sprawa zaginionego zegarka
: śr maja 06, 2026 7:47 pm
Piosenkę poznaję po trzech nutkach, bo Peach słucha tego na okrągło i nagrywa jakieś tiktoki czy inny badziew, jak się buja do rytmu, a że ja jestem z natury muzykalny to nawet kilka razy do niej dołączyłem w tych dzikich pląsach, tylko akurat tych nagrań nie pozwalam jej udostępniać, bo wolę być anonimowy w internecie. Nawet jak triggeruje stare baby na Facebooku na grupach dla emerytów i innych foliarzy to z fake konta, żeby mi nikt potem nie mógł zarzucić, że niby poważny człowiek, a się kłóci w sieci pod filmikami z AI. Wczuwam się w nutkę jak nigdy, albo może raczej jak zawsze, bo nie oszukujmy się, mam w sobie cygańską krew, a my cyganie potrafimy to i owo. Poza tym po to chodziłem na imprezy, żeby się nauczyć kilku tanecznych kroków, teraz wkręcamy żaróweczki, budujemy dom, potem jakiś piruet i moonwalk, zbliżam się do tortu i nagle w momencie kulminacyjnym wyskakuje z niego... Ricardo!! Tego bym się nie spodziewał w najśmielszych snach, a w jeszcze śmielszych nie spodziewałbym się tego, że Martinez potrafi kręcić dupą w ten sposób. Na chwilę to się zapatrzę na to co wyprawia przed twarzą solenizantki, co więcej ona wydaje się być w chuj zadowolona. W ogóle dziki tłum półnagich azjatek krzyczy i klaska na te nasze pląsy. Impreza się rozkręca, pojawiają się nawet gołe cycki i latające staniki, a nas samych tłum pogrążony w dzikiej euforii o mało nie ściąga ze sceny, teraz już wiem co musiał czuć Elvis, kiedy zarzucał biodrem przed watahą napalonych nastolatek. Kiwam głową, że lecimy jeszcze raz, bo mnie tam się w sumie podoba. Leci druga nuta i chociaż chyba wszyscy jesteśmy umęczeni strasznie to chęci są. Oprócz tego dużo klaskania i śpiewania z publicznością. Mógłbym nawet i trzeci występ dać, ale nagle na scenę wchodzą kolejne grupy, a my się wycofujemy do tylnych drzwi - Ale zajebiste to było, gdzie ty się nauczyłeś tak tańczyć, Ricz? - no bo kurwa, to był kompletny sztos, nigdy nie widziałem żeby facet ruszał się w ten sposób, a wyglądało zajebiście. Wpadamy na tego wielkiego gościa i w pierwszej chwili milknę, ale na szczęście nie chce nas poskładać, tylko oddaje pieseczki, które już od razu obskakują Ricziego, dosłownie jakby go nie widziały od nigdy. Facet wskazuje nam drogę i jesteśmy już w połowie korytarza, kiedy nagle się zatrzymuję - Ej, czekajcie, a moja teczka? Mam tam hajs na zegarek, musimy wrócić, bo co kurwa, Riczi mu zatańczy za Rolexa? - w sumie jakby się tak udało to zajebiście, ale nawet nie śmiem próbować. Macham na chłopaków ręką, że wracamy i faktycznie idziemy znowu pod biuro, tym razem nawet nam się udaje wejść do środka bez żadnych dodatkowych atrakcji. Tamten mały chińczyk patrzy na nas z wyrazem zdziwienia wymalowanym na twarzy, ale odzywam się szybko zanim on zrobi to pierwszy - Gdzie moja teczka? My po zegarek - on na to - Po zegarek? To trzeba było mówić od razu, to za mną - jeszcze mi pokazuje, że teczka leży w kącie, więc ją chwytam, ukradkiem zaglądając do środka. Na pierwszy rzut oka hajs się zgadza, więc idziemy za nim kolejnym długim korytarzem, aż wchodzimy do następnego pomieszczenia. Bucha gorąca para wodna, zza jej kłębów wyłania się taki obrazek - wielkie, kamienne jacuzzi z pachnącymi bąbelkami, wokół jakieś ladyboye z wielkimi wachlarzami wachlują siebie nawzajem, laski siedzą na brzegu i karmią się winogronami, oprócz tego kilku goryli tak groźnych, że strach nawet patrzeć w ich stronę, a w samym środku tego