She doesn't have the patience to be treated like a patient
: czw kwie 30, 2026 4:56 pm
Zaśmiała się, słysząc, jakie Teedy wygadywała głupoty. No tak, zdecydowanie zdradzała ją nieco dla gorączki. Spora część jej myśli została zajęta przez niejaką chorobę. Wredna pizda, próbuje wziąć April całą dla siebie i odebrać strażaczce, pewnie najlepiej na zawsze. Dobrze, że Finch była wierna jak pies i za nic w świecie nie da się nikomu oddzielić od ukochanej! Totalnie nie zdziwiło jej, że Teddy mogłaby być zazdrosna o gorączkę. Przecież nigdy w życiu nie była o jakąkolwiek kobietę, to czemu by nie o temperaturę! Przecież wiadomo, że taka to jest pijana, no i buja się o klubach.
Sytuacja z sąsiadką była naprawdę skomplikowana. Trudno powiedzieć, czy bez gorączki April po prostu uznałaby ten pomysł za poroniony i nawet by się za to nie zabrała, czy może podjęłaby wyzwanie i poszłoby jej wybitnie, bo nie zaczęłaby zaraz po dzień dobry gadać o ruchaniu. Zrobiłaby cokolwiek jakkolwiek mądrzejszego od tego, co odjebała teraz. Poprzeczka oczywiście nie była zawieszona zbyt wysoko. Dobrze, że Darling została nieco z tyłu, to nie musiała taplać się w tej kałuży żenady, która rozlała się w międzyczasie pod Finch. Kto normalny próbuje tak rozmawiać z sąsiadami? Gdyby to jeszcze nie była prawda, tylko jakieś kretyńskie żarty ale to przecież był realny problem. Już sama April była głośna, a od pewnego czasu i Teddy przestała sobie żałować – musiało się żyć obok nich okropnie.
Na szczęście choroba ją uratowała. Nie taka zła, jak ją Teddy próbowała wcześniej malować. To pewnie z tej całej zazdrości tak jej umniejszała, żeby April miała o niej gorsze zdanie. A przecież choroba zasłużyła w tym momencie na oklaski. To dzięki niej dostaną zupę, wyzwanie zostało zaliczone i może pani Twocock jakimś cudem zapomni o początku tej rozmowy.
— Teddy, ja nie chcę zupy z jakimś metalem, to chyba nie jest wegetariańskie — mruknęła, gdy wspinały się po schodach. Wszystko się biedaczce pomieszało. Usłyszała coś o żelazie w botwince, a resztą sobie dopowiedziała. Może tabletki, które dała jej narzeczona, były jakieś przeterminowane? Albo powinna wziąć jeszcze jedną? A może po prostu powinna się położyć i poczekać, aż zadziała, a nie biegać po budynku i nagabywać sąsiadki w piżamie? Nie, na bank były przeterminowane.
— Ale byłoby fajnie, jakbyśmy miały dwupiętrowe mieszkanie. — Westchnęła ciężko, od razu kierując się w stronę kanapy. Nie miała pewności, czy sąsiadka mieszkała bezpośrednio pod nimi, ale to nic. Jakoś się to ogarnie. Teddy do spółki z Trevorem na bank cos wymyślą! Przecież oboje byli tacy mądrzy i zdolni. Wystarczyło im zaufać. Uśmiechnęła się pod nosem, wtulając twarz w jedną z poduszek na kanapie. Od razu zrobiło jej się lepiej. Wizja wielkiego mieszkania i miękkość kanapy robiły robotę. Nawet przestało się jej kręcić w głowie.
— Pewnie na mnie leci. — Udało jej się nawet wykrzesać z siebie jakiś żart. Zaraz po nim kichnęła i nawet się cała nie zasmarkała! Sięgnęła jednak po chusteczkę, żeby pozbyć się z nosa wszystkiego, co mogło z niego w którymś momencie niekontrolowanie uciec.
