Strona 3 z 3

Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!

: śr kwie 22, 2026 9:45 pm
autor: Archie Miller
Ziomalka.

Kiedy odepchnęła, go tym ziomalskim ruchem poczuł dziwaczne ukłucie pod żebrami i nie, nie była to siła uderzenia Abby. Nawet nie było to bolesne, wręcz przeciwnie — nieco satysfakcjonujące wręc. Stał tak przed nią szczerząc się jak idiota. Prawda była taka, że uwielbiał ją właśnie taką. Taka jaka jest… przy nim? Zadziorną. Ktoś mógłby stwierdzić, że odrobinę bezczelną ale według niego po prostu zabawną, a przy tym umazaną nachosami i ze swobodą, która pozwalała jej bez cienia zażenowania wycierać swoje brudne dłonie do jego koszulki.
Wiesz co, niektórzy faceci dostają od swoich dziewczyn perfumy albo zegarki — zasugerował, bo czy przypadkiem nie była jego dziewczyną podczas tego wieczoru? — Ale ten unikalny tłusty wzór o serowej nucie zapachowej na mojej limitowanej koszulce to naprawdę wybitne i kreatywne wyróżnienie — trochę się zgrywał śmiejąc się pod nosem ale dobrze wiedziała, że nie było w tym ani grama złośliwości z jego strony. Jakiś typek pewnie sięgnąłby po chusteczkę i pomarudził coś pod nosem ale Archiemu to ona mogła niszczyć ciuchy, a on nawet okiem nie mrugnie. Ba! On dałby sobie wetrzeć w koszulkę całą miskę serowego sosu tylko po to, by utrzymać ten blask w jej oczach. Przez te dwadzieścia parę lat wspólnego dorastania nazbierał już sporą kolekcję plam i nie robiły one na nim większego wrażenia, ale jej radość wypisana na twarzy za każdym razem go rozbrajała.
Dzisiaj, na tym podium chyba nawet bardziej niż kiedykolwiek. I przez ułamek sekundy, gdy wznosili ten puchar nie kryjąc radości było i d e a l n i e, a potem w sekundzie zrodziła się panika. Widział to w jej oczach i czuł to pod swoją skórą. Sęk w tym, że on był stworzony do kryzysowych sytuacji i usterek, wymyślał rozwiązania na poczekaniu i w porywie chwili, by potem martwić się ich efektami, na które znów znajdował jakieś chwilowe rozwiązanie i tak w kółko. Teraz najwyraźniej uznał, że odprawianie spektaklu godnego Oscara przed obcymi ludźmi to jest TO! W sekundzie, kiedy podjął decyzję by stać się bohaterem telenoweli nie przewidział tego, że gdzieś między tym pozłacanym plastikiem i ich ciałami atmosfera zgęstnieje do tego stopnia, że jego natrętny głosik przybierze na sile.
Chciał ją pocałować.
Bardzo chciał.
A jednak strach przed naruszeniem świętości jaką niewątpliwie była ich przyjaźń był silniejszy niż pożądanie, które uderzało do głowy mocniej niż tequila. I właśnie ten strach sprawił, że zadziałał szybko, odrobinę bezczelnie i jak na luzaka przystało rzucił bez zastanowienia: miejmy to za sobą.
I mieliby, serio.

Ale Abby…
Spoiler
Error, error, error...
Obrazek
Damn, girl!
Poczuł jej miękkie wargi muskające płatek jego ucha, a po karku przeszedł mu przyjemny dreszcz. I kiedy jej palce wplotły się w jego włosy szarpiąc nimi delikatnie, nie tylko miał większy chaos na głowie ale i w całym swoim ciele. Czuł, że grunt osuwa się mu spod nóg i przez moment nie był pewien czy to dalej gra… czy może jest szansa, że?
Że co?
Nie bądź głupi.
Poczuł jak się spięła i szybko pomógł jej przystanąć na ziemię, a potem jego spojrzenie zatrzymało się na jej wypiekach. Sam poczuł przyjemny skurcz w podbrzuszu, a przy tym jego policzki nabrały kolorów jakby był jakimś dzieciakiem. Boże, co za wstyd.
Naprawdę, świetna gra aktorska Archibald!
Sprzedane i to z nawiązką!!!
