there’s something off here
: pt kwie 17, 2026 6:10 pm
Nawet nie zauważył, kiedy Ashley postanowiła pofatygować się do ogrodu, zamiast obserwować całą scenę przez kuchenne okno. Za to trudno byłoby jej nie usłyszeć, nawet jeśli również tych słów nie zamierzał w żaden sposób komentować – jeśli nie liczyć na moment wyciągniętego w jej stronę środkowego palca. Ten przekaz przynajmniej w pełni powinna zrozumieć i to bez nadmiernego przegrzewania tych nielicznych szarych komórek, które dogorywały gdzieś pod jej blond włosami.
Choć pewnie gdyby nie wciąż wtulająca się w niego Elsa, powstrzymanie się od wszczęcia jakiejś bardziej zażartej dyskusji z Ashley wcale nie byłoby zbyt łatwym zadaniem. Ba, pewnie nawet nie brałby pod uwagę, że faktycznie miałby się jakkolwiek powstrzymywać. Tymczasem… wciąż mimo wszystko wolał po prostu zignorować blondynkę, opierając lekko policzek o włosy Elsy i uśmiechając się mimowolnie w reakcji na jej słowa.
– Daj spokój, to przecież kompletnie zabiłoby wszystko, co w nim najlepsze – nie silił się jednak na jakiekolwiek udawanie, że mógłby mówić całkowicie na serio. Nawet jeśli śmiech nie wybrzmiał bezpośrednio, bez większego trudu można było wychwycić rozbawienie kryjące się pomiędzy poszczególnymi słowami. – Zresztą, jak na standardy Chrisa… te drinki naprawdę nie są takie najgorsze…
I to akurat nie odbiegało już zbytnio od prawdy. Tak samo zresztą, jak nabyte już doświadczenie co do tego, że niezależnie od podłości pitego alkoholu, najgorsze i tak zawsze było ledwie kilka pierwszych łyków. Z każdym kolejnym było już coraz bardziej wszystko jedno, co właściwie się piło i jak bardzo tragicznie to smakowało. Zwłaszcza, że istotniejszy od smaku był przecież efekt, jaki ten podły alkohol lub jego mieszanki wywoływały na organizm. A ten zwykle nie zawodził – pod warunkiem, że miało się dostatecznie odporny żołądek, by po tych kilku pierwszych łykach nie zwrócić wszystkiego, łącznie ze zjedzonymi wcześniej posiłkami i nie stracić przy tym ochoty na dalsze eksperymenty…
Zaskoczyła go po raz kolejny, tym razem stwierdzając, że wcale nie chciała jeszcze wracać do domu. I… chyba nawet samego siebie nie byłby w stanie oszukać, że ta informacja nie ucieszyła go w żaden sposób. Co zresztą zdradzać mógł zarówno niemożliwy do zauważenia przez nią uśmiech, gdy wciąż tak tkwili wtuleni w siebie, ale też fakt, że na moment przytulił ją odrobinę mocniej. Na pewno też nie zamierzał w żaden sposób protestować, kiedy chwilę później chwyciła go za palec, prowadząc w spokojniejszą część ogrodu. Właściwie… mógłby chyba nawet uznać ten gest za dziwnie miły. W jakiś dziwny sposób może nawet bardziej niż jej wcześniejsze przytulenie się do niego, które – nawet jeśli niezaprzeczalnie przyjemne – nie było przecież niczym innym, jak po prostu reakcją na sytuację, w której się znalazła… A przynajmniej tak na pewno mogłoby brzmieć to najbardziej sensowne wyjaśnienie tego, co się zadziało.
Bez większego namysłu rozsiadł się na trawie obok niej, przy okazji z paczki ukrytej w kieszeni wyciągając jednego ze skrętów. Widocznie musiał dojść do wniosku, że skoro jej zdaniem w tej części ogrodu nie śmierdziało zielskiem, to należałoby to okropne niedopatrzenie jak najszybciej zmienić. Chociaż… może jednak bez aż tak wielkiego pośpiechu. Bo póki co, zamiast od razu poszukać również zapalniczki i odpalić jointa, po prostu obracał go bezmyślnie w palcach, jednocześnie przyglądając się jej kiedy rozplatała te różowe włosy i kiedy w kolejnej chwili postanowiła położyć się na ziemi.
