Strona 3 z 3

isla de la calma

: ndz kwie 26, 2026 10:07 am
autor: Charlie Marshall
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

isla de la calma

: ndz kwie 26, 2026 9:31 pm
autor: Ivy Harrison
Charlie Marshall

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

isla de la calma

: ndz maja 03, 2026 8:10 pm
autor: Charlie Marshall
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


═════════════════════


Obudził się tuż przed świtem. Przez chwilę po prostu leżał w ciszy, słuchając miarowego oddechu Ivy i czując na klatce piersiowej ciężar jej dłoni. Wyglądała tak spokojnie, że poczuł nagłe wyrzuty sumienia, gdy musiał się z tego uścisku delikatnie wyślizgnąć. Obowiązki wiceprezesa nie mogły czekać, niestety. Wyszedł z willi cicho, dopinając mankiety koszuli już w samochodzie, w którym czekał jego asystent. Dokumenty, kawa, garść porannych informacji - wszystko podane wprost do ręki, prawie jak na złotej tacy (tylko bez złotej tacy).

Spotkanie z kontrahentami było intensywne, a przy stole negocjacyjnym Charlie był jeszcze bardziej bezwzględny i skuteczny niż zwykle - może to przez tę nocną dawkę adrenaliny, którą zapewniła mu Ivy? Godzina po godzinie Charlie rozbijał ich obiekcje, aż w końcu dopiął swego. Gdy tylko wyszedł z konferencyjnej, chwycił telefon i napisał wiadomość do Cherry. "Negocjacje udane, przystali na nasze warunki. Trzymam kciuki za operację". Po krótkim wahaniu, niemal mechanicznie, wysłał też krótką wiadomość do Blair: "Wszystko gra, domykamy temat zgodnie z planem". Po wysłaniu tych wiadomości schował telefon z powrotem do kieszeni, bo poczuł nieprzyjemne ukłucie gorąca związane z tym, co powinien, a czego nie powinien robić. W każdym razie, reszta dnia dłużyła się niemiłosiernie. Wymieniał setki uprzejmości z pracownikami, zaliczył kurtuazyjne oprowadzanie po hiszpańskiej firmie i uczestniczył w przydługim lunchu, podczas którego marzył tylko i wyłącznie o powrocie do Ivy. Zerkał na zegarek co piętnaście minut, a z każdą godziną narastała w nim irytacja na te wszystkie korporacyjne rytuały.

Do willi dotarł dopiero po siedemnastej, niestety. - Ivy? - zawołał już od progu, rzucając teczkę z dokumentami na komodę. Odpowiedziała mu cisza. Przeszedł przez salon do sypialni, ale łóżko było puste i starannie zaścielone. Może Ivy faktycznie posłuchała jego rady i udała się na samotne zwiedzanie? A może pojechała na plażę albo do miasteczka? Przeszedł do kuchni, żeby nalać sobie wody - no i kiedy już pił wodę ze szklanki, dostrzegł małą karteczkę na blacie, tuż obok ekspresu.


𝑔𝑎-𝑑𝑒𝑟-𝑟𝑦-𝑝𝑜-𝑙𝑢-𝑘𝑖 (𝑡𝑜 𝑠𝑧𝑦𝑓𝑟, 𝑤𝑦𝑔𝑜𝑜𝑔𝑙𝑢𝑗 𝑔ł𝑢𝑝𝑡𝑎𝑠𝑖𝑒!)
𝑖𝑝𝑢𝑑𝑗𝑛𝑔 𝑛𝑔 𝑢𝑑𝑧𝑔𝑖𝑙


Zmarszczył brwi i odłożył szklankę na blat. Nie był fanem zagadek, zwłaszcza po kilku godzinach negocjacji. Sukces, zysk, odpoczynek, jedynie o tym teraz myślał. Marzył o drinku i leżeniu na leżaku, a tu zamiast uśmiechniętej Ivy czekał na niego szyfr do rozwiązania. - Serio, Ivy? - mruknął pod nosem, ale kącik jego ust drgnął w mimowolnym uśmiechu. Ta dziewczyna nie dawała mu spokoju nawet wtedy, gdy jej nie było w pobliżu. Wziął karteczkę do ręki i przyjrzał się literom. Zgodnie z instrukcją, wyciągnął telefon i wstukał dziwne słowo w wyszukiwarkę. Okazało się, że to popularny, harcerski szyfr - literki w parach po prostu zamieniały się miejscami, G na A, R na Y i tak dalej. Charlie wyciągnął z teczki długopis i na odwrocie karteczki zaczął zapisywać litery.

K... O... L...

Kolejna na leżaku? Wyglądało na to, że dał radę rozszyfrować zagadkę, a jego nagrodą miała być kolejna karteczka. Albo Ivy. Zdecydowanie wolał tę drugą opcję. Wyszedł przez przeszkolone drzwi tarasowe, po czym skierował się w stronę rzędu leżaków ustawionych przy basenie, spodziewając się zastać tam blondynkę w stroju kąpielowym, ale... miejsce było puste. Huh?

