Strona 3 z 3

darling, everyday feels like a Monday

: czw maja 14, 2026 7:39 am
autor: caspian marshall
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐

darling, everyday feels like a Monday

: pn maja 25, 2026 11:07 pm
autor: Elena Santorini
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



cucciolo・。☽*

darling, everyday feels like a Monday

: wt maja 26, 2026 2:35 am
autor: caspian marshall
you’re so beautiful,
i don’t want to turn away…

sen na jawie

Inaczej nie dało się tego wytłumaczyć. Tego uczucia ekstazy, tej fali emocji, która uderzała w jego serce od środka niczym wzburzone morze o skały. Myślał, że ten natłok minie tak szybko, jak mijała rozkosz, że wystarczy kilka głębszych oddechów, kilka sekund ciszy i wszystko wróci na swoje miejsce. Ale tak się nie stało. Pierwszy raz czuł, że chciał... w i ę c e j...

Uśmiechnął się, zerkając na jej buzię, tę bladą karnację spowitą kilkoma pocałunkami słońca w formie piegów na nosie, długie czarne rzęsy, brązowe tęczówki zmieniające kolor w zależności od światła znajdującego się w pokoju... te miękkie włosy, którymi tak bardzo się zachwycał, gdy w tamtym momencie powoli przesuwał dłonią po jej głowie. - Musisz - odparł szybko, wyraźnie niezadowolony z faktu, że w ogóle wzięła pod uwagę jakąkolwiek opcję wyjścia z jego mieszkania. Przejechał opuszkami palców po jej policzku i odgarnął kosmyk włosów, wsuwając go za jej ucho. Przyglądał jej się uważnie, czując ten leciutki ciężar spoczywający na jego klatce piersiowej, a z każdym powolnym oddechem miał wrażenie, jakby jego mostek wraz z żebrami zapadał się coraz niżej, a serce zaczynało bić coraz szybciej. Mógłby przysiąc, że w tamtym momencie mógłby trzymać ją w swoich objęciach już zawsze...
Łabądek, który zabłądził gdzieś pośrodku ciemnego jeziora i odnalazł swoją drogę do mężczyzny, który nocą, z latarką w dłoni, chciał po prostu znaleźć kąt, by usiąść i odpocząć od tego wszystkiego, co działo się wokół niego...
- Pensi davvero che ti lascerò andare via così, come l'ultima volta che mi hai lasciato? - uniósł brew, zsuwając dłonie na jej pośladki, po czym przysunął ją wyżej, na tyle, by jej twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od jego. Zahaczył nosem o jej nos, przechylając głowę tylko na tyle, by złożyć na jej ustach krótki pocałunek. - Non penserai mica che io sia stupido, vero... mio piccolo e bellissimo cigno? - mruknął, a w tym samym momencie przesunął ją z siebie, podniósł się, zgarnął swoje bokserki i wsunął je na siebie. Chwycił laskę, po czym oparł się na niej, zerkając na nią posępnie. - Nigdzie się nie ruszasz, Santorini. - Po części zabrzmiało to niczym groźba, choć zupełnie niewinna. Nie niebezpieczna. Przynajmniej w jego głowie.

Ruszył w kierunku drzwi, chwycił klucze ze stołu, podszedł do wejścia, przekręcił zamek, a potem schował je do jednej z szuflad w kuchni. Nalał wody do szklanki i wrócił do niej. Wyglądała cholernie prześlicznie. Nawet gdyby chciał odwrócić wzrok od jej pięknego ciała, od tych roztargnionych włosów i skóry wciąż noszącej ślady ich bliskości, zrobiłby sobie tym tylko cholerny disservice.
Usiadł na skraju łóżka i położył szklankę wody na szafce nocnej po jej stronie - Schowałem klucze. Wypuszczę cię rano - stwierdził, wysuwając dłoń w kierunku jej policzka, by po chwili wsunąć palce głębiej w jej włosy i przysunąć ją do siebie. - Inne wyjście to balkon, ale nie chcę cię mieć na sumieniu. - Nachylił się, przesuwając nosem po jej długiej szyi, a zaraz potem zaczął składać na niej powolne pocałunki. - Resta con me - wyszeptał pomiędzy nimi, zanim odsunął się na moment, by spojrzeć jej prosto w oczy. - Per favore.

