Strona 3 z 3

same souls, different time

: sob mar 28, 2026 7:31 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox już podniósł na nią spojrzenie ze swojego albumu, żeby jej powiedzieć, że muszą jej taki kupić, ale wtedy Tio się odezwał.
- To możesz... - Noriega doskonale wiedział, co jego kuzyn chce powiedzieć, zaraz dźgnął go łokciem w brzuch, bo jakby Ticiano dał jej swój album, to by mu potem zrzędził, żeby Madox dał mu swój. A on by swojego nie oddał. Nikomu i nigdy! Mogło to wyglądać trochę tak, jakby nie chciał dla niej tego albumu, ale przecież tak nie było.
- Twoja ciocia się nie zna - pokręcił głową - powinnaś mieć taki album - dodał zaraz jeszcze, ale już nie powiedział, że mogliby jej taki kupić, jakby się zrzucili, chociaż o tym sobie myślał, ale już oglądali te jego holograficzne, błyszczące strony.
A potem już jej dawał tego koliberka. Madox nie lubił buziaków, bo do nich zmuszały go ciotki, tarmosiły go wtedy najczęściej za policzki, albo ulizywały mu przy tym włosy. Jemu wcale się tak fajnie nie kojarzyły, chociaż ten od Pilar był trochę inny. Ale jeszcze sam nie wiedział czy lepszy, czy gorszy.
Za to Tio jakby się pogniewał.
I chociaż oni z Madoxem często rywalizowali, ścigali się, szarpali i popychali, kto pierwszy, ten lepszy, to jednak zawsze też... się dzielili. A dzisiaj Ticiano się nie chciał z nim podzielić jaguarem. Ale przeciąż Madox się nie będzie z tego powodu mazał, bo on się nigdy nie mazał, nawet jak Mustafa umarł, to nie, a Ticiano płakał wtedy jak baba!
Zaraz już wymyślał konkurs, rywalizację, która wyłoni zwycięzcę, to znaczy Pilar miała to wymyślić. Obaj wodzili za nią ciemnymi tęczówkami, kiedy spacerowała po domku, a potem się rozwaliła na ich fotelu. Madox trochę krzywo na to patrzył... Chociaż, trochę mu się nawet podobało to, że dziewczynka była taka śmiała, nie wstydziła się jak inne dziewczyny, tylko po prostu bawiła się z nimi jakby... była chłopakiem.
Chociaż jak kazała im tańczyć i śpiewać, to Madox aż otworzył usta ze zdumienia, bo on na pewno nie będzie tego robił. Ticiano chyba się zastanawiał, bo przeczesał palcami ciemne, równo ostrzyżone włosy. Noriega już nawet miał coś powiedzieć, pewnie coś w stylu, że chyba jest trochę un poco loco, ale ona na szczęście powiedziała, że żartowała. Obaj odetchnęli z ulgą, chociaż Tio z mniejszą, bo może on nawet znał jakieś piosenki? Madox znał jedną, wlazł kotek na płotek, pierdolnął go młotek, taka to była piosenka. Ale i tak by jej nie śpiewał.
- Bardzo śmieszne - mruknął Madox wywracając oczami, ale w zasadzie... było to trochę śmieszne. Bo nawet kąciki jego ust uniosły się ku górze, a zaraz bardziej kiedy powiedziała o tych dwóch konkurencjach - no i dobrze, dwa razy dostaniesz wciry Tio! - dźgnął palcem Ticiano w bok, a ten mu zaraz oddał i może by się tak dźgali dalej, gdyby Pilar im nie wyjaśniła pierwszej konkurencji.
Zaraz już we trójkę zeszli na dół, Tio i Pilar po drabince, a Madox oczywiście na jakiejś linie, na której skakał za samej góry, tym sposobem pierwszy był na dole. Ale zawsze to robił, a Ticiano wiecznie się bał. No ale to Madox był tutaj małpą, chociaż pewnie on sam uważał, że bardziej Spidermanem.
Madox stanął grzecznie za linią strzału, a kiedy dziewczynka wystawiła przed siebie ręce, to od razu chciał jej powiedzieć, że... która właściwie? On nigdy nie mógł się zdecydować, chciałby obie, i w tym czasie ubiegł go Ticiano, ale on i tak by chyba wybrał lewą, od serca.
I całe szczęście Tio nie trafił, więc Madox zaraz wydał z siebie głośne Ha!, a potem już brał od Pilar kamienie i procę. A akurat z procy to on umiał strzelać, nawet do kotów, więc co to dla niego butelka?
Ustawił się, wywalił język kiedy celował i strzelił. Raz... Drugi... A potem trzeci. Za każdym razem strącając butelkę, aż podskoczył na te trzy udane próby.
- No i co? - zapytał Pilar stając obok niej i trącając ją zaczepnie ramieniem, może liczył na jakąś pochwałę? Jego ciemne tęczówki złapały na moment jej spojrzenie, a Madox się uśmiechnął i jakieś iskierki zabłyszczały mu w oczach, kiedy się znowu odezwał - chociaż ty też super strzeliłaś w Alejandro, prosto w jego... - nie dokończył, bo Tio już wołał do nich, żeby patrzyli.
Tylko na co niby mieli patrzeć, jak Ticiano ustrzelił butelkę tylko raz. I chociaż Madoxa aż nosiło, żeby się z niego zaśmiać, to tylko zabujał się na stopach do przodu i do tyłu.
- No i co teraz? - zapytał dziewczynki znowu wpatrując się w jej okrągłą buzię.