I'm beginning to understand
There's no mystery to this man


𝓻𝓲𝓭𝓭𝓵𝓮

isla de la calma

: pn maja 04, 2026 7:52 pm
autor: Ivy Harrison
Spoiler
Obrazek
I jakkolwiek dziwnie miało to nie brzmieć, to właśnie tam Ivy pokierowała Charliego. Ostatnia noc była wręcz idealna, podobnie jak poranek, dlatego Harrison wspięła się na wyżyny własnej kreatywności. Pozapinała wszystko na ostatni guzik, by być pewną, że wszystko będzie cudowne. Słońce dalej prażyło, a blondynka nie kazałaby się ruszać na poszukiwania w garniturze. Może i był k r a w a c i a r z e m, prawdziwym rekinem biznesu, ale skoro negocjacje zostały zakończone, chciała móc zobaczyć wielki uśmiech na jego twarzy. Stąd jak prawdziwy chochlik zawróciła go do domu, choć zastanawiała się, czy zrozumiał aluzję. To nad tym basenem stracili jakiekolwiek resztki rozumu. Kolejna karteczka leżała wewnątrz walizki Charliego.
Spoiler
Obrazek
Dała sobie spokój ze szyframi, jakby mimowolnie czuła, że zagadki nie były dla Charliego. Znowu go odesłała. Zdawała sobie sprawę z jednego. Będzie zmęczony, a mimo to kazała mu szukać kolejnej karteczki. Kolejną ułożyła przy zejściu z basenu na plażę. Z niego rozpościerał się cudowny, przepiękny widok na ocean, czarne klify. Słychać jedynie było cichy szum fal, które rozbijały się o skały oraz czarny piasek na plaży.
Spoiler
Obrazek
I faktycznie dało się od razu dojrzeć strzałkę ustawioną z kamieni. Chwilę później kolejna. Schodziły na dół wprost na plażę. Wystarczyło się jedynie zatrzymać, by chłonąć cały widok wzrokiem. Tę przepiękną, spokojną aurę. Bujna roślinność wznosiła się wraz ze schodami wprost na dół. Palmy, kaktusy, a w powietrzu unosiła się morska bryza zmieszana z zapachem jakiegoś mocnego, intensywnego kwiatu. Charlie szedł, aż nie zobaczył kolejnej karteczki przyduszonej pod kamieniem.
Spoiler
Obrazek
Specjalnie kazała mu się zatrzymać. Chociaż nie spodziewała się, że dodatkowo miejscowy kocur postanowi się ocierać o mężczyznę. Widok był zniewalająco spokojny, a ślady stóp prowadziły wprost do prowizorycznego tipi z zawieszonymi lampkami. Już z daleka widać było wiadro z butelkami, kocykiem i wystarczyło jedynie kilka kroków, by dotrzeć na miejsce.
Obrazek
Na kocyku leżała kolejna karteczka. Tak jakby Ivy cały czas igrała Charliemu na nosie. Może poniekąd tak było? Zadał sobie tyle trudu, by pojechała z nim na wakacje. Z początku uważała propozycję za irracjonalną i szczerze dalej w to wierzyła. Nie potrafiła uwierzyć, jakim cudem wyjechała z zajętym mężczyzną. Nawet jeśli jej serce od jakiegoś czasu wydawało się bić szybciej w jego kierunku, to chyba dopiero przygotowanie kosza piknikowego oraz każdego szczegółu, zaczynało jej to uświadamiać. Wczoraj byli dla siebie nawzajem, ale nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro.
Spoiler
Obrazek
Igrała z nim? Bardzo możliwe. Spojrzenie na wschód. Ciekawe, czy stamtąd zaraz wyjadą jeźdźcy Rohanu? Śmiała się, kiedy pisała karteczkę. Ciekawe, czy wielki pan Marshall oglądał klasykę kina. Za taką ją uważała. Dopiero kiedy spojrzał w zaplanowaną przez nią stronę, serce zabiło jej mocniej. Obserwowała go z ukrycia, niczym mała agentka, czekając na odpowiedni moment.
Obrazek
I dopiero wtedy wybiegła, trzymając swoją długą, żółtą sukienkę, by przypadkiem się nie przewrócić. Tak szybko, jakby od tego zależało jej życie. Od razu się w niego wtuliła, a dłońmi zasłoniła jego oczy. Czy niespodzianka mu się spodoba? To pytanie zadawała sobie cały czas. Przysmaki, chipsy, tanie piwo i gdzieś z boku słoik z ciasteczkami, dodatkowo ta przedziwna gra, którą mu zorganizowała.
Zgadnij, kto to? — spytała radosnym tonem i nie miała zamiaru puszczać, dopóki nie wypowiedział jej imienia, lub powiedział to swoje, charakterystyczne panienko Harrisonmyślałam, że już mnie nie znajdziesz, Charlie — puściła go, wychodząc powoli przed niego. Wynegocjował kontrakt? I dlaczego tak długo go nie było. Głowa parowała jej od myśli, ale w końcu był przy niej.
Podoba Ci się? — zagadnęła i niemalże na jednym wdechu dodała — miały być ciasteczka i są, a panie z willi zaraz przyniosą nam kolację, którą zrobiłam. Jak negocjacje? — całe to oczekiwanie, kiedy przebudziła się, gdy wychodził rano z jej ramion. Dalej miała przed oczyma wszystko, co działo się poprzedniej nocy. Zarówno zachłanność jak i czułość, a dziś chciała podarować mu najbardziej beztroski wieczór.

isla de la calma

: śr maja 13, 2026 8:50 am
autor: Charlie Marshall
Kolejna karteczka napisana przez Ivy kazała mu udać się na piętro, do walizki. Pokręcił głową z niedowierzaniem, że dał się wciągnąć w tę grę - przecież normalnie rzuciłby marynarkę w kąt i kazał sobie nalać drinka. Nie miał cierpliwości do zabawy w chowanego, ale skoro chodziło o Ivy… oczami wyobraźni już widział iskierki w jej oczach, kiedy wymyślała ten absurdalny pomysł. Zgodnie z zapowiedzią, w walizce znalazł kolejną karteczkę. Panie Marshall, zdejmij garnitur i ubierz się jak człowiek. Gotowy? Kolejne wskazówki przy basenie. Westchnął, ale zgodnie z jej życzeniem zrzucił elegancki strój, po czym włożył lniane spodnie i koszulę, której guziki zaczął zapinać dopiero w drodze na basen. Minął się w przedpokoju z pokojówką, która nawet się z nim nie przywitała, tylko spuściła głowę i zaczęła chichotać, niosąc wiklinowy kosz pełen prześcieradeł. Uniósł do góry jedną brew i odprowadził ją spojrzeniem. Odkąd tu przyjechał, wszystko działo się inaczej. Nie tak jak zwykle. Hmm...

Przy basenie natknął się na kolejną karteczkę. Wow, jeszcze szukasz? Teraz idź strzałkami wprost do mnie. Przy znaku kopert kolejna kartka! No, oczywiście, że jeszcze szukał, bo miał nadzieję, że czekała na niego pyszna kolacja. I nie tylko. Zaczął kierować się w dół, dając prowadzić się strzałkom ułożonym z kamieni. Zastanawiał się, co było silniejsze - zmęczenie czy ciekawość? Wyglądało jednak na to, że ciekawość, bo zgodnie ze wskazówkami panny Harrison zaszedł aż na plażę, znajdując kolejną karteczkę przygniecioną przez kamień. Ładnie tutaj, prawda? Na plaży nie ma zasad, tylko się nie zgub i idź moimi śladami. Jeszcze nie skończył czytać, aż już jakiś bezdomny koci przybłęda zaczął ocierać się o jego łydkę. Spojrzał na niego z politowaniem i po prostu się odsunął. Nie bez powodu nie zdecydowali się z Blair na żadnego zwierzaka. Przeniósł wzrok na piasek, a potem wyżej, na horyzont. W oddali już widział namiot, kocyk, wałówkę… Tylko głównej organizatorki dalej brak. Była za to kolejna karteczka. Jeśli tu dotarłeś… To teraz musisz mnie znaleźć! Patrz w stronę wschodu. Hahaha, prawie jak we Władcy Pierścieni. Gdyby był dzieckiem, pewnie jeknąłby przeciągle z niezadowolenia, ale skoro jednak był dorosły, to jedynie zacisnął usta i westchnął pod nosem. Oczywiście, że oglądał Władcę Pierścieni, ale tylko raz i nie zamierzał powtarzać tego doświadczenia, bo na co dzień wolał poświęcić wolny czas na bieganie, książki lub notowania giełdowe. No i pewnie dlatego nie zapamiętał, po co miał patrzeć w stronę wschodu, ale jeśli właśnie tam miał odnaleźć Ivy to… No, spojrzał. I nic tam nie było. Nawet zachodzącego słońca tam nie było, bo wschód to nie zachód.

