if we never make it, at least we can say we died trying
: śr kwie 15, 2026 11:23 am
Wraz z pojawieniem się chłopaków w szpitalnej sali, zapanował jeden, ogromny chaos. Darnell nie dość, że naklikał co maszynie, to jeszcze potknął się o stojak na kroplówkę, prawie wyrywając dren i wenflon z dłoni Teddy. Donovan przysiadł na brzegu łóżka, a że był z niego kawał dwumetrowego chłopa, to pod jego ciężarem coś skrzypnęło i mała, metalowa część odpadła, przetaczając się po podłodze. Nikt nie zwrócił na to uwagi. No może poza April i Blazem, którzy wdali się w krótką dyskusję między sobą.
Darling obserwowała ich ponad ramieniem Jetta, wytężając wszystkie zmysły, żeby coś usłyszeć, ale Donovan zaczął opowiadać o tym, jak ekipa ze sto jedenastej wyciągała tych nieszczęśników z magazynu, więc skupiła się na jego opowieści. Stwierdzenie, że wszyscy byli nienormalni, było całkiem trafne! Chyba nikt nawet nie starałby się wykłócać z Finch, że tak nie było. Ale gdyby sama pracowała w straży, pewnie patrzyłaby na to wszystko zupełnie inaczej!
— Oj, April, już nam tak nie pochlebiaj — odparł Secada, uśmiechając się przy tym w podzięce za pomoc przy sterczących włosach. Wszędzie zostawiał za sobą kurz i pył, więc panie sprzątające na pewno nie będą się nudzić.
Young cały czas wyglądał tak, jakby chciał jeszcze zagadać do April, ale ta wolała odsunąć się od niego na bezpieczną odległość. Może to i lepiej, jeszcze doszłoby do rękoczynów, a Teddy nie mogłaby nawet zareagować. A tak to wszyscy byli razem, niczym jedna, wielka rodzina! Czy to nie wspaniałe? Serce Darling radowało się co niemiara, kiedy miała przy sobie jednocześnie ukochaną i kumpli z jednostki. Oczywiście milej byłoby się spotkać w innych okolicznościach, co zresztą zaproponowała Finch.
Na wzmiankę o alkoholu, chłopaki ożywili się jeszcze bardziej. Nie trzeba było ich namawiać do upijania Teddy, a Teddy nie zamierzała stawiać oporu i wzbraniać się przed tym rękami i nogami.
— A co, jak będzie na lekach? — zapytał Darnell i faktycznie tutaj pojawiał się jeden, dość istotny szczegół, który trochę psuł całą wizję.
Darling zmarszczyła lekko brwi. Jasne, pomysł wspólnego pici brzmiał świetnie, ale mieszanie go z tym, co lekarze w nią pompowali, chyba już niekoniecznie.
— To najwyżej będziemy pić za jej zdrowie — rzucił Jett z zawadiackim uśmiechem, bardzo szybko obchodząc problem.
— Bardzo, kurwa, śmieszne — odparła Teddy, przewracając oczami. — Spróbuj tylko — ostrzegawczo wymierzyła w niego palcem.
— Najpierw niech w ogóle wyjdzie z tego łóżka — dorzuciła jeszcze Erick, zerkając na Teddy z udawaną powagą. — Potem możemy pomyśleć o ambitniejszych rzeczach.
I wtedy drzwi do sali otworzyły się bez pukania. Do środka weszła pielęgniarka. Trudno było się dziwić, że część towarzystwa momentalnie się rozproszyła. Była młoda, atrakcyjna i miała idealnie upięte, rude włosy. Przez sekundę zatrzymała się w progu, omiatając wzrokiem zgromadzonych. A było ich zdecydowanie więcej, niż przewidywały jakiekolwiek szpitalne standardy.
— Kto was wszystkich tutaj wpuścił? — zapytała spokojnie, ale w jej tonie cośasno sugerowało, że odpowiedź lepiej mieć dobrą.
Zapadła krótka, bardzo wymowna cisza. Johnosn spojrzał na Donovana. Donovan na Secadę. Secada w sufit, jakby nagle zainteresowała go konstrukcja oświetlenia.
— My tylko na chwilę — odezwał się w końcu Blaze, ale jakoś niezbyt przekonująco.
Pielęgniarka zmrużyła oczy.
— Na chwilę? — powtórzyła, robiąc kilka kroków do przodu. — To ciekawe, bo z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby połowa waszej zmiany zebrała się w jednym miejscu.