Miała go na wyciągnięcie ręki. Na jedno skinienie palcem. Mogła rozdeptać jego serce na drobny pył, a on najpewniej jeszcze spojrzałby na nią spod uniesionej brwi i zapytał, czy naprawdę tylko na tyle ją stać. O s z a l a ł.
Całkowicie.

W sposób, który powinien go przerażać, a jednak zamiast strachu czuł tylko tę nieznośną, palącą potrzebę, by była bliżej. Jeszcze bliżej. Tak blisko, żeby nie mogła znowu zniknąć. Stracił rozum i w dalszym ciągu zastanawiał się, czy było to coś, z czym powinien walczyć, czy może po prostu poddać się temu nieznajomemu uczuciu, które ogarnęło jego duszę i serce w momencie, gdy ona po prostu spojrzała na niego tamtego dnia. Gdy zaczęła mu pyskować, bawić się w grę, którą oboje wymyślili bezsłownie.
Chciał ją poznać. Chciał, pierwszy raz od bardzo dawna, pozwolić komuś poznać siebie, ale nie był pewien, czy to dobrze się skończy. Nie tylko dla niej. Dla niego. Dla nich obojga. Ale kto normalny wchodzi w głąb ciemnego lasu albo zanurza się w głębokim jeziorze z nadzieją doświadczenia czegoś ekscytującego, wiedząc, że najpewniej czeka go marny koniec? No właśnie.

Caspian już zrobił krok naprzód...

...teraz następny ruch należał do Eleny.