A nagle… Zgadnij, kto to? - Um - wyrwało mu się, gdy ktoś - nie ktoś, na pewno Ivy Harrison, bo kto niby inny - podbiegł do niego i objął go od tyłu, zakrywając mu oczy dłońmi, ale ze względu na różnicę wzrostu na pewno wyszło odrobinę komicznie. Zaśmiał się pod nosem, chwycił za dłonie tajemniczego przybysza i obrócił Ivy dookoła jej własnej osi, zanim zatrzymał ją przodem do siebie i w końcu mógł przyjrzeć się jej uradowanej twarzy. Myślałam, że już mnie nie znajdziesz, Charlie. Przekręcił oczami. Aż tak wątpiła w jego możliwości? - Jakbyś nie zostawiła tylu karteczek, to znalazłbym cię szybciej - odgryzł się ze śmiechem, po czym przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. Zapach jej włosów i hiszpańskie słońce sprawiły, że to wszystko wydało mu się nagle… całkowicie nierzeczywiste. No i kiedy odsunął ją od siebie i zerknął raz jeszcze na przygotowany piknik, w głowie zapaliła mu się czerwona lampka, bo wczoraj… przekroczyli tę ostateczną granicę, a dziś organizowali sobie piknik.

Zdradził Blair. Czuł się z tym… pusto. Z jednej strony cieszył się na każdą minutę spędzoną w towarzystwie Ivy, w końcu tęsknił za nią przez cały dzisiejszy dzień, ale z drugiej - każde spojrzenie na jej uśmiechniętą twarz przypominało mu o tym, że stał się kłamcą. Obrzydliwym, nielojalnym kłamcą. Podoba ci się? Uśmiechnął się do niej przelotnie i zerknął na tipi, kocyk, lampeczki, alkohol, koszyk piknikowy… Ładne to było. Naprawdę ładne, ale jednak gdzieś w głębi poczuł niepokój. Oczywiście, że była to odpowiednia pora na overthinking! Oczywiście, że musiał właśnie teraz zacząć się zastanawiać, czy Ivy przygotowała to, by "wynagrodzić" mu fakt, że zabrał ją na Teneryfę, czy może był to jej sposób na powiedzenie "dziękuję"? A może… brała to wszystko śmiertelnie poważnie? Ich dzisiejsze spotkanie, cała ta otoczka, karteczki, piknik, kolacja - to wszystko razem wyglądało jak budowanie czegoś, na co on nie był gotowy dać gwarancji. Kurwa. - Nikt nigdy nie zorganizował dla mnie czegoś takiego - odpowiedział w końcu po dłuższej chwili, splatając ich palce ze sobą. Zerknął na ich złączone dłonie i zaczął się zastanawiać, kim byli, dokąd zmierzali i jak nisko upadli. - Dziękuję, panno Harrison - dodał jeszcze, w końcu przenosząc spojrzenie na roześmianą buzię Ivy. - Co na kolację? - zagadnął chwilę później, skoro już sama zaczęła ten temat. Sama przygotowała kolację, no, no. Był ciekaw, co udało jej się ugotować, zwłaszcza, że padał z głodu. No i przynajmniej głód skutecznie odciągał jego myśli od wątpliwej moralności, lol.

Jak negocjacje? - A co do kontraktu, przystali na wszystkie nasze warunki, więc jeśli się nie rozmyślą, jutro podpiszemy dokumenty- odpowiedział na jej pytanie dotyczące negocjacji, po czym - po chwili namysłu - pocałował ją w policzek. Odrobinkę się przy tym zamyślił, bo dalej istniała szansa, że Hiszpanie wycofają się z przedsięwzięcia - nikła, ale jednak, powinien być przygotowany na każdą ewentualność. Zerknął na blondynkę i przesunął wzrokiem po jej sylwetce - nawet nie krył się z tym, gdzie błądził jego wzrok - żółta sukienka leżała na niej świetnie. - A ty co robiłaś jak mnie nie było? - spytał, po czym pociągnął ją za rękę w stronę koca. - Oprócz… przygotowania tego wszystkiego? Chyba że zajęło ci to cały dzień, to nie było pytania - zaśmiał się i spojrzał w stronę wiaderka z lodem. Nie było wina, było za to piwo i otwieracz. W sumie… skoro przylecieli taki kawał, to chyba zasłużył na zimnego browarka z widokiem na ocean, zachód słońca i czyjeś ładne, jeszcze nieopalone nogi? Otworzył dwie butelki i jedną z nich podał Ivy, kładąc lodowate denko na jej udzie, taki był dziś z niego rozrabiaka. No i oczywiście, że czekał na jej przejęty pisk, wywołany nagłym chłodem na rozgrzanej słońcem skórze.

𝐶ℎ𝑖𝑒𝑓 𝐶𝑟𝑒𝑎𝑡𝑖𝑣𝑒 𝑂𝑓𝑓𝑖𝑐𝑒𝑟

isla de la calma

: czw maja 14, 2026 8:03 pm
autor: Ivy Harrison
Wyjazd miał być spełnieniem jej marzeń.