Darling odchrząknęła cicho, próbując nie wyglądać jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku. Co, niestety, średnio jej wychodziło. W końcu to ona była winowajczynią, bo to ją wszyscy chcieli odwiedzić i sprawdzić, że żyje.
serce się rwie, krzyczy pomocy. jest mi lepiej kiedy ciebie obok siebie mam
Darling obserwowała ich ponad ramieniem Jetta, wytężając wszystkie zmysły, żeby coś usłyszeć, ale Donovan zaczął opowiadać o tym, jak ekipa ze sto jedenastej wyciągała tych nieszczęśników z magazynu, więc skupiła się na jego opowieści. Stwierdzenie, że wszyscy byli nienormalni, było całkiem trafne! Chyba nikt nawet nie starałby się wykłócać z Finch, że tak nie było. Ale gdyby sama pracowała w straży, pewnie patrzyłaby na to wszystko zupełnie inaczej!
— Oj, April, już nam tak nie pochlebiaj — odparł Secada, uśmiechając się przy tym w podzięce za pomoc przy sterczących włosach. Wszędzie zostawiał za sobą kurz i pył, więc panie sprzątające na pewno nie będą się nudzić.
Young cały czas wyglądał tak, jakby chciał jeszcze zagadać do April, ale ta wolała odsunąć się od niego na bezpieczną odległość. Może to i lepiej, jeszcze doszłoby do rękoczynów, a Teddy nie mogłaby nawet zareagować. A tak to wszyscy byli razem, niczym jedna, wielka rodzina! Czy to nie wspaniałe? Serce Darling radowało się co niemiara, kiedy miała przy sobie jednocześnie ukochaną i kumpli z jednostki. Oczywiście milej byłoby się spotkać w innych okolicznościach, co zresztą zaproponowała Finch.
Na wzmiankę o alkoholu, chłopaki ożywili się jeszcze bardziej. Nie trzeba było ich namawiać do upijania Teddy, a Teddy nie zamierzała stawiać oporu i wzbraniać się przed tym rękami i nogami.
— A co, jak będzie na lekach? — zapytał Darnell i faktycznie tutaj pojawiał się jeden, dość istotny szczegół, który trochę psuł całą wizję.
Darling zmarszczyła lekko brwi. Jasne, pomysł wspólnego pici brzmiał świetnie, ale mieszanie go z tym, co lekarze w nią pompowali, chyba już niekoniecznie.
— To najwyżej będziemy pić za jej zdrowie — rzucił Jett z zawadiackim uśmiechem, bardzo szybko obchodząc problem.
— Bardzo, kurwa, śmieszne — odparła Teddy, przewracając oczami. — Spróbuj tylko — ostrzegawczo wymierzyła w niego palcem.
— Najpierw niech w ogóle wyjdzie z tego łóżka — dorzuciła jeszcze Erick, zerkając na Teddy z udawaną powagą. — Potem możemy pomyśleć o ambitniejszych rzeczach.
I wtedy drzwi do sali otworzyły się bez pukania. Do środka weszła pielęgniarka. Trudno było się dziwić, że część towarzystwa momentalnie się rozproszyła. Była młoda, atrakcyjna i miała idealnie upięte, rude włosy. Przez sekundę zatrzymała się w progu, omiatając wzrokiem zgromadzonych. A było ich zdecydowanie więcej, niż przewidywały jakiekolwiek szpitalne standardy.
— Kto was wszystkich tutaj wpuścił? — zapytała spokojnie, ale w jej tonie cośasno sugerowało, że odpowiedź lepiej mieć dobrą.
Zapadła krótka, bardzo wymowna cisza. Johnosn spojrzał na Donovana. Donovan na Secadę. Secada w sufit, jakby nagle zainteresowała go konstrukcja oświetlenia.
— My tylko na chwilę — odezwał się w końcu Blaze, ale jakoś niezbyt przekonująco.
Pielęgniarka zmrużyła oczy.
— Na chwilę? — powtórzyła, robiąc kilka kroków do przodu. — To ciekawe, bo z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby połowa waszej zmiany zebrała się w jednym miejscu.
Darling odchrząknęła cicho, próbując nie wyglądać jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku. Co, niestety, średnio jej wychodziło. W końcu to ona była winowajczynią, bo to ją wszyscy chcieli odwiedzić i sprawdzić, że żyje.
serce się rwie, krzyczy pomocy. jest mi lepiej kiedy ciebie obok siebie mam