Musiał wziąć głęboki wdech, by nie zdradzić się, jak ta mistrzowska gra aktorska właśnie go przeorała. Słysząc o drinkach przez moment poczuł ulgę, a potem dotarło do niego, że przyjechał samochodem. Jak się okazało dla Abby to nie było problemem, ale on tylko się roześmiał słysząc jej pytanie. — Podwójnie? — zapytał jakby chciał się upewnić, czy jest tego pewna. — Wallace, ty po połowie drinka jesteś niebezpieczna dla otoczenia, a co dopiero po dwóch — czy faktycznie tak było? Pewnie nie! Miller po prostu lubił się zgrywać i koloryzować, by potem roześmiać się i rzucić luzacko: żartuję! Przy niej to już nawet nie musiał tego mówić, miał to wypisane na twarzy, z której ona czytała wybitnie dobrze.
Dziwne, ze nie dopatrzyła w nim tej chęci złożenia… a nieważne.
Ja wybieram, ty pijesz. Umowa stoi — oznajmił i dał się pociągnąć za koszulkę w stronę baru, gdzie już zasiadali jego ulubieni medaliści. Hendersonowe Złotka. Dziękujemy! — odparł natychmiast z tym swoim rozbrajającym uśmiechem i szybko spojrzał na Panią Henderson. — Wie pani co? Ja to bym powiedział, że nie pomimo, a właśnie dzięki tej przerwie — zaczął zawieszając się na moment, by dać jej chwilę na poruszenie wyobraźni, a kto wie ile to czasu zajmuje starszym paniom… i dopiero po chwili odchrząknął lekko dodając z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. — Wie pani jak to jest być młodym i… no, ekhem… pełnym sportowej pasji — zaczął nie spodziewając się tego, że nagle pani Henderson gwałtownie wciągnie powietrze, a potem zacznie wachlować się dłonią chichocząc jak nastolatka. — Czasem potrzeba chwili na okiełznanie tych emocji… w odosobnieniu, by wrócić na tor i roznieść towarzystwo… Choć państwo! Państwo są nie do pobicia — wyznał i nie zamierzał ukrywać tego jak przednio się bawił. Planował się tym delektować i rozsiadł się na jednym ze stołków obok pana Hendersona klepiąc go przyjacielsko po ramieniu.
A pan, panie Henderson… dziesiąty raz? Szacuneczek. Niech pan uchyli rąbka tajemnicy… to ta kwestaia ułożenia nadgarstka czy po prostu ma pan u boku najpiękniejszą zawodniczkę w lidze? — ale z niego czaruś, doprawdy! To chyba taki urok Millerów, ale szybko zerknął na Abby z takim jakimś uznaniem i znów pochylił się nad uchem Hendersona mówiąc nieco ciszej. — Bo i w kwestii nadgarstka i partnerki zyskali dzisiaj państwo wymagających przeciwników. Za rok to złotko będzie nasze! — pogroził czy ostrzegł? Mniejsza. Sęk w tym, że Archie nie był pewien czy on go słyszy, bo miał jakiś dziwny sprzęt w uchu i kto wie czy to ustrojstwo nie stało za sukcesem ich zawodów i małżeństwa.
Wtedy, kiedy było wyłączone oczywiście!
Siedząc tak zgarnął menu z drinkami i szybko przejrzał propozycję, a że nie chciał zwlekać z wyborem szybko wybrał zestaw dwóch shotów, które trzeba wypić jedno po drugim w ekspresowym tempie. Jeden przeźroczysty i okrutnie kwaśny, a drugi gęsty, słodko brzoskwiniowy i zaskakująco palący, bo z kropla tabasco na dnie. Było to coś, co wybrałby dla siebie, a potem jeszcze dodał. — A dla mojej Bulwy poproszę jeszcze Strike Prosto w Serce przyjacielu — uśmiechnął się szeroko ponownie widząc radosną minę Trevora. Aż chciało się żyć! I oczywiście, że zarówno shoty jak i ten musujący drink z granatem i prosecco był dla Abby. — I jeszcze cole zapodaj — dodał, bo w sumie zaschło mu w ustach po tym wręczeniu nagród.

moja usterko! sprawiasz, że mam error error ⚠️👾🎳🆘

Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!

: pt kwie 24, 2026 7:48 pm
autor: Abby Wallace
Wyglądała jak burak.
