Strona 3 z 4

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: pn maja 04, 2026 9:12 pm
autor: teddy darling

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: wt maja 05, 2026 10:20 am
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: wt maja 05, 2026 1:47 pm
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


jak miałbym już więcej nie być przy tobie, to wolę nie żyć

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: wt maja 05, 2026 2:52 pm
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

— To się doskonale składa, bo najbardziej mnie taka kręcisz. — Musnęła wargami jej skroń, wsłuchując się w niespokojny oddech. Im bardziej Teddy była sobą, tym bardziej jej się podobała. Zawsze przecież podziwiała ją za tę odwagę i bezkompromisowość. Nigdy nie próbowała zgrywać kogoś, kim nie jest, aby się przypodobać innym – w przeciwieństwie do młodej April. Dobrze, że miała z kogo brać przykład i teraz świat ujrzał jej prawdziwe oblicze. Ujrzał odsłoniętą dupę i usłyszał potok słów, wiadomo.
— Zaręczone? Zdecydowanie nie. Śluby nie kojarzyły mi się tak perfekcyjnie — zaśmiała się na samo wspomnienie jej niegdysiejszego podejścia do zamążpójścia. No właśnie. Fakt, że kiedyś w grę wchodził mąż, było absurdalne. Ale nawet jak już przerzuciła się na żony, nigdy nie patrzyła na potencjalne kandydatki z taką pewnością, jak na Teddy.
— Na pewno kiedyś myślałam, że zaczniemy ze sobą sypiać. No dobra, może to nie były plany, a raczej fantazje — przyznała szczerze, uśmiechając się jak niewiniątko. Niewiele wspólnego z niewinnością i cnotą miały te jej pomysły, to było raczej oczywiste. Nijak się też miały do rzeczywistości. Finch zdecydowanie jej nie doceniała.
— Mogę uznać, że wychodzę za wymarzonego MILF-a? No wiesz, jesteś starsza i zawsze byłaś moją idolką. — Wyszczerzyła się, dumna ze swojego żartu. Ten miesiąc nie robił wielkiej różnicy, ale to nic. April miała słabość do starszych kobiet, choć te zazwyczaj ją onieśmielały na tyle, że nie była w stanie porządnie zaangażować się w taką relację. Z Teddy to nie był problem. No, nie aż taki.

