Często łapał się na tym, że cieszenie się małymi rzeczami sprawiało mu wiele trudu. Normalnie nie zwróciłby uwagi na malujący się przed jego oczami krajobraz - ot, piasek, palmy, ocean. Szum fal, słoną bryzę i zachód słońca traktował jak mało istotną część otoczenia. Jednak teraz, gdy stał obok Ivy, która po prostu cieszyła się jego obecnością, scenerią i zorganizowanym piknikiem... spojrzał na to wszystko z innej strony. Zupełnie jakby blondynka zmusiła jego przebodźcowany umysł do zwolnienia obrotów. Dziwne.
Jakbym nie zrobiła tylu karteczek, to leżałbyś na leżaku. Hola, hola, młoda damo... -
Czy to byłoby takie złe, jakbym leżał i odpoczywał? - spytał i uniósł do góry jedną brew. Charlie był już
po trzydziestce, potrzebował dużo snu i odpoczynku, a tu przychodziła panna Harrison cała na
biało żółto i obwieszczała mu, że przygotowała dla niego karteczki, bo inaczej leżałby i odpoczywał? Przyszło mu do głowy, że przecież to nie tak, że dziewczyna nie wiedziała, czym jest ciężka praca, w końcu pracowała w szpitalu, dlatego nie należała do tej zabawnej grupki influencerek i innych celebrytek opalających się przez całe dnie nad brzegiem oceanu, no i właśnie dlatego był zaskoczony jej reakcją, ale wątpliwości rozwiały się same zaledwie chwilę później
. I nie widziałbyś, jak pierwszy raz wchodzę do oceanu. Powstrzymałam się dla ciebie. -
No dobra, nic nie mówiłem - poddał się po chwili ze śmiechem i uniósł ręce do góry w obronnym geście. Nie zamierzał odmawiać widoku pięknej kobiety w kostiumie kąpielowym, dobra? O ile właśnie o to jej chodziło? O widok w kostiumie kąpielowym? No bo o co innego? Tak, tylko tyle wywnioskował jego biedny męski umysł z tej odpowiedzi.
A lubisz niespodzianki Charlie? -
To zależy - odpowiedział krótko, po czym zamilkł na dłuższą chwilę, bo przypomniało mu się, jak dostał lamę od Blair i Cory w ramach żartu. Można było ująć to tak, że niektóre niespodzianki można było zaliczyć do udanych, a inne do nieudanych. A skoro pomyślał już o lamie, to pomyślał też o Blair - zaczął się zastanawiać, co robiła, czy miała udany dzień w pracy i czy za nim... tęskniła. Ivy grzebiąca w swojej torebce w poszukiwaniu telefonu skutecznie rozproszyła jego myśli.
Popatrz, odkąd zleciłeś mi kolację, tworzyłam tablicę pełną inspiracji, żeby ci podziękować. Zlecił? Miał wrażenie, że co najwyżej poprosił, ale może... wyraził się niezbyt jasno? Zerknął przelotnie na obrazki, które pokazywała mu panna Harrison, po czym przechylił głowę na bok, nie bardzo wiedząc, jak to skomentować, bo on nigdy nie tworzył żadnych tablic pełnych inspiracji - on po prostu robił to, co zostało mu
zlecone. Na szczęście, chwilę później Ivy uchyliła rąbka tajemnicy i obwieściła, co będą jeść. Carbonarę. Mmm. Charlie uwielbiał carbonarę. Taką prawdziwą. Z Pancetto i Pecorino Romano. Wiele razy jadł taką we Włoszech, przyrządzoną przez włoskiego szefa kuchni... No i zaczął się zastanawiać, skąd Ivy wzięła te wszystkie składniki? -
Mmm, carbonara - wyrwało się jeszcze z jego ust, zanim usłyszał, że zrobiła też ciasteczka. Cholera, poświęciła dla niego dziś tyle czasu, że aż poczuł, że będzie musiał się jej odwdzięczyć. W przyszłości. -
Dziękuję ci, słońce - podziękował, po czym pocałował ją przelotnie, prosto w usta, jakby to był jedyny sposób, żeby na chwilę ją uciszyć. Gdy się od niej odsunął, od razu zwrócił uwagę na rumieńce, które pojawiły się na jej twarzy i uśmiechnął się z - miał nadzieję, że ledwo widoczną - satysfakcją. No cóż, świadomość, że jeden gest z jego strony potrafił wytrącić z równowagi kogoś takiego jak Ivy i przyprawić ją o rumieńce to... no, łechtało to jego ego. Jakiego faceta by to nie ruszyło? -
Dzięki, słońce. Tylko uściślijmy, nie zgniotłem ich, tylko przedstawiłem ofertę nie do odrzucenia - mruknął w odpowiedzi z uśmiechem na ustach, po czym upił kolejny łyk piwa. Atmosfera zaczynała się rozluźniać, tak samo jak Charlie. Wszystko zmierzało ku dobremu, prawda? No, prawie wszystko, ale o tym mógł pomyśleć kiedy indziej.