Policzki piekły ją niemiłosiernie i chociaż można było w pierwszej kolejności dojść do wniosku, że wynikały one z zawstydzenia, taka sama Wallace wiedziała, że były ona bardziej wywołane gorącem, które otuliło jej ciało.
Sposób, w jaki Miller trzymał ją w ramionach, jak blisko był, jak przycisnął ją stanowczo do siebie, żeby przypadkiem nie zaliczyła bliskiego spotkania z podłogą, to wszystko składało się na przyśpieszone bicie serca. Jeśli dołożyć do tego jeszcze zapach jego perfum, które znała na pamięć, sposób, w jaki na nią patrzył oraz to, co sama zrobiła z płatkiem jego ucha, muskając je raz po raz wargami… można było osiągnąć mieszankę iście wybuchową. Do oszalałego serca dochodził od razu przyśpieszony oddech oraz krew w żyłach, która nagle zaczęła pulsować aż przy samej skroni.
Była daleka od normalności.
A jednak resztkami samokontroli znalazła w sobie pokłady sił, by z uśmiechem zejść z podium i zaciągnąć do baru. Rozsiadła się wygodnie na hokerze, wsłuchując w słowa Pani Henderson, chociaż jej głowa wcale nie procesowała słów, jakie wypowiadała kobieta. Myśli Abby wciąż kręciły się wokół Archiego. Z jednej strony podobała jej się ta bliskość, lubiła czuć adrenalinę, ale w tym samym czasie nienawidziła samą siebie za to, że pozwalała sobie przy nim czuć tak wiele. Nie powinna. Doskonale o tym wiedziała. Szkoda tylko, że nawet będąc po szkole medycznej i mając tytuł lekarza, nie miała pojęcia, jak sobie z tym poradzić.
Przyswoić?
Zaignorować?
Zaakceptować?
Szkoda, że to wcale nie było takie proste. Tym bardziej, kiedy Miller już bajerował ich nowych towarzyszy przy ladzie nienagannym uśmiechem i gadaną, którą wskrzesić z siebie potrafił tylko on. Nikt inny. Pani Henderson była za-chwy-co-na. Z głową opartą na dłoni tuż nad ladą, wpatrywała się w młodego Millera z niemałym zainteresowaniem, kiedy tak dwuznacznie nawiał o mocy nadgarstka.
Ty mi nie musisz mówić — machnęła wolną ręką, przy okazji przewracając oczami. — Ja z Hankiem w naszych latach świetności obskoczyliśmy każda toaletę w Toronto!! — rzuciła zadowolona, po czym spojrzała wymownie na swojego męża, który tylko wzruszył ramionami, jakby była to kompletna błahostka. — Ten tutaj nigdy nie potrafił trzymać łap przy sobie — nachyliła się lekko i szturchnęła go w ramię. Wallace mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Chociaż BARDZO nie chciała sobie wyobrażać tej dwójki staruszków w miłosnych uniesieniach, tak trzeba było przyznać, że zawsze tego typu pary potrafiły być rozczulające. To jak wiele musieli razem przejść, jak związali się na całe życie i faktycznie w tym pozostali. I że dalej potrafili się kochać równie mocno. Dało się to zauważyć chociażby w sposobie, w jaki pan Henderson objął swoją żonę, a po chwili złożył na jej włosach przelotny pocałunek.
Przelotny, bo sir Miller już czarował dalej, wypytując mężczyznę o to, jak to robił, że tyle razy z rzędu zgarnął złoty puchar wraz ze swoją małżonką. Dużo się jednak nie dowiedział, bo staruszek odpowiedział mu coś, że lata praktyki i żeby przypadkiem się nie podniecał za bardzo na następny konkurs, bo oni nigdzie się nie wybierali.
My też się nigdzie nie wybieramy — wtrąciła dumnie Abby, chcąc podkreślić, że ich dwójka również łatwo się nie poddawała. Oboje zawsze mierzyli wysoko, lubili wygrywać, a skoro tego wieczoru skończyli na podium ze srebrem, to nie pozostawało im nic innego, jak następnym razem sięgnąć po złoto. Może będą musieli trochę pochodzić wcześniej na tor i potrenować, ale byli zdecydowanie na odpowie ścieżce do sukcesu. Oraz do czystego pijaństwa, jak się za chwile okazało, bo Archie nie dość, że wybrał dla niej obrzydliwe mocne szoty, to w dodatku dorzucił do tego drinka. Wallace spojrzała na niego zaskoczona.