Trudno było określić, dlaczego z dokładnością chciała przygotować im ten wieczór. W Toronto zaczęła wielkie planowanie. Charlie chciał kolację. Jej ciasteczka polubił, więc idąc tym tokiem myślenia, wybrała coś swojego. Krótką, droczącą się grę, swojski klimat plaży i jedzenie, które sama przygotowała. W notatniku w telefonie miała wszystko wypisane. Cały dzień chciała jednego. Sprawić, że na jego twarzy pojawi się uśmiech, by przez moment zapomniał o korporacyjnym życie. By mógł skupić się na oceanicznej bryzie, zachodzącej kuli i turkusowej toni wodnej.
Zaśmiała się wesoło, kiedy obracał ją dookoła własnej osi. W błękitnych oczach zapaliły się iskierki. Kiedy się z nim widziała? W nocy, a we wielkiej willi zaczęła za nim tęsknić.
Jakbym nie zrobiła tylu karteczek, to leżałbyś na leżaku — zmęczony, styrany dniem, a Harrison chciała móc z niego skorzystać. Z dnia, nie Charliego. Chociaż jedno nie wykluczało drugiego — i nie widziałbyś, jak pierwszy raz wchodzę do oceanu — wyćwierkała radośnie, wtulając się w niego mocno. Wystarczył buziak, by jej uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej — powstrzymałam się dla Ciebie — dodała, gdy odsunął się od niej. Brzmiało to komicznie, ale chciała podzielić się z nim tym widokiem. Głośnym śmiechem, wdzięcznością za naturę, bo właśnie w ten sposób ją przekonywał. Ivy zobaczysz ocean i choć nie byłby to jego pierwszy raz z oceanem, to jedyny raz zobaczyłby, jak ona to zrobi. Wejdzie, zanurzy się i radośnie będzie się śmiała.
Ukuło ją coś w środku. Ten przelotny uśmiech... spodziewała się czegoś więcej? Widocznie jej piknik przypominał pokój dla rezydentów. Oczami wyobraźni zobaczyła jego minę i pokręciła własną głową. Nie tak to miało wyglądać.
Naprawdę? — zagadnęła, choć z odrobinę mniejszym entuzjazmem. Oczekiwała krótkiej odpowiedzi, że tak. W końcu zakasała specjalnie dla niego rękawy, by wszystko przygotować. Choć uśmiech szybko jej wrócił. Wystarczyło tylko by splótł ich dłonie razem — a lubisz niespodzianki Charlie? — przekręciła delikatnie własną głowę, wpatrując się w niego w ciszy. Wczoraj zadał jej to samo pytanie i pytanie brzmiało... czy Charlie Marshall je lubił? Czy może wolał mieć wszystko pod własną kontrolą?
Oh, nie ma za co — machnęła dłonią — to za cały wyjazd — i zaraz zaczęła grzebać w torebce, aż znalazła własny telefon — popatrz, odkąd zleciłeś mi kolację, tworzyłam tablicę pełną inspiracji, żeby Ci podziękować — kolacja. Dalej wspominała tamtą wymianą SMS'ów. Ona nie chciała, on wręcz przeciwnie. Tak czy siak zgodziła się i znaleźli się w tym cudownym miejscu — a, taka zwykła carbonara — wymruczała, bo pewnie Charlie liczył na steka, makaron z krewetkami, czy inne fancy jedzenie. Za to Ivy postanowiła wykonać to, co wychodziło jej najlepiej. Makaron jej dzieciństwa z matczynego, prawie że babcinego przepisu Harrisonów — sama ją przygotowałam i upiekłam ciasteczka — o nie też prosił. Zanotowała sobie to w głowie. Te sama które przygotowywała dla niego, gdy wprosiła się do jego biura. Wtedy pierwszy raz świadomie wkroczyła, zaburzając spokojne życie ich dwójki.
Niemożliwe, że się rozmyślą — odparła praktycznie od razu, a na jej jeszcze bladej skórze pojawiły się różowawe rumieńce. Mogli wczoraj przekroczyć wszelkie bariery fizyczności, mogła błagać go o więcej, ale nie mogła się powstrzymać przed skradnięciem mu jeszcze jednego buziaka. Samodzielnie. Chociaż za każdym razem wyglądała prawie jak chihuahua skacząca do owczarka niemieckiego — na pewno zgniotłeś ich. W końcu jesteś najlepszym wiceprezesem, jakiego znam — i po krótkiej chwili dodała — bo jedynym — pokazała mu język. Widziała, że coś nie grało, ale wolała nie poruszać tego tematu głośno. Zamiast tego miała przybrać rolę rozpraszacza. Potrafiła to zrobić.
Zaraz Ci opowiem — zaśmiała się uroczo — było cudownie — poczekała, aż usiądą na kocyku. W końcu piknikowa chwila mogła trwać wiecznie.
Charlie! — pisnęła, popychając go lekko dłonią. Wystarczyła sekunda, by zgarnąć butelkę i by jej policzki wypełniły się powietrzem — jednak nie zasłużyłeś na kolację — mruknęła dramatycznie, zakładając rękę na rękę. Wystarczyła sekunda, by kolejny raz zaśmiała się. Jak miałaby się na niego złościć? — dobra, powiem Ci wszystko — wpierw wzięła solidnego łyka piwa, by wszystko poukładać sobie w głowie. Miała całkiem męczący dzień. Cały pełen mini kanaryjskich przygód.
Znaczy większość dnia przygotowywałam to — przytaknęła, ale to była prawdziwa misja — bo musiałam pojechać do sklepu po składniki — i zaczęła wymieniać każdą pierdołę, za którą była odpowiedzialna — tamte panie z willi cały czas się ze mnie śmiały, bo na migi musiałyśmy się ze sobą dogadać i coś nam nie szło. Jedna nazwała mnie loca, a to szalona — także nauka hiszpańskiego została zaliczona — i dwa razy robiłam ciasteczka! Jedna porcja prawie od razu się spaliła, jakiś piekielny był ten piekarnik — na całe szczęście willa nie spłonęła, a w kuchni tylko przez godzinę unosił się zapach spalenizny — no i chciałam, żeby było idealnie, więc póki nie zszedłeś, to strasznie się denerwowałam — w końcu musiał przywyknąć do wielkich gestów, luksusów. Widziała jego samolot! Chociaż może sam fakt posiadania go, robił na niej spore wrażenie i obawiała się, że nie spodoba się to Marshallowi — jak schodziłam ze schodów, to się przewróciłam. I mam zdarty łokieć — i pokazała plasterek z kotkami. Zawsze chciała mieć jednego — jakaś mewa porwała mi paczkę chipsów— także mniej węglowodanów zjedzą, ale jak Ivy wtedy piszczała i jaką miała zdziwioną minę, gdy mewy sobie ją otworzyły — chyba cztery razy przekładałam miejscu pikniku — pokazała każdą z lokalizacji palcem — przyszła pani z willi i pokazywała mi na wodę — poruszała przedziwnie dłońmi, chcąc pokazać te same gesty — totalnie nie rozumiałam, o co chodziło — wtedy blondynka zdała sobie sprawę z jednego. Czas na naukę migowego — a okazało się, że w niektórych miejscach jest przypływ i tak... skończyłam tutaj — w tym miejscu, chwili, z przyjacielem na kocyku piknikowym.
Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało, Charlie — podała mu pojemnik z makaronem i sztućce. Wszystko sprytnie pochowała w koszyku, by nikt im nie przeszkodził — są jeszcze przekąski, kanapeczki, lokalne sery, no i piwo... — zmrużyła delikatnie oczy. Zapamięta, jaką zbrodnię przeciwko jej rozgrzanej skórze popełnił — panie mówiły, że tutaj powinno pić się piwo — i dlatego się na nie zdecydowała. Zresztą w miasteczku też je widziała, jak ludzie pili je na plaży — więc napijemy się za wyjazd?

troublemaker

isla de la calma

: sob maja 23, 2026 10:09 pm
autor: Charlie Marshall
Często łapał się na tym, że cieszenie się małymi rzeczami sprawiało mu wiele trudu. Normalnie nie zwróciłby uwagi na malujący się przed jego oczami krajobraz - ot, piasek, palmy, ocean. Szum fal, słoną bryzę i zachód słońca traktował jak mało istotną część otoczenia. Jednak teraz, gdy stał obok Ivy, która po prostu cieszyła się jego obecnością, scenerią i zorganizowanym piknikiem... spojrzał na to wszystko z innej strony. Zupełnie jakby blondynka zmusiła jego przebodźcowany umysł do zwolnienia obrotów. Dziwne. Jakbym nie zrobiła tylu karteczek, to leżałbyś na leżaku. Hola, hola, młoda damo... - Czy to byłoby takie złe, jakbym leżał i odpoczywał? - spytał i uniósł do góry jedną brew. Charlie był już po trzydziestce, potrzebował dużo snu i odpoczynku, a tu przychodziła panna Harrison cała na biało żółto i obwieszczała mu, że przygotowała dla niego karteczki, bo inaczej leżałby i odpoczywał? Przyszło mu do głowy, że przecież to nie tak, że dziewczyna nie wiedziała, czym jest ciężka praca, w końcu pracowała w szpitalu, dlatego nie należała do tej zabawnej grupki influencerek i innych celebrytek opalających się przez całe dnie nad brzegiem oceanu, no i właśnie dlatego był zaskoczony jej reakcją, ale wątpliwości rozwiały się same zaledwie chwilę później. I nie widziałbyś, jak pierwszy raz wchodzę do oceanu. Powstrzymałam się dla ciebie. - No dobra, nic nie mówiłem - poddał się po chwili ze śmiechem i uniósł ręce do góry w obronnym geście. Nie zamierzał odmawiać widoku pięknej kobiety w kostiumie kąpielowym, dobra? O ile właśnie o to jej chodziło? O widok w kostiumie kąpielowym? No bo o co innego? Tak, tylko tyle wywnioskował jego biedny męski umysł z tej odpowiedzi.