Żyję w Twoich czasach, Poszczęściło mi się

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: wt maja 05, 2026 4:38 pm
autor: teddy darling
Faktycznie nie musiała przy niej udawać kogoś innego. Nie musiała też robić z siebie bardziej ogarniętej i mądrzej niż w rzeczywistości była. Zresztą Teddy nigdy nie pretendowała do roli ani alfa, ani omega, ani w ogóle do żadnej innej litery greckiego alfabetu. A już na pewno nie uważała się za wzór do naśladowania. I może właśnie dlatego sama nie do końca rozumiała, co takiego April zobaczyła w niej na początku ich znajomości. Nie miała przecież nic spektakularnego do zaoferowania. Nie była błyskotliwą osobą, która rzuca idealnymi ripostami co trzy zdania. Nie była też szczególnie intrygująca. Przynajmniej nie w sensie, jaki ludzie zwykle mają na myśli. Gdyby miała się uczciwie opisać, powiedziałaby pewnie, że jest po prostu do bólu normalna. I do przesady nudna. A jednak bycie sobą popłaciło, bo Finch została. I nic nie wskazywało na to, żeby gdziekolwiek się wybierała. A nawet, jakby chciała, to teraz już nie miała dokąd. Darling, tak dla stuprocentowej pewności, musi jeszcze wcisnąć jej obrączkę na palec i wtedy już na bank będzie pozamiatane.
Totalnie zapomniałam, że kiedyś byłaś hetero — parsknęła pod nosem, ale bez żadnej złośliwości. Jak dobrze, że zdołała otworzyć April oczy i wyciągnąć ją z szafy! Może kiedyś w końcu sama by z niej wypełzła, ale istniało też jakieś tam prawdopodobieństwo, że jednak pod wpływem otoczenia (i pod naciskiem rodziców) skończyłaby u boku mężczyzny. Teddy wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby wszystko zaaranżowali sami Finchowie. To chyba najbardziej absurdalny scenariusz ze wszystkich możliwych. I poniekąd przerażający. Teraz znacznie trudniej byłoby sprowadzić ją na tę właściwą ścieżkę. Pewnie Finch zdradziłaby z Darling swojego szanownego małżonka i dopiero zrobiłoby się niezręcznie! Zdecydowanie łatwiej było przeczekać te wszystkie kobiety, z którymi kiedyś się spotykała, żeby w końcu dojrzała do tego, że to właśnie Teddy jest jej jedyną, prawdziwą miłością.
Niewiarygodne — westchnęła, kręcąc głową z udawanym niedowierzaniem. — Przeleciałaś pół Toronto, a mimo że zdarzało ci się o mnie fantazjować, nigdy nie próbowałaś mnie zaciągnąć do łóżka. Dlaczego? Nie byłam w twoim typie? To trochę przykre — dodała, wydymając usta w przesadnie obrażonym geście, który bardziej zdradzał rozbawienie niż faktyczną urazę.
Próbowała znaleźć w tym sens, ale w gruncie rzeczy odpowiedź była jej dobrze znana. Nie trzeba być geniuszem, żeby ją odgadnąć. Po prostu żadna z nich nie chciała ryzykować tego, co już miały. W głowie Darling pojawiały się krótkie, nie do końca wygodne momenty świadomości, że granica między przyjaciółką a czymś więcej potrafi być zaskakująco cienka. Ale obie, każda na swój sposób, trzymały się tej bezpiecznej strony. Nie dlatego, że brakowało im odwagi (chociaż pewnie trochę też!), ale ich relacja była ważniejsza niż ryzyko jednej nieprzemyślanej decyzji.
Dźgnęła ją palcem pod żebra. Żart o MILF-ie był durny i daleki od prawdy April podchodziła do różnicy wieku między nimi tak, jakby dzieliła je co najmniej dekada, a nie zaledwie miesiąc! No dobra, miesiąc i jeden dzień. To jednak wiele wyjaśniało, dlaczego Teddy była tą poważniejszą i bardziej odpowiedzialną.
W sumie coś w tym jest — stwierdziła po krótkiej chwili. — Dbam o to, żeby zawsze było ci ciepło i pilnuję, żebyś wcześnie chodziła do łóżka — poruszyła wymownie brwiami, bo przecież obie wiedziały, że Darling nie zaciągała jej tam bez powodu. A już na pewno nie po to, żeby szły grzecznie spać.

