you are a waste of time and a waste of space
: pn maja 04, 2026 11:08 am
Nieszczególnie lubiła Paris. To był niepodważalny fakt. Mimo to nie zamierzała mówić o tym wprost, bo zdawała sobie sprawę, że szczerość w tym przypadku mogłaby jedynie pogorszyć atmosferę i utrudnić ich i tak już napiętą współpracę. Zresztą, czy naprawdę trzeba było to wypowiadać na głos? Wydawało jej się, że jej dystans jest aż nazbyt widoczny. Trudno było uwierzyć, że Laroche mogłaby tego nie zauważyć. Chyba że celowo ignorowała sygnały albo po prostu nie przywiązywała do nich większej wagi. Z drugiej strony, ta relacja miała charakter wyłącznie zawodowy i najpewniej tymczasowy. Istniało spore prawdopodobieństwo, że po zakończeniu nagrań ich drogi na długo się rozejdą, a może nawet już nigdy nie skrzyżują się przy żadnym projekcie.
Mogła się spodziewać, że kobieta również nie przepada za Gregiem. Właściwie zdziwiłaby się szczerze, jeśli byłoby inaczej. Czy w ogóle w Pinewood był ktoś, kto go lubił? Nie dawał nikomu dojść do głosu i zawsze miał najgorzej ze wszystkich. Okropny człowiek.
— A uważasz, że zasłużyłaś, żeby znaleźć się na tej liście? — uniosła wysoko brwi, jakby samą siłą umysłu chciała sprawić, że Paris po prostu się domyśli o jej braku sympatii. Na razie jednak żyła sobie w błogiej nieświadomości i Babe jakoś nie kwapiła się do tego, żeby wyprowadzić ją z błędu.
Te żarty kompletnie do niej nie przemawiały. Najwyraźniej miały totalnie rozbieżne poczucie humoru. Seaton pewnie nie rozpoznałaby sarkazmu, stając z nim twarzą w twarz. No właśnie, nawet teraz siedziała naprzeciwko Laroche, która bez przerwy ironizowała, a ona nie potrafiła tego wyłapać. Nic dziwnego, że nie bawiło ją nic z tego, co mówiła. I nic dziwnego, że zareagowała na to jedynie krzywym uśmiechem.
Zmrużyła oczy, przyglądając się jej podejrzliwie. Czy stwierdzenie, że była utalentowana, to również ironia? Nie, niemożliwe. Babe zdawała sobie przecież sprawę ze swoich zdolności. Gdyby nie one, nie dostałaby propozycji żadnych ról!
— To samo mogę powiedzieć o tobie — powiedziała, ale nie z grzeczności i dlatego, żeby odwzajemnić komplement. Naprawdę uważała, że Laroche była zdolna. Mogły nie nadawać na tych samych falach i diametralnie różnić się od siebie pod wieloma względami, ale jej ująć talentu. — Jak widać, potrafisz odnaleźć się w każdej postaci — dodała z myślą o Zefirze, która - w przeciwieństwie do Paris - była ekspresyjną ekstrawertyczką. To właśnie dlatego Seaton uważała, że znacznie lepiej odnalazłaby się w tej roli, ale może reżyser chciał wykrzesać z nich coś nowego, stąd gen wybór?
Idąc śladami kobiety, również podniosła się z miejsca. Nie omieszkała jednak parsknąć śmiechem. Paris naprawdę nie musiała aż tak się starać. Ewidentnie przesadzała z byciem miła.
— Trochę się zapędzasz — stwierdziła, kiedy już odniosły naczynia. — Podejrzewam, że w tym roku trafi ci się jeszcze co najmniej dziesięć znacznie lepszych projektów. I to takich, w których nie trzeba śpiewać — uśmiechnęła się trochę pobłażliwie. W przeciwieństwie do Paris, ona lubiła śpiewać. To był w zasadzie jeden z powodów, dla których zgodziła się dubbingować tę animację. Szkoda tylko, że jakoś bardziej nie zagłębiła się w temat i wcześniej nie dopytała, z kim przyjdzie jej współpracować.