A lubisz niespodzianki Charlie? - To zależy - odpowiedział krótko, po czym zamilkł na dłuższą chwilę, bo przypomniało mu się, jak dostał lamę od Blair i Cory w ramach żartu. Można było ująć to tak, że niektóre niespodzianki można było zaliczyć do udanych, a inne do nieudanych. A skoro pomyślał już o lamie, to pomyślał też o Blair - zaczął się zastanawiać, co robiła, czy miała udany dzień w pracy i czy za nim... tęskniła. Ivy grzebiąca w swojej torebce w poszukiwaniu telefonu skutecznie rozproszyła jego myśli. Popatrz, odkąd zleciłeś mi kolację, tworzyłam tablicę pełną inspiracji, żeby ci podziękować. Zlecił? Miał wrażenie, że co najwyżej poprosił, ale może... wyraził się niezbyt jasno? Zerknął przelotnie na obrazki, które pokazywała mu panna Harrison, po czym przechylił głowę na bok, nie bardzo wiedząc, jak to skomentować, bo on nigdy nie tworzył żadnych tablic pełnych inspiracji - on po prostu robił to, co zostało mu zlecone. Na szczęście, chwilę później Ivy uchyliła rąbka tajemnicy i obwieściła, co będą jeść. Carbonarę. Mmm. Charlie uwielbiał carbonarę. Taką prawdziwą. Z Pancetto i Pecorino Romano. Wiele razy jadł taką we Włoszech, przyrządzoną przez włoskiego szefa kuchni... No i zaczął się zastanawiać, skąd Ivy wzięła te wszystkie składniki? - Mmm, carbonara - wyrwało się jeszcze z jego ust, zanim usłyszał, że zrobiła też ciasteczka. Cholera, poświęciła dla niego dziś tyle czasu, że aż poczuł, że będzie musiał się jej odwdzięczyć. W przyszłości. - Dziękuję ci, słońce - podziękował, po czym pocałował ją przelotnie, prosto w usta, jakby to był jedyny sposób, żeby na chwilę ją uciszyć. Gdy się od niej odsunął, od razu zwrócił uwagę na rumieńce, które pojawiły się na jej twarzy i uśmiechnął się z - miał nadzieję, że ledwo widoczną - satysfakcją. No cóż, świadomość, że jeden gest z jego strony potrafił wytrącić z równowagi kogoś takiego jak Ivy i przyprawić ją o rumieńce to... no, łechtało to jego ego. Jakiego faceta by to nie ruszyło? - Dzięki, słońce. Tylko uściślijmy, nie zgniotłem ich, tylko przedstawiłem ofertę nie do odrzucenia - mruknął w odpowiedzi z uśmiechem na ustach, po czym upił kolejny łyk piwa. Atmosfera zaczynała się rozluźniać, tak samo jak Charlie. Wszystko zmierzało ku dobremu, prawda? No, prawie wszystko, ale o tym mógł pomyśleć kiedy indziej.

Charlie! Jednak nie zasłużyłeś na kolację. Zaśmiał się w odpowiedzi na jej reakcję i przejechał dłonią po jej udzie w miejscu, do którego chwilę wcześniej przyłożył zimne szkło. Potarł jej skórę, zanim jego ręka ostatecznie rozgościła się na jej udzie. Nie rozumiał, dlaczego był aż tak spragniony jej dotyku, ale nad tym też nie zamierzał się teraz zastanawiać. Dobra, powiem ci wszystko. Pokiwał głową z uznaniem. - Zamieniam się w słuch - rzucił pod nosem, po czym przeniósł wzrok na szumiące fale, słuchając przy okazji opowieści blondynki. Dalej trzymał dłoń na jej udzie, a nawet zaczął mimowolnie ją po nim gładzić, powoli i delikatnie, tak... naturalnie. Tak jak kiedyś gładził po udzie Blair, podczas gdy ona opowiadała mu o swoim dniu. Zacisnął usta i po prostu wsłuchał się w słowa Ivy, żeby odpędzić niechciane myśli. No i słuchał, jak to Ivy pojechała do sklepu po składniki, że pokojówki się z niej śmiały, że została nazwana loca, że spaliła ciasteczka... ale udało jej się przygotować nowe, a potem przyznała, że przewróciła się na schodach i zdarła sobie łokieć. - Ivy, uważaj na siebie, zawsze jesteś taka nieostrożna? - wtrącił w jej opowieść, po czym zerknął uważnie na jej łokieć, aby ocenić, czy zwykły plaster był wystarczający. Ivy w tym czasie kontynuowała i gadała dalej, jak nakręcona katarynka. Jakaś mewa porwała mi paczkę chipsów. - Mewa...? - powtórzył z niedowierzaniem, wyobrażając sobie ptaszora rabującego przekąski i piszczącą Ivy. To musiało wyglądać przekomicznie, szkoda, że kamery z terenu posiadłości nie sięgały aż tutaj, bo chętnie by to sobie obejrzał. Puścił jej łokieć i wrócił do gładzenia jej uda. Okazało się, że w niektórych miejscach jest przypływ i tak... skończyłam tutaj. - Przypływ - powiedział jednocześnie z Ivy, gdy w końcu wyjaśniła, dlaczego tipi musiało wędrować cztery razy w inne miejsce. - Cóż, dobrze, że interweniowała, bo moglibyśmy jeść carbonarę pod wodą - skwitował z uśmiechem, po czym znów upił łyk piwa. Jeju, ten wieczór mógłby trwać wiecznie, skoro już udało mu się usiąść i zaraz miał się solidnie najeść, do tego miał piękną kobietę u boku i zero zmartwień. No, prawie zero zmartwień. Cholera, czy ciągle musiał wracać myślami do tego?

Na szczęście, znów nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślania, bo Ivy wręczyła mu pudełko z makaronem. Zdziwiło go to tylko dlatego, że najpierw oznajmiła, że kolację przyniosą im pokojówki z willi, a chwilę później wyjęła jedzonko z koszyka. Może chciała zrobić mu kolejną niespodziankę? Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało, Charlie. - Jestem głodny jak wilk, nawet seler naciowy by mi teraz smakował - zażartował, po czym wbił widelec w makaron, nawinął go na sztuciec i skierował do ust. Jezu, jakie to było dobre. Nieważne, czy w środku była Pancetta i Pecorino Romano czy może inne Paddano, bardzo mu smakowało. - Yum. Ivy, to jest pyszne - przyznał szczerze z pełną buzią, co rzadko mu się zdarzało, ale w tym tygodniu zrobił już wiele rzeczy, które rzadko mu się zdarzały, więc jedna rzecz więcej nie robiła żadnej różnicy, prawda? Zmierzył wzrokiem całe to jedzonko, które wymieniła - jeśli planowała spędzić z nim tutaj pół nocy, to wybrała idealne przekąski. Napijemy się za wyjazd? - Tak. Za wyjazd - przytaknął, po czym stuknęli się butelkami w ramach toastu i oboje pociągnęli solidny łyk. - I za ciebie, Ivy. Dziękuję za ten wieczór - dodał po chwili, gdy przerwał jedzenie i zerknął najpierw na ocean, a chwilę później w jej błękitne oczy. Te cudne, niebieskie oczy, które z każdą kolejną minutą odbierały mu rozum coraz bardziej, minuta po minucie.