wciąż czuję twój dotyk, który otula mnie jak wiosenny wiatr

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: śr maja 06, 2026 10:44 am
autor: April Finch
Prychnęła, udając urażoną, gdy Teddy przyznała, że hetero okres jakoś wyleciał jej z głowy. No jak ona tak mogła? Biorąc pod uwagę, że sama ją wyciągnęła z szafy, to naprawdę mogłaby do tego podchodzić nieco poważniej! April nawet nie chciała się zastanawiać, co by było, gdyby przyjaciółka niegdyś nie pokazała jej, że całowanie się może być jednak bardzo przyjemne i to wcale nie jest wina Finch, że żaden chłopak nie wywołuje w jej brzuchu motyli. Może faktycznie borykałaby się z tym problemem do dziś? Nie odpięłaby wrotek na studiach, nie zaczęłaby się puszczać na prawo i lewo, a dziś byłaby w jakimś wyjątkowo smutnym związku, modląc się, by nie wpakować w niego jeszcze dzieciaków. Teraz sprawa wyglądała totalnie na odwrót. Związek był perfekcyjny, a dzieci planem, a nie wstydliwym marzeniem.
— Oj przecież wiesz, że bałam się popsuć naszą przyjaźń. — Pacnęła ją w ramię, święcie przekonana, że Teddy to doskonale rozumie i sama myślała w bardzo podobny sposób. Na całe szczęście się pomyliły! Dobrze, że słodki los złączył ich ścieżki razem z alkoholem i dniami po jakimś wyjątkowym wyposzczeniu, bo może nadal snułyby się obok siebie, a jednak bardzo daleko.
— Kojarzysz, jak mi Broussard zrobił wykład na lekcjach, że jest zażenowany moją postawą i skończę z łopatą, bo raz w życiu śmiałam go nie słuchać? Wcale się wtedy nie zamyśliłam na temat Judy, tylko na twój. — Uniosła dumnie głowę, bez wstydu dzieląc się sekretem sprzed lat. Nauczyciel od nauk politycznych zawsze traktował April jak swoją pupilkę z powodów, które nie były dla niej zrozumiałe. Jasne, zawsze się dobrze uczyła i była zaangażowana w temat, ale żeby aż tak? Może liczył, że się jakoś podliże jej rodzicom, cholera go wie. Jedną z lekcji pod koniec liceum Finch spędziła bujając w obłokach i nie zapisując w zeszycie nawet jednego przecinka. Nauczyciel w końcu to zauważył, próbował ją wypytać o temat, a ona nawet nie była pewna, czy siedzi na historii czy innym przedmiocie, przez co Broussard uznał, że świetnym pomysłem będzie zmycie jej głowy przed całą klasą i palnięcie wykładu na temat ich przyszłości na podstawie rzekomo bezczelnego zachowania April. Teddy oczywiście zapytała ją później, czemu tak odpłynęła, a jej było wstyd się przyznać, więc palnęła coś o Judy, w której była ówcześnie zauroczona.
— Kupiłaś sobie wtedy taką nową, jeansową kurtkę i myślałam, że mnie poskręca, jak cię w niej widziałam. Miałam nadzieję, że mnie w niej przyszpilisz do szafek i przelecisz choćby i na środku korytarza. — Westchnęła z nostalgią do tych głupkowatych wspomnień. Ależ była wtedy młoda i głupia! A teraz niestety była podstrzała i głupia. Tak to się los zmieniał niestety. Niektóre rzeczy chyba jednak są zakorzenione w człowieku od narodzin. April zawsze była nie dość, że durna, to jeszcze strasznie napalona.
— Potem to już były tylko jakieś pojedyncze myśli i kilka snów. Nic, co by mi odpowiednio szybko uświadomiło, że jesteś kobietą mojego życia — dokończyła i złożyła krótki pocałunek na jej wargach. Teraz na szczęście zdawała sobie z tego sprawę każdą komórką ciała i nikt jej tego przeświadczenia nigdy nie odbierze. Warto było przez tyle lat fantazjować, by otrzymać potem tak doskonałą nagrodę.
— Ciekawe, kiedy zaczniesz mnie karać — mruknęła, rozkoszując się faktem, że głos wreszcie wrócił jej do pełni sił po chorobie i znów mogła czarować swoją dojrzałą narzeczoną wibracjami, które powinna czuć w całym ciele. Złapała zębami jej dolną wargę i pociągnęła zaczepnie., jak na bezczelną gówniarę przystało.