Charlie! Jednak nie zasłużyłeś na kolację. Zaśmiał się w odpowiedzi na jej reakcję i przejechał dłonią po jej udzie w miejscu, do którego chwilę wcześniej przyłożył zimne szkło. Potarł jej skórę, zanim jego ręka ostatecznie rozgościła się na jej udzie. Nie rozumiał, dlaczego był aż tak spragniony jej dotyku, ale nad tym też nie zamierzał się teraz zastanawiać.
Dobra, powiem ci wszystko. Pokiwał głową z uznaniem. -
Zamieniam się w słuch - rzucił pod nosem, po czym przeniósł wzrok na szumiące fale, słuchając przy okazji opowieści blondynki. Dalej trzymał dłoń na jej udzie, a nawet zaczął mimowolnie ją po nim gładzić, powoli i delikatnie, tak... naturalnie. Tak jak kiedyś gładził po udzie Blair, podczas gdy ona opowiadała mu o swoim dniu. Zacisnął usta i po prostu wsłuchał się w słowa Ivy, żeby odpędzić niechciane myśli. No i słuchał, jak to Ivy pojechała do sklepu po składniki, że pokojówki się z niej śmiały, że została nazwana
loca, że spaliła ciasteczka... ale udało jej się przygotować nowe, a potem przyznała, że przewróciła się na schodach i zdarła sobie łokieć. -
Ivy, uważaj na siebie, zawsze jesteś taka nieostrożna? - wtrącił w jej opowieść, po czym zerknął uważnie na jej łokieć, aby ocenić, czy zwykły plaster był wystarczający. Ivy w tym czasie kontynuowała i gadała dalej, jak nakręcona katarynka.
Jakaś mewa porwała mi paczkę chipsów. -
Mewa...? - powtórzył z niedowierzaniem, wyobrażając sobie ptaszora rabującego przekąski i piszczącą Ivy. To musiało wyglądać przekomicznie, szkoda, że kamery z terenu posiadłości nie sięgały aż tutaj, bo chętnie by to sobie obejrzał. Puścił jej łokieć i wrócił do gładzenia jej uda.
Okazało się, że w niektórych miejscach jest przypływ i tak... skończyłam tutaj. -
Przypływ - powiedział jednocześnie z Ivy, gdy w końcu wyjaśniła, dlaczego tipi musiało wędrować cztery razy w inne miejsce. -
Cóż, dobrze, że interweniowała, bo moglibyśmy jeść carbonarę pod wodą - skwitował z uśmiechem, po czym znów upił łyk piwa. Jeju, ten wieczór mógłby trwać wiecznie, skoro już udało mu się usiąść i zaraz miał się solidnie najeść, do tego miał piękną kobietę u boku i zero zmartwień. No, prawie zero zmartwień. Cholera, czy ciągle musiał wracać myślami do
tego?
Na szczęście, znów nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślania, bo Ivy wręczyła mu pudełko z makaronem. Zdziwiło go to tylko dlatego, że najpierw oznajmiła, że kolację przyniosą im pokojówki z willi, a chwilę później wyjęła jedzonko z koszyka. Może chciała zrobić mu kolejną niespodziankę?
Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało, Charlie. -
Jestem głodny jak wilk, nawet seler naciowy by mi teraz smakował - zażartował, po czym wbił widelec w makaron, nawinął go na sztuciec i skierował do ust. Jezu, jakie to było dobre. Nieważne, czy w środku była Pancetta i Pecorino Romano czy może inne Paddano, bardzo mu smakowało. -
Yum. Ivy, to jest pyszne - przyznał szczerze z pełną buzią, co rzadko mu się zdarzało, ale w tym tygodniu zrobił już wiele rzeczy, które rzadko mu się zdarzały, więc jedna rzecz więcej nie robiła żadnej różnicy, prawda? Zmierzył wzrokiem całe to jedzonko, które wymieniła - jeśli planowała spędzić z nim tutaj pół nocy, to wybrała idealne przekąski.
Napijemy się za wyjazd? -
Tak. Za wyjazd - przytaknął, po czym stuknęli się butelkami w ramach toastu i oboje pociągnęli solidny łyk. -
I za ciebie, Ivy. Dziękuję za ten wieczór - dodał po chwili, gdy przerwał jedzenie i zerknął najpierw na ocean, a chwilę później w jej błękitne oczy. Te cudne, niebieskie oczy, które z każdą kolejną minutą odbierały mu rozum coraz bardziej, minuta po minucie.
Niedługo później pojemniki z carbonarą opustoszały, a Charlie pił już drugie piwo. Odłożył pusty pojemnik na koc obok i spojrzał na Ivy z błyskiem w oku. Poczęstował się lokalnym serem - kurczę, był bardzo słony - a zaraz przeniósł wzrok na linię wody, która leniwie obmywała brzeg zaledwie kilka metrów od ich koca. -
To co, wskakujesz do wody? - zagadnął, niby od niechcenia, po czym przesunął wzrokiem po jej sukience, zanim ich oczy w końcu się spotkały.
𝐶ℎ𝑖𝑒𝑓 𝐶𝑟𝑒𝑎𝑡𝑖𝑣𝑒 𝑂𝑓𝑓𝑖𝑐𝑒𝑟