całego gabinetu osobliwości, w wodzie siedzi Wielki Szu. Właściwie wygląda całkiem normalnie, na pewno nie jak ktoś kto mógłby zrobić ci krzywdę, trochę jak Jackie Chan w tym nowym Karate Kid z synem Willa Smitha. Wszystkie oczy zwrócone są w naszą stronę. Ten chińczyk, który tu z nami przyszedł, Lin, się lekko kłania, więc robię to samo, po czym odzywam - Dzień dobry panie Wielki Szu, to ja się z panem - ale nie kończę, bo Lin mnie wali z łokcia w śledzionę, że aż mi na moment zapiera dech - Milcz, kurwiu i nie odzywaj się dopóki pan Wielki Szu ci nie pozwoli - ale pan Wielki Szu już patrzy na niego krzywo, unosi rękę, żeby to on zamknął mordę i macha dłonią, że ma wypierdalać. Chłop dosłownie zgina się wpół w głębokim ukłonie, po czym się wycofuje, a Wielki Szu tym razem wbija spojrzenie w nas i to nas przywołuje do siebie gestem nadgarstka. Widać po ruchach, że ma na pewno co najmniej jeden czarny pas w Kung Fu, a może nawet zna Zui Quan czyli styl Dziewięciu Pijanych Bogów. Zerkam ma Madoxa, na Ricziego i idę, oni zresztą ze mną. Powoli schodzimy do wielkiej wanny z bąbelkami, teczkę trzymam nad wodą, żeby nie zmoczyć jej zawartości, zaś Wielki Szu znowu macha ręką, że mogę mówić - No to my przyszliśmy po zegarek do pana - tłumaczę. Kolejny ruch nadgarstka - jeden z goryli występuje z szeregu i zabiera ode mnie teczkę, zagląda do środka, a kiedy kiwa głową w kierunku swojego szefa, że hajs jest, to podbija do nas drugi, żeby wręczyć mi inne pudełeczko. Tym razem to ja zaglądam do środka - jest! Mój piękny, lśniący, złoty zegarek, nie wiem co te chińczyki z nim zrobiły, ale tak dobrze nie wyglądał chyba od nowości. Od razu sprawdzam czy rzeczywiście jest mój, ale tak, ma specjalny grawerunek, wciskam go na rękę i uśmiecham się do Wielkiego Szu - Dziękujemy, interesy z panem to prawdziwa przyjemność, panie Wielki Szu, a czy mógłbym mieć jeszcze jedno pytanie? - czekam na pozwolenie i chociaż trwa chwila zanim się zastanowi, a ja już zaczynam się pocić ze stresu, bo przecież nie mielibyśmy szans z tym batalionem Azjatów, nawet mając po swojej stronie Madoxa, to ostatecznie kiwa głową, żebym kontynuował - Bo widzi pan, ten zegarek to w sumie należał do mnie, tylko został mi skradziony, o tutaj jest taki grawerunek - nawet mu pokazuje, że jest, dla potwierdzenia własnych słów, zerka na niego nieznacznie opuszczając oczy - I ja bym się chciał dowiedzieć kto właściwie to panu dał. Albo sprzedał, jak mniemam? - tym razem to ja się w niego wgapiam. Cisza w pomieszczeniu znowu trwa trochę za długo, ale w końcu Wielki Szu zaczyna powoli kręcić głową i rozchyla wargi... Tyle, że na to wszystko do pomieszczenia wbija tamta mała chinka z fioletowymi włosami i podbija do swojego szefa. Patrzą na nas, natomiast ona pochyla się nisko do jego ucha i coś mu tam szepta. Usta mężczyzny wyginają się w delikatnym uśmiechu. W końcu także możemy usłyszeć jego głos, a jest ciepły i głęboki, trochę hipnotyzujący - No dobrze, skoro uszczęśliwiliście moją umiłowaną córkę to mogę podzielić się z wami tą informacją. Lin pokaże wam go na kamerach, idźcie już - jeszcze coś dodaje po chińsku i faktycznie Lin po nas wraca, żeby już za moment prowadzić nas spowrotem do biura, gdzie odpala nagranie z tamtego dnia. Widzimy na nim jakiegoś chłopa, kręcącego się po łaźni. Proszę żeby zatrzymał i zbliżył i wtedy rozpoznaję w nim eks Peach. Czyli jednak, to był Clyde - A to skurwiel
Ricardo Martinez Madox A. Noriega
Ricardo Martinez Madox A. Noriega