– I chyba trochę słabo ci to idzie. Zostawiłaś mnie w kuchni, obok drinków. I Ashley – stwierdził z rozbawieniem, przy okazji zerkając na nią dość wymownie. Choć pewnie i bez tego powinna domyślić się, że alkohol i towarzystwo Ashley raczej nie było najlepszym możliwym połączeniem. Raczej takim, które aż prosiło się o jak najszybsze przetestowanie, czy po tych podejrzanych drinkach rzeczywiście można było oślepnąć, jeśli tylko wypiło się ich dostatecznie dużo. O ile jednak to stwierdzenie ewidentnie było podszyte żartem, co można było łatwo wywnioskować zarówno z tonu wypowiedzi, jak i z widocznego na twarzy uśmiechu, tak jednak ten ostatni stosunkowo szybko zdążył się ulotnić. Mniej więcej w tym samym momencie, gdy Dante mimowolnie znów zawiesił spojrzenie na czerwonych śladach na szyi dziewczyny.
– Ashley mówiła, że Trevor wymyślił z paroma innymi debilami jakiś kretyński zakład – nie do końca miał ochotę poruszać ten temat, ale… przecież powinna wiedzieć. Choćby na wypadek, jakby ktoś jeszcze wpadł na genialny pomysł, by spróbować pójść w ślady palanta. – Nie namawiałbym cię, żebyś tu przyszła, jakbym wiedział wcześniej.
Chociaż to pewnie i tak niewiele by zmieniało. Bo przecież cały ten zakład pewnie wcale nie obowiązywał tylko podczas imprezy u Chrisa, co do której raczej niewiele osób miałoby spodziewać się, że rzeczywiście mogłaby pojawić się na niej dziewczyna, która mogłaby komuś z idiotów zapewnić wygraną. Mimo wszystko… faktycznie gdyby wiedział o wszystkim wcześniej, najpewniej wcale nie sugerowałby Elsie, że powinna pojawić się tutaj i za pomocą żelków zadbać o kruchą psychikę biednej Mii. I chyba wolał, żeby miała tego świadomość – zanim zdążyłaby uznać na przykład, że miał to być z jego strony jakiś nieśmieszny żart, który mógłby ułatwić któremuś ze znajomych wygranie zakładu. Albo że sam miał w nim uczestniczyć…
Elsa Eriksen
Choć pewnie gdyby nie wciąż wtulająca się w niego Elsa, powstrzymanie się od wszczęcia jakiejś bardziej zażartej dyskusji z Ashley wcale nie byłoby zbyt łatwym zadaniem. Ba, pewnie nawet nie brałby pod uwagę, że faktycznie miałby się jakkolwiek powstrzymywać. Tymczasem… wciąż mimo wszystko wolał po prostu zignorować blondynkę, opierając lekko policzek o włosy Elsy i uśmiechając się mimowolnie w reakcji na jej słowa.
– Daj spokój, to przecież kompletnie zabiłoby wszystko, co w nim najlepsze – nie silił się jednak na jakiekolwiek udawanie, że mógłby mówić całkowicie na serio. Nawet jeśli śmiech nie wybrzmiał bezpośrednio, bez większego trudu można było wychwycić rozbawienie kryjące się pomiędzy poszczególnymi słowami. – Zresztą, jak na standardy Chrisa… te drinki naprawdę nie są takie najgorsze…
I to akurat nie odbiegało już zbytnio od prawdy. Tak samo zresztą, jak nabyte już doświadczenie co do tego, że niezależnie od podłości pitego alkoholu, najgorsze i tak zawsze było ledwie kilka pierwszych łyków. Z każdym kolejnym było już coraz bardziej wszystko jedno, co właściwie się piło i jak bardzo tragicznie to smakowało. Zwłaszcza, że istotniejszy od smaku był przecież efekt, jaki ten podły alkohol lub jego mieszanki wywoływały na organizm. A ten zwykle nie zawodził – pod warunkiem, że miało się dostatecznie odporny żołądek, by po tych kilku pierwszych łykach nie zwrócić wszystkiego, łącznie ze zjedzonymi wcześniej posiłkami i nie stracić przy tym ochoty na dalsze eksperymenty…
Zaskoczyła go po raz kolejny, tym razem stwierdzając, że wcale nie chciała jeszcze wracać do domu. I… chyba nawet samego siebie nie byłby w stanie oszukać, że ta informacja nie ucieszyła go w żaden sposób. Co zresztą zdradzać mógł zarówno niemożliwy do zauważenia przez nią uśmiech, gdy wciąż tak tkwili wtuleni w siebie, ale też fakt, że na moment przytulił ją odrobinę mocniej. Na pewno też nie zamierzał w żaden sposób protestować, kiedy chwilę później chwyciła go za palec, prowadząc w spokojniejszą część ogrodu. Właściwie… mógłby chyba nawet uznać ten gest za dziwnie miły. W jakiś dziwny sposób może nawet bardziej niż jej wcześniejsze przytulenie się do niego, które – nawet jeśli niezaprzeczalnie przyjemne – nie było przecież niczym innym, jak po prostu reakcją na sytuację, w której się znalazła… A przynajmniej tak na pewno mogłoby brzmieć to najbardziej sensowne wyjaśnienie tego, co się zadziało.
