when we meet again
: sob maja 30, 2026 12:58 pm
Odpowiedzialność była zdecydowanie ważny czynnikiem dorosłości, lecz Nico nie miał zamiaru odbierać sobie radości z życia tylko dlatego, że coś nie wypadało. Nie jedna osoba stwierdzi, że nie było to dobre podejście do życia, lecz wyznawał podobną zasadę co Lilian — był starszy, ale nie był stary, więc póki mógł korzystać ze swojej młodości oraz braku większych zobowiązań, to miał zamiar czerpać z życia garściami; nawet jeśli wiązało się to z popełnieniem potencjalnego błędu. Przez ułamek sekundy pomyślał, że zbliżenie się do Davenport było czymś złym, czymś zdecydowanie nieodpowiedzialnym, zwłaszcza z punktu widzenia ich nieprzepracowanej relacji. Potem jednak spoglądał w jej oczy i zastanawiał się, czy wszystkie błędy były tak wyjątkowo piękne. Czy nigdy nie będzie czuł goryczy, a jedynie pewne podekscytowanie i ciekawość, co może przynieść mu przyszłość. Nie nastawiał się na żaden określony rozwój ich relacji, a mimo to każda wspólnie spędzona chwila cechowała się pewną emocjonalnością.
Nie było co ściemniać, Rosenhall lubił niezobowiązujący flirt, łechtało mu ego każde rozmarzone spojrzenie obcych dziewczyn, ale też nie nazywał siebie kobieciarzem. Miał świadomość, że gdzieś przyciągał do siebie płeć piękną, a jego mama zawsze powtarzała mu, że kobiety czują dobrych mężczyzn. Nico bezwątpienia się do nich zaliczał i to mniemanie nie wynikało z wysokiego ego, a jedynie z faktów i rzeczywistości, bo wiedział, że szeroki uśmiech i pełne zaufania spojrzenie, którym obdarowywał innych, sprawiało wrażenie, że pod tym wszystkim nie kryły się żadne niecne plany.
— Miałem znajomych, w Vancouver była to paczka ludzi z pracy, a tam przekrój wiekowy był o wiele bardziej widoczny. W Nowym Jorku mieliśmy grupę stricte ze studiów, ale tam raczej gustowali w domówkach niż spotkaniach na świeżym powietrzu. — Albo grille, nawet jakieś pool party w chacie jednego z bogatych dzieciaków, ale nic nie było na tyle swobodne i wyjątkowe, jak wskoczenie do jeziora ze swoją byłą. Spojrzał na nią z zaciekawieniem, obserwując jak podnosi się do pionu, a także ciekawy był historii jej kąpieli w jeziorze; jednak wieść, że wylądowała tam z jakimś innym typem, jakimś majstrem, który wrzucił ją do wody podczas drogi do sklepu budowlanego… Nicolaos zmarszczył nieznacznie brwi, patrząc na nią niezrozumiałym wzrokiem. — Musieliście przepłynąć przez jezioro do tego sklepu budowlanego? — zagadnął, z trudną zrozumiałą nutką w jego głosie. Ciężko było mu zwizualizować tę okazję, a mimo to poczuł również ciężkie uczucie w sercu… czego? Żalu? Zazdrości?
Nie pomyślał, że przemoczone ubrania będą dla nich kłopotem — że po wyjściu z wody będzie im chłodno, że istnieje wyższe ryzyko przeziębienia. Też nie pomyślał, że koszulka oblepi jego ciało, okazując, co miał pod spodem, ale to akurat mu nie przeszkadzało. I chwilę zajęło mu uświadomienie sobie, dlaczego Lilian tak mu się przyglądała, przez co walczył z ogromną chęcią zaśmiania się z jej reakcji, jednak zdusił to w sobie, nie chcąc jej zawstydzać. A poza tym, sam nie był lepszy, skoro walczył z własnym odruchem przesunięcia wzrokiem po jej sylwetce, jednak decydował się uciekać spojrzeniem lub twardo skupiać oczy wprost na jej tęczówkach, aby przypadkiem jej nie peszyć.
Nie miał wobec niej żadnych ukrytych zamiarów, sam nieco zastanawiał się, czy spędzenie czasu sam na sam w pustym domu, będzie odpowiednie. Byli jednak dorośli i ich decyzje, choć nie zawsze do końca dobre, były podejmowane zgodnie z ich intuicją. Teraz starał się myśleć tylko i wyłącznie racjonalnie, ignorując jakiekolwiek emocje, które mogły się w nim załączyć.
