Whatermelon
: śr maja 13, 2026 7:58 am
Lilian jedynie prychnęła rozbawiona stwierdzeniem Maxa, odnoszącym się do jej specyficznego sposobu proszenia o podwózkę. Ta rozmowa, odkąd jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, zboczyła na dziwny tor, więc po prostu dostosowała się do sytuacji i nie skąpiła żartobliwie-ironicznych tekstów.
Rzucałe one stosunkowo swobodną atmosferę między tę dwójkę, dlatego Lilian intuicyjnie pozwoliła sobie na odrobinę otwartości oraz wścibstwa, które kryło się w każdym następnym pytaniu. Obecnie nie mogli być już bliżej. Definitywnie świadczyły o tym uda dziewczyny bezwstydnie zaciśnięte wokół bioder Maximiliana oraz jego dłoń tak śmiało i zaborczo ułożona na jej nodze.
— Fińskie — powtórzyła raz jeszcze, po czym potaknęła co zapewne wyczuł na swoim ramieniu. Potem w skupieniu wysłuchała reszty, ale nie zamierzała odnosić się do tego ani słowem. Każda rodzina miała swoje perypetie; w każdej znalazłyby się trudne bądź wstydliwe historie. Wiedziała to i jak dotąd starała się nie oceniać ludzi wyłącznie przez pryzmat ich nazwiska czy przeszłości, na którą często nie mieli żadnego wpływu.— Mój ojciec nie żyje. Zmarł, kiedy byłam w ostatniej klasie liceum. — Chociaż nie pytał, to postanowiła podzielić się z nim niewielkim kawałkiem swojej przeszłości. Nie miał pojęcia, ale właśnie od śmierci pana Davenport życie Lilian zaczęło gwałtownie się sypać. Miesiąc po miesiacu, coraz bardziej poddawała się woli babki, która w imię rodzinnych obowiązków, nakładała na wnuczkę niezdrową presję.
Było jej często wstyd, ale bywały wieczory, kiedy nie wiedziała czy tęskniła bardziej za ojcem, czy za tym złudnym poczuciem wolności.
W momencie, w ktrym Max poprawił dłoń, mimowolnie drgnęła. Mógł wyczuć na plecach chwilowe spięcie jej ciała, ale już po paru sekundach znowu swobodnie przylgnęła do jego pleców, niczym druga skóra.
— Nazwisko mam anielskie, ale jestem Kanadyjką. Urodziłam się w Oakville. To niedaleko Toronto — wyjaśniła, świadomie ignorując reszte wypowiedzi Maxa. Nie zamierzała zareagować na tę zaczepkę i wyjaśniać mu, jak bardzo potrafiła być groźna.
Cichy śmiech mężczyzny, dochodzący z dzielącej ich żadnej odległości, wybrzmiał wyjątkowo wyraźnie. Lilian odsunęła lekko głowę i znów przyjrzała się jego profilowi. Mokre włosy przykleiły mu się do czoła i skroni, a ona pod wpływem jakiegoś nagłego, trudnego do wyjaśnienia impulsu odgarnęła je delikatnie na bok.Kiedy zdała sobie sprawę z własnej bezmyślności, prędko zanurzyła dłoń pod wodę i odwróciła wzrok w kierunku brzegu. Udawała, że nic takiego nie zrobiła.
— Nie zwróciłam na to uwagi — przyznała zgodnie z prawdą, lekko drżącym głosem, który zdradził zażenowanie wcześniejszym występkiem. — Mam ulunione perfumy. Ciągle ich używam, to pewnie dlatego — dodała, przypomniawszy sobie o YLS Libre i Gucci Flora, które stosowała już bardziej okazjonalnie. — Czy na pewno mylące? — Wyciągnęła rękę z wody i po raz kolejny otuliła ramieniem szyję Maxa. Tak było znacznie wygodniej. — Faceci różnie do mnie mówili. Raz byłam słoneczkiem, kwiatuszkiem i uroczą serdelką, a innym razem głupią suką. Ale nikt mnie nigdy nie nazwał Jaśminkiem. W zależności od sytuacji wszystko może pasować — zażartowała.
Jak każda kobieta miała za sobą bardziej udane i nieudane związki, jak i randomowe sytuacje, w którch mężczyzny nie rozumieli odmowy. Wówczas wściekali się i w akcie irytacji używali nieuprzejmych epitetów. Czasem spróbowali dotknąć Lilian, jakby była sztucznym tworem, a nie żywym oraz czującym stworzeniem. Na szczęście każdorazowo udawało jej się umknąć przed takimi delikwentami.