aunque también le diste un buen tiro a Alejandro, justo en su... ⋆·˚ ༘ *⚠️💣💥

same souls, different time

: pt kwie 03, 2026 11:29 pm
autor: Pilar Stewart
Podobała jej się nagła władza, którą dostała.
Pilar rzadko kiedy miała coś do powiedzenia. Jako adoptowane dziecko przeważnie była na samym końcu łańcucha decyzyjnego. Raczej nikt nigdy nie pytał się jej o zadanie, a jak już to ona sama dodawała swoje cztery grosze, kompletnie nieproszona. Tutaj jednak chłopaki nie tylko dali jej pole do decyzji, ale jeszcze pozwolili jej wymyślić cały konkurs. Najlepszy dzień ever!
No więc zaraz ochoczo im wszystko tłumaczyła, gestykulując energicznie rękami i prezentując pierwszą konkurencję, jaką było trafianie w butelki z procy. Troche czuła, że Madox mówił mieć tutaj przewagę, biorąc pod uwagę, że proca była jego, ale przecież Tio i tak już miał jaguara. Ciotka zawsze jej powtarzała, że szczęściu czasami trzeba było pomóc, jeśli tylko miało się ku temu okazję.
Bardzo szybko okazało się, że miała rację, bo kiedy tylko Noriega ustawił się na linii startowej i oddał swoje strzały, trafiając TRZYKROTNIE, Stewart aż podskoczyła zadowolona. Super strzelał! Chociaż pewnie jej poszłoby jeszcze lepiej! A przynajmniej tak dopowiedziała sobie w głowie. Podeszła do chłopaka zbić z nim piąteczkę.
Całkiem nieźle — skinęła głową, starając się zachować odpowiedni poziom ekscytacji, chociaż po jej szerokim uśmiechu było widać, że była zadowolona. A kiedy pochwalił ją za to, jak strzeliła w Alejandro, aż wypięła pierś do przodu i zarzuciła rączki na biodra. — Dzięki. I dzięki za pomoc. Wiesz… gdybyś mi nie pomógł i nie dał tej procy, to… — chciała powiedzieć, że to wtedy pewnie znowu by zrobili jej krzywdę, ale wtedy Tio krzyknął, żeby patrzyli na niego, bo strzela. Zrobili to. Chociaż tak naprawdę nie było na co patrzeć, bo chłopakowi poszło o wiele gorzej. Aż skopał butelkę, kiedy już do niej podszedł i rzucił ją gdzieś w trawę.
Nic się nie martw Tio — poklepała go po ramieniu. — W następnym może pójdzie ci lepiej — chciała go jakoś pocieszyć, bo przecież to wcale nie był koniec zabawy! — Następną konkurencją będzie… — zastanowiła się na moment, rozglądając dookoła. Nie była wcześniej przygotowana na tego typu atrakcje, dlatego wszystko musiała szyć na bieżąco. W końcu zobaczyła, że przed opuszczonym domem była masa kamieni. Duże, małe i krzywe. Wskazała na nie ręką. — Kto pierwszy znajdzie kamienia z DZIURĄ, ten wygrywa — oznajmiła dumnie i uśmiechając się od ucha do ucha.
Trochę dziwnie na nią popatrzyli, ale przecież Pilar wiedziała, że to było możliwe! Kamienie może i nieczęsto miały w sobie dziury, ale dało się takie znaleźć. Zawsze kiedy się nudziła na targu, ciotka kazała jej takich szukać. Teraz była w tym już świetna i znajdowała je w kilkanaście sekund, chociaż była ciekawa, jak pójdzie chłopakom. Ruszyła się z miejsca i pobiegła za nimi w stronę żwiru.

˙𐙚⋆˙𖠋𖠋𖠋⋆˚ᡣ𐭩

same souls, different time

: ndz kwie 05, 2026 3:59 pm
autor: Madox A. Noriega
To przecież nie tak, że Madox nie dawał nigdy procy Ticiano, dawał mu ją, nawet kiedyś zrobili taką dla niego, co prawda nie była z takiego super patyka jak ta Madoxa, ale też była fajna. Tylko, że Tio nie chciał za bardzo z niej strzelać, zwłaszcza do kotów, albo ptaków, mówił wtedy Madoxowi, że tak nie wolno, bo przecież to żywe stworzenia. Właściwie Noriega… on tylko udawał, że strzela do kotów, albo ptaków, ale jedynie je straszył, nigdy żadnego nie ustrzelił.
On czasem tylko udawał, że jest taki niegrzeczny. Zawsze trochę udawał, gorszego niż był. Nawet jak miał dziesięć lat.
Kiedy ustrzelił wszystkie trzy butelki, to zszedł z linii strzału z wypiętą dumnie piersią, ale kiedy tylko Pilar mu powiedziała, że całkiem nieźle, to wywrócił oczami. Bo według niego to przecież było super, jednak kiedy zbili piątkę, to się uśmiechnął. To zaraz chwalił jej strzał.
Zawiesił ciemne spojrzenie na jej brązowych, dużych oczach i znowu się uśmiechnął, kiedy podziękowała.
- Nie ma sprawy... - pewnie jeszcze by pogadali o tym, bo Madox się nawet jakoś tak przysunął bliżej Pilar, tylko, że zaraz wołał ich Tio i Noriega oczywiście ruszył do niego. Bo co z tego, że go ciągnęło do jakiejś dziewczynki, kiedy to Ticiano był jego najlepszym kumplem.
Szkoda tylko, że tak okropnie strzelał, aż Madoxa rozsadzało do środka, żeby to skomentować, żeby się zaśmiać z kumpla, i może jakby byli sami to by to zrobił, ale chyba wiedział, że przy dziewczynie nie wypada. Tylko się uśmiechnął, kiedy Pilar klepała Tio po ramieniu, a zaraz wyprostował się pewnie.
- Jeśli to będzie bieganie, to na pewno nie - nawet zerknął znowu na dziewczynkę, ale zaraz stanął z boku czekając aż im powie, jakie jest następne zadanie. A kiedy to zrobiła, kiedy kazała szukać im kamienia z dziurą, to popatrzyli najpierw po sobie, a później na nią. Zaraz jednak Madox pierwszy się wyrwał do tej góry kamieni, a Tio za nim. Dopadli do niej na kolanach i przerzucali różne kamyczki. Przekładali je w palcach oglądając ze wszystkich stron. Madox jakiś włożył do kieszeni, ale nie był z dziurą. Ticiano za to zaraz podniósł do góry jakiś.
- Mam! - zawołał wesoło pokazując im obojgu kamień z dziurą, dało się tam nawet wcisnąć mały palec, co zaraz im pokazał.
- Super Tio... - mruknął Madox, ale nie był zbyt zadowolony, bo naprawdę chciał zdobyć tego jaguara. Ticiano już skierował się z powrotem to domku na drzewie, a Madox został jeszcze z tyłu. Wyjął z kieszeni ten kamyk, który znalazł, przerzucił go w palcach, a zaraz stał ramię w ramię z dziewczynką, żeby jej go pokazać - zobacz ten, jest z muszelką - wystawił go w jej kierunku na dłoni. Rzeczywiście kamyk miał na sobie odbitą muszlę.
Tio zatrzymał się pod drzewem i spojrzał na nich jakoś krzywo - co robicie? - zapytał i zaraz już stał obok, a właściwie to wciskał się już między nich. Madox aż zrobił krok do tyłu zostawiając kamyk Pilar.
- Właściwie to nic... Musimy zrobić dogrywkę - stwierdził Noriega i zamyślił się na moment - i mam pomysł - powiedział trochę tajemniczo, a zaraz obejmował ramieniem Ticiano, żeby go do siebie przyciągnąć, żeby mu coś wyszeptać na ucho. Tio słuchał, a na koniec pokiwał głową - dobra - stwierdził, a Madox klasnął w dłonie, a zaraz już podszedł do Pilar, żeby złapać ją bez ostrzeżenia za rękę, żeby szarpnąć ja za sobą do jakiegoś pniaczka po obciętym drzewie. Posadził ją na nim układając jej ręce na ramionach, a kiedy już siedziała to pochylił się do niej tak, że z powodzeniem zaglądał w jej duże, brązowe oczy, z bliska.
- Posiedź tu i poczekaj, a ten z nas, który będzie pierwszy to wygrywa, okej? - zapytał i jeszcze się obejrzał na Ticiano, który skinął głową - tylko... może nas chwilę nie być, więc musisz pilnować bazy - Madox jeszcze raz na nią spojrzał, prosto w jej ciemne oczy, a zaraz się odsunął, stanął obok Tio - gotowy? - Ticiano skinął głową, a potem ruszyli przed siebie biegiem przepychając się kto pierwszy, ten lepszy. Chociaż zaraz się rozdzielili i jeden poleciał brukowaną ulicą w jedną stronę, a drugi w drugą...
Nie było ich pięć minut.
Może nawet dziesięć?
W końcu pierwszy przyszedł Ticiano. Trzymał album z naklejkami, nowy, zafoliowany. Zaraz podszedł do Pilar, chociaż jeszcze się obejrzał przez ramię.
- Nie ma Madoxa? Czyli wygrałem... - stwierdził i dał album Pilar - bo miał wygrać ten, kto pierwszy załatwi ci album - uśmiechnął się szeroko i usiadł obok dziewczynki na trawie - jest twój i pomyślałem sobie, że skoro już go masz, to możesz wkleić tam jaguara - no tak Tio romantyk, oddał jej swojego jaguara.
Z za ogrodzenia wypadł Madox, cały zziajany, bo biegł całą drogę, a do tego mokry, rękawy miał mokre chociaż krótkie i całą bluzkę, nawet włosy trochę mokre, ale bardzo się tym nie przejmował, chociaż jak zobaczył Tio to się skrzywił.
Kurde.
Podszedł do nich i zaraz opadł na trawę.
- Przegrałem... - stwierdził kładąc obok siebie też zafoliowany album, a zaraz opadł na trawę plecami, bo klatka piersiowa wciąż unosiła mu się w nierównym oddechu.
Madox pobiegł stąd prosto nad źródełko, gdzie łowił drobniaki, z prawdziwym poświęceniem, a potem biegiem, przemoczony, do kiosku po album, i tutaj...
Ale Ticiano był pierwszy, Ticiano nie musiał łowić drobnych, bo po prostu poprosił o nie mamę, dostał je i poszedł spacerkiem do kiosku, a potem tu. Właściwie wcale nie wyglądał jakby biegł, może tylko kiedy wystartowali?

