Strona 3 z 3
Pretty when you say my name like that
: sob maja 02, 2026 3:42 pm
autor: River Cross
Mogłaby mówić na jej temat jeszcze bardzo długo i na pewno wśród wszystkich słów, na jakie by się zdecydowała, nie znalazłyby się żadne określenia sugerujące, że Ruelle była zwyczajna. Jak przyznała szczerze wcześniej, miała na jej temat całą masę myśli. A raczej nie zaprząta sobie głowy niczym, co jest powtarzalne i zwyczajne. Takie drobiazgi przelatywały przez jej pamięć błyskawicznie, nie zostawiały nawet śladu na jej uwadze. Prescott robiła coś znacznie więcej. Zagarniała całą uwagę dla siebie, rozkoszując się każdym jej skrawkiem.
Powinna ją po prostu wziąć ją teraz na ręce i zanieść do domu. Albo chociaż do tutejszej toalety. Podążanie za pierwszą myślą i instynktem, to było przecież coś bardzo w jej stylu. Chwilowo nie mogła myśleć o niczym poza ciałem dziewczyny siedzącej jej na kolanach. Ale coś w środku podpowiadało jej, że powinna się jeszcze powstrzymać. Że tak będzie dużo ciekawiej i raczej nie powinna żałować. Nie była pewna, dlaczego postanowiła posłuchać tego dziwnego głosu. Może to przez zamiłowanie do ryzyka? W tych przepychankach z Prescott zawsze musiała stawiać na szali całkiem sporo. Lepiej byłoby zachować czasem rozsądek, a nie wariować jak nałogowa hazardzistka. Ale to może innym razem.
Rozkoszne dreszcze zalały całe jej wnętrze, wystrzeliwując jak granat. Sposób, w jaki do niej mówiła w połączeniu z siłą palców, które zaciskały się na szyi Cross zadziałały elektryzująco. Ugryzienie w wargę było jak to ostatnie piórko spadające na stos i powodujące katastrofalną przeciwwagę. Mknęła teraz ku przepaści w przerażającym tempie. Ale nadal trochę za wolno.
— Na wszystko mi pozwalasz, a potem wmawiasz mi, że to ja jestem posłuszna? — zapytała, z wyraźną kpiną w głosie. Nie mogła przecież jej aż tak uprościć zadania, bo zaczęłaby wyobrażać sobie jakieś skrajne głupoty. A przecież na pewno stać ją na więcej. River nigdy nie potrafiła się zadowalać półśrodkami i była zirytowana, że Prescott w ogóle próbowała jej je oferować.
— Tak desperacko chcesz do mnie należeć — dodała, patrząc jej w oczy. Chciała ją sprowokować. Sprawdzić, co tak naprawdę chodziło Ruelle po głowie. Upewnić się, że nie pomyliła się i dziewczyna była warta tego całego zachodu. Wiedziała, że kpiąca i butna postawa, którą teraz zdawała się wręcz świecić na odległość kilku kilometrów, zirytuje jej modelkę. Wiedziała też, że bez problemu dostrzeże w jej spojrzeniu to samo pożądanie i niecierpliwość, z którą patrzyła na nią już niejednokrotnie.
Ruelle I. Prescott
Pretty when you say my name like that
: sob maja 02, 2026 4:45 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie miała wątpliwości, co do tego, że gdy tylko tego chciała River mogła sięgać po naprawdę wiele pięknych słów, które jedynie mocniej by zadziałały na Prescott, która była wyjątkowo łasa na podobne komplementy. Zwłaszcza, że ktoś taki jak rysowniczka nie karmiłby jej fałszywymi pochlebstwami. Mogła robić tak z innymi dziewczynami czy chłopakami, ale na pewno nie ze swoją muzą i osobą, która tak często doprowadzała ją do frustracji przez swój krnąbrny charakter. Jej komplementy musiały być prawdziwe.
Przez moment Ruelle żałowała, że jednak nie przebrała się przed przyjściem do baru. Mogłaby założyć na siebie sukienkę lub spódniczkę. Wtedy na pewno artystka nie miałaby większego problemu z tym, aby się do niej dobrać. Wystarczyłoby, że przesunęłaby dłonią po jej udzie, aby dostać się pod luźny materiał. Nic prostszego. Była naprawdę durna, że została przy tych jeansach...