Chcesz mnie upić, Miller? — zagadała, opierając się jeszcze bardziej na ladzie i lekko nachylając w jego kierunku. Barman coś pomruczał pod nosem, że więcej powymyślać się nie dało, ale finalnie poszedł zająć się produkcją trunków. — Mama cię nie uczyła, że to bardzo nieładnie tak wykorzystywać kobiety? — znowu go zaczepiła. Oczywiście próbowała przy tym wszystkim zrobić wyjątkowo poważna minę, jednak spoglądając w jasne oczy Miller nie dało się. Poza tym, znała Dorothy od małego i kto jak kto, ale akurat ona z pewnością nauczyła wszystkie swoje dzieci samych wspaniałych wartości. Nawet dla Wallace była jak druga matka, więc o czym oni tutaj dyskutowali?
Przekręciła się na krześle, gdy szoty przyjechały na salony, a nim Archie zdążył rzucić chociaż słowem, Abby złapała szkło w ręce i wlała całą zawartość prosto do gardła. Potrzebowała tego. Potrzebowała chwili rozluźnienia, żeby jakoś wyciszyć kręcące się wokół Millera myśli. Dlatego zaraz siup na drugą nóżkę wyzerowała kolejny. Barman, który dopiero co zdążył przynieść jej drinka tylko spojrzał pierwsze na kieliszki, a potem na nią i kręcąc z niedowierzaniem głową, odszedł do innych klientów.
A właśnie — zaczęła, nachylając się w stronę przyjaciela i zaglądając mu w oczy. — Powinnam cię ostrzec — powiedziała tajemniczo, zaciskając palce mocniej na jego ramieniu. — Zjadłam dzisiaj tylko dwie kanapki z serem i trochę nachosów, więc… — wolną dłonią sięgnęła po szklankę z prossecoo i bezczelnie na jego oczach upiła kilka łyków. Abby nigdy nie miała mocnej głowy i kto jak kto, ale Archie Miller widział o tym najlepiej. Czasami wystarczyło jej kilka szotów i była poskładana, a kiedy dołożyć do tego duży ładunek emocjonalny i brak podkładki w organizmie… cóż mogło być ciekawe. Chociaż nie musiało! Mogła się również dobrze po prostu nieco wyczilować. Tak jak w tamtej chwili, gdy odepchnęła się w końcu od ramienia Archibalda, żeby wykonać pełne trzysta sześćdziesiąt na hokerze. Pani Henderson zachichotała i też nieco się powierciła.
Jak się poznaliście? — wypaliła zupełnie spontanicznie, znowu zagadując starsze małżeństwo. Kobieta spojrzała na swojego partnera, jakby chciała w pierwszej kolejności dać mu możliwość opowiedzenia, ale Pan Henederson tylko machnął ręką, dając jasno do zrozumienia, żeby to ona czyniła honory.
I dobrze, bo ja to przynajmniej mówie jak było — puściła mu oczko, a następnie przeniosła spojrzenia na Archiego i Abby. — Było lato. Gorące jak diabli, więc wszystkie potańcówki robili na zewnątrz, do tego był to jakiś festiwal, pełno ludzi, muzyka, tańce…
I dużo alkoholu — wtrącił Hank.
No dużo dużo — przyznała mu rację. — No i oczywiście ja piękna, młoda. Miała wtedy taką falbaniastą sukienkę i oczywiście wielki dekolt. No więc tańczyłam z jakimś kompletnie nudnym facetem, który słuchajcie dosłownie liczył kroki na głos… — przewróciła oczami, na co Wallace tylko prychnęła pod nosem. — I wtedy… ten idiota wpadł na nas z piwem. A dokładniej to na mnie i wylał na mnie pół tego piwska, na moją piękną sukienkę i włosy i jeszcze miał czelność powiedzieć, że żadna laska nie była tak szybko mokra na jego widok, wyobrażasz to sobie? — spytała z niedowierzaniem w stronę Archiego, jakby to w nim chciała szukać zrozumienia. W końcu wydawał się porządnym chłopakiem. Czego Pani Henderson nie wiedziała, to że było to coś, co on w stu procentach pewnie mógłby powiedzieć w żartach. — No i co? I dostał po twarzy. DWA razy. Tylko jemu się to chyba jeszcze bardziej spodobało, bo potem przez cały wieczór za mną chodził i nie chciał mi dać spokoju. No i tak chodził… że został do teraz.