una chica con grandes ojos marrones 🐻🐼🐻‍❄️

same souls, different time

: pn kwie 13, 2026 5:02 pm
autor: Pilar Stewart
Z mocno wstrzymanym powietrzem w płucach obserwowała, jak Madox oraz Tio biegną w stronę żwiru, by zaraz paść na kolana i rozpocząć wielkie poszukiwania kamienia z dziurą. Przez moment w oczach dziesięcioletniej Pilar wyglądało to jak prawdziwa batalia. Jak ci gladiatorzy z filmów, które non stop oglądał kuzyn Matias i czasami pozwalał jej również popatrzeć. Brakowało im tylko wielich mieczy i tarczy przypiętej do spodni! Przez moment chciała podbiec do nich i pomóc im w poszukiwaniach, ale przecież w tym zestawieniu Stewart miała być tylko sędzią. Dlatego oparła się o drzewo i tylko przebierała z nogi na nogę, podświadomie prosząc los, żeby to Madox wygrał pojedynek.
I to nawet nie tak, że jego lubiła jakoś bardziej, bo przecież dopiero ich poznała, ale przecież Tio miał już swojego jaguara i prawda była taka, że Noriega o wiele bardziej na niego zasługiwał.
Tylko zaraz okazało się, że to co chciała Pilar niekoniecznie było tym, co faktycznie miało miejsce, bo Tio był pierwszy. I to nawet nie podlegało dyskusji. Do tego jego kamień miał OGROMNĄ dziurę. Normalnie można było przez nią przełożyć palec. Te które znajdowała Pilar nigdy nie były takie duże. Madox za to znalazł kamień, który wyglądał jak muszelka i aż oczy się jej zaświeciły, kiedy jej go pokazał.
Ale czaderski! — rzuciła zachwycona, przytrzymując sobie jego dłoń tuż przed twarzą, żeby mogła mu się nieco bardziej przyjrzeć. — A chcesz go? Czy mogę go sobie zabrać? — podniosła nieśmiało spojrzenie na ciemne oczy chłopaka i uśmiechnęła się ciepło. Nie, żeby była jakąś wielką koneseką kamieni, ale miała kilka w domu, a ten był wyjątkowo niesamowity. Inny niż wszystkie inne. A Pilar tak bardzo lubiła to co inne.
Znalezienia kamienia przez Tio również równało się z tym, że w walce o jaguara był remis i trzeba było przejść do tie-breaka i tym samym ostatniego zadania w tym dniu. Stewart zastanowiła się na moment, co takiego mogłaby im zlecić, ale wtedy Madox się wyrwał, że on już wiedział. I nie dość, że powiedział to Tio na ucho, to jeszcze nawet się z nią nie podzielił, tylko kazał jej czekać! Nie podobało się jej to, przecież to ona miała im wymyślać zadania, ale w końcu odpuściła. Pozwoliła się posadzić na pniu, a zaraz potem obserwowała, jak oboje biegną w przeciwne strony.
Pięć minut później straaaasznie już się nudziła. Chodziła tu i powrotem nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Nawet sama zaczęła szukać kamieni z dziurami i znalazła kilka, które zaniosła na górę do bazy. Ustawiła je na jednej z półeczek od najmniejszego do największego, a potem… Zgarnęła plakat ze spider manem, którego Madox w końcu nie powiesił i sama to zrobiła. Oczywiście na ścianie, na której chciała od samego początku. Co z tego, że Noriedze się to wcale nie podobało. Tu wyglądał najlepiej! Potem zjadła jeszcze trochę mango i zrobiła coś, czego nie powinna, a kiedy zobaczyła jakąś niewielką postać z daleka, zeszła na dół. Ku jej zawodzie był to Tio.
Madoxa jeszcze nie ma, ale… — nawet nie dokończyła odpowiadać na jego pytanie, bo przed oczami ukazał się jej nowiutki, zawinięty w folię album. Album na naklejki, którego Pilar nigdy nie miała. — To dla mnie? — spytała zaskoczona, a Tio tylko pokiwał głową, mówiąc, że to właśnie był pomysł Madoxa. Żeby zdobyć dla niej album. I to był moment kiedy drobne serduszko Pilar zabiło jakoś o wiele mocniej. Bo może i doświadczyła niekiedy miłych gestów ze strony rodziny i kuzynów, ale… to był pierwszy raz kiedy ktoś zrobił dla niej coś TAK miłego. I to kompletnie bezinteresownie.
Tio, posłuchaj… — zaczęła spokojnie, przesuwając palcami po PIĘKNYM albumie na naklejki ze zwierzątkami, ale wtedy on powiedział, że chciał jej oddać tego jaguara. — Serio? — zdziwiła się, przekręcając głowę na bok. — I jest już mój? Mogę z nim zrobić, co będę chciała? — dopytała, chcąc się upewnić, a kiedy chłopczyk skinął głową, to Pilar uśmiechnęła się szeroko. — To super! Bo wiesz… — przekręciła nogę, by już doszczętnie zniszczonym trampkiem pogrzebać w piachu, trochę zawstydzona. — Ja już go wkleiłam Madoxowi do albumu — wyznała szczerze. Oczy Tio otworzyły się szeroko. Było w nich widać zaskoczenie pomieszane ze szczerym zawodem, i może też trochę złości? Uzasadnionej. W końcu miał prawo być na nią zły za to, co zrobiła, bo przecież mieli o niego zawalczyć, ale dla Pilar… — Bo ty już swojego masz, a on nie miał żadnego. A teraz oboje macie. Wiesz… po równo! Jak prawdziwi bracia — mówiła energicznie, próbując gestykulować i zaprezentować to jako naprawdę super wieści, chociaż Tio wciąż wydawał się nie do końca przekonany. — A konkurs i tak ty wygrałeś! Jesteś mistrzem zadań!! — pochwaliła go i przytuliła, a to już o wiele bardziej do niego przemawiało. Nawet chciała rozejrzeć się za jakąś koroną, żeby mu sprezentować, ale wtedy przybiegł do nich Madox, cały zziajany i przemoczony. Wyglądał jakby co najmniej kąpał się w fontannie.
A tobie co się stało? — spytała rozbawiona, przyglądając mu się uważnie. Klatka piersiowa falowała mu w jakimś chorym, szaleńczym tempie. — Wyglądasz jakbyś… został oblany przez słonia! — ale wymyśliła. Chociaż trochę faktycznie tak wyglądał, szczególnie, że środek bluzki miał suchy, a włosy tylko do połowy mokre. Przysiadła obok niego, trzymając w dłoniach album od Tio, a gestem głowy wskazała na ten Noriegi, leżący tuż obok niego.
Co zamierzasz z tym zrobić? — spytała prosto z mostu, bo skoro Pilar miała już swój, oni również, to to oznaczało, że mieli jeden za dużo, prawda? — Na targu kilka stoisk obok mojej ciotki, pracuje ze swoim tatą taki chłopczyk… Luis — wyjaśniła powoli, przy okazji zdzierając fiole ze swojego albumu. — On też nie ma swojego albumu. Może mu damy? — spytała, uważnie obserwując reakcje Noriegi. — No albo możemy iść go oddać i za pieniążki kupić jakieś lody — to też była taka opcja i Pialr była gotowa się dostosować, bo nie dość, że przyszła i się tu trochę porządziła, sama i tak zdecydowała komu daje naklejke, to jeszcze teraz mówiła im co powinni zrobić. Trochę nieładnie. I nawet nie powiedziała Madoxowi o tym, że jaguar już był w jego albumie. Ale za to Tio stał dalej obrażony przy drzewie… może on mu powie?