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐

darling, everyday feels like a Monday

: wt maja 26, 2026 12:25 pm
autor: Elena Santorini
W jej głowie nawet sprawa zostania na noc była skomplikowana i zależna w pełni od drugiej osoby.
Oczywistym było, że wolała nocować w pięknych posiadłościach i mieszkaniach na szczytach wieżowców niż we własnej zapyziałej dziurze w Parkdale. Lubiła budzić się do przygotowanego śniadania bądź przyniesionej kawy, lubiła być r o z p i e s z c z a n a.
Ale pozwalała sobie na to wyłącznie wtedy, gdy druga osoba również rozumiała ich układ.
Gdy jej czyny nie były interpretowane jako chęć nawiązania dłuższej relacji. Santorini była uczulona na samą koncepcję bycia w związku, choć nie do końca zdawała sobie z tego sprawę w świadomy sposób. Nie lubiła gdy robiło się zbyt poważnie, nie lubiła czuć na sobie presji bycia tą, która spełnia czyjeś romantyczne oczekiwania. Układy jednorazowe były jej na rękę - ponieważ nie wymagały głębi, bliższego poznania, czegoś, co zwykle jej nie interesowało i na co sobie nie pozwalała. Nie dopuszczała zbyt blisko siebie nawet przyjaciół zdobytych w Toronto, z pewnością nie zamierzała odsłaniać się przed mężczyzną, który postawił jej kolację i zabrał do swojego mieszkania.
A jednak nie potrafiła się ruszyć z miejsca.
Tkwienie przy nim, gorąco jego skóry w kontakcie z jej własną, spojrzenie ciemnych oczu wodzące po jej twarzy, to wszystko wydawało jej się w ł a ś c i w e. Sprawiało, że instynkt, który zwykle wymagał od niej ruchu, teraz pozostawał uśpiony. Nagle w tym miejscu było jej wygodnie, zbyt wygodnie by miała z tego zrezygnować.
Jej serce podjechało niemal do samego gardła gdy chwycił za jej pośladki i pociągnął ją w górę. Uśmiech rozchylił jej usta w reakcji tak bezwarunkowej, że nie zdążyła o tym w ogóle pomyśleć. Sposób, w jaki do niej mówił również był dla niej w ł a ś c i w y. Szarpał za struny w jej sercu w sposób, którego nie były w stanie osiągnąć zwykłe komplementy.
A może nie chodziło o słowa, a o to, kto je wypowiadał.
Zaśmiała się cicho, zrzucona z jego ciała na miękką pościel. Bezwstydnie wodziła za nim wzrokiem gdy zgarniał swoje bokserki, zostawiając ją w łóżku z ostrzeżeniem. Santorini nie była osobą, która łamała wyznaczone jej zasady.
A przynajmniej nie zamierzała złamać tej.
- Hai intenzione di chiudermi a chiave qui con te? - odrzuciła z westchnieniem, drocząc się z tym p i ę k n y m mężczyzną, który wydawał się niezdolny do skrzywdzenia jej w sposób, który sugerowała. Ich rodzaje krzywdzenia były zupełnie innej natury. - Rozbity kieliszek wina, przetrzymywana kobieta. To nie będzie wyglądało dobrze w policyjnym raporcie.
Do jej uśmiechu wkradła się odrobina drapieżności, wraz z niewypowiedzianą groźbą czyhającą gdzieś w słowach - groźbą, która nie miała szans na spełnienie. C h c i a ł a tutaj zostać. Chciała czuć na sobie jego dotyk, jego palce na swoim policzku, w swoich włosach. Chciała dowiedzieć się, jakim człowiekiem był, chciała zwiedzić jego mieszkanie, chciała zjeść z nim śniadanie.
I to wszystko ją p r z e r a ż a ł o.
Ale czyż nie była mistrzynią w odsuwaniu od siebie tego, co niewygodne? Odsunęła tak całą swoją przeszłość, funkcjonując w tym przeklętym mieście, budując swoją karierę na przekór śmierci podążającej za nią krok w krok. Reperkusje podjętej przez nią decyzji tu i teraz malowały wyraźną ścieżkę w przyszłości ale potrafiła przymknąć na nią oko.
Potrafiła wkroczyć do tego lasu ignorując odległe nawoływanie polujących w nim wilków.
- Resterò - szepnęła w odpowiedzi, a uśmiech na jedno uderzenie serca zbladł na jej twarzy, niczym szczelina, w której pojawiło się coś prawdziwego i niewyuczonego. - Questo letto è comodo. - opadła z powrotem na poduszki, odnajdując dłonią jego własną - ciągnąc go za sobą. - E anche il proprietario non è niente male.
Przygryzła wargę, uśmiechając się prowokująco. Większość ich ubrań tkwiła porzucona na kanapie w salonie a ona zamierzała wziąć sobie do serca jego polecenie - nie zamierzała po nie wychodzić. Zamiast tego wsunęła się częściowo pod kołdrę, walcząc z chłodem wstępującym na miejsce poprzedniego gorąca.
- Hai un bel castello, ma vuoto - mruknęła, dopiero teraz rozglądając się po wnętrzu jego przestronnej sypialni. - Cosa fai qui dentro tutto il giorno? - dodała zaczepnie, wracając spojrzeniem do niego - spojrzeniem, w którym pojawiły się iskierki rozbawienia. - Nie wyglądasz na mężczyznę, który siedzi na kanapie i ogląda Love is Blind.

cucciolo・。☽*

darling, everyday feels like a Monday

: czw maja 28, 2026 12:20 pm
autor: caspian marshall
Samotność była mu czymś cholernie bliskim. Niemal ulubionym towarzyszem do spędzania czasu. Wolał ją od jakichkolwiek ludzi, bo samo spędzenie czasu z kimś bliskim, z przyjaciółmi, wymagało od niego nie lada wysiłku. Caspian nie rzucał słów na wiatr. Nie był też osobą, która mówiła tylko po to, by mówić, rzucając słowa na prawo i lewo. Zawsze wierzył, że jeśli nie ma się niczego do powiedzenia, niczego, co wniosłoby jakikolwiek sens do rozmowy, to lepiej było po prostu i najzwyczajniej się nie odzywać.