is this us in the future? ˚˖𓍢ִ໋❀

Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!

: ndz kwie 26, 2026 8:08 pm
autor: Archie Miller
Archie prawie zakrztusił się własną śliną, kiedy uroczy głos pani Henderson oznajmił wszem i wobec wieść o wieloletnim obściskiwaniu w toaletach. Przez chwilę toczył w myślach batalię gdzieś pomiędzy - o mój boże za dużo informacji - vs - szacuneczek panie Henderson, szacuneczek, a gdy tylko wspomniała o nietrzymaniu łap przy sobie to Arczi od razu poczuł z tym człowiekiem braterską więź pomimo różnicy wieku. Niesamowite to było! — Na samo wspomnienie pani promienieje! — stwierdził z uznaniem śmiejąc się przy tym lekko, bo prawdę mówiąc nie spodziewał się takiego obrotu spraw, gdy planował wyjście z Abby. A teraz proszę! Siedzieli sobie obok starszej pary, a obserwując Hendersona całującego żonę w czubek głowy Archie poczuł dziwne ciepło w okolicy mostka, jakby ten rozczulający widok był czymś czego wewnętrznie po cichu pragnął, a może potrzebował? A może miał na wyciągnięcie ręki tylko się bał. I nie, bynajmniej nie chodziło o Panią Henderson. Tak, chciał mieć kogoś z kim przetrwałby tyle lat i wciąż z chęcią całował ją przy barze w obskurnej kręgielni. Kto by nie chciał?!
Hank mógł próbować ostudzić zapał Archibalda, ale to nie należało do łatwych zadań. Abby go znała, więc dobrze wiedziała, że jak się zafiksuje na czymś to łatwo nie odpuszcza… z resztą ona też, o czym świadczyły wypowiedziane przez nią słowa: my też się nigdzie nie wybieramy. Miller spojrzał na nią - już po raz kolejny tego wieczoru, ale za każdym razem nie mógł się oprzeć - pękając z dumy, serio. Ona z resztą też wyglądała teraz na taką dumną i jeszcze w oczach błyszczały te jej zadziorne iskierki. Nie poddawała się, nie odpuszczała…ach… z jego ust wyszło takie rozmarzone westchnięcie, po którym szybko spojrzał na Hendersona prostując się. — Słyszałeś ją Hank, co nie? W przyszłym roku Zimeniaczane Bulwy nie będą brały jeńców, a za te toalety to ja stawiam dzisiaj drinka mistrzu — dodał mrugając do staruszka porozumiewawczo.
Gdy Abs wyskoczyła z pytaniem odnośnie upicia nie zamierzał kłamać. — Chcę! — przytaknął zaskakująco pewnie i obdarzył ją najszczerszym uśmiechem w tej galaktyce. Wciąż miał w pamięci te wszystkie szalone akcje, które się im zdarzyły gdy podprowadzili odrobinę procentów starym. Jak byli młodzi to niewiele im trzeba było do szczęścia, ale Abby miewała historyczne słabe momenty, jak chociażby wtedy gdy ukradli czteropak na grillu i schowali się w domku na drzewie. Co to była za przygoda, gdy przyszło zejść jej po drabinie, a ona wolała udawać, że jest w Ice Tower, a potem jeszcze przez piętnaście minut rozmawiała z wiewiórą, która po pięciu tak naprawdę już uciekła. — A tak poza tym to nikt tu JESZCZE nikogo nie wykorzystuje, Wallace — przyznał mrużąc lekko oczy i pochylając się w jej kierunu. — I po drugie to mama uczyła mnie kultury, wiesz? Nawet gdybyś bardzo chciała i błagała to tutaj panuje — poklepał się po klatce tam, gdzie bije jego wielkie serce — święta zasada, że dziewczyn pod wpływem procentów się nie wykorzystuje. Nawet jeśli są najbardziej urokliwymi Bulwami w Toronto — oczywiście w stanie trzeźwości, bo po pijaku to on za siebie nie odpowiada. mrugnął do niej figlarnie czując jak to jego wielkie wspaniałomyślne serce teraz wywinęło dziwacznego i radosnego fikołka, gdy spoglądał na jej rozbawioną twarz. Przekomarzanie się znią było jednym z jego ulubionych zajęć, naprawdę.