Me enamoraría de ti en cada vida.

same souls, different time

: wt kwie 14, 2026 8:51 pm
autor: Madox A. Noriega
- Możesz go zabrać, tylko go nie zgub - powiedział kiedy przekazywał jej kamyk z muszelką, bo Madox nie zbierał kamieni... To znaczy, zbierał, ale wszystkie je, prędzej, czy później, wystrzelał z procy. I kiedyś też już znalazł taki z muszlą, ale strzelił nim w okno Tio, kiedy wołał go na podwórko, a nie chciał wchodzić do domu ciotki.
Nie zawsze chciał tam wchodzić, bo ciotki go strofowały, chociaż w porze obiadowej to był pierwszy, jeszcze przed Ticiano. Bo matka Madoxa czasami po prostu zapominała o obiedzie. O wielu rzeczach zapominała.
Ale Madox nagle sobie przypomniał, że przecież Pilar nie miała swojego albumu i wpadł na genialny pomysł, że muszą go dla niej zdobyć. No i w ten sposób rozstrzygną też zawody, bo z kamieniem jednak pierwszy był Tio, który zaraz wypinał się dumnie, jakby nie wiadomo co. A on po prostu miał szczęście.
Chociaż Madox też miał znajdując kamyk z muszlą.
Za to z albumem już nie miał go wcale...
Ale tu nawet nie chodziło o szczęście, bo droga Ticiano do albumu była zdecydowania łatwiejsza. A Madox... on wyglądał jakby był oblany przez słonia. Ale taki był Noriega, on zawsze wybierał jakieś te skomplikowane opcje, zawsze robił po swojemu, nie patrząc na to, że może być trudno.
Zanim Madox się pojawił, to Tio już dawał Pilar album, a potem jeszcze zaproponował jej swojego jaguara. Pokiwał głową, kiedy zapytała, czy może z naklejką zrobić co chce, chociaż gdy wyznała, że wkleiła ją do albumu Madoxa, to nie był zadowolony. Jej tłumaczenia też nie za bardzo poprawiły mu humor, chociaż kiedy powiedziała to, że jest mistrzem zadań, to już się uśmiechnął.
- No wiadomo, bo Madox jest słabeusz - dobrze, że Noriega tego nie słyszał, a Tio nawet się obejrzał przez ramię, czy na pewno. Ale nie.
Bo on się pojawił dopiero po chwili. I zaraz wylądował na trawie ledwo łapiąc oddech, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Bo jak biegać, to tak, żeby brakło tchu.
- W Kolumbii... nie ma słoni - wypalił Madox na raty, ale zaraz się do niej uśmiechnął, chociaż jego ciemne tęczówki opadły na album od Tio, który trzymała. A Madox zaraz opadł plecami na trawę, żeby uspokoić galopujące serce. Chociaż kiedy zapytała go o album, to zaraz się podnosił, żeby spojrzeć na dziewczynkę.
- Oddajmy go... - wtrącił się Ticiano, a Madox przez chwilę myślał i rozważał, co powinni zrobić. Lody brzmiały mu dobrze, lody zawsze mu tak brzmiały, bo Madox lubił... no lody po prostu.
- A jakie są twoje ulubione lody? - zapytał patrząc na Pilar, a zaraz złapał album, który przed nim leżał.
To chyba go oddadzą, żeby kupić lody?
Madox przesunął po folii palcami, a potem potrząsnął głową sprawiając, że kilka kropli z jego włosów spadło na folię i na dziewczynkę też.
- Myślę, że powinniśmy go dać Luisowi, każdy powinien mieć taki album... oprócz bliźniaków - zaraz wywalał język, bo bliźniaków nikt tutaj nie lubił, a potem zrywał się z trawy - a Luis ma już jakieś naklejki? Wymienimy się z nim? Albo damy mu coś podwójnego? A może on ma dwa jaguary... - oczywiście, że Madox już nawijał jak nakręcony.
- Ale ty już masz jaguara... - mruknął Tio, a Noriega zaraz się na niego spojrzał i wydusił tylko co? - Pilar ci go wkleiła do albumu, żebyś ty też miał? - wyjaśnił, a Madox spojrzał na dziewczynkę spod na wpół przymkniętych powiek. Bo... przecież Tio wygrał jaguara, to było jakieś nie fair. I przez chwile rozważał, czy jej tego nie powiedzieć, ale zaraz biegł do drzewa, żeby się na nie wspiąć i zobaczyć swój album i rzeczywiście był tam wklejony jaguar, na tej holograficznej stronie. Wyglądał super. Aż Madox położył się na deskach przez chwilę wpatrując się w ten obrazek.
Spiderman na ścianie też wyglądał super.
Noriega złapał swój album i naklejki, i ten Ticiano też, pakując je sobie za gumkę od spodni, zanim znowu skakał z drzewa, a kiedy już wylądował na ziemi podpierając się na rękach, to zaraz się zbierał. I zaraz tymi brudnymi rączkami przytrzymał za ramię Pilar… bo teraz on, niemożliwe, cmoknął ją w policzek, to był mokry buziak. Bo Madox wciąż był jeszcze mokry.
- Dzięki! - rzucił wesoło, a Ticiano się skrzywił, więc... zaraz on też dostał takiego mokrego buziaka w policzek, a Madox wybuchnął śmiechem - daj spokój Tio - trącił kumpla łokciem, a potem spojrzał na Pilar i mrugnął do niej jednym okiem - idziemy do Luisa - dał Ticiano jego album, a w międzyczasie znowu otwierał swój, żeby popatrzeć na jaguara. Na Pilar machnął ręką, żeby ich prowadziła.