Niedługo później pojemniki z carbonarą opustoszały, a Charlie pił już drugie piwo. Odłożył pusty pojemnik na koc obok i spojrzał na Ivy z błyskiem w oku. Poczęstował się lokalnym serem - kurczę, był bardzo słony - a zaraz przeniósł wzrok na linię wody, która leniwie obmywała brzeg zaledwie kilka metrów od ich koca. - To co, wskakujesz do wody? - zagadnął, niby od niechcenia, po czym przesunął wzrokiem po jej sukience, zanim ich oczy w końcu się spotkały.

𝐶ℎ𝑖𝑒𝑓 𝐶𝑟𝑒𝑎𝑡𝑖𝑣𝑒 𝑂𝑓𝑓𝑖𝑐𝑒𝑟

isla de la calma

: sob maja 30, 2026 9:47 pm
autor: Ivy Harrison
Zdawała sobie sprawę, że Charlie był na wyjeździe służbowym, za to Ivy utknęła w wakacyjnym nastroju. Każda palma, kaktus, dźwięk przesuwanego piasku, czy fal uderzających delikatnie o brzeg przypominał jej o tym. Nie byli w Toronto, a w najpiękniejszym miejscu, w jakim była. Dla niej najpiękniejszym na całej kuli ziemskiej. W codziennym życiu częściej chodziła z podkrążonymi oczyma i rozczochranymi włosami, a tu poczuła prawdziwą wolność. Jeden oddech oceanicznej bryzy pokazywał jej, w jakim miejscu się znajdowała. Włosy czochrały się jej od wiatru, a uśmiech nie schodził z twarzy. Znajdowała się w prawdziwej b a j c e. Własnej bańce, w której wszystko wydawało się wręcz iluzją, bo finalnie będzie musiała wrócić do Toronto. Póki to nie nastąpi, jej hasłem zostało: carpe diem. Chwytaj dzień.
Od czego? — spytała niemalże od razu. Po jej głowie krążyła krótka myśl. Co mogłaby zrobić, żeby na twarzy Charliego zobaczyć przepiękny, szeroki uśmiech? Wyczekiwała na to, tuptając w myślach jak mewa na jej chipsy. Dla niej proste rzeczy były wystarczające. Śniadanie o poranku, breloczek z ulubionym pokemonem, mak w pracy. Aż i tylko tyle. Niespodzianki dnia codziennego.
Nie ma za co — słońce? Ohh, aż uśmiechnęła się szerzej. Szczerze? To ona powinna go całować po stopach — zabrałeś mnie na moje pierwsze wakacje w życiu — a przynajmniej takie za granicą, gdzie tropikalne widoki, temperatura i wszystko dookoła zakwitało jej w oczach. Chłonęła każdy widok, podobnie jak samą obecność Charliego. Nie minęła jeszcze doba, odkąd się tu pojawili, a dla niej czas wydawał się płynąć zupełnie inaczej — chciałam Ci się w ten sposób odwdzięczyć — za sam wyjazd. Niezależnie od tego, co zadziało się poprzedniego wieczoru, miała to wszystko zaplanowane. Marshall miał pieniądze, za to Harrison miała praktycznie cały wolny dzień we wielkiej willi z przepiękną kuchnią oraz magicznymi widokami. Sama przejażdżka do miasta przyprawiała ją o zawał, tak pięknie tu było. Oczywiście, że musiała się postarać za wakacje, ale też dla niego.
A jakiekolwiek oferty, które przedstawiasz, są do odrzucenia? — zagadnęła, unosząc kąciki ust do góry. Jej też jedną taką przedstawił, taką związaną z wyjazdem. Mogła zapierać się rękoma i nogami, to nie dało żadnego rezultatu. Finalnie się zgodziła, siedziała przed nim i wpatrywała się w jego ciemne tęczówki, poszukując w nich błysku radości.

Spojrzała na dłoń wędrującą po jej udzie. Pasowała tu. Po całym samotnym dniu potrzebowała odrobiny relaksu, cały dzień spędziła w kuchni, a teraz finalnie siedziała zrelaksowana. Opowiadała o całym dniu wręcz z dziecięcą ekscytacją. Każdy szczegół wydawał się jej istotny, a oczy same zaczęły się jej błyszczeć na samo wspomnienie minionej części dnia.
Nie zawsze... — mruknęła cicho. Plasterek w kotki był wystarczający, całe szczęście na dole oprócz kamieni znajdował się piasek — po prostu śpieszyłam się, bo nie wiedziałam, o której wrócisz... — dodała, by dalej wrócić do własnej opowiastki — tak, mewa! — zaraz zmarszczyła brwi, przybierając prześmieszną miną — była taka ogromna, a na koniec jeszcze się ze mnie śmiała — i wydała z siebie takie hihi.
Cola! — krzyknęła, dotykając ramienia Marshalla, po czym roześmiała się wysoko. W liceum i na studiach często bawiła się w to z osobami, które były jej bliskie — znasz to? Jak się powie coś jednocześnie, to osoba, która pierwsza powie cola, dostaje ją od drugiej osoby — zaśmiała się, kładąc dłoń na tej mężczyzny — no właśnie, dlatego musiałam przesuwać cały czas nasz piknik — przypływy, srywy, zaburzyły jej idealny widok, ta lokacja miała własny urok. Musiała to przyznać całkiem głośno — aleeeee... jedzenie pod wodą z kolorowymi rybami miałoby swój klimat — ciekawiło ją, co mogło pływać w ciepłych, oceanicznych wodach. Jakie dziwy się tam skrywały? — pewnie robiłeś jakieś szalone rzeczy w oceanie i oglądałeś rekiny, kolorowe ryby i rafy... ale to dopiero przede mną — i dlatego perspektywa podwodnego obiadu wydała się jej doskonała. Cieszyła się z tego, co oferowała natura. Mogłaby się zanurzyć w samym klimacie wyspy, wiecznie uśmiechnięci tubylcy, słońce oraz przepiękna, ociekająca zielenią roślinność.

Seler naciowy? Aż Ivy przybrała groźną minę i zaczęła wyglądać tak: :bruh:. Nie po to stała cały dzień przy garach... Dobra, jakąś godzinę przy carbonarze, by usłyszeć, że wszystko będzie mu smakowało. Gdyby nie medycyna, Ivy zostałaby kucharką!
Wolałabym, żeby Ci to tak po prostu smakowało... lubię gotować dla innych — mruknęła, czując się lekko przygaszona. Podała mu pojemnik, czekając na werdykt — dziękuję — i od razu uśmiechnęła się szeroko. Sama zaczęła powoli wyjadać własną porcję, choć zdecydowanie wolniej — za Ciebie też! Charlie, dopiero wieczór się zaczyna... Jeszcze będzie pięknie, a równie dobrze jeżowce, czy meduza mogą nas zaatakować — wymruczała lekko zmieszana, wyobrażając sobie, jakie przeciwności losu mogłyby ich dziś spotkać. Razem tworzyli atmosferę wieczoru. Pociągnęła solidny łyk piwa, by po chwili położyć butelkę we wiadrze. Przynajmniej na czas jedzenia.