Tak też było.
Do momentu, gdy ją poznał.
Nagle jego naturalna stoickość… jego małomówność… po prostu w y p a r o w a ł y. Nagle miał dużo do powiedzenia. Cholernie dużo. Nie chciał się zmienić, bo lubił siebie, ale Elena Santorini wydzierała z niego taką wersję, której momentami nie poznawał. A jednak nie była mu zupełnie obca. Była czymś, do czego mógłby się przyzwyczaić.
A ten uśmiech, którym go obdarzyła, gdy przysunął ją do siebie…
Mógłby dosłownie z a b i ć, żeby zobaczyć to przepiękne zjawisko jeszcze raz. Wyglądała nieziemsko. Niczym spadająca gwiazda albo meteor, który przecina ciemne niebo w najmniej oczekiwanym momencie. Zjawisko, które zapiera dech w piersi, a zanim zdążysz wyciągnąć telefon, żeby w jakikolwiek sposób je upamiętnić, ono już dawno znika. Zostawia po sobie tylko obraz wygrawerowany głęboko w pamięci.

Ruszając w kierunku wyjścia z pokoju, zanim jeszcze zdążył przekroczyć próg, zerknął na nią, gdy zadała mu pytanie. To tylko wywołało niesforny uśmiech na jego twarzy, zanim dopowiedział, - Ma non è forse ovvio, mia bella? - Nie czekając na jej odpowiedź, ruszył zawzięcie, wspierając się na lasce, by wykonać swoją misję. Wrócił chwilę później ze szklanką wody i ogłosił jej swój nikczemny plan, który w żadnym wypadku nie zakładał jej wyjścia z domu.
Siedząc na krawędzi łóżka, blisko niej, wsunął dłoń w jej włosy, a kącik jego ust drgnął delikatnie. - Powiem im, że znęcałaś się nad kaleką… Że tak bardzo spodobało ci się moje towarzystwo, że nie chciałaś wyjść - prychnął pod nosem, wyraźnie dumny z tej genialnej anegdotki, zanim zanurzył usta w jej szyi i złożył na niej kilka krótkich pocałunków. Prosząc, żeby została.
Bał się.

Tego wszystkiego. Swoich uczuć, które wypełniały jego klatkę piersiową w wręcz duszący sposób, gdy patrzył na nią kilka sekund za długo… nawet gdy tylko o niej myślał. Nie przestawała pojawiać się na horyzoncie jego myśli, co tylko sprawiało, że czuł się nieswojo. Czy było to już zauroczenie tą baletnicą, czy jakaś chora, krótkotrwała obsesja, która minie w momencie, gdy ta zamknie za sobą drzwi jego mieszkania? Nie chciał się przekonywać. Chciał tkwić tu z nią tak długo, jak tylko mógł.

Poczuł szybsze bicie serca, a uśmiech spowił jego usta, gdy się zgodziła, ciągnąc go za sobą. Ułożył się bokiem tak, by objąć ją i wtulić w siebie. - Jest wygodniejsze dopiero teraz - mruknął w jej włosy, parskając na jej kolejny komplement. Nic jednak na to nie odpowiedział… no dobra, nie mógł się powstrzymać i wyrzucił z siebie po chwili, - Un complimento? Per caso quella bisbetica ha iniziato a farmi simpatia? - Odgarnął jej włosy do tyłu, odsłaniając jej szyję, po czym przejechał po niej nosem. Odsunął kołdrę, by mogła ułożyć się wygodniej, przykrył ją, a potem sam wsunął się pod materiał i przysunął do niej jeszcze bliżej, choć bliżej naprawdę już się nie dało. - mhm, manca la principessa - odparł na jej kolejne stwierdzenie. Mogła zinterpretować to, co odpowiedział, jak tylko chciała, ale wizja tego, że spędziłaby tu więcej czasu niż tylko noce, była bardzo przyjemna.