Była wystarczająco trzeźwa by wiedzieć, że nie powinna się jej tak łatwo oddawać. Mogla to zrobić raz, zamroczona alkoholem, ale drugi? Jeszcze w momencie, gdy nie wypiła większej ilości drinków? Tak się nie godziło. Tylko, że rozlewające się po jej podbrzuszu ciepło i znajomy skurcz mięśni podpowiadały, że powinna się tym zająć jak najszybciej. W takim momentach wydawało się to palącą potrzebą, a nie krótkim pożądaniem, które minie, gdy tylko nabiorą odpowiedni haust zimnego powietrza.
Rue zdawała sobie sprawę, że była niczym iskra tańcząca wokół beczek z prochem. Jeden dostatecznie mocny kontakt potrafił doprowadzić do eksplozji. Uwielbiały ten flirt z ryzykiem. Oraz ze sobą, bo każdy najmniejszy ruch oznaczał wpadnięcie w wyjątkowo zmyślną pułapkę.
- Nie na wszystko. Jedynie na to, co dla mnie jest wyjątkowo przyjemne - odparła i ostatni raz musnęła jej dolną wargę językiem, uznając to za odpowiedni moment, aby oderwać się od ust dziewczyny.
Nie zwolniła uścisku na jej szyi. Odsunęła się na tyle, aby móc spojrzeć na nią z góry. To był kolejny powód, dla którego uwielbiała siedzieć jej na kolanach. Nie tylko mogła czuć ją pod sobą i cieszyć się ciepłem bijącym od jej ciała, ale znajdowała się też w dogodnej pozycji, która dawała jej ułudę przewagi wzrostu.
- Jeśli ci to przeszkadza mogę przestać… - dodała, wodząc wolną dłonią po materiale koszulki z Deftones i zatrzymując się niebezpiecznie blisko jej mostka. - Wtedy będziesz mogła wizualizować sobie jedynie w wyobraźni moje podrapane plecy, żeby dokończyć ten cholerny rysunek.
Nie podobało jej się to wyzwanie, które rzucała jej River. Było zdecydowanie zbyt śmiałe. Jednak czy nie taka była sama Cross? Mogła się spodziewać czegoś takiego. Nie mogła też zaprzeczyć temu jaka ekscytacja przemknęła wzdłuż jej nerwów, gdy tylko czuła na sobie takie spojrzenie.
- To, że chcę, żebyś mnie wzięła nie oznacza, że chcę do ciebie należeć - odparła z pewnością, która wybrzmiała mocno w jej głosie.
Mogła być z kimkolwiek o ile tylko by tego zechciała, a jej ciało zareagowałoby w odpowiedni sposób. Na jej nieszczęście najsilniej i najrozkoszniej reagowało na dotyk River. Może dlatego, że rozum się przed tym wzbraniał, a wewnętrzny konflikt rozniecał atmosferę. Nie zniosłaby jednak bycia czyjąś. To niosło za sobą więcej komplikacji niż było warte zachodu.
Jeszcze przez moment spoglądała w te irytująco pociągające czarne oczy nim zwolniła uścisk na jej szyi. Zsunęła się z jej kolan i usiadła obok. Stwierdziła, że najlepsze czym może się teraz zająć to dopicie swojego drinka. Musiała ochłonąć i oczyścić się z niepotrzebnych myśli.
River Cross
Pretty when you say my name like that
: sob maja 02, 2026 5:34 pm
autor: River Cross
Starała się złapać ją jak najmocniej i nie puścić, póki obie nie roztrzaskają się o dno. To pikowanie musi się przecież skończyć tragicznie w skutkach. Z tego opadania w nią wyniknie coś równie złego, co przyjemnego. Musiały być w tym obie, koniecznie. Inaczej gdzie w tym cała zabawa? Jeśli będzie trzeba, zrobi to, co będzie trzeba – jak śpiewał wieszcz. Opory powiązane ze wstydem w przypadku River nie istniały.
