i slumped on the jut of the cliff
: śr kwie 29, 2026 10:10 pm
Ta sprawa nie wpływała na nie najlepiej. Coraz częściej łapały się na tym, że warczą na siebie bez większego powodu. O ton głosu. O źle dobrane słowo. O to, która pierwsza odwróciła wzrok. Dlatego im szybciej dorwą sprawcę i domkną tę sprawę, tym lepiej. Jeśli tego nie zakończą, może się okazać, że zamiast planować ślub, będą planować, jak uprzejmie ignorować swoją obecność w jednym pomieszczeniu.
Przy śledztwie Nowego Początku same zapracowały sobie na to, że nie mogły liczyć na niczyją pomoc. To to był ich wybór. Były przekonane, że najlepiej poradzą sobie same. Bo przecież nikt nie zrozumie sprawy tak dobrze jak one. W teorii brzmiało to sensownie. W praktyce oznaczało to zamknięcie się w dość ciasnym kręgu własnych decyzji, błędów i niedopowiedzeń. Bez bufora i świeżego spojrzenia z zewnątrz. Zamiast tego miały tylko siebie, co zwykle było ich największą siłą, ale w takich momentach potrafiło stać się też największym ograniczeniem.
I teraz robiły dokładnie to samo. Znów działały na własną rękę. Znów pomijały innych, trochę z przyzwyczajenia, trochę z przekonania, że tak będzie lepiej, a trochę chyba już z czystej upartości. Bo skoro kiedyś podjęły taką decyzję, to przecież nie będą się teraz z niej wycofywać, prawda? Nawet jeśli wszystko wskazywało na to, że może jednak warto byłoby spróbować inaczej. Ale tym razem, mając na głowie media, musiały od razu wtajemniczyć we wszystko Sloana.
— Zmuś mnie — odwarknęła Langford, a w Miller aż się zagotowało.
— Jak ja cię, kurwa, zmuszę... — zaczęła, ale zanim zdążyła podejść szybkim krokiem do dziennikarki, operator Lars odciągnął ją do tyłu za rękaw płaszcza.
— Nie wygłupiaj się, Brenna — mruknął cicho. — Zwijajmy się stąd. Widzisz, że to zabrnęło za daleko. Pozwólmy działać policji — powiedział, ale nie brzmiał zbyt przekonująco. Był wyraźnie roztrzęsiony tym, co zobaczył. A przecież to było tylko truchło szczura. Aż strach pomyśleć, jak zareagowałby, gdyby zobaczył na miejscu zbrodni ciało dziecka, które technicy szczelnie skrywali za parawanami.
— O czym tym mówisz? — prychnęła dziennikarka, wyszarpując się z jego żałosnego uścisku. — Morderca zostawił mi notkę. Chciał, żebym to znalazła — w tym miejscu zamaszystym gestem ręki wskazała na rozłożone na podłodze narzędzia. — Nie rozumiesz, że to musi coś oznaczać?
Oczywiście, że to coś oznaczało. Zaylee również tak uważała. Przede wszystkim oznaczało to jedno - Langford powinna wypierdalać stąd w podskokach.
— Dzwonisz do Sloana, czy ja mam to zrobić? — zwróciła się do Swanson, przestępując ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę. Nie powinny dłużej zwlekać. Nie miała już siły użerać się z Langford i jej przydupasem. Już i tak czekała je konfrontacja z zastępcą komendanta, który na pewno zacznie suszyć im głowę, dlaczego nie poinformowały go wcześniej o tym, co udało im się ustalić i dlaczego przyjechały nad jezioro bez wsparcia. I to na pewno nie będzie przyjemna pogawędka.
Evina J. Swanson
Przy śledztwie Nowego Początku same zapracowały sobie na to, że nie mogły liczyć na niczyją pomoc. To to był ich wybór. Były przekonane, że najlepiej poradzą sobie same. Bo przecież nikt nie zrozumie sprawy tak dobrze jak one. W teorii brzmiało to sensownie. W praktyce oznaczało to zamknięcie się w dość ciasnym kręgu własnych decyzji, błędów i niedopowiedzeń. Bez bufora i świeżego spojrzenia z zewnątrz. Zamiast tego miały tylko siebie, co zwykle było ich największą siłą, ale w takich momentach potrafiło stać się też największym ograniczeniem.
I teraz robiły dokładnie to samo. Znów działały na własną rękę. Znów pomijały innych, trochę z przyzwyczajenia, trochę z przekonania, że tak będzie lepiej, a trochę chyba już z czystej upartości. Bo skoro kiedyś podjęły taką decyzję, to przecież nie będą się teraz z niej wycofywać, prawda? Nawet jeśli wszystko wskazywało na to, że może jednak warto byłoby spróbować inaczej. Ale tym razem, mając na głowie media, musiały od razu wtajemniczyć we wszystko Sloana.
— Zmuś mnie — odwarknęła Langford, a w Miller aż się zagotowało.
— Jak ja cię, kurwa, zmuszę... — zaczęła, ale zanim zdążyła podejść szybkim krokiem do dziennikarki, operator Lars odciągnął ją do tyłu za rękaw płaszcza.
— Nie wygłupiaj się, Brenna — mruknął cicho. — Zwijajmy się stąd. Widzisz, że to zabrnęło za daleko. Pozwólmy działać policji — powiedział, ale nie brzmiał zbyt przekonująco. Był wyraźnie roztrzęsiony tym, co zobaczył. A przecież to było tylko truchło szczura. Aż strach pomyśleć, jak zareagowałby, gdyby zobaczył na miejscu zbrodni ciało dziecka, które technicy szczelnie skrywali za parawanami.
— O czym tym mówisz? — prychnęła dziennikarka, wyszarpując się z jego żałosnego uścisku. — Morderca zostawił mi notkę. Chciał, żebym to znalazła — w tym miejscu zamaszystym gestem ręki wskazała na rozłożone na podłodze narzędzia. — Nie rozumiesz, że to musi coś oznaczać?
Oczywiście, że to coś oznaczało. Zaylee również tak uważała. Przede wszystkim oznaczało to jedno - Langford powinna wypierdalać stąd w podskokach.
— Dzwonisz do Sloana, czy ja mam to zrobić? — zwróciła się do Swanson, przestępując ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę. Nie powinny dłużej zwlekać. Nie miała już siły użerać się z Langford i jej przydupasem. Już i tak czekała je konfrontacja z zastępcą komendanta, który na pewno zacznie suszyć im głowę, dlaczego nie poinformowały go wcześniej o tym, co udało im się ustalić i dlaczego przyjechały nad jezioro bez wsparcia. I to na pewno nie będzie przyjemna pogawędka.
Evina J. Swanson