i kinda wanna leave this party and drive into the ocean
: pt maja 01, 2026 10:22 pm
Daisy miała fajny tyłek, więc było się o co martwić. Szkoda, żeby złapała wilka. Tylko co to właściwie znaczyło? Ojciec straszył w ten sposób Kirę i jej siostry, kiedy siadały na krawężniku przy domu. Najmłodszej Finch do tego stopnia wkręciło się to powiedzenie, że naprawdę zapragnęła mieć wilka. Takiego prawdziwego, prosto z lasu. Dopiero April uświadomiła jej, że wcale nie chodzi o zwierzę, a o zapalenie pęcherza.
— Uważasz, że nie zdołałybyśmy przegadać o pogodzie całej nocy, zmieniając rozmowę w najbardziej fascynującą debatę wszechczasów? To przykre, że tak sądzisz, Daisy — wydęła usta w udawanym smutku. Jeszcze chwila i weźmie ją za jakąś nudziarę!
Doskonale wiedziała, że Whitmore chodziło o brudy, a nie o przyziemną gadkę. A Kira miała za uszami dużo brudów. Nie dosłownie, bo przecież kąpała się przed wyjściem, ale w przenośni było ich całe mnóstwo. Ale kiedy menadżerka wyskoczyła z tym biciem, Finch prawie zadławiła się kruchym ciastkiem, które właśnie wcisnęła sobie do ust. Aż musiała odkaszlnąć i zapić to winem. A potem zaśmiała się tak głośno, że przez chwilę nie potrafiła nad tym opanować.
— Tak, co weekend walczę w klatkach — powiedziała w końcu, siląc się na poważny ton. — Czyś ty zwariowała? Absolutnie nie robię takich rzeczy — zaprzeczyła natychmiast, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. — W opuszczonych magazynach organizowane są imprezy, o których wiedzą tylko wtajemniczone osoby. Najczęściej tańczy się tam do techno i zażywa nielegalne substancje. Ale nikt tam z nikim się nie bije. No chyba, że czasami ktoś wda się w bójkę. Wtedy dają sobie po mordach i nie ma tematu — wzruszyła lekko ramionami, jakby to była całkiem normalna sprawa. — Serio myślisz, że ryzykowałabym obicie takiej twarz? — westchnęła ciężko, ale tym razem była całkiem poważna. Jakoś nie widziało jej się łazić z krzywą przegrodą nosową i powybijanymi zębami, które pewnie i tak zastąpiłaby protezą. Albo złotymi kłami, żeby widać było pieniądz.
Można było się domyśleć, że Daisy nie miała na swoim koncie jakichś większych wybryków. A mimo to Kira w niemałym szoku, kiedy zaczęła opowiadać jej o koncercie Green Day. Zaczęło się całkiem niewinnie i już podejrzewała, że Whitmore po prostu wykorzystała swoją dziennikarską plakietkę albo fakt, że była żoną sławnego hokeisty. Nie zdziwiłoby ją nawet, gdyby wciągnęła w to Richarda, który - jako redaktor naczelny - miał jakieś wpływy. Ale żeby ukraść bilety jakimś szczylom? Dobra, tego się po niej nie spodziewała.
— Wow — uniosła ręce, jak na tym memie watch out guys, we've got a badass over here. — Wow — powtórzyła, ale zaraz znów zarechotała głośno, a jej śmiech poniósł się po całej dzielnicy. — Daisy Whitmore, dla takich jak ty, jest specjalne miejsca w piekle. Byłam przekonana, że jedyne, co kiedykolwiek okrutnego zrobiłaś, to zamrożenie wody po parówkach w pojemniku na kostki lodu. Albo, sama nie wiem, że przyklejałaś do chodnika monety, które ktoś potem próbował podnieść. Ale coś takiego? To najokrutniejsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić — podsumowała, ale zamiast pokręcić głową z niedowierzaniem, pokiwała ją z nieukrywaną aprobatą. Nawet wystawiła ręką, żeby poklepać ją po ramieniu, taka była z niej dumna. — Najważniejsze, że koncert by tego wart. A dla dzieciaka na pewno była to doskonała nauczka przyjemność. Uczysz i bawisz jednocześnie — puściła do niej oko i przyssała się do butelki z szampanem, którą po chwili wcisnęła w dłonie Whitmore. W takim tempie, to zaraz porobią się tymi bąbelkami. Ważne, żeby tylko nie spadły z dachu, a dalej jakoś to będzie.