Droga minęła im dość sprawnie, zdecydowanie obydwoje byli mocno zdeterminowani, aby skryć się w ciepłym pomieszczeniu. Zaproszenie jej do domu rodzinnego odblokowało wiele wspomnień, w zasadzie w większości samych przyjemnych, kiedy ich miłość kwitła i wszyscy byli oczarowani ich dwójką, a także tym, jak dobrze się dogadywali. Byli naprawdę uroczą parą, czasami zapatrzoną w siebie aż za bardzo, ale przemawiało przez to głębokie uczucie, które Nico swego czasu myślał, że będzie na zawsze.
— Przyniosę ci ubrania — rzucił, machając ręką w kierunku głębi domu, jednocześnie dając jej znać, że nie ma się krępować. Przez te pięć lat niewiele się tu zmieniło. Może przez to miał takie mocne przeświadczenie, jakby czas cofnął się ku przeszłości, a oni właśnie wrócili z randki, w połowie zaczynając biec, aby uniknąć ulewy, która ich złapała? Porządził się w szafie swojej siostry, zabierając od niej jakiś dół, spodnie dresowe, które nie będą wisieć na Lilian tak bardzo, jakby dał jej coś swojego, jednak na tym zakończył obrabowywanie jej garderoby, po czym poszedł do siebie po jedną ze swoich bluz, aby szybko znaleźć się z powrotem na dole. Sam jeszcze nie zaczął się przebierać, jedynie ściągnął z siebie przemoczoną bluzę, ale nie chciał, aby dziewczyna dłużej czekała.
— Czuj się jak u siebie — rzucił, nawet nie myśląc o tym, żeby przyczepić się do jej samowolki. Wiedział, że niektóre przyzwyczajenia zostawały w pamięci mięśniowej, a poza tym… pasowało mu to. Jej widok przy szafce z herbatami sprawiał, że miał ochotę przytulić się do jej pleców i wtulić nos w jej włosy, zaciągając się znajomym zapachem szamponu i poczuć to kojące ciepło, które zawsze od niej biło. — Proszę, ubrania dla ciebie — zagadnął, wracając do rzeczywistości i trzymając rzeczy w rękach. Otworzył usta jak zdziwiona rybka, gdy zadała mu tę pewną… prośbę. A może nawet żądanie?
— Co? — zapytał jakże elokwentnie, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszał. — Znaczy jasne, nie ma problemu. — Zachowuj się normalnie, zachowuj się normalnie. Po prostu jesteście kumplami. Ty kumpel, ona kumpelka. Prosi cię tylko o szybką przysługę. Sam miał wrażenie, że mimo początkowego zmieszania, sama Lilian odbierała to… w pozytywny sposób; więc gdy odwróciła się do niego plecami, przesunął kilka kosmyków, których nie złapała podczas odgarniania włosów i delikatnie rozpiął materiał jej sukienki, wolno zjeżdżając nim w dół, aby nie zaciąć przy okazji mokrego materiału. Przypominał sobie o wspomnieniach, o tych krótkich chwilach, kiedy w tym momencie dotykał lekko jej ciepłych pleców zmarzniętymi dłońmi, przez co słyszała wtedy nieznaczne oburzenie na ten specyficzny dotyk. Hamował się przed śladem buziaków wyznaczonych na jej ramieniu, a także każdym innym dotykiem, który kiedyś był dla nich naturalny. Teraz po prostu uważnie rozpiął jej sukienkę, przez krótki odcinek przejeżdżając knykciami po kawałku skóry, który ledwo co odsłonił, jednak szybko zmienił ustawienie ręki, gdy spostrzegł to ledwo wyczuwalne muśnięcie. — Gotowe — powiedział cicho, jakby sama prośba odebrała mu głos w gardle, po czym przyjrzał jej się uważnie, gdy z powrotem odwróciła się w jego kierunku. Może piwo uderzyło mu zdecydowanie zbyt bardzo do głowy, skoro pierwsze o czym pomyślał, to żeby zerknąć na jej usta, a dopiero po chwili, upominając sam siebie w myślach, przeniósł spojrzenie na jej brązowe oczy, w których miał wrażenie, że tonie jak za starych dawnych czasów. Chwilową ciszę rozpraszał jedynie dźwięk gotującej się wody, a cichy klik czajnika, który skończył swoją pracę sprawił, że Nico otrząsnął się z kilkusekundowego zawieszenia. — Łazienka po prawo na końcu korytarza, chociaż pewnie pamiętasz. Nic się nie zmieniło. Ręczniki powinny być na półce — rzucił, posyłając jej lekki uśmiech. Nie mógł tak na nią patrzeć, nie mógł na nowo jej adorować, bo obiecał sobie lata temu, że Lilian była dla niego zamkniętym rozdziałem; a teraz nadwyrężał swoją silną wolę, testując własną granicę i zastanawiając się, czy to wszystko było chwilowym oczarowaniem przez nagły powrót czy stara miłość rzeczywiście nie rdzewiała? — Dokończę herbatę. Chcesz coś zjeść? Mogę zrobić ci tosty albo… tosty — zaproponował ten szeroki wybór menu. Robił zajebiste tosty, a po pierwszej w nocy był to szczyt jego możliwości kulinarnych, bo w normalnych godzinach był naprawdę dobrym kucharzem!