Marshall starał się nie spędzać zbyt dużo czasu w mieszkaniu. Zagubiony we własnych, smutnych myślach. Flashbackach tamtych długich nocy, gdy dźwięki strzałów, krzyków i płaczu wypełniały jego głowę do takiego stopnia, że powodowały bezsenność. Teraz, trzymając ją w swoich ramionach, czuł się zrelaksowany. Choć raz… na swój sposób… b e z p i e c z n y? Nie potrafił tego opisać - love is blind? - zapytał, unosząc się delikatnie, by spojrzeć na jej twarz pod lepszym kątem. Była tak naturalnie piękna.
- Nie oglądałem tego, ale słyszałem, że dziewczyna, którą znam, brała w tym udział. A ty oglądasz to między występami? - Wolał ominąć fakt, że się z nią przespał, bo takich informacji chyba nie daje się od razu osobie, której nie chciało się wkurzyć. Choć nawet nie wiedział, czy wywołałoby to w Elenie jakąkolwiek reakcję, jednak wolał nie ryzykować. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to tam szło. - Słucham muzyki, palę… czasami napiszę coś w moim dzienniku… - nachylił się, składając pocałunek na jej policzku. - Raczej staram się unikać tego miejsca. - Położył się za nią z powrotem, przejeżdżając dłonią po jej nagim ciele, zanim przycisnął ją do siebie i wyszeptał wprost do jej ucha, - dormi, mi principessa.