Bez większego namysłu rozsiadł się na trawie obok niej, przy okazji z paczki ukrytej w kieszeni wyciągając jednego ze skrętów. Widocznie musiał dojść do wniosku, że skoro jej zdaniem w tej części ogrodu nie śmierdziało zielskiem, to należałoby to okropne niedopatrzenie jak najszybciej zmienić. Chociaż… może jednak bez aż tak wielkiego pośpiechu. Bo póki co, zamiast od razu poszukać również zapalniczki i odpalić jointa, po prostu obracał go bezmyślnie w palcach, jednocześnie przyglądając się jej kiedy rozplatała te różowe włosy i kiedy w kolejnej chwili postanowiła położyć się na ziemi.
– I chyba trochę słabo ci to idzie. Zostawiłaś mnie w kuchni, obok drinków. I Ashley – stwierdził z rozbawieniem, przy okazji zerkając na nią dość wymownie. Choć pewnie i bez tego powinna domyślić się, że alkohol i towarzystwo Ashley raczej nie było najlepszym możliwym połączeniem. Raczej takim, które aż prosiło się o jak najszybsze przetestowanie, czy po tych podejrzanych drinkach rzeczywiście można było oślepnąć, jeśli tylko wypiło się ich dostatecznie dużo. O ile jednak to stwierdzenie ewidentnie było podszyte żartem, co można było łatwo wywnioskować zarówno z tonu wypowiedzi, jak i z widocznego na twarzy uśmiechu, tak jednak ten ostatni stosunkowo szybko zdążył się ulotnić. Mniej więcej w tym samym momencie, gdy Dante mimowolnie znów zawiesił spojrzenie na czerwonych śladach na szyi dziewczyny.
– Ashley mówiła, że Trevor wymyślił z paroma innymi debilami jakiś kretyński zakład – nie do końca miał ochotę poruszać ten temat, ale… przecież powinna wiedzieć. Choćby na wypadek, jakby ktoś jeszcze wpadł na genialny pomysł, by spróbować pójść w ślady palanta. – Nie namawiałbym cię, żebyś tu przyszła, jakbym wiedział wcześniej.
Chociaż to pewnie i tak niewiele by zmieniało. Bo przecież cały ten zakład pewnie wcale nie obowiązywał tylko podczas imprezy u Chrisa, co do której raczej niewiele osób miałoby spodziewać się, że rzeczywiście mogłaby pojawić się na niej dziewczyna, która mogłaby komuś z idiotów zapewnić wygraną. Mimo wszystko… faktycznie gdyby wiedział o wszystkim wcześniej, najpewniej wcale nie sugerowałby Elsie, że powinna pojawić się tutaj i za pomocą żelków zadbać o kruchą psychikę biednej Mii. I chyba wolał, żeby miała tego świadomość – zanim zdążyłaby uznać na przykład, że miał to być z jego strony jakiś nieśmieszny żart, który mógłby ułatwić któremuś ze znajomych wygranie zakładu. Albo że sam miał w nim uczestniczyć…
Elsa Eriksen