Lilian Davenport
Nie było co ściemniać, Rosenhall lubił niezobowiązujący flirt, łechtało mu ego każde rozmarzone spojrzenie obcych dziewczyn, ale też nie nazywał siebie kobieciarzem. Miał świadomość, że gdzieś przyciągał do siebie płeć piękną, a jego mama zawsze powtarzała mu, że kobiety czują dobrych mężczyzn. Nico bezwątpienia się do nich zaliczał i to mniemanie nie wynikało z wysokiego ego, a jedynie z faktów i rzeczywistości, bo wiedział, że szeroki uśmiech i pełne zaufania spojrzenie, którym obdarowywał innych, sprawiało wrażenie, że pod tym wszystkim nie kryły się żadne niecne plany.
— Miałem znajomych, w Vancouver była to paczka ludzi z pracy, a tam przekrój wiekowy był o wiele bardziej widoczny. W Nowym Jorku mieliśmy grupę stricte ze studiów, ale tam raczej gustowali w domówkach niż spotkaniach na świeżym powietrzu. — Albo grille, nawet jakieś pool party w chacie jednego z bogatych dzieciaków, ale nic nie było na tyle swobodne i wyjątkowe, jak wskoczenie do jeziora ze swoją byłą. Spojrzał na nią z zaciekawieniem, obserwując jak podnosi się do pionu, a także ciekawy był historii jej kąpieli w jeziorze; jednak wieść, że wylądowała tam z jakimś innym typem, jakimś majstrem, który wrzucił ją do wody podczas drogi do sklepu budowlanego… Nicolaos zmarszczył nieznacznie brwi, patrząc na nią niezrozumiałym wzrokiem. — Musieliście przepłynąć przez jezioro do tego sklepu budowlanego? — zagadnął, z trudną zrozumiałą nutką w jego głosie. Ciężko było mu zwizualizować tę okazję, a mimo to poczuł również ciężkie uczucie w sercu… czego? Żalu? Zazdrości?
Nie pomyślał, że przemoczone ubrania będą dla nich kłopotem — że po wyjściu z wody będzie im chłodno, że istnieje wyższe ryzyko przeziębienia. Też nie pomyślał, że koszulka oblepi jego ciało, okazując, co miał pod spodem, ale to akurat mu nie przeszkadzało. I chwilę zajęło mu uświadomienie sobie, dlaczego Lilian tak mu się przyglądała, przez co walczył z ogromną chęcią zaśmiania się z jej reakcji, jednak zdusił to w sobie, nie chcąc jej zawstydzać. A poza tym, sam nie był lepszy, skoro walczył z własnym odruchem przesunięcia wzrokiem po jej sylwetce, jednak decydował się uciekać spojrzeniem lub twardo skupiać oczy wprost na jej tęczówkach, aby przypadkiem jej nie peszyć.
Nie miał wobec niej żadnych ukrytych zamiarów, sam nieco zastanawiał się, czy spędzenie czasu sam na sam w pustym domu, będzie odpowiednie. Byli jednak dorośli i ich decyzje, choć nie zawsze do końca dobre, były podejmowane zgodnie z ich intuicją. Teraz starał się myśleć tylko i wyłącznie racjonalnie, ignorując jakiekolwiek emocje, które mogły się w nim załączyć.
Droga minęła im dość sprawnie, zdecydowanie obydwoje byli mocno zdeterminowani, aby skryć się w ciepłym pomieszczeniu. Zaproszenie jej do domu rodzinnego odblokowało wiele wspomnień, w zasadzie w większości samych przyjemnych, kiedy ich miłość kwitła i wszyscy byli oczarowani ich dwójką, a także tym, jak dobrze się dogadywali. Byli naprawdę uroczą parą, czasami zapatrzoną w siebie aż za bardzo, ale przemawiało przez to głębokie uczucie, które Nico swego czasu myślał, że będzie na zawsze.