Kiedy nagle odepchnęła się robiąc pełny obrót roześmiał się, ale też szybko zawołał. — Astronautko! Pamiętaj, że na pokładzie masz tylko dwie kanapki z serem — nawet odruchowo wyciągnął rękę w razie, gdyby musiał ją złapać przed wylotem z orbity. N aszczęście zachowała równowagę i zagadnęła do pani Henderson, a Archie oparł łokcie o bar i przysłuchiwał się tej opowieści. Z każdą chwilą z coraz to większym uznaniem, oczywiście dla podbojów Hanka.
— G E N I U S Z, absolutny geniusz — zaklaskał zwracając się do Hanka, ale szybko zobaczył minę jego żony i się naprostował. — Ryzykant, ale genialny i niech mi Pani wybaczy. Mi tego zachwytu, a jemu tego podrywu, ale no naprawdę — odparł nie kryjąc zdumienia — dostać dwa razy w twarz i uznać to za zielone światło do dalszych starań. PIĘKNE, takiej determinacji teraz ludziom brakuje — pochylił się nad barem i wyszczerzył się do Abby, b o oczywiście jemu też nie brakowało determinacji, prawda Wallace?!
Hankowi bardzo te słowa uznania do gustu przypadły. — Wiesz jak jest młody — zaczął poprawiając aparat słuchowy — jak poznajesz taką dziewczynę to albo ryzykujesz utratę zębów albo spędzasz resztę życia zaatanawiajac się jak smakowało to piwo, którego razem nie wypiliście. ja wybrałem to pierwsze, a zęby? Zęby i tak straciłem czterdzieści lat później na twardych karmelkach, ale ją — tutaj spojrzał na swoją żonę z niebywałym uznaniem, że aż Archie wydał z siebie kolejne westchnięcie — ją dalej mam — i teraz dało się słyszeć już tylko ten specyficzny chichot starszej pani, który chyba wyryje się im w pamięci na wieki wiekuiste. — Dalej jest taki uparty jak osioł — niby przewróciła oczami mówiąc im to, ale najwyraźniej właśnie to w nim lubiła. Teraz jednak spojrzała badawczo na Archiego, a potem przeniosła się na Abby. — No dobrze gołąbeczki, to teraz wasza kolej — przyklasnęła, sięgnęła po drinka i czekała na ich opowieść, ale Archie zadbał o to, by za długo nie czekała.
My to się znamy od czasów, gdzie po ogródku lataliśmy jeszcze w samych majtkach jako takie bajtle — rękami chyba próbował określić ich rozmiar, ale to nie miało teraz takiego znaczenia. — A kąpiel w jednej plastikowej miednicy to był szczyt luksusu. No i ja już wtedy próbowałem na niej te podrywy uskuteczniać, a jak tak spojrzę na to z perspektywy czasu to są równie mocne jak to piwo — zaśmiał się wspominając małego Archiego, który wiecznie był umorusany i w głowie miał pełno absurdalnych pomysłów. W sumie to niewiele się zmieniło. — Pamiętasz tę kijankę z rowu co ci przyniosłem do naszej miednicy i oświadczyłem, że to będzie nasze pierwsze wspólne zwierzątko albo syn, nie jestem teraz taki pewien… — zmierzwił się po blond czuprynie i upił łyka coli. — O albo wtedy co zrobiłem casting na najlepszą dżdżownicę. Dwie godziny… DWIE ryłem w ziemi w poszukiwaniu kandydatek. Urządziłem im nawet prawdziwy casting, wybierając tę, która najlepiej wywijała się na słońcu, ale ztego co pamiętam zareagowała bardzo podobnie jak pani na to piwo, chyba nawet dostałem dwa razy plastikową łopatką — był w swoim żywiole, ale zawsze miał gadane i czasami trzeba było go przystopować, ale piękne ti były czasy, piękne! Może nie mieli historii jak Hendersonowie, a i tak czuł jakieś dziwne uczucie satysfakcji… po ich historii pisanej błotem, kijankami i dżdżownicami, a przecież nawet nie byli prawdziwą parą.
