your empire state of mind is nothing like mine
: pt kwie 17, 2026 1:37 pm
Jej palce obracały czarkę powoli, niemal leniwie, jakby to szkło wymagało od niej więcej uwagi niż słowa Niamh. Ale to nie była nieuwaga — raczej moment, w którym wszystkie elementy układanki próbowały wskoczyć na swoje miejsce i uparcie tego nie robiły.
— Hm. — Ciche, przeciągnięte. Jej spojrzenie przesunęło się gdzieś obok Niamh, nie na ludzi, nie na bar, tylko trochę „za” wszystko. W to miejsce, gdzie analizowała rzeczy bez konieczności ich natychmiastowego nazywania. — Jeśli chcieli się nas pozbyć — zaczęła powoli — to nie w prosty sposób. — Uniosła lekko czarkę. — Za dużo wysiłku. Za dużo zmiennych. Zamieszanie na budowie, kradzież, zarząd, który nagle przestaje stawiać opór… — jej głos był spokojny, niemal równy, ale pod spodem coś pracowało szybciej niż zwykle. — To nie wygląda jak jeden ruch. Raczej jak kilka, które ktoś spiął w jedno. — W końcu upiła łyk. — Mogli chcieć nas przepchnąć. Szybko zamknąć temat, zanim zaczniemy zadawać pytania. — Jej wzrok wrócił do Niamh. Uważny. Ostry. — Albo — minimalne zawahanie — już jesteśmy częścią czegoś, czego jeszcze nie widzimy.
To zdanie zawisło między nimi na moment dłużej. Za długo. I właśnie wtedy Inari odsunęła się od tego toru myślenia. Świadomie i widocznie, jak ktoś, kto nagle zamyka drzwi, zanim zdąży zajrzeć za daleko.
Westchnęła cicho i jednym ruchem dopiła resztę sake.
— …albo po prostu wszystko się ułożyło — rzuciła, już lżej, niemal od niechcenia. Nie pasowało to do niej i właśnie dlatego było tak wyraźne. Sięgnęła po karafkę i dolała sobie kolejną porcję, nie pytając nikogo o pozwolenie. Ruchy miała płynne, kontrolowane — jak zawsze — ale gdzieś w tym wszystkim było coś minimalnie szybszego niż zwykle, jakby potrzebowała tego gestu bardziej, niż chciała przyznać.
Uniosła rękę, przywołując kelnera.
— Jeszcze jedną czarkę — wskazała lekko na Niamh. Dopiero wtedy spojrzała na nią ponownie, a w kąciku jej ust pojawił się cień uśmiechu. Subtelny. Ostry. Znacznie bardziej Nilsingerowy. — Wzniesiemy toast — powiedziała spokojnie. Przechyliła głowę minimalnie, przyglądając się jej przez sekundę dłużej.— Za piękne wejście w pułapkę albo bardzo krótki triumf. — Czarka zatrzymała się na wysokości jej ust, ale jeszcze nie piła. — I za dobór ubrań — dodała ciszej, niemal mimochodem. — Bez zarzutu. — To nie brzmiało jak komplement. Bardziej jak stwierdzenie faktu, które przyszło jej zaskakująco łatwo. Uniosła lekko czarkę w stronę Niamh. — W końcu trzeba dobrze wyglądać, kiedy wszystko zaczyna się komplikować.
Na moment dłużej niż powinna, jej spojrzenie zatrzymało się na niej. Nie przelotnie. Nie użytkowo a dokładniej. Linia marynarki, sposób, w jaki materiał układał się na ramieniu mimo ortezy, napięcie w sylwetce, które zdradzało więcej, niż Niamh zapewne chciała pokazać. To była analiza — tak jak zawsze — ale… nie do końca. Z każdym kolejnym łykiem sake granica zaczynała się rozmywać. Zbyt wyraźnie była świadoma, że patrzy i że tym razem nie robi tego tak neutralnie, jak robiła to zwykle dla publiki.
Niamh R. Kilroy
— Hm. — Ciche, przeciągnięte. Jej spojrzenie przesunęło się gdzieś obok Niamh, nie na ludzi, nie na bar, tylko trochę „za” wszystko. W to miejsce, gdzie analizowała rzeczy bez konieczności ich natychmiastowego nazywania. — Jeśli chcieli się nas pozbyć — zaczęła powoli — to nie w prosty sposób. — Uniosła lekko czarkę. — Za dużo wysiłku. Za dużo zmiennych. Zamieszanie na budowie, kradzież, zarząd, który nagle przestaje stawiać opór… — jej głos był spokojny, niemal równy, ale pod spodem coś pracowało szybciej niż zwykle. — To nie wygląda jak jeden ruch. Raczej jak kilka, które ktoś spiął w jedno. — W końcu upiła łyk. — Mogli chcieć nas przepchnąć. Szybko zamknąć temat, zanim zaczniemy zadawać pytania. — Jej wzrok wrócił do Niamh. Uważny. Ostry. — Albo — minimalne zawahanie — już jesteśmy częścią czegoś, czego jeszcze nie widzimy.
To zdanie zawisło między nimi na moment dłużej. Za długo. I właśnie wtedy Inari odsunęła się od tego toru myślenia. Świadomie i widocznie, jak ktoś, kto nagle zamyka drzwi, zanim zdąży zajrzeć za daleko.
Westchnęła cicho i jednym ruchem dopiła resztę sake.
— …albo po prostu wszystko się ułożyło — rzuciła, już lżej, niemal od niechcenia. Nie pasowało to do niej i właśnie dlatego było tak wyraźne. Sięgnęła po karafkę i dolała sobie kolejną porcję, nie pytając nikogo o pozwolenie. Ruchy miała płynne, kontrolowane — jak zawsze — ale gdzieś w tym wszystkim było coś minimalnie szybszego niż zwykle, jakby potrzebowała tego gestu bardziej, niż chciała przyznać.
Uniosła rękę, przywołując kelnera.
— Jeszcze jedną czarkę — wskazała lekko na Niamh. Dopiero wtedy spojrzała na nią ponownie, a w kąciku jej ust pojawił się cień uśmiechu. Subtelny. Ostry. Znacznie bardziej Nilsingerowy. — Wzniesiemy toast — powiedziała spokojnie. Przechyliła głowę minimalnie, przyglądając się jej przez sekundę dłużej.— Za piękne wejście w pułapkę albo bardzo krótki triumf. — Czarka zatrzymała się na wysokości jej ust, ale jeszcze nie piła. — I za dobór ubrań — dodała ciszej, niemal mimochodem. — Bez zarzutu. — To nie brzmiało jak komplement. Bardziej jak stwierdzenie faktu, które przyszło jej zaskakująco łatwo. Uniosła lekko czarkę w stronę Niamh. — W końcu trzeba dobrze wyglądać, kiedy wszystko zaczyna się komplikować.
Na moment dłużej niż powinna, jej spojrzenie zatrzymało się na niej. Nie przelotnie. Nie użytkowo a dokładniej. Linia marynarki, sposób, w jaki materiał układał się na ramieniu mimo ortezy, napięcie w sylwetce, które zdradzało więcej, niż Niamh zapewne chciała pokazać. To była analiza — tak jak zawsze — ale… nie do końca. Z każdym kolejnym łykiem sake granica zaczynała się rozmywać. Zbyt wyraźnie była świadoma, że patrzy i że tym razem nie robi tego tak neutralnie, jak robiła to zwykle dla publiki.
Niamh R. Kilroy