tú eres mi jaguar ﹏𓃬_𓃮𓃮﹏𓃮﹏

same souls, different time

: śr kwie 15, 2026 5:22 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar wcale nie uważała, że z Madoxa był słabeusz.
Chociaż może Tio znał go lepiej? Dla niej akurat Noriega był jednym z najdzielniejszych dzieciaków w okolicy, razem z Tio zresztą, bo to, jak się za nią wstawili przy bliźniakach było naprawdę godne podziwu. I to jak dał jej swoją procę i jak zaufał jej ze strzałem kosztem własnego zdrowia i zdobycia limo pod okiem było niesamowite. Każdy inny chłopczyk powiedziałby jej, że była babą i nie powinna strzelać, a potem oddałby ją w ręce oprawców. On tego nie zrobił i właśnie dzięki temu w oczach Stewart był kimś naprawdę dzielnym!. Pozostawiła jednak słowa Tio bez żadnego komentarza. Nie chciała się z nim kłócić, szczególnie, że już po chwili przybiegł Madox cały przemęczony, a ona już nachylała się nad nim i mówiła, że wyglądał jak oblany przez słonia.
No jak to nie ma?! — spytała bezczelnie, zarzucając drobne rączki na biodra i patrząc na niego karcąco.— A w ZOO to co? — dobra, może to nie powinno się liczyć, ale przecież w Kolumbii było kilka zoo i w prawie każdym były słonie. Pilar nawet raz widziała jednego na własne oczy, po tym jak kuzyn Matias zabrał ją i swoją ówczesną dziewczynę na wycieczkę za miasto. Były OGROOOMNE. I piękne. I miały wielgachne uczy, w których normalnie możnaby się schować. A przynajmniej Pilar tak je wtedy podsumowała.
Skinęła głową, gdy Tio zaproponował, żeby oddać album Madoxa i kupić za to lody. Osobiście uważała, że Louis o wiele bardziej by się z niego cieszył niż oni z lodów, ale przecież nie była to jej własność, wiedziała, że nie mogła decydować za nich. Już i tak była szczęśliwa, bo dostałą swój własny!
CZEKOLADOWE! — krzyknęła praktycznie od razu, gdy spytał ją o ulubione lody. — Nie ma na CAAŁYM świecie nic lepszego od czekolady — dodała, tak dla wyjaśnienia, jakby jeszcze nie zauważyli, że Pilar pałała specjalnym uczuciem do czekolady i wszystkiego, co ją w sobie miało. Ciotka wiecznie powtarzała, że autentycznie była uzależniona, ale co ona mogła na to poradzić, jak to był takie dobre i ta bardzo ją ekscytowało!?
Noriegę zaś podekscytowana Jagur, który jak się zaraz dowiedział, czekał już na niego w albumie. Pilar uśmiechnęła się szeroko, kiedy chłopczyk zerwał się z miejsca i podbiegł na górę po drabince, żeby sprawdzić, czy faktycznie go tam miał. Widać było, że bardzo się ucieszył. O wiele bardziej niż Tio, kiedy wygrał zakład i to był idealny dowód na to, że Stewart podjęła dobrą decyzje. A kiedy Madox zeskoczył na dół i złożył na jej policzku ślamazarny pocałunek… Pilar na moment wstrzymałą powietrze. Niby by taki sam jak te wszystkie ciotek, w dokładnie to samo miejsce, a jednak… gdzieś w brzuszku coś ją załaskotało. Chociaż w głowie zwaliła to na głód, który pewnie odezwał się na sama myśl o lodach.
Tylko zaraz okazało się, że lodów wcale nie będzie.
Naprawdę dasz Louisowi ten album?! — aż podskoczyła w miejscu, spoglądając na bruneta swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, w których teraz świeciła setka iskierek pełnych ekscytacji. — Madox, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się ucieszy!!! — znowu podniosło głos i znowu chciała ich całować, ale tym razem się powstrzymała. Złapała swój worek na plecy spod drzewa i wcisnęła tam album, a kiedy wszyscy już byli gotowi, poprowadziła chłopaków najszybszym przejściem na targ.
Godzina szczytu już minęła i ludzie na stoiskach powoli przygotowywali się do zakończenia dnia. Niektórzy już zwijali interes, inni jeszcze intensywnie nawoływali potencjalnych klientów. Ludzi nie było bardzo dużo, dlatego jeszcze nim przeszli przez główna bramę, Pilar nagle się zatrzymała, Madox wpadł prosto na nią, a na niego jeszcze Tio. Aż szok, że się nie poprzewracali!
Poczekajcie — poprosiła i odwróciła się w ich stronę. — Stoisko rodziców Louisa jest tam, w sekcji G, więc żeby tam dojść musimy przejść przez stoisko ojca bliźniaków… — wyjaśniła spokojnie. — Wiem jak to zrobić, ale musicie się mnie trzymać i robić to co ja. Zrozumiano żołnierze?! — dopytała, prostując plecki i podnosząc do czoła dwa palce, którymi po chwili im zasalutowała. Czekała ich prawdziwa misja na śmierć i życie. A przynajmniej tak to wyglądało w dziecięcej głowie Pilar, dlatego gdy tylko dostała od nich potwierdzenie, ruszyła przed siebie, na twarzy maując pełne skupienie. Na niskich kolanach przebiegłą przez pierwszą alejkę, jednak przy przedostatnim stoisku wskoczyła pod stolik. Poczekała aż Madox i Tio do niej dołącza, a potem musieli tak przejść jeszcze kilka aż nie doszli do miejsca, w którym ścieżki się rozbiegały, a przy jednej z nich stał ojciec bliźniaków. Stewart złapała mocno powietrze w płuca, a potem w odpowiednim momencie wyleciała spod stołu i dosłownie przeturlała się na drugą stronę pod kolejny stolik. Serce waliło jej mocno, bo zrobili to zaraz za plecami wroga. A potem już dłuuuuga na odpowiednie stoisko, gdzie Louis pomagał swojej matce pakować warzywa do skrzynek.
Lou!!! — krzyknęła dumnie, machając rączką w stronę chłopczyka i zaraz podbiegając jeszcze bliżej. — To Madox i Tio, znasz ich???