Panie Henderson jednak dziwnie spoważniała i nagle konspiracyjnie szepnęła do nich, choć bardziej skłaniając się twarzą do Abby. — Wiecie dzieci… z dżdżownic się wyrasta, z kijanek też ale z tych spojrzeń jakie on ci posyła dziecko — poklepała Abby po udzie i westchnęła rozmarzona. — oj z tego się nigdy nie wyrasta. Właśnie tak patrzył na mnie Hank jak mu wylałam to piwo na buty — oznajmiła, a Archie nagle sięgnął po swój napój próbując chyba ukryć w szklance swoją minę, bo poczuł się przyłapany na gorącym uczynku, a Hank podłapał moment, ze piją i wniósł jeszcze szybko toast. — Wasz zdrowie dzieci i waszych przyszłych kijanek!


ofiaruję mojej dziewczynie najpiękniejszą dżdżownice na dzielni 🪱 🐸 👴 👵

Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!

: wt kwie 28, 2026 9:43 pm
autor: Abby Wallace
Abby również nie spodziewała się, że spontaniczne wyjście na poprawę humoru skończy się epicką walką o podium na skalę światową (wcale nie), a jeszcze na koniec prze miłym spędzeniem czasu przy barze z dwójką inspirujących ludzi, jakimi było małżeństwo Hendersonów.
Wallace niby kompletnie ich nie znała, a jednak kiedy tak opowiadali o tym, jak się poznali i jak bardzo w sobie nawzajem zakochali, czuła do nich o wiele większe przywiązanie. Była roz-czu-lo-na tym, że na świecie byli jeszcze ludzie, którzy potrafili pozostać wierni. Potrafili walczyć o relacje, a nie poddawać się przy pierwszej, lepszej górce i po prostu szukać sobie zastępstwa. Miłość w dzisiejszych czasach była ciężka, ale kiedy patrzyło się jak Pan Henderson całuje swoją wieloletnią żonę prosto w czoło, człowiek od razu łapał więcej nadzei do serca.
Nie miała jej za to za grosz do Archibalda, który pewnie oznajmił, że jeszcze nikogo nie zaczął wykorzystywać, a zaraz potem jeszcze, że mama nauczyła go kultury i dziewczyn pod wpływem procentów się nie wykorzystuje. Bardzo piękna zasada. Złota wręcz. I może Abby by go nawet pochwaliła za tak szlachetne podejście do tematu, jednak strzeliła już sobie dwa szociki i pół drinka na pusty żołądek, a to znaczyło, że jej głowa powoli przechodziła w stan relaksu oraz… nadmiernej bezczelności.
I co, nie ma od tego żadnych wyjątków? — zmrużyła oczy, przyglądając mu się uważnie. — Żadnych-żadnych? — nie dawała za wygraną. Nawet nachyliła się bardziej w jego kierunku i tak też chciała pozostać, jednak grawitacja (i lekko wykręcone krzesło) sprawiła, że ciało Wallace lekko zachwiało się do przodu, przez co zwinnie zeskoczyłam a ziemię, dłonią podpierając się na ramieniu przyjaciela. — A jakby tak CZYSTO HIPOTETYCZNIE jakaś dziewczyna chciała? — zadała niesamowicie ważne pytaniem, spoglądając na niego zaczepnie. Nie miała zamiaru oczywiście sprawdzać tej teorii, tak o sobie tylko pytała, żeby zawstydzić Millera (wcale nie tylko). Trochę też po prostu była ciekawa jego odpowiedzi. — No wiesz, jakby chciała być wykorzystana? — nachyliła się w jego kierunku, palce mocniej zaciskając na materiale ziemniaczanej koszulki. Biorąc pod uwagę ich wieloletnią przyjaźń, można było śmiało stwierdzić, że pod żadnym pozorem nie naruszyła jego przestrzeni osobistej, jednak na podstawie bezczelnego błysku jawiącego się w oku, można było mieć co do tego solidne wątpliwości. Jaka była prawda? Chyba sama Abby tego nie wiedziała. Tak samo nie była pewna co by właściwie dalej zrobiła, gdyby tuż obok nie pojawił się barman z dodatkowymi drinkami, tym razem na koszt Państwa Harrisonów, którzy koniecznie chcieli się dowiedzieć, jak to właściwie się stało, że Abby i Archie byli parą, chociaż wcale nie byli.
Mogła się odezwać, bo gadane miała przecież całkiem niezłą, ale nie przy nim. Przy Millerze nikt nie miał większej pary od niego; nikt nie opowiadał z tak wielką pasją i zajęciem, dlatego Abby nawet nie próbowała — po prostu wskazała dłonią na swojego towarzysza i wykonała drobne dygnięcie, oddając mu mikrofon.
