Złodziej w tym domu jest jeden
: czw kwie 09, 2026 9:15 pm
Po jego plecach przebiegły dreszcze, gdy Santiago popatrzył na niego, mrużąc oczy i cmokając, a potem jeszcze odezwał się tym stanowczym tonem - przeklął się zaraz w myślach, a raczej bardziej przeklął to, jak na niego czasem reagował. Nadal jednak były to tylko reakcje jego młodego organizmu na przystojnego i seksownego faceta, z którym mieszkał; w żadnym razie nie był to z jego strony flirt czy próby uwodzenia, bo tego się nie podejmował. Miał też naprawdę wielką nadzieję, że de la Serna nie czuł się przez niego podrywany, no może poza tamtą nocą w knajpie, a w każdym razie na samym starcie znajomości, bo naprawdę nie próbował go poderwać i nie zamierzał startować do kogoś dorosłego samemu mając czternaście lat. Wiedział, że jeśli facet odwzajemniał jego zaloty, to znaczy, że był pedofilem, a nie miał Santiago za pedofila. No i podrywanie ludzi nie sprawiało mu przyjemności, bo sam czuł, że nie powinien tego robić i nie powinien chodzić z nimi do łóżka, czuł, że jest na to za młody, ale na ulicy była to tak naprawdę jedyna szansa dla młodego chłopaka, żeby jakoś przetrwać. No dobra, mógł jeszcze kraść, ale nawet jeśli by mu się udało coś komuś zwinąć, to na dłuższą metę byłoby to i tak mniej opłacalne, niż to, czym się koniec końców zajmował. Chyba że zwinąłby komuś sztabkę złota albo zegarek wart miliony euro.
- Crees en mis capacidades más que yo mismo... pero gracias, significa mucho para mí que alguien crea en mí. De verdad que sí. - odezwał się po chwili, uśmiechając się niepewnie.
Widząc, że mężczyzna patrzy na trzymaną przez niego kartkę odruchowo przytulił ją do swojej piersi, jakby chciał jej bronić. Słysząc, że oba kierunki są interesujące i oba by mu odpowiadały uśmiechnął się szerzej; zrobiło mu się miło, że Santiago również widzi go na tych kierunkach, bo to może znaczyło, że te pomysły nie były tak głupie, jak mu się początkowo wydawało. Nadal trochę powątpiewał w to, że zostanie przyjęty i będzie się cieszył, jeśli przyjmą go w ogóle na artystyczny profil w szkole średniej, ale nie chciał powtarzać tego jak bardzo jest beznadziejny, bo wiedział jaka będzie reakcja Santiago. I to było naprawdę cholernie miłe, że mężczyzna uważał, że ten ma talent, nawet jeśli sam Salvatierra jeszcze miewał sporo momentów, że to negował; naprawdę wiele dla niego znaczyło jego uznanie i to, że uważał, że jest utalentowany.
Zmroziło go nieco, gdy Tiago zapytał, czy pokaże mu co tam ma - bał się jego reakcji, bo doskonale wiedział, że ten rysunek może sugerować, że miał na jego punkcie jakąś niezdrową obsesję. On sam nie postrzegał tego jako obsesji, bardziej jako zauroczenie i fascynację, ale nie była to obsesja, bo mógł myśleć o czymś innym poza Santiago i ten nie zaprzątał jego głowy non stop swoją obecnością w myślach i snach. Po chwili wahania rozłożył rysunek i z mocno i szybko bijącym sercem podał kartkę swojemu aniołowi stróżowi, uznając, że wzbudzi jego większe podejrzenia, jeśli będzie próbował ukryć portret. Trudno, jeśli Tiago będzie zły, to Alvaro spróbuje jakoś stawić temu czoła.
Santiago de la Serna
- Crees en mis capacidades más que yo mismo... pero gracias, significa mucho para mí que alguien crea en mí. De verdad que sí. - odezwał się po chwili, uśmiechając się niepewnie.
Widząc, że mężczyzna patrzy na trzymaną przez niego kartkę odruchowo przytulił ją do swojej piersi, jakby chciał jej bronić. Słysząc, że oba kierunki są interesujące i oba by mu odpowiadały uśmiechnął się szerzej; zrobiło mu się miło, że Santiago również widzi go na tych kierunkach, bo to może znaczyło, że te pomysły nie były tak głupie, jak mu się początkowo wydawało. Nadal trochę powątpiewał w to, że zostanie przyjęty i będzie się cieszył, jeśli przyjmą go w ogóle na artystyczny profil w szkole średniej, ale nie chciał powtarzać tego jak bardzo jest beznadziejny, bo wiedział jaka będzie reakcja Santiago. I to było naprawdę cholernie miłe, że mężczyzna uważał, że ten ma talent, nawet jeśli sam Salvatierra jeszcze miewał sporo momentów, że to negował; naprawdę wiele dla niego znaczyło jego uznanie i to, że uważał, że jest utalentowany.
Zmroziło go nieco, gdy Tiago zapytał, czy pokaże mu co tam ma - bał się jego reakcji, bo doskonale wiedział, że ten rysunek może sugerować, że miał na jego punkcie jakąś niezdrową obsesję. On sam nie postrzegał tego jako obsesji, bardziej jako zauroczenie i fascynację, ale nie była to obsesja, bo mógł myśleć o czymś innym poza Santiago i ten nie zaprzątał jego głowy non stop swoją obecnością w myślach i snach. Po chwili wahania rozłożył rysunek i z mocno i szybko bijącym sercem podał kartkę swojemu aniołowi stróżowi, uznając, że wzbudzi jego większe podejrzenia, jeśli będzie próbował ukryć portret. Trudno, jeśli Tiago będzie zły, to Alvaro spróbuje jakoś stawić temu czoła.
Santiago de la Serna