Najedzona w ciszy przyglądała się oceanowi. Wydawał się niesamowicie spokojny, jakby nic nie mogło popsuć jego humoru. Idealny moment, który mogłaby uwiecznić na fotografii. Już miała wyciągnąć skrzętnie ukrytego instaxa, kiedy Charlie zdał pytanie. Aż otworzyła szeroko usta.
Panie Marshallu... — jak na Ivy to ton głosu wydawał się niesamowicie poważny — czy sugerujesz, że powinnam pozbyć się resztki godności przy Tobie? — uniosła wysoko jedną brew, czekając na jakąkolwiek reakcję Marshalla. Chociaż już po pięciu sekundach mógł usłyszeć — ahahahaha, żartuję — zdążyła wstać i ściągnąć z siebie żółtą sukienkę. Została jedynie błękitne bikini — kto ostatni ten zgniłe jajo — pokazała mu język, a sama pobiegła w stronę wody. Wystarczyło samo jej dotknięcie, by z jej ust wyrwał się przeraźliwy pisk.
O JEZU, WODA JEST MOKRA — kwiknęła. Po chwili miała ochotę strzelić sobie facepalma. Tak, pani prawie-lekarz oświadczyła, że woda jest mokra, chociaż chodziło jej o temperaturę — ale jestem pierwsza! — krok po kroku wchodziła coraz głębiej. Zdążyła zanurzyć nogi do połowy ud i znów pisnęła — CHARLIE TU SĄ RYBY! — palcem pokazała srebrzysty narybek, przypominający chmury, a później sarpy, ryby z żółtymi paskami — nie ugryzą mnie?! — wróciła wzrokiem w ich miejsce — jezu, odpływają ode mnie — aż odetchnęła z ulgi. Okej, czyli mogła iść dalej. W końcu zanurzyła się i przy zachodzącym słońcu wróciła wzrokiem do Charliego. Spędzanie chwil przy nim było przedziwne. Różniły się skrajnie: wychowaniem, statusem, stylem bycia, a jednak potrafił sprawić, że się uśmiechała. Teraz była mu wdzięczna za tę chwilę, kiedy promienie słońca padały na niego i oświetlały go. Dla niej wyglądał magicznie.
Wiesz, co jest najśmieszniejsze? — spytała ciszej niż wcześniej — cały czas wyobrażałam sobie ten moment... — pierwsze spojrzenie na ocean, wejście do niego, by oddać się matce naturze— i jest jeszcze lepszy niż w mojej wyobraźni — opadła przez moment na plecy, płynąc bezwiednie po toni wodnej. Idealne miejsce. Tutaj w końcu mogła odnaleźć odrobinę spokoju.
Chodź do mnie — wyciągnęła w stronę Marshalla dłoń. Czekała, aż ją złapie i podejdzie do niej bliżej — wiem, że wiesz, ale jesteśmy w oceanie — brawo Ivy, pięć punktów za mówienie oczywistości — a on się łączy z całym światem i wiesz... — zaśmiała się sama z siebie. Brzmiała prawie jak zodiakara, kamieniara, czy inna nawiedzona laska wierząca w nadprzyrodzone rzeczy — to głupie i dziecinne wiem — przyznała szczerze, wzdychając ciężko — ale chyba wszystko tu się zatrzymuje — serce biło jej wolno, oczy delikatnie błyszczały z radości. Dawno nic jej tak nie ucieszyło, jak pierwsze wejście do oceanu.

Dream maker

isla de la calma

: sob cze 06, 2026 1:47 am
autor: Charlie Marshall
I want what's mine
Don't know why
What am I doing it for?
Tell me, what am I doing it for?


Daleko mu było do wakacyjnego nastroju. Owszem, fajnie było posiedzieć na plaży, zjeść domowe jedzenie z widokiem na bezkresny ocean i po prostu porozmawiać, ale... gryzło go sumienie. Próbował skupić się na rozmowie i robił, co mógł, by nie wracać myślami do Toronto, Blair i emocjonalnego bagniska, które sam wokół siebie stworzył, ale pytania, które krążyły mu w głowie, nie dawały mu spokoju. Co ty, cholera, wyprawiasz, Marshall? Westchnął. Z rozmyślań wyrwała go Ivy. Od czego? - Od sytuacji - odpowiedział krótko, gdy panna Harrison dopytywała, od czego właściwie zależało jego zamiłowanie do niespodzianek. Cóż, odpowiedź była do bólu prawdziwa - wszystko zależało od sytuacji. Dobra niespodzianka to taka, nad którą miał kontrolę. No i tyle. Wypił kolejny łyk piwa, wodząc wzrokiem za blondynką. Ech. Chciał być tu i teraz, naprawdę, jednak jego myśli mu na to nie pozwalały. Spojrzał na jej rozpromienioną twarz i szybciutko zmusił się do powrotu do roli idealnego towarzysza. Zabrałeś mnie na moje pierwsze wakacje w życiu. - I jak ci się podobają pierwsze wakacje w życiu? - zadał w końcu pytanie, starając się podtrzymać wątek, mimo że w głowie wcale nie znajdował się na plaży. Myślał o Blair. O tym, co teraz robiła, czy dzwoniła, czy może też miała gorszy dzień... Cholera. Czy mógł się ogarnąć? Przecież jak się nie ogarnie, to za chwilę Ivy zacznie go pytać, czy wszystko było w porządku, o ile w ogóle zauważy jego gorszy nastrój.

Nagle Ivy uniosła kąciki ust, a w jej oczach pojawił się błysk. A jakiekolwiek oferty, które przedstawiasz, są do odrzucenia? Charlie zaśmiał się pod nosem. - Nie - odparł krótko, a po sekundzie na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. - Zwykle dostaję to, czego chcę - dodał w zamyśleniu. Kurczę, no i znowu, jedno słowo wracało do niego jak bumerang od kilku miesięcy. Egoista. Zawsze dostawał to, czego chciał, bo świat nauczył go, że status i pieniądze otwierały każde drzwi, ale teraz zaczął się poważnie zastanawiać, czy to, co działo się w jego życiu, było tym, czego faktycznie pragnął. Czy pragnął tego paraliżującego uczucia, że oszukiwał? I to nie tylko Ivy, ale przede wszystkim Blair? Oszukiwał je obie, plącząc się we własnych kłamstwach i z przerażeniem odkrywał, że na chwilę obecną nie potrafił być wierny żadnej z nich. Gdy był z jedną, oddawał się jej całkowicie. Gdy wracał do drugiej, tamta stawała się całym jego światem. Odpędził te myśli, gdy Ivy zaczęła tłumaczyć się ze swojego plastra w kotki i ucieczki przed wielką mewą. - Po prostu bądź ostrożniejsza, dobrze? - rzucił, po czym przechylił butelkę, żeby dopić piwo do końca i poczęstował się jakąś drobną przekąską z koszyka, żeby zająć czymś dłonie.