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐

darling, everyday feels like a Monday

: wt cze 02, 2026 1:43 pm
autor: Elena Santorini
Samotność była skomplikowanym zagadnieniem.
Niegdyś była dla niej czymś pożądanym - w czterech ścianach posiadłości pełnej od członków jej rodziny oraz zatrudnionych pracowników trudno było wykroić dla siebie kawałek niezależności, której tak desperacko pragnęła. Na głos marzyła o dniu, w którym przyjdzie jej się wyprowadzić, zamieszkać we własnym mieszkaniu, być może bliżej centrum. Tłumaczyła, że przebywała z rodziną ze zwyczajnej wygody.
W praktyce prywatność odpowiadała jej tak długo, jak za ścianą słyszała głosy osób wciąż będących blisko.
Nienawidziła samotności w Toronto, a jednocześnie to do niej uciekała od każdej osoby, która usiłowała się do niej zbliżyć. Wycofywała się do wynajmowanego mieszkania, w którym nie lubiła przebywać - ale wyłącznie wtedy, gdy rzeczy stawały się zbyt jej bliskie. Ceniła sobie powierzchowność relacji, to uczucie bycia samotnym w tłumie, które dla wielu bywało dobijające, a dla niej stanowiło podporę. Świadomość tego, że ktoś był blisko, a jednak niewystarczająco by jej dosięgnąć, ponieważ wciąż potrzebowała swojej niezależności.
Nie tym było dla niej to mieszkanie.
Ten drobny akt zostania na noc w łóżku poznanego przez siebie mężczyzny - coś, co robiła wielokrotnie wcześniej i nie zostawiało na jej duszy żadnego śladu. Tym razem było inaczej. Tym razem coś przestawiało się w jej sercu, elementy wpadały w miejsca, w których od dawna hulał wyłącznie wiatr, siejąc w niej uczucie na pograniczu szczęścia a panicznego strachu.
Bała się.
Tego, w jaki sposób jej ciało reagowało na jego obecność. To jak kąciki jej ust same uniosły się w górę gdy śmiało wspomniał o brakującej w zamku księżniczce. Jak ciepło rozlało się po jej klatce piersiowej gdy narzucił na nich kołdrę i przyciągnął ją bliżej, tam, gdzie czuła jego gorącą skórę na swojej. Jego nos kreślił szlaki gęsiej skórki na jej szyi, jego słowa sprawiały, że jej oddech przyśpieszał. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem czuła się w ten sposób.
Czy kiedykolwiek.
- To nie jest rozrywka w moim typie - odparła, zaprzeczając jego pytaniu z nutą rozbawienia. Chłonęła jego odpowiedź, słowo po słowie, z uwagą, której nie była całkowicie świadoma. Nic o nim nie wiedziała, nigdy wcześniej jej to nie przeszkadzało - a jednak teraz myśl, że miałaby zasnąć w tym z a m k u u boku księcia wydawała jej się marnotrawstwem czasu, który mogliby spędzić w inny sposób. - Palisz i piszesz w dzienniku. Bardzo zajmujące zajęcia - dodała zaczepnie, bezwiednie sięgając dłonią do oplecionego wokół niej ramienia, kreśląc bliżej nieokreślone wzory palcami na powierzchni jego skóry. - Sei uno scrittore, cucciolo?
Jakaś jej cząstka chciała zaprotestować. Ta, która była spragniona wiedzy, dalszej rozmowy. Poniekąd była niewinna, dążyła do lepszego poznania - z innej zaś strony liczyła na to, że wiedza obedrze go z fascynacji, którą w nim pokładała. Przekształci z księcia zwykłego człowieka, od którego ze swobodą mogłaby się odsunąć, gdyby tego chciała - bo teraz, zapadając się w jego ramionach i czując własne, szaleńcze bicie serca w reakcji na jego dotyk, nie była taka pewna tego, czy byłaby w stanie to zrobić.
- Non voglio dormire - mruknęła niezadowolona, choć w jej głosie zabrakło nieco tej werwy, która zamieszkała w nim wcześniej. Błysk świateł nocnego miasta wpadający przez wielkie okna jego sypialni rozmywał się w jej oczach pomiędzy jednym mrugnięciem a drugim. To na niego mogła zrzucać to poczucie bezpieczeństwa, które wypełniało ją od środka - na przebywanie w dzielnicy, w której gdzieś tam, za ścianami tego budynku, znajdowali się inni ludzie. Na tłum, w którym mogła zniknąć, a nie na mężczyznę trzymającego ją mocno przy sobie.
Mężczyznę, który w tych chwilach, gdy jej powieki się zamykały, stawał się jedynym, czego była świadoma.
- Spero che tu mi svegli con la colazione e il caffè - mruknęła, chłonąc jego zapach, wypełniający całą przestrzeń wokół niej. - Inaczej mogę wezwać policję.

cucciolo・。☽*

darling, everyday feels like a Monday

: śr cze 03, 2026 3:17 am
autor: caspian marshall
when i close my eyes,
every thought i think...
trigger warning
ptsd, przemoc
Jej obecność działała na niego kojąco.

Czuł się pełen… jakby w końcu znalazł w niej odpowiedź na wszystkie pytania, które sobie zadawał. Samotność była nieodłącznym elementem jego życia. Przywykł do niej, lubił ją… była zwieńczeniem tego, na co zasługiwał. Czarna owca sprawiająca problemy, przynosząca ze sobą nic więcej, jak tylko chmurę nieszczęść. Tak myślał właśnie aż do teraz. Może Elena była zakończeniem tej złej passy? Sygnałem… znakiem, że może w końcu odnalazł osobę, którą mógłby się zaopiekować? Sprawić, że będzie się przy nim czuć bezpiecznie? Wiedział to… czuł to w każdej materii ciała, w kościach… w każdym bąbelku powietrza, który wypełniał jego płuca, że zrobi wszystko, by tak właśnie się czuła. Żeby nawet przez moment nie wątpiła w to, jak bardzo chciałby, żeby w jego ramionach czuła się, jakby była w swoim… domu. Tego właśnie pragnął i był gotów odłożyć własne pragnienia czy też żądze na bok, tak długo, jak będzie miał pewność, że ona będzie...