— Wszystko, co robię, jest dla ciebie wyjątkowo przyjemne — odparła od razu. Wykręcaniem się na pewno nie zasłuży sobie na to, by River poddała jej się w taki sposób, na jaki tylko miała ochotę. Przegadywać się albo sprawdzać, która ma więcej cierpliwości w powtarzaniu tego samego mogłyby przecież do rana. Cross z tak banalnego do wygrania pojedynku by się nie wycofała.
Przekrzywiła nieznacznie głowę, obracając twarz tak, by patrzeć na nią jeszcze bardziej z dołu. Skoro tak bardzo chciała teraz nad nią górować, mogła jej to sprezentować. Mocny uścisk palców Prescott nie pozwalał na wiele ruchów więcej, ale to właściwie do tego pasowało. Z jej spojrzenia nie zniknęła jednak prowokacja. Wciąż ją podjudzała, przesuwała kolejne centymetry, żeby sprawdzić , gdzie pojawi się jakaś granica.
— Nie przestawaj — odpowiedziała spokojnie. Na ten króciutki moment obniżyła poziom buty, jakim się wcześniej szczyciła. Dała jej drobną nagrodę. Musiała być zbyt mała, by w pełni zadowolić pragnienia Ruelle, ale też wystarczająco przyjemna, by w ogóle ją zauważyła. Pokazała jej, że z równą łatwością, z którą emanuje wyższością, może pozwolić przejąć jej stery i zrobić wszystko, na co tylko Prescott była w stanie wpaść.
Na deklarację Rue odpowiedziała kpiącym uśmiech, jasno sygnalizujący, że jej nie wierz. To był błyskawiczny powrót do normalności. Coachowie od lat powtarzają, że nie powinno się robić jakich mieszanek. Jeden komplement przepleciony złośliwostkami podobno pozostawał niezauważony. Ale może to w korporacyjnym świecie, od którego Cross starała się żyć jak najdalej. W ich dziwacznej relacji wszystko przecież działało na odwrót niż powinno.
Kiedy tylko poczuła zwolnienie uścisku na szyi, nachyliła się w stronę dziewczyny, chcąc znowu zapomnieć się w pocałunkach. Nie było jej jednak dane. Zsunęła się z jej kolan i usiadła obok, a potem zaczęła udawać dużo bardziej obojętną niż powinna. Od razu poczuła, jak zaciskają się jej mięśni szczęki z fali irytacji, jaka ją zalała. Nie podobało jej się, że Prescott próbowała grać na jej cierpliwości akurat w taki sposób. Podniosła się z miejsca i zgarnęła pustą szklankę. Też musiała się napić, ale niestety nie miała już czego. Uniosła nieco szkło, pokazując swojej towarzyszce, po co właściwie wstała, po czym skierowała się w stronę baru.
Musiała poczekać, aż barmanka obsłuży jakiegoś faceta. Może to i nawet lepiej? Zyska dzięki temu moment, żeby wrócić na ziemię. Przyglądała się barmance, zastanawiając się, czy nie powinna już teraz zignorować swojej modelki i skupić się na nieznajomej. Tym razem coś jej podpowiadało, że to byłaby okropna i niesamowicie nudna decyzja. Znowu miała zamiar posłuchać tego głosu, mimo że ją przed chwilą zawiódł. Mógł dostać jeszcze jedną, ostatnią szansę. Z każdą kolejną sekundą wpatrywania się w barmankę tylko bardziej czuła potrzebę posłuchania tych paskudnych podpowiedzi. Zamówiła kolejny raz to samo i zamieniła z kobietą tylko kilka zdań w trakcie przygotowywania drinków. Rozmowa się kleiła, była przyjemna i flirciarska w ten prosty, ciepły sposób. Co za dziwactwo.
— Nie chcesz żadnego na pamiątkę? Łamiesz mi serce, Mała — rzuciła, gdy wróciła do stolika. Postawiła przed nią nowego drinka, po czym usiadła obok niej z własną szklanką w dłoni. Założyła nogę na nogę i upiła kilka łyków, przyglądając się dziewczynie znad alkoholu niespecjalnie załamana tym, że takich prezentów Rue również się nie domagała.
Ruelle I. Prescott