Po chwili poczuł dotyk Ivy na swoim ramieniu. Cola! Cola? - A nie mówi się po prostu, że stawiasz mi drinka? Znaczy, colę? - zapytał z lekkim rozbawieniem. Starał się być zaangażowany w rozmowę, naprawdę dawał z siebie wszystko, ale przytłaczające wyrzuty sumienia skutecznie tłumiły jego poczucie humoru. Oczywiście, że słyszał o tej zabawie, jednak większość jego kolegów z czasów szkolnych nie pijała coli ani gazowanych napojów. Poza tym to był tylko... napój. Aleeeee... jedzenie pod wodą z kolorowymi rybami miałoby swój klimat. Pewnie robiłeś jakieś szalone rzeczy w oceanie i oglądałeś rekiny, kolorowe ryby i rafy... ale to dopiero przede mną. - Możemy iść jutro ponurkować i obejrzysz rafę - zaproponował, po czym na jego twarzy znowu pojawił się delikatny uśmiech. Czyżby odezwała się w nim nostalgia? Sam był na wakacjach w tylu egzotycznych miejscach, że stracił już rachubę, ale najlepiej wspominał te chwile, gdy po raz ostatni poleciał z całym swoim rodzeństwem na Malediwy. Caspian, Cora, Cherry... robili wtedy wszystko to, co robi się w takich rajach. Uciekali przed rzeczywistością, pili drinki z palemką i rzucali się do wody z pokładu jachtu. Wtedy wszystko było prostsze. Gdzieś między jednym ciastkiem a drugim zauważył, że Ivy nagle spuściła z tonu, gdy zażartował o selerze naciowym. Jej mina zrzedła, a on momentalnie poczuł ukłucie winy. Nie chciał psuć jej tej chwili... nie po tym, jak narobiła się przy tej nieszczęsnej carbonarze. - Smakuje mi, serio - zapewnił ją jeszcze raz. Sięgnął po trzecie piwo, mimo że gdzieś w środku jakiś głosik podpowiadał mu, że był to bardzo zły pomysł. On natomiast myślał, że ten głosik powinien zamilknąć albo załatwić mu wódę.

Gdy blondynka zaczęła snuć czarne scenariusze o atakach meduz czy jeżowców, Charlie pokręcił z rozbawieniem głową. Jako człowiek twardo stąpający po ziemi, rzadko kiedy ulegał takim irracjonalnym lękom - nic więc dziwnego, że postanowił odpowiedzieć w taki, a nie inny sposób. - Może jeszcze rekin do tego? - spróbował zażartować, po czym upił kolejny łyk piwa. Kurczę, powoli dopadało go zmęczenie po całym dniu. - Spokojnie, nic ci nie grozi, nie panikuj, żadna meduza nie odważy się zepsuć ci wieczoru - parsknął jeszcze na koniec. Nagle Charlie uniósł do góry jedną brew, gdy zobaczył, że Ivy zrzuciła z siebie żółtą sukienkę i została tylko w błękitnym bikini. I jeszcze ten tekst... Kto ostatni ten zgniłe jajo? Uniósł do góry jedną brew. Cholera, ten tekst o zgniłym jajku ostatni raz usłyszał chyba w podstawówce, choć tamtejsze bogate, snobistyczne dzieciaki z prywatnych szkół zwykle siliły się na większą finezję i złośliwość, więc nie był tego taki pewien. Nie zamierzał jednak marudzić. Wstał z koca i bez pośpiechu zaczął rozpinać swoją koszulę, rzucając ją na piasek, by po chwili ruszyć za blondynką w samych bokserkach.

O JEZU, WODA JEST MOKRA! Ale jestem pierwsza! - Tak, woda jest mokra. I tak, byłaś pierwsza - odpowiedział z ciepłym uśmiechem, zatrzymując się na moment i zerkając na zachód słońca. Był naprawdę... spektakularny. Miło było tak wchodzić coraz głębiej do wody, patrzeć na horyzont i nigdzie się nie spieszyć. Chyba potrzebował czegoś takiego. CHARLIE, TU SĄ RYBY! No może oprócz wielkich emocjonalnych emocji, bo chyba był odrobinę przebodźcowany. Nie ugryzą mnie?! - Nie, nie ugryzą cię - rzucił, gdy Ivy zaczęła panikować na widok przepływającego narybku - akurat przeniósł na nią swój wzrok. Cholera, myśli znowu zaczynały kłębić się w jego głowie. Z jednej strony czuł radość, że zabrał Ivy z Toronto, bo widział, jak bardzo potrzebowała oddechu po tych wszystkich ciężkich chwilach, które ostatnio na nią spadły - po prostu zasłużyła na to, by stać w tym oceanie i piszczeć na widok małych rybek. Z drugiej strony jednak... nie mógł wymazać z pamięci wczorajszego dnia. Patrzył w jej czyste, uroczo naiwne błękitne oczy i miał wrażenie, że po prostu ją wykorzystał. Wyrzuty sumienia robiły się coraz większe. Wiesz, co jest najśmieszniejsze? - Co jest najśmieszniejsze? - spytał cicho, zniżając głos do szeptu, tak samo jak ona. Cały czas wyobrażałam sobie ten moment... i jest jeszcze lepszy niż w mojej wyobraźni. Uśmiechnął się w ramach odpowiedzi. To dobrze. Naprawdę dobrze, że chociaż ona była tu szczęśliwa, bo Charlie nie potrafił docenić tego wyjazdu i nie potrafił zachwycić się magią chwili. Nie z nią i nie w tych okolicznościach. Jednak kiedy Ivy wyciągnęła w jego stronę dłoń i poprosiła, by podszedł bliżej, po prostu to zrobił. Posłusznie, bez słowa sprzeciwu skrócił dystans i objął ją od tyłu, choć ten dotyk nagle zaczął palić go od środka. Wiem, że wiesz, ale jesteśmy w oceanie, a on się łączy z całym światem i wiesz... to głupie i dziecinne, wiem, ale chyba wszystko tu się zatrzymuje. - To nie jest aż tak głupie - odpowiedział szczerze na jej słowa o tym, że ocean łączył cały świat i że wszystko się w nim zatrzymywało. Westchnął ciężko, po czym oparł podbródek o jej mokre ramię. W sumie... miała rację. - A jeśli ten cały wielki ocean naprawdę łączy nas z każdym miejscem na ziemi... - zawiesił na chwilę głos, odsuwając się na tyle, by spojrzeć w jej błyszczące oczy. - ...to co jeszcze chciałabyś zwiedzić? I nie mówię o Teneryfie, bo to zwiedzanie zaczniemy jutro - dokończył, po czym puścił jej perskie oczko.

𝐶ℎ𝑖𝑒𝑓 𝐶𝑟𝑒𝑎𝑡𝑖𝑣𝑒 𝑂𝑓𝑓𝑖𝑐𝑒𝑟