— Idę jeszcze zapalić — oznajmiła, wyciągając ze swojej torebki elektrycznego papierosa. Normalne fajki rzuciła dawno temu, zanim zdążyła się na dobre rozpalić. E-papierosy miały to do siebie, ze nie śmierdziały i miały pyszne smaki. Seaton miała dwa ulubione - o smaku coli i taki, co smakował jak lodowy arbuz. Czy to była sugestia, że Paris, jeśli miała ochotę, może jej towarzyszyć? Pewnie tak.
Paris Laroche
Mogła się spodziewać, że kobieta również nie przepada za Gregiem. Właściwie zdziwiłaby się szczerze, jeśli byłoby inaczej. Czy w ogóle w Pinewood był ktoś, kto go lubił? Nie dawał nikomu dojść do głosu i zawsze miał najgorzej ze wszystkich. Okropny człowiek.
— A uważasz, że zasłużyłaś, żeby znaleźć się na tej liście? — uniosła wysoko brwi, jakby samą siłą umysłu chciała sprawić, że Paris po prostu się domyśli o jej braku sympatii. Na razie jednak żyła sobie w błogiej nieświadomości i Babe jakoś nie kwapiła się do tego, żeby wyprowadzić ją z błędu.
Te żarty kompletnie do niej nie przemawiały. Najwyraźniej miały totalnie rozbieżne poczucie humoru. Seaton pewnie nie rozpoznałaby sarkazmu, stając z nim twarzą w twarz. No właśnie, nawet teraz siedziała naprzeciwko Laroche, która bez przerwy ironizowała, a ona nie potrafiła tego wyłapać. Nic dziwnego, że nie bawiło ją nic z tego, co mówiła. I nic dziwnego, że zareagowała na to jedynie krzywym uśmiechem.
Zmrużyła oczy, przyglądając się jej podejrzliwie. Czy stwierdzenie, że była utalentowana, to również ironia? Nie, niemożliwe. Babe zdawała sobie przecież sprawę ze swoich zdolności. Gdyby nie one, nie dostałaby propozycji żadnych ról!
— To samo mogę powiedzieć o tobie — powiedziała, ale nie z grzeczności i dlatego, żeby odwzajemnić komplement. Naprawdę uważała, że Laroche była zdolna. Mogły nie nadawać na tych samych falach i diametralnie różnić się od siebie pod wieloma względami, ale jej ująć talentu. — Jak widać, potrafisz odnaleźć się w każdej postaci — dodała z myślą o Zefirze, która - w przeciwieństwie do Paris - była ekspresyjną ekstrawertyczką. To właśnie dlatego Seaton uważała, że znacznie lepiej odnalazłaby się w tej roli, ale może reżyser chciał wykrzesać z nich coś nowego, stąd gen wybór?
Idąc śladami kobiety, również podniosła się z miejsca. Nie omieszkała jednak parsknąć śmiechem. Paris naprawdę nie musiała aż tak się starać. Ewidentnie przesadzała z byciem miła.
— Trochę się zapędzasz — stwierdziła, kiedy już odniosły naczynia. — Podejrzewam, że w tym roku trafi ci się jeszcze co najmniej dziesięć znacznie lepszych projektów. I to takich, w których nie trzeba śpiewać — uśmiechnęła się trochę pobłażliwie. W przeciwieństwie do Paris, ona lubiła śpiewać. To był w zasadzie jeden z powodów, dla których zgodziła się dubbingować tę animację. Szkoda tylko, że jakoś bardziej nie zagłębiła się w temat i wcześniej nie dopytała, z kim przyjdzie jej współpracować.
— Idę jeszcze zapalić — oznajmiła, wyciągając ze swojej torebki elektrycznego papierosa. Normalne fajki rzuciła dawno temu, zanim zdążyła się na dobre rozpalić. E-papierosy miały to do siebie, ze nie śmierdziały i miały pyszne smaki. Seaton miała dwa ulubione - o smaku coli i taki, co smakował jak lodowy arbuz. Czy to była sugestia, że Paris, jeśli miała ochotę, może jej towarzyszyć? Pewnie tak.
Paris Laroche