mi jaguar 🐆

same souls, different time

: czw kwie 16, 2026 4:55 pm
autor: Madox A. Noriega
- Ale u nas nie ma... - Madox wywrócił ciemnymi oczami, ale jednak z uśmiechem. Oni też kiedyś widzieli słonia, kiedy ciotka Izabela zabrała ich do ZOO, i w zasadzie to mógłby go tak załatwić słoń. Doskonale widzieli jakie one miały trąby, mogłyby go opryskać, ale przecież nie tutaj. Tutaj to co najwyżej mogły go dorwać jakieś małpy, albo oposy.
Pewnie mogliby się z Pilar dochodzić o to jeszcze dłużej, ale zaraz Madox jej pytał o ulubiony smak lodów, a kiedy powiedziała, że czekoladowy, to on aż zrobił wielkie oczy.
- Czekoladowy? Najlepsze są mango, pycha! - już się klepał po brzuchu na samą myśl o lodach mango.
- Ja też najbardziej lubię czekoladowe - wtrącił się Tio, a Noriega znowu strzelał oczami. Nie znali się wcale. Chociaż... oni zazwyczaj z Ticiano brali dwa różne smaki i się nimi dzielili.
Zaraz jednak okazało się, że dzisiaj chyba nici z lodów, bo Madox zamiast tego zdecydował oddać album Luisowi. Po pierwsze to oni już dzisiaj jedli lody, a po drugie, no to każdy fajny dzieciak powinien mieć taki album.
Chociaż... Luisa wcale nie znali. Madox i Tio najczęściej bawili się ze swoim kuzynostwem, albo z dzieciakami z sąsiedztwa, zresztą oni trzymali się często we dwóch, nawet w szkole siedzieli w jednej ławce. Jak bracia. I teraz jak bracia każdy z nich miał swojego jaguara, chociaż Tio wydawał się z tego niezbyt zadowolony, ale Madoxowi nie przeszkadzało to w tym, że kiedy tylko zszedł z drzewa i podziękował Pilar bu-zia-kiem, to zaraz rozkładał album, żeby im jeszcze pokazać jaguara.
- My go mu damy - powiedział tylko zerkając na Pilar nad swoim albumem, bo nie mógł się na niego napatrzeć - każdy się cieszy z tego albumu - pokiwał głową, ale kiedy dziewczynka się tak ekscytowała, to uśmiechnął się jakoś szerzej. Zaraz już wszyscy się zebrali i ruszyli na targ, a Madox jeszcze po drodze zerkał na swojego jaguara, do momentu, w którym się nie potknął, wywinąłby orła i w końcu go złożył.
Szli za Pilar ścieżką, którą im pokazała, a kiedy gwałtownie się zatrzymała, to oczywiście, że Madox w nią wlazła, ale odruchowo złapał ją za plecak i przytrzymał, żeby nie wyrżnęła, chociaż sam się zachwiał, kiedy w niego wpadł Tio.
- Co jest? - już pytał, ale Pilar zaraz im wszystko wyjaśniła. A Madox i Ticiano wyglądali ponad jej ramionami w kierunku targu, żeby zobaczyć stoisko ojca bliźniaków.
- Ale na pewno wiesz? - zapytał Ticiano.
- No wie, przecież ci powiedziała - zaraz rzucił Madox i jeszcze stuknął Tio palcem w czoło - estúpido - zaraz już odwracał się do Pilar, żeby jej zasalutować - tak jest! - Tio jeszcze się ociągał, ale Noriega zaraz złapał go za ramię i ustawił do pionu.
A potem to już obaj się skupili i ruszyli w ślad za dziewczynką. Chociaż Tio w pewnym momencie się potknął i Madox musiał go pchnąć, więc pod tym stolikiem znowu wpadł na Pilar.
Ale się udało. Chociaż Ticiano narzekał zaraz, że ubrudził spodnie, a Madox klepał go w ramię.
- Spodnie? A co ty się przejmujesz Tio? Widziałeś jak Pilar się przeturlała? Wzium… A my tak, skok i... - Madox już się nakręcał, bo on przecież lubił takie... przygody, ale wtedy podszedł do nich ten chłopiec i Noriega zaraz wyciągał do niego rękę, żeby się przywitać.
- Cześć, jestem Madox, a to Ticiano - przedstawił swojego brata, i zerknął na Pilar, bo... Cofnął się do niej i wziął ją na bok, żeby dać jej ten zafoliowany album - ty mu daj - no tak... Bo Madox przecież był łobuzem, a łobuzy bezinteresownie nie dają komuś albumów. Jego łobuzerska reputacja by na tym ucierpiała, czy coś...
Wpakował album w rączki Pilar, a sam stanął koło Tio, który otrzepywał spodnie - na tyłku też masz - i kiedy Ticiano się odwrócił, żeby spojrzeć, to dostał pstryka w nos, wiec zaraz pogonił Madoxa i przebiegli dookoła Luisa i Pilar, która wręczała mu album. Ale zaraz już stali obaj obok brunetki, jeden z jednej strony, a drugi z drugiej. Zapatrzeni w rozradowaną buzię Luisa.
- Możemy się powymieniać naklejkami, jak jakieś masz - powiedział Tio, chociaż to był pomysł Madoxa, ale to nic, Noriega pokiwał głową. A zaraz wszyscy siedzieli na trawie oglądając albumy i wymieniając się naklejkami.
Nagle Ticiano się zerwał patrząc na swój dziecięcy zegarek.
- Muszę lecieć, mama kazała mi dzisiaj być wcześniej na obiad, idziesz Madox? - zapytał, ale Noriega nawet nie wstał z trawy.
- Ja jeszcze zostanę, dzisiaj Marisol obiecała coś ugotować - stwierdził zadzierając tylko głowę. Tio się trochę zdziwił, ale wzruszył ramionami i na koniec dodał, że jak Marisol nie ugotuje, to żeby przyszedł.
Marisol to oczywiście matka Madoxa, ale on już był w takim wieku, że nie bawił się z nią w teatrzyk w ogródku, tylko jej pyskował i nazywał Marisol, jak ojciec. Coraz bardziej podobny do ojca...
Poleżeli jeszcze trochę na trawie oglądając albumy, ale w końcu Luisa też zawołała mama, a Madox został z Pilar.
- Odprowadzę cię - zaproponował jej, chociaż może mogła jeszcze złapać na targu ciotkę, albo kuzyna?
To najwyżej odprowadzi ją do stoiska. Ale zanim doszli chociażby tam, to Madox ją zatrzymał łapiąc za ramię.
- Czekaj... Mam drobniaki, na jednego loda, możemy się podzielić - właściwie to chciał się dzielić nawet na trójkę z Tio, ale skoro poszedł, to jego strata - chyba, że musisz wracać na obiad? - zapytał, chociaż... przecież chyba każdy wybrałby lody? A przynajmniej Madox by wybrał. No i Pilar też pewnie wybrała, bo może i byli... różni, ale troszeczkę podobni też.
A kiedy już stali przed budką i Madox wysypał drobne na ladę, a sprzedawczyni kazała im wybrać smak, to Noriega właściwie bez zastanowienia wypalił, że...
- Czekoladowe.