Archie mówił o nich pięknie.
Opowiadał wybrane historie z dzieciństwa, o tym jak zbierał robaki i przynosił kijanki, a Wallace na moment kompletnie się rozmarzyła. Wróciła zgrabnie na swojego hokera, podparła łokieć na blacie, a na nim ułożyła brodę i… wpatrywała się z Archiego jak w obrazek. Na nowo przeżywała te wszystkie historie rodem z bajki dla dzieci, które oni przecież przeżyli na własnej skórze. Dopiero kiedy Miller wspomniał, że to było trochę jak to piwo Pana Harrisona, Wallace zaśmiała się głośniej i przewróciła oczami.
To prawda — mruknęła zadowolona i wyzerowała drinka. Tego samego, czy już kolejnego? A zresztą. — Przez całe przedszkole i podstawówkę uważałam, że jesteś obrzydliwy — oznajmiła, chyba pierwszy raz przyznając do tego na głos. Chociaż z drugiej strony, czy to, że uciekała przez dżdżownicami, które jej łowił nie było wystarczającym znakiem? Odstawiła szkło na blat i przeniosła spojrzenie z Hendersonów na Archiego. — Za to w szkole średniej byłam w nim zakochana po uszy — to tez powiedziała po raz pierwszy. Wyznała, kompletnie nie zdając sobie sprawy, jakie znaczenie tak właściwie miały jej słowa. Ale taka była prawda. Abby była zakochana w Archiem przez wiele lat. I chociaż z czasem udało jej się to odpowiednio wyciszyć, tak był moment, kiedy nawet przestała się do niego odzywać, tylko dlatego, że nie umiała poradzić sobie z brakiem odwzajemnienia tych uczuć. Miller miał wtedy dziewczynę, piękną Selenę, która miała włosy prawie do tyłka i wielkie, zielone oczy. Wiedziała, że nie mogła z tym konkurować, a patrzeć tym bardziej na to nie chciała. Wiec leczyła złamane serce w imprezach i spotykaniem się z innymi chłopakami na siłę. Tylko po to, żeby zapomnieć.
Całe szczęście w końcu się dotarliście, gołąbeczki — rzuciła zadowolona pani Henderson, uśmiechając się szeroko, kompletnie nieświadoma, że przecież to całe udawanie pary było jedynie głupią farsą. Że tak na dobrą sprawę w c a l e się nie dotarli, a po prostu minęli.
Za każdym razem się mijali.
Chociaż z tego, co po chwili szepnęła jej na ucho pani Henderson, okazało się, że w ich spojrzeniu wciąż dało się zobaczyć resztki czegoś więcej niż tylko koleżeństwa. Pewnie w normalnych okolicznościach, Wallace spaliłaby buraka, ale alkohol, który już pływał w jej żyłach sprawił, że zamiast tego uśmiechnęła się i również spojrzała w stronę Millera.
Tak, piękne ma oczy, czyż nie? — rzuciła zadowolona, a oczywiście kobieta pokiwała twierdząco głową, chociaż zaraz szturchnięta przez swojego męża musiała przyznać, że drugie najładniejsze w całym Toronto. — Za kijanki!! — krzyknęła, gdy przyszedł czas na toast i w imieniu swoim oraz swojego towarzysza stuknęła się z małżeństwem szklaneczkami, a potem wypiła jedną porcję siup i drugą za Archiego również siup. Do tego stopnia siup, że kiedy tylko z głośników poleciała bardziej energiczna piosenka (pewnie jakaś Britney Spears czy Black Eyed Peas), Abby momentalnie zerwała się z miejsca, lekko zatoczyła i już zaciskała palce na przedramieniu Millera.
Ej, idziemy tańczyć? — spytała z pełnym zaangażowaniem. — Chodź, chodź, chooodź — poprosiła jeszcze piękniej, nie spuszczając spojrzenia z jego jasnych oczu. A potem jeszcze nachyliła się bliżej. — Bo inaczej powiem wszystkim, jak zlałeś się w gacie tego jednego dnia kiedy mieliśmy dziesięć lat i włamaliśmy się do tego okropnego domu strachów, a ty wystraszyłeś się klauna — czy ona mu właśnie groziła? No chyba tak. Ale argument to miała raczej… średni.

Zostań moim przyjacielem, takim na stałe, jak ten pod skórą tusz