extreme makeover - table edition
: sob maja 09, 2026 7:53 pm
Zdecydowanie ta znajomość szybko przeskakuje na coraz wyższe szczeble - ale nie zwracała na to uwagi, tak jak i nie zwróciła uwagi na faktu użycia skrótu jej imienia, co zazwyczaj robi tylko jej mama oraz dziadkowie, reszta w głównej mierze zwracając się jej pełnym imieniem, Nie przeszkadzało jej to - zbyt bardzo pochłonięta tym, co ogólnie miał do powiedzenia w związku ze swoją traumą, z tymi koszmarami które go gnębią zbyt mocno, zbyt długo, zbyt dotkliwie, zbyt osaczając niewinnego tak naprawdę człowieka. Bo chociaż nie uważał siebie za bohatera, to jednak ona widziała pewne cechy powiązane z ogólnie szeroko pojętym pojęciem jakim jest bohater. — Słuchaj, nie chcę żeby wyszło, że próbuję Cię przekonać do swoich racji bądź wymusić, że moje słowa mają większy sens niż te Twoje. Ale w mojej ocenie jesteś bohaterem. Niewielu ludzi decyduje się pójść do wojska, aby walczyć w słusznej sprawie za pomocą głownie własnych rąk. Nie każdy ma na tyle siły, aby poświęcić swoje życie prywatne dla tak słusznej sprawy. I dla siebie może faktycznie nie jesteś bohaterem - ale jesteś dla tych wszystkich, których broniłeś w trakcie wyjazdu. I dla tych wszystkich, do których chcesz tak usilnie pojechać, nie patrząc na swój stan fizyczny, psychiczny, jakikolwiek — zresztą, prawdziwi bohaterowie nigdy siebie by nimi nie nazwali, więc chyba sam nieświadomie udowodnił, jak bliski tego pojęcia jest.
Tuż po tym miała dowiedzieć się jak wygląda to wszystko, tak naprawdę. To, o go tak trapi. To, co nie daje mu żyć, nie daje spać, nie daje finalnie funkcjonować - i to, co przede wszystkim doprowadziło, że ona sama wstrzymała jego wyjazd na misję. Słuchała z przejęciem, dopiero teraz samej zerkając w stronę złączonych przez nią samą ich dłoni, gdzie obecnie jego kciuk pocierał się o jej skórę. Kolejna bariera przekroczona, a ona nie czuła się z tym źle. Zupełnie jakby to wszystko było jedynie w dobrej wierze. Bo i tak w sumie było. Widziała, że dawało mu to coraz większy spokój, a przy okazji odblokowywało możliwość powiedzenia znacznie więcej niźli dotychczas to zrobił w jej gabinecie. — Dwa, trzy lata to i tak bardzo długi czas — zauważyła na spokojnie w formie zakończenia jego słów, nie przestając się mu przypatrywać z pełnym skupieniem oraz uwagą. —Dziękuję, że mi o tym wszystkim powiedziałeś — dodała za moment, lekko unosząc kąciki ust, samej nieśmiało przesuwając kciukiem po jego wierzchu dłoni. — To wiele dla nie znaczy, to zaufanie jakim mnie obdarzyłeś — dopowiedziała, jakby uważała że potrzebuje wyjaśnienia o co jej dokładnie chodziło. — Jasne, oczywiście że tak. Nikomu nie powiem. I tak obowiązuje mnie tajemnica lekarska — próbowała znów zagrać lekko żartobliwym komentarzem na rozładowaniu atmosfery, żeby tylko poczuł się lepiej - żeby nie pomyślał, że jego wyznanie i przyznanie się do tego wszystkiego sprawi, iż Prudence zacznie się go obawiać czy uzna, że jest przypadkiem beznadziejnym, bo przecież tak nie było. — Tylko chcę wiedzieć teraz jedno… czy pomożesz mi, żeby Cię z tego ciężaru uwolnić? Czy czasem dasz mi wskazówki, co mogę zrobić, żeby było coraz lepiej? I czy… tak w pełni i szczerze zaufasz mi na tyle, żebyśmy mogli to wypracować wspólnymi siłami? — musiała to wiedzieć. A nie miała pojęcie, czy kiedykolwiek w najbliższej przyszłości znalazłaby się lepsza okazja ku temu, aby takie pytanie mu zadać. Od tego, co powie, będzie tak naprawdę zależało jak będą te ich spotkania wyglądały i przebiegały.
Hunter Wright
Tuż po tym miała dowiedzieć się jak wygląda to wszystko, tak naprawdę. To, o go tak trapi. To, co nie daje mu żyć, nie daje spać, nie daje finalnie funkcjonować - i to, co przede wszystkim doprowadziło, że ona sama wstrzymała jego wyjazd na misję. Słuchała z przejęciem, dopiero teraz samej zerkając w stronę złączonych przez nią samą ich dłoni, gdzie obecnie jego kciuk pocierał się o jej skórę. Kolejna bariera przekroczona, a ona nie czuła się z tym źle. Zupełnie jakby to wszystko było jedynie w dobrej wierze. Bo i tak w sumie było. Widziała, że dawało mu to coraz większy spokój, a przy okazji odblokowywało możliwość powiedzenia znacznie więcej niźli dotychczas to zrobił w jej gabinecie. — Dwa, trzy lata to i tak bardzo długi czas — zauważyła na spokojnie w formie zakończenia jego słów, nie przestając się mu przypatrywać z pełnym skupieniem oraz uwagą. —Dziękuję, że mi o tym wszystkim powiedziałeś — dodała za moment, lekko unosząc kąciki ust, samej nieśmiało przesuwając kciukiem po jego wierzchu dłoni. — To wiele dla nie znaczy, to zaufanie jakim mnie obdarzyłeś — dopowiedziała, jakby uważała że potrzebuje wyjaśnienia o co jej dokładnie chodziło. — Jasne, oczywiście że tak. Nikomu nie powiem. I tak obowiązuje mnie tajemnica lekarska — próbowała znów zagrać lekko żartobliwym komentarzem na rozładowaniu atmosfery, żeby tylko poczuł się lepiej - żeby nie pomyślał, że jego wyznanie i przyznanie się do tego wszystkiego sprawi, iż Prudence zacznie się go obawiać czy uzna, że jest przypadkiem beznadziejnym, bo przecież tak nie było. — Tylko chcę wiedzieć teraz jedno… czy pomożesz mi, żeby Cię z tego ciężaru uwolnić? Czy czasem dasz mi wskazówki, co mogę zrobić, żeby było coraz lepiej? I czy… tak w pełni i szczerze zaufasz mi na tyle, żebyśmy mogli to wypracować wspólnymi siłami? — musiała to wiedzieć. A nie miała pojęcie, czy kiedykolwiek w najbliższej przyszłości znalazłaby się lepsza okazja ku temu, aby takie pytanie mu zadać. Od tego, co powie, będzie tak naprawdę zależało jak będą te ich spotkania wyglądały i przebiegały.
Hunter Wright