— No dobra, skoro brudy mamy za sobą — zaczęła i sięgnęła do kieszeni marynarki, gdzie trzymała paczkę papierosów. — To teraz powiedz mi o czymś, czego nigdy nie robiłaś, a bardzo chciałabyś spróbować. Chcesz? — zapytała, kiedy wyciągnęła zębami jedną fajkę, a resztę skierowała w stronę Daisy.
i wanna know all the little things about you
— Uważasz, że nie zdołałybyśmy przegadać o pogodzie całej nocy, zmieniając rozmowę w najbardziej fascynującą debatę wszechczasów? To przykre, że tak sądzisz, Daisy — wydęła usta w udawanym smutku. Jeszcze chwila i weźmie ją za jakąś nudziarę!
Doskonale wiedziała, że Whitmore chodziło o brudy, a nie o przyziemną gadkę. A Kira miała za uszami dużo brudów. Nie dosłownie, bo przecież kąpała się przed wyjściem, ale w przenośni było ich całe mnóstwo. Ale kiedy menadżerka wyskoczyła z tym biciem, Finch prawie zadławiła się kruchym ciastkiem, które właśnie wcisnęła sobie do ust. Aż musiała odkaszlnąć i zapić to winem. A potem zaśmiała się tak głośno, że przez chwilę nie potrafiła nad tym opanować.
— Tak, co weekend walczę w klatkach — powiedziała w końcu, siląc się na poważny ton. — Czyś ty zwariowała? Absolutnie nie robię takich rzeczy — zaprzeczyła natychmiast, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. — W opuszczonych magazynach organizowane są imprezy, o których wiedzą tylko wtajemniczone osoby. Najczęściej tańczy się tam do techno i zażywa nielegalne substancje. Ale nikt tam z nikim się nie bije. No chyba, że czasami ktoś wda się w bójkę. Wtedy dają sobie po mordach i nie ma tematu — wzruszyła lekko ramionami, jakby to była całkiem normalna sprawa. — Serio myślisz, że ryzykowałabym obicie takiej twarz? — westchnęła ciężko, ale tym razem była całkiem poważna. Jakoś nie widziało jej się łazić z krzywą przegrodą nosową i powybijanymi zębami, które pewnie i tak zastąpiłaby protezą. Albo złotymi kłami, żeby widać było pieniądz.
Można było się domyśleć, że Daisy nie miała na swoim koncie jakichś większych wybryków. A mimo to Kira w niemałym szoku, kiedy zaczęła opowiadać jej o koncercie Green Day. Zaczęło się całkiem niewinnie i już podejrzewała, że Whitmore po prostu wykorzystała swoją dziennikarską plakietkę albo fakt, że była żoną sławnego hokeisty. Nie zdziwiłoby ją nawet, gdyby wciągnęła w to Richarda, który - jako redaktor naczelny - miał jakieś wpływy. Ale żeby ukraść bilety jakimś szczylom? Dobra, tego się po niej nie spodziewała.
— Wow — uniosła ręce, jak na tym memie watch out guys, we've got a badass over here. — Wow — powtórzyła, ale zaraz znów zarechotała głośno, a jej śmiech poniósł się po całej dzielnicy. — Daisy Whitmore, dla takich jak ty, jest specjalne miejsca w piekle. Byłam przekonana, że jedyne, co kiedykolwiek okrutnego zrobiłaś, to zamrożenie wody po parówkach w pojemniku na kostki lodu. Albo, sama nie wiem, że przyklejałaś do chodnika monety, które ktoś potem próbował podnieść. Ale coś takiego? To najokrutniejsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić — podsumowała, ale zamiast pokręcić głową z niedowierzaniem, pokiwała ją z nieukrywaną aprobatą. Nawet wystawiła ręką, żeby poklepać ją po ramieniu, taka była z niej dumna. — Najważniejsze, że koncert by tego wart. A dla dzieciaka na pewno była to doskonała nauczka przyjemność. Uczysz i bawisz jednocześnie — puściła do niej oko i przyssała się do butelki z szampanem, którą po chwili wcisnęła w dłonie Whitmore. W takim tempie, to zaraz porobią się tymi bąbelkami. Ważne, żeby tylko nie spadły z dachu, a dalej jakoś to będzie.
— No dobra, skoro brudy mamy za sobą — zaczęła i sięgnęła do kieszeni marynarki, gdzie trzymała paczkę papierosów. — To teraz powiedz mi o czymś, czego nigdy nie robiłaś, a bardzo chciałabyś spróbować. Chcesz? — zapytała, kiedy wyciągnęła zębami jedną fajkę, a resztę skierowała w stronę Daisy.
i wanna know all the little things about you