— Przyniosę ci ubrania — rzucił, machając ręką w kierunku głębi domu, jednocześnie dając jej znać, że nie ma się krępować. Przez te pięć lat niewiele się tu zmieniło. Może przez to miał takie mocne przeświadczenie, jakby czas cofnął się ku przeszłości, a oni właśnie wrócili z randki, w połowie zaczynając biec, aby uniknąć ulewy, która ich złapała? Porządził się w szafie swojej siostry, zabierając od niej jakiś dół, spodnie dresowe, które nie będą wisieć na Lilian tak bardzo, jakby dał jej coś swojego, jednak na tym zakończył obrabowywanie jej garderoby, po czym poszedł do siebie po jedną ze swoich bluz, aby szybko znaleźć się z powrotem na dole. Sam jeszcze nie zaczął się przebierać, jedynie ściągnął z siebie przemoczoną bluzę, ale nie chciał, aby dziewczyna dłużej czekała.
— Czuj się jak u siebie — rzucił, nawet nie myśląc o tym, żeby przyczepić się do jej samowolki. Wiedział, że niektóre przyzwyczajenia zostawały w pamięci mięśniowej, a poza tym… pasowało mu to. Jej widok przy szafce z herbatami sprawiał, że miał ochotę przytulić się do jej pleców i wtulić nos w jej włosy, zaciągając się znajomym zapachem szamponu i poczuć to kojące ciepło, które zawsze od niej biło. — Proszę, ubrania dla ciebie — zagadnął, wracając do rzeczywistości i trzymając rzeczy w rękach. Otworzył usta jak zdziwiona rybka, gdy zadała mu tę pewną… prośbę. A może nawet żądanie?
— Co? — zapytał jakże elokwentnie, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszał. — Znaczy jasne, nie ma problemu. — Zachowuj się normalnie, zachowuj się normalnie. Po prostu jesteście kumplami. Ty kumpel, ona kumpelka. Prosi cię tylko o szybką przysługę. Sam miał wrażenie, że mimo początkowego zmieszania, sama Lilian odbierała to… w pozytywny sposób; więc gdy odwróciła się do niego plecami, przesunął kilka kosmyków, których nie złapała podczas odgarniania włosów i delikatnie rozpiął materiał jej sukienki, wolno zjeżdżając nim w dół, aby nie zaciąć przy okazji mokrego materiału. Przypominał sobie o wspomnieniach, o tych krótkich chwilach, kiedy w tym momencie dotykał lekko jej ciepłych pleców zmarzniętymi dłońmi, przez co słyszała wtedy nieznaczne oburzenie na ten specyficzny dotyk. Hamował się przed śladem buziaków wyznaczonych na jej ramieniu, a także każdym innym dotykiem, który kiedyś był dla nich naturalny. Teraz po prostu uważnie rozpiął jej sukienkę, przez krótki odcinek przejeżdżając knykciami po kawałku skóry, który ledwo co odsłonił, jednak szybko zmienił ustawienie ręki, gdy spostrzegł to ledwo wyczuwalne muśnięcie. — Gotowe — powiedział cicho, jakby sama prośba odebrała mu głos w gardle, po czym przyjrzał jej się uważnie, gdy z powrotem odwróciła się w jego kierunku. Może piwo uderzyło mu zdecydowanie zbyt bardzo do głowy, skoro pierwsze o czym pomyślał, to żeby zerknąć na jej usta, a dopiero po chwili, upominając sam siebie w myślach, przeniósł spojrzenie na jej brązowe oczy, w których miał wrażenie, że tonie jak za starych dawnych czasów. Chwilową ciszę rozpraszał jedynie dźwięk gotującej się wody, a cichy klik czajnika, który skończył swoją pracę sprawił, że Nico otrząsnął się z kilkusekundowego zawieszenia. — Łazienka po prawo na końcu korytarza, chociaż pewnie pamiętasz. Nic się nie zmieniło. Ręczniki powinny być na półce — rzucił, posyłając jej lekki uśmiech. Nie mógł tak na nią patrzeć, nie mógł na nowo jej adorować, bo obiecał sobie lata temu, że Lilian była dla niego zamkniętym rozdziałem; a teraz nadwyrężał swoją silną wolę, testując własną granicę i zastanawiając się, czy to wszystko było chwilowym oczarowaniem przez nagły powrót czy stara miłość rzeczywiście nie rdzewiała? — Dokończę herbatę. Chcesz coś zjeść? Mogę zrobić ci tosty albo… tosty — zaproponował ten szeroki wybór menu. Robił zajebiste tosty, a po pierwszej w nocy był to szczyt jego możliwości kulinarnych, bo w normalnych godzinach był naprawdę dobrym kucharzem!
Lilian Davenport