... s z c z ę ś l i w a.

Prychnął pod nosem, przyciągając ją bliżej siebie. - Widziałaś, która jest godzina? Za późno na zabawę - odparł, jak gdyby sam fakt, że było późno, w ogóle go obchodził. Był nocną sówką. Uwielbiał spędzać wolne chwile nocami. Uważał je za piękniejsze niż najjaśniejsze dni. Miasto wtedy było ciche, powietrze rześkie, a światło, jakie emanowało z księżyca, było czymś nie do opisania. Zdecydowanie noc była jego ulubioną porą doby. - No widzisz, jak dużo już się o mnie dowiedziałaś? - Zatopił nos w jej szyi, obdarowując ją krótkimi pocałunkami. - E ti piacerebbe essere la protagonista del mio prossimo capitolo? - mruknął cicho i przeciągle w odpowiedzi na jej pytanie, czując przyjemne dreszcze przechodzące przez całe ciało, gdy zakreślała nieznane mu szlaczki na jego ramieniu. Cholera.
Czuł się tak kurewsko szczęśliwy. - Ciii, mia piccola - pocałował ją w bark, szybko przyciągając ją jeszcze bliżej do siebie i zatapiając twarz pomiędzy poduszką a jej szyją. - la colazione a letto, me lo ricorderò - odparł od razu. - A teraz śpij, moja słodka. - Nie poczuł nawet, kiedy w tamtym momencie zasnął. Już dawno nie odpłynął tak szybko. Może to był fakt, że trzymał ją w swoich objęciach… czuł jej charakterystyczny, słodki zapach, pod palcami ciepło jej ciała, to, jak powoli unosiła się jej klatka piersiowa i opadała, gdy oddychała…

2 godziny później


Przebłysk światła momentalnie wypełnił jego sypialnię, doprowadzając do tego, że Caspian, zawieszony gdzieś pomiędzy snem a przebudzeniem, zupełnie zapomniał, że Elena znajdowała się z nim w łóżku. W jednej chwili wrócił front. Gwar, chaos, ten charakterystyczny dźwięk dronu rozrywający mu bębenki, migotanie świateł i latarek sygnalizujących, gdzie chowali się jego towarzysze… wrzask, k r e w… napastnicy. Wydusił z siebie niskie stęknięcie na pograniczu krzyku. Otworzył oczy w przerażeniu, ale nie potrafił zorientować się, co się działo. Jedyne, co wiedział w tamtym momencie, to to, że musiał się bronić. Nie mógł pozwolić się zaatakować.

w a l c z y ł

Czuł, jak zaciska dłonie na szyi przeciwnika. Jak ten szarpie się pod nim, walczy z nim, próbuje wydostać się z jego uścisku. To było prawie jak paraliż. Ciało działało za niego, odruchowo... bez pytania go o zgodę. W mgnieniu oka nachylał się nad swoją ofiarą. Dopiero wtedy naprawdę zobaczył, z kim walczył. Zobaczył, że pod jego uściskiem nie leżał żołnierz...a leżała Elena. Poluzował palce w przerażeniu, odsuwając się gwałtownie i opadając na bok w kompletnym szoku. Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Żadnych przeprosin. Niczego. Zdołał tylko spojrzeć na swoje dłonie, które jeszcze chwilę wcześniej zaciskały się na jej delikatnej szyi, i w tamtym momencie po prostu zapomniał, jak się oddycha. I nie był pewien, czy kiedykolwiek będzie w stanie sobie przypomnieć.

...it cuts me like a knife
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖˙◠˙ ִֶָ་࿐