zażenowania wycierać swoje brudne dłonie do jego koszulki.
— Wiesz co, niektórzy faceci dostają od swoich dziewczyn perfumy albo zegarki — zasugerował, bo czy przypadkiem nie była jego dziewczyną podczas tego wieczoru? — Ale ten unikalny tłusty wzór o serowej nucie zapachowej na mojej limitowanej koszulce to naprawdę wybitne i kreatywne wyróżnienie — trochę się zgrywał śmiejąc się pod nosem ale dobrze wiedziała, że nie było w tym ani grama złośliwości z jego strony. Jakiś typek pewnie sięgnąłby po chusteczkę i pomarudził coś pod nosem ale Archiemu to ona mogła niszczyć ciuchy, a on nawet okiem nie mrugnie. Ba! On dałby sobie wetrzeć w koszulkę całą miskę serowego sosu tylko po to, by utrzymać ten blask w jej oczach. Przez te dwadzieścia parę lat wspólnego dorastania nazbierał już sporą kolekcję plam i nie robiły one na nim większego wrażenia, ale jej radość wypisana na twarzy za każdym razem go rozbrajała.
Dzisiaj, na tym podium chyba nawet bardziej niż kiedykolwiek. I przez ułamek sekundy, gdy wznosili ten puchar nie kryjąc radości było i d e a l n i e, a potem w sekundzie zrodziła się panika. Widział to w jej oczach i czuł to pod swoją skórą. Sęk w tym, że on był stworzony do kryzysowych sytuacji i usterek, wymyślał rozwiązania na poczekaniu i w porywie chwili, by potem martwić się ich efektami, na które znów znajdował jakieś chwilowe rozwiązanie i tak w kółko. Teraz najwyraźniej uznał, że odprawianie spektaklu godnego Oscara przed obcymi ludźmi to jest TO! W sekundzie, kiedy podjął decyzję by stać się bohaterem telenoweli nie przewidział tego, że gdzieś między tym pozłacanym plastikiem i ich ciałami atmosfera zgęstnieje do tego stopnia, że jego natrętny głosik przybierze na sile.
Chciał ją pocałować.
Bardzo chciał.
A jednak strach przed naruszeniem świętości jaką niewątpliwie była ich przyjaźń był silniejszy niż pożądanie, które uderzało do głowy mocniej niż tequila. I właśnie ten strach sprawił, że zadziałał szybko, odrobinę bezczelnie i jak na luzaka przystało rzucił bez zastanowienia: miejmy to za sobą.
I mieliby, serio.
Ale Abby…
Spoiler

Poczuł jej miękkie wargi muskające płatek jego ucha, a po karku przeszedł mu przyjemny dreszcz. I kiedy jej palce wplotły się w jego włosy szarpiąc nimi delikatnie, nie tylko miał większy chaos na głowie ale i w całym swoim ciele. Czuł, że grunt osuwa się mu spod nóg i przez moment nie był pewien czy to dalej gra… czy może jest szansa, że?
Że co?
Nie bądź głupi.
Poczuł jak się spięła i szybko pomógł jej przystanąć na ziemię, a potem jego spojrzenie zatrzymało się na jej wypiekach. Sam poczuł przyjemny skurcz w podbrzuszu, a przy tym jego policzki nabrały kolorów jakby był jakimś dzieciakiem.
Naprawdę, świetna gra aktorska Archibald!
Sprzedane i to z nawiązką!!!
Musiał wziąć głęboki wdech, by nie zdradzić się, jak ta mistrzowska gra aktorska właśnie go przeorała. Słysząc o drinkach przez moment poczuł ulgę, a potem dotarło do niego, że przyjechał samochodem. Jak się okazało dla Abby to nie było problemem, ale on tylko się roześmiał słysząc jej pytanie. — Podwójnie? — zapytał jakby chciał się upewnić, czy jest tego pewna. — Wallace, ty po połowie drinka jesteś niebezpieczna dla otoczenia, a co dopiero po dwóch — czy faktycznie tak było? Pewnie nie! Miller po prostu lubił się zgrywać i koloryzować, by potem roześmiać się i rzucić luzacko: żartuję! Przy niej to już nawet nie musiał tego mówić, miał to wypisane na twarzy, z której ona czytała wybitnie dobrze.
Dziwne, ze nie dopatrzyła w nim tej chęci złożenia… a nieważne.
— Ja wybieram, ty pijesz. Umowa stoi — oznajmił i dał się pociągnąć za koszulkę w stronę baru, gdzie już zasiadali jego ulubieni medaliści. Hendersonowe Złotka. — Dziękujemy! — odparł natychmiast z tym swoim rozbrajającym uśmiechem i szybko spojrzał na Panią Henderson. — Wie pani co? Ja to bym powiedział, że nie pomimo, a właśnie dzięki tej przerwie — zaczął zawieszając się na moment, by dać jej chwilę na poruszenie wyobraźni, a kto wie ile to czasu zajmuje starszym paniom… i dopiero po chwili odchrząknął lekko dodając z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. — Wie pani jak to jest być młodym i… no, ekhem… pełnym sportowej pasji — zaczął nie spodziewając się tego, że nagle pani Henderson gwałtownie wciągnie powietrze, a potem zacznie wachlować się dłonią chichocząc jak nastolatka. — Czasem potrzeba chwili na okiełznanie tych emocji… w odosobnieniu, by wrócić na tor i roznieść towarzystwo… Choć państwo! Państwo są nie do pobicia — wyznał i nie zamierzał ukrywać tego jak przednio się bawił. Planował się tym delektować i rozsiadł się na jednym ze stołków obok pana Hendersona klepiąc go przyjacielsko po ramieniu.
— A pan, panie Henderson… dziesiąty raz? Szacuneczek. Niech pan uchyli rąbka tajemnicy… to ta kwestaia ułożenia nadgarstka czy po prostu ma pan u boku najpiękniejszą zawodniczkę w lidze? — ale z niego czaruś, doprawdy! To chyba taki urok Millerów, ale szybko zerknął na Abby z takim jakimś uznaniem i znów pochylił się nad uchem Hendersona mówiąc nieco ciszej. — Bo i w kwestii nadgarstka i partnerki zyskali dzisiaj państwo wymagających przeciwników. Za rok to złotko będzie nasze! — pogroził czy ostrzegł? Mniejsza. Sęk w tym, że Archie nie był pewien czy on go słyszy, bo miał jakiś dziwny sprzęt w uchu i kto wie czy to ustrojstwo nie stało za sukcesem ich zawodów i małżeństwa.
Wtedy, kiedy było wyłączone oczywiście!
Siedząc tak zgarnął menu z drinkami i szybko przejrzał propozycję, a że nie chciał zwlekać z wyborem szybko wybrał zestaw dwóch shotów, które trzeba wypić jedno po drugim w ekspresowym tempie. Jeden przeźroczysty i okrutnie kwaśny, a drugi gęsty, słodko brzoskwiniowy i zaskakująco palący, bo z kropla tabasco na dnie. Było to coś, co wybrałby dla siebie, a potem jeszcze dodał. — A dla mojej Bulwy poproszę jeszcze Strike Prosto w Serce przyjacielu — uśmiechnął się szeroko ponownie widząc radosną minę Trevora. Aż chciało się żyć! I oczywiście, że zarówno shoty jak i ten musujący drink z granatem i prosecco był dla Abby. — I jeszcze cole zapodaj — dodał, bo w sumie zaschło mu w ustach po tym wręczeniu nagród.
moja usterko! sprawiasz, że mam error error