— Moją pierwszą zachcianką jest, żebyś przyjęła moje oświadczyny — wymamrotała z twarzą w poduszce, chyba nie do końca ogarniając, że materiał tłumił jej głos. Czuła się jakaś taka dociśnięta i bezpieczna w tej pozycji. Od tego krótkiego spaceru zdążyło jej się zrobić gorąco, zimno, a teraz było tak i tak jednocześnie. Chyba przeceniła swoje możliwości i była bardziej schorowana niż podejrzewała.
Browar na ławce, buziak na klatce, Kruszysz mnie w dłoniach, jak towar na kartce
Sytuacja z sąsiadką była naprawdę skomplikowana. Trudno powiedzieć, czy bez gorączki April po prostu uznałaby ten pomysł za poroniony i nawet by się za to nie zabrała, czy może podjęłaby wyzwanie i poszłoby jej wybitnie, bo nie zaczęłaby zaraz po dzień dobry gadać o ruchaniu. Zrobiłaby cokolwiek jakkolwiek mądrzejszego od tego, co odjebała teraz. Poprzeczka oczywiście nie była zawieszona zbyt wysoko. Dobrze, że Darling została nieco z tyłu, to nie musiała taplać się w tej kałuży żenady, która rozlała się w międzyczasie pod Finch. Kto normalny próbuje tak rozmawiać z sąsiadami? Gdyby to jeszcze nie była prawda, tylko jakieś kretyńskie żarty ale to przecież był realny problem. Już sama April była głośna, a od pewnego czasu i Teddy przestała sobie żałować – musiało się żyć obok nich okropnie.
Na szczęście choroba ją uratowała. Nie taka zła, jak ją Teddy próbowała wcześniej malować. To pewnie z tej całej zazdrości tak jej umniejszała, żeby April miała o niej gorsze zdanie. A przecież choroba zasłużyła w tym momencie na oklaski. To dzięki niej dostaną zupę, wyzwanie zostało zaliczone i może pani Twocock jakimś cudem zapomni o początku tej rozmowy.
— Teddy, ja nie chcę zupy z jakimś metalem, to chyba nie jest wegetariańskie — mruknęła, gdy wspinały się po schodach. Wszystko się biedaczce pomieszało. Usłyszała coś o żelazie w botwince, a resztą sobie dopowiedziała. Może tabletki, które dała jej narzeczona, były jakieś przeterminowane? Albo powinna wziąć jeszcze jedną? A może po prostu powinna się położyć i poczekać, aż zadziała, a nie biegać po budynku i nagabywać sąsiadki w piżamie? Nie, na bank były przeterminowane.
— Ale byłoby fajnie, jakbyśmy miały dwupiętrowe mieszkanie. — Westchnęła ciężko, od razu kierując się w stronę kanapy. Nie miała pewności, czy sąsiadka mieszkała bezpośrednio pod nimi, ale to nic. Jakoś się to ogarnie. Teddy do spółki z Trevorem na bank cos wymyślą! Przecież oboje byli tacy mądrzy i zdolni. Wystarczyło im zaufać. Uśmiechnęła się pod nosem, wtulając twarz w jedną z poduszek na kanapie. Od razu zrobiło jej się lepiej. Wizja wielkiego mieszkania i miękkość kanapy robiły robotę. Nawet przestało się jej kręcić w głowie.
— Pewnie na mnie leci. — Udało jej się nawet wykrzesać z siebie jakiś żart. Zaraz po nim kichnęła i nawet się cała nie zasmarkała! Sięgnęła jednak po chusteczkę, żeby pozbyć się z nosa wszystkiego, co mogło z niego w którymś momencie niekontrolowanie uciec.
— Moją pierwszą zachcianką jest, żebyś przyjęła moje oświadczyny — wymamrotała z twarzą w poduszce, chyba nie do końca ogarniając, że materiał tłumił jej głos. Czuła się jakaś taka dociśnięta i bezpieczna w tej pozycji. Od tego krótkiego spaceru zdążyło jej się zrobić gorąco, zimno, a teraz było tak i tak jednocześnie. Chyba przeceniła swoje możliwości i była bardziej schorowana niż podejrzewała.
Browar na ławce, buziak na klatce, Kruszysz mnie w dłoniach, jak towar na kartce