Strona 3 z 3

At my funeral nobody came they all had plans

: sob kwie 04, 2026 1:56 pm
autor: River Cross
Każdy dźwięk, który wydobywał się z gardła Prescott podnosił jej temperaturę o kilka stopni. Była święcie przekonana, że jej skóra powinna zacząć parzyć. Albo chociaż roztapiać się leniwie jak złoto. Powinna już dawno stanąć w płomieniach, powinno ją pochłonąć za karę piekło. Wszystko jednak wskazywało na to, że przy niej robiła się jakimś pieprzonym pirofitem.
Nigdy w życiu sama nie narysowałaby takiej sceny. Nie była pewna, czy to wszystko jest zbyt dziwaczne czy zbyt tandetne. Fakt, że kompletnie przez nią odlatywała na cmentarzu, w otoczeniu westchnień żałobników, był zbyt kretyński, by na niego wpaść. Z kolei fakt, że ich pierwszy drugi pocałunek odbywał się w strugach deszczu, był kompletnie przewidywalny i nudny. Na miejscu swoich redaktorów po prostu by samą siebie wyśmiała. Taka opowieść na pewno by się sprzedała, ale byłaby też bardzo daleko od jej poczucia estetyki i romantyzmu. A jednak trwała w tej sytuacji i ostatnie, czego chciała, to uwolnienie się z niej. Nie była gotowa wypuścić jej z objęć, nie chciała odmówić jej nawet najdrobniejszego pocałunku, chciała stworzyć z niej najlepsze dzieło w całej swojej krótkiej karierze. Bardzo to było nie w porządku ze strony świata, że zsyłał na nią taką inspirację.
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Oczywiście, że była niecierpliwa. Granice jej wytrzymałości zostały poszarpane wyjątkowo brutalnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że miała wrażenie, że Prescott doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I bezczelnie się z tego cieszy. Nie chciała dawać jej tej satysfakcji zbyt szybko. Miała jej przecież namieszać w głowie, a potem jakoś okrutnie skrzywdzić. Żeby miała za swoje.
Otworzyła usta, chcąc się jakoś jej odszczekać. To jednak było bardzo zwodnicze. Do tej pory udawało jej się zachować względną ciszę, pozwalając reakcjom kotłować się w jej wnętrzu, doprowadzać ją wręcz do fizycznego bólu. Tym razem jednak spomiędzy jej warg uciekło głośne westchnienie. Urwała je szybko, zaciskając usta w wąską linię. Drzewo za plecami było jedynym ratunkiem, dzięki któremu się nie zachwiała i wciąż czuła jakiekolwiek połączenie z tym wymiarem.
— Nie potrafisz się przyznać nawet do czegoś takiego? — syknęła, wbijając jej paznokcie w kark. Po tym też na pewno zostanie ślad. Może mniejszy niż ten na szyi Cross, ale na pewno dużo bardziej uciążliwy i szczypiący. Ujęła jej podbródek drugą dłonią i zmusiła ją, by na nią spojrzała.
— Powiedz wreszcie wprost, o czym myślisz, Mała. — Musnęła językiem jej wargę i znów wzięła głębszy oddech, jakby chciała od nowa zapomnieć się w pocałunkach. Powstrzymała się jednak. Zastygła w bezruchu, wpatrując się w jej oczy z rosnącą niecierpliwością i niemożliwym do ukrycia pożądaniem. Nie chciała się dać znowu to wciągnąć, póki Prescott choć trochę się nie ugnie,

Ruelle I. Prescott

At my funeral nobody came they all had plans

: sob kwie 04, 2026 5:36 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie było mowy o tym, aby była świadoma tego jak bardzo działała na River. Wszelkie jej wyobrażenia nijak nie miały się do rzeczywistości. To były jej własne podszepty, które nie uwzględniały w żaden sposób jakichkolwiek głębszych uczuć poza powierzchownym pożądaniem i dużo bardziej złożoną niechęcią odnośnie drugiej osoby. Poza tym raczej nic innego nie miało dla niej znaczenia.
To wszystko było zdecydowanie zbyt banalne. W dodatku naprawdę do nich nie pasowało. Sceneria była zbyt spokojna, zbyt romantyczna. Prescott prędzej spodziewałaby się burzowych gromów lub dziejącej się w tle Apokalipsy niż czegoś podobnego, co nadawało większej emocjonalności i patetycznego dramatyzmu ich pocałunkowi, któremu zdecydowanie było daleko od wyrazu dozgonnej miłości.
Przez chwilę nie były zdolne do tego, aby się od siebie oderwać. Zapewne nie zrobiłyby tego, gdyby nie paląca potrzeba zaczerpnięcia tchu. Inaczej Ruelle na pewno nie zrezygnowałaby ze smakowania jej zdecydowanie zbyt kuszących warg. Zadziwiające było również to jak łatwo były w stanie znaleźć wspólny rytm pomimo chaosu, w którym zdawały się pogrążać z każdym kolejnym pocałunkiem.
Sama nie była szczególnie lepsza. Również była zżerana od środka przez niecierpliwość. Jednak miała w sobie nieco więcej samokontroli niż Cross, co sprawiało, że kiełkowało w niej pewne uczucie wyższości. W końcu to nie ona ją desperacko przyciągnęła do siebie. Nie ona zagłębiała się tak zapamiętale w jej objęciach i wargach. To wszystko robiła River. Prescott po prostu rozkoszowała się każdym możliwym momentem. Bawiła się doskonale nawet jeśli czuła na języku jedynie przedsmak tego, co miało nadejść.
Panowała nad sytuacją. Czuła to doskonale w momencie, gdy dziewczyna nie próbowała jej się odszczekać po każdym drobnym komentarzu, a zamiast tego westchnęła, gdy tylko Rue pozostawiała na niej swój ślad. Zamaskowała też gardłowym mruknięciem ciche syknięcie bólu, gdy tylko paznokcie rysowniczki wbiły się boleśnie w jej kark. Wiedziała jednak dzięki temu, że z pewnością nie była jej obojętna.
Nie zamierzała jej odpowiadać. Było to jedno z tych pytań, które mogła zignorować i po prostu spokojnie kontynuować swoje zadanie, gdyby nie to, że River nagle ujęła jej twarz w swoją dłoń i zmusiła do tego, aby spojrzała jej w oczy.
- Myślę jedynie o tym jak niezwykle irytująca jesteś - powiedziała mrukliwym tonem, sięgając dłonią do szyi Cross, którą objęła swoimi palcami. - Oraz o tym jak bardzo chcę cię uciszyć...
Znała jeden wyjątkowo skuteczny sposób na to jak tego dokonać. Raz jeszcze pochwyciła jej wargi w żarliwym pocałunku. Nie dbała o konsekwencje ani o to, co w danym momencie czuła lub myślała rysowniczka. Jedyne czego była pewna to fakt, że nie potrafiły już dłużej nad sobą zapanować, a istniejące między nimi przyciąganie urosło do niewyobrażalnego wprost poziomu... A Prescott nie zamierzała się mu dłużej przeciwstawiać.

River Cross