At my funeral nobody came they all had plans
: sob kwie 04, 2026 1:56 pm
Każdy dźwięk, który wydobywał się z gardła Prescott podnosił jej temperaturę o kilka stopni. Była święcie przekonana, że jej skóra powinna zacząć parzyć. Albo chociaż roztapiać się leniwie jak złoto. Powinna już dawno stanąć w płomieniach, powinno ją pochłonąć za karę piekło. Wszystko jednak wskazywało na to, że przy niej robiła się jakimś pieprzonym pirofitem.
Nigdy w życiu sama nie narysowałaby takiej sceny. Nie była pewna, czy to wszystko jest zbyt dziwaczne czy zbyt tandetne. Fakt, że kompletnie przez nią odlatywała na cmentarzu, w otoczeniu westchnień żałobników, był zbyt kretyński, by na niego wpaść. Z kolei fakt, że ichpierwszy drugi pocałunek odbywał się w strugach deszczu, był kompletnie przewidywalny i nudny. Na miejscu swoich redaktorów po prostu by samą siebie wyśmiała. Taka opowieść na pewno by się sprzedała, ale byłaby też bardzo daleko od jej poczucia estetyki i romantyzmu. A jednak trwała w tej sytuacji i ostatnie, czego chciała, to uwolnienie się z niej. Nie była gotowa wypuścić jej z objęć, nie chciała odmówić jej nawet najdrobniejszego pocałunku, chciała stworzyć z niej najlepsze dzieło w całej swojej krótkiej karierze. Bardzo to było nie w porządku ze strony świata, że zsyłał na nią taką inspirację.
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Oczywiście, że była niecierpliwa. Granice jej wytrzymałości zostały poszarpane wyjątkowo brutalnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że miała wrażenie, że Prescott doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I bezczelnie się z tego cieszy. Nie chciała dawać jej tej satysfakcjizbyt szybko. Miała jej przecież namieszać w głowie, a potem jakoś okrutnie skrzywdzić. Żeby miała za swoje.
Otworzyła usta, chcąc się jakoś jej odszczekać. To jednak było bardzo zwodnicze. Do tej pory udawało jej się zachować względną ciszę, pozwalając reakcjom kotłować się w jej wnętrzu, doprowadzać ją wręcz do fizycznego bólu. Tym razem jednak spomiędzy jej warg uciekło głośne westchnienie. Urwała je szybko, zaciskając usta w wąską linię. Drzewo za plecami było jedynym ratunkiem, dzięki któremu się nie zachwiała i wciąż czuła jakiekolwiek połączenie z tym wymiarem.
— Nie potrafisz się przyznać nawet do czegoś takiego? — syknęła, wbijając jej paznokcie w kark. Po tym też na pewno zostanie ślad. Może mniejszy niż ten na szyi Cross, ale na pewno dużo bardziej uciążliwy i szczypiący. Ujęła jej podbródek drugą dłonią i zmusiła ją, by na nią spojrzała.
— Powiedz wreszcie wprost, o czym myślisz, Mała. — Musnęła językiem jej wargę i znów wzięła głębszy oddech, jakby chciała od nowa zapomnieć się w pocałunkach. Powstrzymała się jednak. Zastygła w bezruchu, wpatrując się w jej oczy z rosnącą niecierpliwością i niemożliwym do ukrycia pożądaniem. Nie chciała się dać znowu to wciągnąć, póki Prescott choć trochę się nie ugnie,
Ruelle I. Prescott
Nigdy w życiu sama nie narysowałaby takiej sceny. Nie była pewna, czy to wszystko jest zbyt dziwaczne czy zbyt tandetne. Fakt, że kompletnie przez nią odlatywała na cmentarzu, w otoczeniu westchnień żałobników, był zbyt kretyński, by na niego wpaść. Z kolei fakt, że ich
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Oczywiście, że była niecierpliwa. Granice jej wytrzymałości zostały poszarpane wyjątkowo brutalnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że miała wrażenie, że Prescott doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I bezczelnie się z tego cieszy. Nie chciała dawać jej tej satysfakcji
Otworzyła usta, chcąc się jakoś jej odszczekać. To jednak było bardzo zwodnicze. Do tej pory udawało jej się zachować względną ciszę, pozwalając reakcjom kotłować się w jej wnętrzu, doprowadzać ją wręcz do fizycznego bólu. Tym razem jednak spomiędzy jej warg uciekło głośne westchnienie. Urwała je szybko, zaciskając usta w wąską linię. Drzewo za plecami było jedynym ratunkiem, dzięki któremu się nie zachwiała i wciąż czuła jakiekolwiek połączenie z tym wymiarem.
— Nie potrafisz się przyznać nawet do czegoś takiego? — syknęła, wbijając jej paznokcie w kark. Po tym też na pewno zostanie ślad. Może mniejszy niż ten na szyi Cross, ale na pewno dużo bardziej uciążliwy i szczypiący. Ujęła jej podbródek drugą dłonią i zmusiła ją, by na nią spojrzała.
— Powiedz wreszcie wprost, o czym myślisz, Mała. — Musnęła językiem jej wargę i znów wzięła głębszy oddech, jakby chciała od nowa zapomnieć się w pocałunkach. Powstrzymała się jednak. Zastygła w bezruchu, wpatrując się w jej oczy z rosnącą niecierpliwością i niemożliwym do ukrycia pożądaniem. Nie chciała się dać znowu to wciągnąć, póki Prescott choć trochę się nie ugnie,
Ruelle I. Prescott