chocolate para ti ‎♡₊˚ 🍫・₊✧

same souls, different time

: czw kwie 16, 2026 6:46 pm
autor: Pilar Stewart
To naprawdę dla mnie? — głos Louisa wspiął się na wyżyny częstotliwości, kiedy krzyknął głośno i radośnie na widok albumu. Pilar dawno nie widziała go tak szczęśliwego. Louis był jej dobrym kolegą. Często razem biegali po targu, gdzie pomiędzy pomaganiem swojej rodzinie a chwilami wolnymi. Rodzina chłopaka nie miała za dużo pieniędzy i nawet nie musiał tego mówić na głos. Pilar wiedziała to dlatego, że Lou przez tygodnie potrafił chodzić w tych samych spodniach i miał już całe podziurawione buty. Nic dziwnego, że na widok albumu ucieszył się, jakby conajmniej wygrał coś bardziej wartościowego na świecie.
To od chłopaków! — musiała wyjaśnić. Nie chciała zbierać na siebie laurów. — Ja też dostałam! — pochwaliła się i gestem ręki pokazała na plecak, w którym miała album, który dostała od Tio. Chłopaki jeszcze biegali dookoła, a Pilar nachyliła się do kolegi i przysunęła do jego ucha, tak żeby nikt dookoła przypadkiem nie usłyszał. — Myśle, że Madox wyłowił pieniążki z fontanny, wiesz tej na skwerku — wyznała wielką tajemnice, a Louis tylko zrobił wielkie oczy i zaraz zaczął nawijać, że to przecież nie wolno, bo przynosi pecha bla bla, ona to wiedziała, ale skoro to ktoś inny wyłowił to w czym problem? Trzeba było się po prostu cieszyć z albumu! Louis po chwili był tego samego zdania, bo przytulił gazetkę mocno do piersi, a potem pobiegł powiedzieć mamie, że wróci za kilkanaście minut.
Rozwalili się wygodnie na trawie tuż obok i zaczęli wymianę naklejek. Oczywiście Pilar nie brała udziału, bo swoje miała w domu, ale za to rozwaliła się wygodnie na brzuchu i z wielkim zainteresowaniem obserwowała, co tam chłopaki mieli jeszcze w swoich kolekcjach. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby kilka razy nie wtrąciła jakiejś ciekawostki od siebie, bo przecież te ze swoich batonów znała już na pamięć.
Kiedy Tio zerwał się z trawy, oznajmiając, że musiał już lecieć na obiad, Stewart kiwnęła głową i pożegnała go wystawioną rączką w powietrze, którą Ticiano z radością przybił swoją. A potem jeszcze przytulił ją niespodziewanie i pobiegł w stronę domów jednorodzinnych główną drogą. Louis też się zwinął, jeszcze raz dziękując Madoxowi za album i obiecał, że jak następnym razem wpadnie na targ, to żeby odwiedził stoisko jego mamy, to dostanie w zamian jakieś soczyste mango.
Ja też mogę ci załatwić mango od mojej ciotki — dodała dumnie zaraz po nim i podniosła się z trawy, poprawiając całą pomiętą sukienkę w kwiatki. — To które jedliśmy w bazie było od niej — musiała się przecież pochwalić, szczególnie biorąc pod uwagę, że Noriedze bardzo smakowało. Może wtedy powie swojej mamie, żeby to u nich kupiła następnym razem owoce? Ciotka na pewno by się ucieszyła!
Zmrużyła oczy, gdy Madox zaproponował, że ją odprowadzi i spojrzała na niego zabawnie.
A co ty jesteś, jakiś rycerz? — spytała zaczepnie, chociaż w duchu ucieszyła się, że jeszcze będzie mogła spędzić z nim trochę czasu. Szczególnie, że zaraz zaproponował lody, a oczy Pilar aż się zaświeciły. — Nie jadłam lodów całe wieki!!! — krzyknęła podekscytowana. — Czyli od wczoraj — wyjaśniła, kiedy spojrzał na nią pytająco. Dwadzieścia cztery godziny bez lodów dla Pilar Stewart były k a t r o g r ą. W końcu ona tak kochała lody i czekoladę… Zamieniłaby wszystkie naklejki jakie miała za wielką czekoladę z orzechami!
A Madox… — zagadała go jeszcze w trakcie drogi. — Skąd miałeś te pieniążki na album? — nie byłaby sobą, gdyby nie spytała. Pilar była ciekawska, tego genu nie dało się z niej już wydłubać. — Wyłowiłeś je z fontanny? — troche się bała, że ją wyśmieje, bo przecież kto łowił rzeczy z takich miejsc, ale wcześniej, kiedy się spotkali, sam to przecież proponował Tio. Stewart może i była ze średnio zamożnego domu, ale umysł miała po rodzicach. Analityczny.
Kiedy doszli do budki z lodami, stanęła tuż obok Noriegi i również uniosła się na palcach, żeby powiesić się na ladzie. Uważnie obserwowała, jak kasjerka liczy drobniaki, a kiedy Madox powiedział, że smak lodów miał być czekoladowy, uśmiechnęła się szeroko.
Też lubisz czekoladowe?? — spytała z ekscytacją w głosie. — A których nie lubisz najbardziej? — przysunęła się do niego bliżej i ustawiła usta tuż przy jego uchu. — A wiesz, że mój kuzyn Matias kiedyś tu brał lody i wziął takie o smaku…. OGÓRKA?! Ohyda! — wyznała mu tajemnice, tak żeby pani za lada nie usłyszała, chociaż chyba nie wyszło jej to za dobrze, bo kobiet pokręciła głową i spojrzała na nią karcąco. No tylko kto normalny je OGÓRKA w lodach? Przecież lody powinny być słodkie!
Wooow — mruknęła zadowolona widząc wielką kupę czekoladowych lodów w środku rożka, który kobieta zaraz podsunęła pod nos Madoxa. — A Ile za tą kolorową posypkę? — spytała słodko, robiąc wielkie oczy rodem z kota w budach ze Shreka. Kobieta chwilę na nich popatrzyła, już miała coś powiedzieć, ale finalnie tylko westchnęła ciężko i pokręciła głową, a potem… nasypała się im trochę kolorowych wiórków na loda ZA DARMO. No przecież to był najlepszy dzień ever! — DZIĘKUJEMY! — ukłoniła się pięknie, a potem nawet nie czekając na cokolwiek, kiedy tylko odeszli od budki, Pilar przytrzymała sobie rączki Madoxa w swoich, wystawiła język i przejechała po całkiej długości, ściągając nie tylko posypkę ale i sporą ilość chłodny, przepysznych lodów.
Ale pyyyyszne — zamruczała zadowolona. — Weź spróbuj z posypką! — ponagliła go, nawet na moment nie pucając jego rąk, dlatego kiedy on przystawił głowę, prawie zetknęli się czołami. — Mój dom jest w tamtą stronę — pokazała po chwili odpowiedni kierunek. — Tylko to trochę… taka wiesz, niebezpieczna okolica, więc jak nie chcesz, to nie musisz ze mną iść. Ja zazwyczaj po prostu biegnę.