— Ile masz lat? — Znowu wychyliła się w bok, aby spróbować spojrzeć mu w oczy. Do brzegu mieli jeszcze spory kawałek. — Jesteś już zmęczony? — dopytała pośpiesznie. Transport transportem, ale tak naprawdę miała siłę, aby dokończyć tę odległośc samodzielnie.
Rzucałe one stosunkowo swobodną atmosferę między tę dwójkę, dlatego Lilian intuicyjnie pozwoliła sobie na odrobinę otwartości oraz wścibstwa, które kryło się w każdym następnym pytaniu. Obecnie nie mogli być już bliżej. Definitywnie świadczyły o tym uda dziewczyny bezwstydnie zaciśnięte wokół bioder Maximiliana oraz jego dłoń tak śmiało i zaborczo ułożona na jej nodze.
— Fińskie — powtórzyła raz jeszcze, po czym potaknęła co zapewne wyczuł na swoim ramieniu. Potem w skupieniu wysłuchała reszty, ale nie zamierzała odnosić się do tego ani słowem. Każda rodzina miała swoje perypetie; w każdej znalazłyby się trudne bądź wstydliwe historie. Wiedziała to i jak dotąd starała się nie oceniać ludzi wyłącznie przez pryzmat ich nazwiska czy przeszłości, na którą często nie mieli żadnego wpływu.— Mój ojciec nie żyje. Zmarł, kiedy byłam w ostatniej klasie liceum. — Chociaż nie pytał, to postanowiła podzielić się z nim niewielkim kawałkiem swojej przeszłości. Nie miał pojęcia, ale właśnie od śmierci pana Davenport życie Lilian zaczęło gwałtownie się sypać. Miesiąc po miesiacu, coraz bardziej poddawała się woli babki, która w imię rodzinnych obowiązków, nakładała na wnuczkę niezdrową presję.
Było jej często wstyd, ale bywały wieczory, kiedy nie wiedziała czy tęskniła bardziej za ojcem, czy za tym złudnym poczuciem wolności.
W momencie, w ktrym Max poprawił dłoń, mimowolnie drgnęła. Mógł wyczuć na plecach chwilowe spięcie jej ciała, ale już po paru sekundach znowu swobodnie przylgnęła do jego pleców, niczym druga skóra.
— Nazwisko mam anielskie, ale jestem Kanadyjką. Urodziłam się w Oakville. To niedaleko Toronto — wyjaśniła, świadomie ignorując reszte wypowiedzi Maxa. Nie zamierzała zareagować na tę zaczepkę i wyjaśniać mu, jak bardzo potrafiła być groźna.
Cichy śmiech mężczyzny, dochodzący z dzielącej ich żadnej odległości, wybrzmiał wyjątkowo wyraźnie. Lilian odsunęła lekko głowę i znów przyjrzała się jego profilowi. Mokre włosy przykleiły mu się do czoła i skroni, a ona pod wpływem jakiegoś nagłego, trudnego do wyjaśnienia impulsu odgarnęła je delikatnie na bok.Kiedy zdała sobie sprawę z własnej bezmyślności, prędko zanurzyła dłoń pod wodę i odwróciła wzrok w kierunku brzegu. Udawała, że nic takiego nie zrobiła.
— Nie zwróciłam na to uwagi — przyznała zgodnie z prawdą, lekko drżącym głosem, który zdradził zażenowanie wcześniejszym występkiem. — Mam ulunione perfumy. Ciągle ich używam, to pewnie dlatego — dodała, przypomniawszy sobie o YLS Libre i Gucci Flora, które stosowała już bardziej okazjonalnie. — Czy na pewno mylące? — Wyciągnęła rękę z wody i po raz kolejny otuliła ramieniem szyję Maxa. Tak było znacznie wygodniej. — Faceci różnie do mnie mówili. Raz byłam słoneczkiem, kwiatuszkiem i uroczą serdelką, a innym razem głupią suką. Ale nikt mnie nigdy nie nazwał Jaśminkiem. W zależności od sytuacji wszystko może pasować — zażartowała.
Jak każda kobieta miała za sobą bardziej udane i nieudane związki, jak i randomowe sytuacje, w którch mężczyzny nie rozumieli odmowy. Wówczas wściekali się i w akcie irytacji używali nieuprzejmych epitetów. Czasem spróbowali dotknąć Lilian, jakby była sztucznym tworem, a nie żywym oraz czującym stworzeniem. Na szczęście każdorazowo udawało jej się umknąć przed takimi delikwentami.
— Ile masz lat? — Znowu wychyliła się w bok, aby spróbować spojrzeć mu w oczy. Do brzegu mieli jeszcze spory kawałek. — Jesteś już zmęczony? — dopytała pośpiesznie. Transport transportem, ale tak naprawdę miała siłę, aby dokończyć tę odległośc samodzielnie.