Eres más dulce que un helado ₊˚⊹ᰔ

same souls, different time

: czw kwie 16, 2026 8:17 pm
autor: Madox A. Noriega
Fajnie było... sprawić komuś radość, i nawet Madox łobuz, to lubił. chociaż oczywiście nie dał nic po sobie poznać ganiając się z Tio gdzieś dookoła. Dopiero kiedy wszyscy wylądowali na trawie przeglądając swoje naklejki, a Luis jeszcze raz im podziękował, to Noriega rzucił krótkie nie ma sprawy, co prawda to miał być album dla Pilar, ale w ten sposób, to jeszcze Luis dostał swój, więc chyba... jeszcze lepiej?
Wymienili się kilkoma naklejkami, bo okazało się, że Luis też je zbiera i trzyma gdzieś pod ladą przewiązane gumką recepturką. Miał ich sporo, ale Ticiano i tak chwalił się, że on ma najwięcej, a Madox tylko wywrócił oczami.
- Bo zanim ja miałem swój, to naklejałem do ciebie - tak było, ale na to Tio już nic nie powiedział, tylko zaraz się zbierał, a na pożegnanie przytulił dziewczynkę, a Madox tylko mruknął pod nosem - zakochana para - zamienił się jeszcze z Luisem za niedźwiedzia który był silny, ale on już jednego miał w swoim albumie, a Madox... bywał paskudny, ale prawda jest taka, że nigdy nie był jakiś chciwy, on po prostu chciał mieć wszystkie te puste pola z naklejkami zapełnione, a nie dwa jaguary, czy niedźwiedzie. Luis jednak zaraz też się zbierał, a kiedy powiedział o tym mango, to Noriega zaraz pokiwał głową, że na pewno przyjdzie, a kiedy Pilar się podniosła, to on też to zrobił. Wcale się nie wytrzepał z trawy, a miał ją nawet we włosach.
- Wiesz co... - zaczął i zawiesił ciemne tęczówki na jej twarzy - właściwie ciotka ma w ogrodzie drzewo mango i często je tam zbieramy z Tio, jak chcesz to ci kiedyś pokażę - uśmiechnął się do niej ładnie, ale zaraz dodał - ale to od twojej cioci było pyszne, takie rosną na samej górze drzewa i nie zawsze można je dostać - nawet wyciągnął w górę ręce, żeby jej pokazać jak wysoko, no i że on ma jednak za krótkie rączki.
Ale zaraz jej proponował, że ją odprowadzi... jak rycerz?
Uniósł jedną brew.
- Ninja - nawet jej pokazał jakiś cios karate i skok - albo bokser - tu też ładnie trzymał gardę, z tym to akurat nie bardzo się pomylił... patrząc na to jak dorosły Madox lubił się bić - rycerze nie istnieją - zaraz się znowu przed nią mądrował. Ale Madox po prostu lubił... się czepiać.
Lubił też lody, które zaraz jej proponował. A kiedy powiedziała, że nie jadła lodów całe wieki, to rzeczywiście uniósł obie brwi, bo oni z Tio jedli lody w wakacje codziennie!
Roześmiał się na jej kolejna słowa i znowu wywrócił oczami.
- A ja całe wieki się nie kąpałem - rzucił żarcik, a zaraz pokazał jej czubek języka. Chociaż jeśli o Madoxa chodzi to mógłby się nie kąpać wcale, ale Marisol go goniła.
Kiedy Pilar zapytała go o te pieniążki, to najpierw chciał ją skłamać i powiedzieć, że nie. Ale chyba nie była taka głupia, a Madox też... średnio kłamał. Zmyślał, ale to co innego i teraz też ją zatrzymał, żeby spojrzeć w jej duże, ciemne oczy.
- Tak, ale... - zaczął przytrzymując ją przy sobie - zobacz, ci ludzie co je wrzucali wcale nic nie wiedzą, no i oni robili to na szczęście, a zobacz ile szczęścia nam przyniosły te pieniądze - dwa albumy i jeszcze lody! To dla Madoxa dużo szczęścia. Nawet jeśli on z tego powodu miał mieć teraz wiecznego pecha, to jakoś to przeżyje.
Zaraz jednak okazało się, że wcale nie miał, bo do tych czekoladowych lodów dostali kolorową posypkę, całkowicie za darmo.
- Czekoladowe są spoko, najlepsze są mango, jeszcze dobre są truskawkowe, a najgorsze... marcepanowe - aż wywalił język, a sprzedawczyni zerkała na nich kątem oka - co? Ogórka? Matias jest jakiś un poco loco? - zaraz rzucił kręcąc głową, bo jak to brzmiało. Przecież ogórki były ohydne, a do tego w lodach. Fuj.
- Dziękujemy! Pięknie Pani dzisiaj wygląda! - Madox… nawet jak miał dziesięć lat, to był... czarusiem?
Bo sprzedawczyni chociaż kręciła na nich głową to na koniec się uśmiechnęła i im jeszcze pomachała. A oni już oddalili się z tymi wielkimi kolorowymi lodami w kierunku najlepszego miejsca, żeby je zjeść. Murku, na którym rano siedzieli z Tio. Tylko zanim Madox zdążył usiąść i zaproponować Pilar pierwszej lody to ona już je lizała, na co Madox zrobił wielkie oczy, ale zaraz się uśmiechnął i kiedy powiedziała mu, żeby spróbował z posypką, to zaraz też oblizał loda. Posypka chrupała pod zębami - pycha - mruknął z pełną buzią. Zaraz w ogóle byli cali wyciapani tymi lodami, Pilar miała je nawet we włosach, a Madox na czole - ale jesteś brudna - rzucił, a zaraz ściągnął z jej policzka trochę lodów, z posypką nawet, palcem, żeby je zjeść... Może nie powinien, ale co z tego? To były lody, do tego pyszne, które topiły im się w rękach i brudziły buzie.
- A czemu niebezpieczna? - zapytał, a zaraz wyprostował się dumnie - ja cię obronię - no tak... pewne rzeczy w ogóle się nie zmieniają.
Lody też zjedli na pół, nawet rożkiem się podzielili, a Madox wytarł brudne ręce w i tak już poplamioną koszulkę.
Pewne rzeczy się nie zmieniały... te protegeré 🦅🥷🏻⚔️