Weź nie młodniej, weź się starzej. Razem ze mną idź krok w krok

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: śr maja 06, 2026 11:49 am
autor: teddy darling
Czasami wracała do tego jednego co by było, gdyby. Gdyby po zeszłorocznym Jarmarku po prostu każda wróciła grzecznie do swojego domu i nic się nie wydarzyło. Czy Teddy i tak zaprosiłaby ją na Sylwestra do Mont Tremblant? Najpewniej tak, przyjaźniły się i April zawsze była jej oczywistym wyborem. Tylko że z Finch nigdy nic nie było do końca oczywiste. Równie dobrze mogła w ostatniej chwili wkręcić się w jakiś projekt i uznać, że nie ma opcji, żeby wyjechać, dopóki wszystkiego nie skończy przed Nowym Rokiem. Czy wtedy zaproponowałaby ten wyjazd komuś innemu? To wcale nie było takie nieprawdopodobne. Może Iris. Albo Jetta. Niewykluczone też, że gdzieś po drodze pojawiłaby się myśl, żeby zabrać ze sobą Riley. Jak to dobrze, że nie musiała rozważać żadnych alternatywnych scenariuszy i jednak April była chętna na spędzenie nocy w jej lofcie. A potem na wspólny wyjazd w góry. Najwyraźniej tak miało być!
Zaśmiała się głośno pod wpływem pacnięcia w ramię. No jasne, że rozumiała. Przez piętnaście lat były dokładnie w tym samym miejscu, z tymi samymi myślami gdzieś z tyłu głowy i tym samym strachem, o którym żadna nie mówiła na głos. Trochę jakby obie milcząco ustaliły, że lepiej tego nie ruszać. Bo to, co miały, było pewne. Sprawdzone. Nie chciały ryzykować i rozwalić czegoś, co działało. Przyjaźń, którą budowały przez tyle lat, była dla nich ważniejsza niż sprawdzanie, czy mogłoby być dla siebie kimś więcej. Dlatego odkładały to na bok i udawały, że nie widzą, że nic się nie zmienia. Tylko że się zmieniało. Bez wielkich momentów, ale w drobnych rzeczach. W tym, jak na siebie patrzyły i jak zawsze wybierały siebie nawzajem. I prawda była dość prosta - kochały się od dawna. Tylko żadna nie chciała tego nazwać. Łatwiej było przecież udawać, że to dalej tylko przyjaźń. I koniec końców to właśnie na niej wszystko się oparło. Bez niej nic z tego nie miałoby sensu!
Pamiętam, że Broussard był autentycznie wściekły. Aż mu się uszy czerwone zrobiły — pokiwała głową, bo April musiała poważnie ugodzić swoją nieuwagą. Jak to tak, żeby jego ulubienica wyprawiała takie rzeczy? Była chyba jedyną, która w ogóle go słuchała, kiedy reszta klasy miała go głęboko w poważaniu. Chłopcy strzelali z długopisów papierowym kulkami w sufit, a dziewczęta wolały plotkować. Głównie właśnie o tych chłopcach. Teddy zwykle rysowała coś na końcu zeszytu. Wtedy również podniosła wzrok znad kartki, kompletnie zaskoczona zaistniałą sytuacją.
Pamiętała również wspomnianą jeansową kurtkę, która upolowała w lumpie. Mama wypatrzyła ją pośród sterty męskich bluz. Kurtka też była męska, bo trochę zwisała Teddy z ramion, ale faktycznie wyglądała w niej cool. I kosztowała jakieś śmieszne pieniądze!
Okłamałaś mnie? — ściągnęła brwi, bo nie spodziewała się takiej wersji wydarzeń. — To ja potem robiłam za twoją skrzydłową, żebyś mogła poderwać Judy, a to cały czas chodziło o mnie? Trzeba było mówić, może przyszpiliłabym cię w tej kurtce do szkolnych szafek. Najlepiej przy wszystkich. Nawet przy samym Broussardzie. I przy Judy też — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie, odgarniając jej z twarzy niesforny kosmyk włosów za ucho. — Dalej ją gdzieś mam, wiesz? Tę kurtkę. Mogę cię w niej przelecieć, jeśli chcesz. Spełnię chociaż jedną twoją fantazję z przeszłości. Albo i więcej, jeśli mi o nich opowiesz. Nawet te ze snów — uśmiechnęła się prosto w jej usta, zanim April pochwyciła zębami za dolną wargę.
Była ciekawa tych sennych marzeń. Ona też kilkakrotnie śniła o Finch w różnych, dwuznacznych sytuacjach. Zawsze budziła się potem z takim dziwnym uczuciem i przez cały dzień chodziła zblazowana. Do tego stopnia, że nie potrafiła spojrzeć przyjaciółce w oczy!
Ukarać, to ja cię powinnam za te licealne łgarstwa — stwierdziła mrukliwym tonem, muskając jej usta. — A może to kolejna twoja fantazja? — odchyliła się, żeby móc na nią spojrzeć i dostrzegła w jej zielonych tęczówkach tańczące ogniki. Nie ma co się łudzić, April nigdy nie była grzeczną dziewczynką.

nie ma sensu szukać już, z nikim wcześniej nam nie było tak

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: śr maja 06, 2026 1:47 pm
autor: April Finch
Kochała ją do szaleństwa od dnia, w którym się poznały – to oczywiste. Nie zdawała sobie wtedy z tego sprawy, ale dotarło to do niej dość szybko. Teddy była przecież najważniejszą osobą w jej życiu dużo wcześniej, nie od ostatniego Sylwestra. Po prostu z jakiegoś dziwnego powodu nie mogła dopuścić do siebie myśli, że miłość, która się między nimi urodziła, jest czymś więcej niż przyjaźnią. Warto było wierzyć, że uczucie musiało po prostu dojrzeć, żeby teraz mogły zbierać jego tak słodkie owoce. Wcześniej mógłby się przecież trafić jakiś robak albo jakiś gorzki egzemplarz. Teraz trafiają tylko na takie słodkie. Pełne soku. Chwila, co?
Kiwnęła głową, zadowolona, że Darling jeszcze pamiętała o tamtym wydarzeniu. Może to dzięki temu, jak rzadko April wpadała w takie sytuacje? Zgrywała przecież w liceum bardzo grzeczną dziewczynkę, a taki opieprz na forum był dla niej czymś niespotykanym. Dobrze, że wcześniej narobiła sobie porządnej reputacji i udobruchanie nauczyciela okazało się dość proste. Domyślała się potem, że może miał po prostu tego dnia jakiś gorszy humor. Może pokłócił się z żoną czy coś? Nie zrobiła przecież nic aż tak złego, by dostać aż tak po łbie. Tyle dobrego, że udało się go jakoś ugadać, żeby nie informował o tej niesubordynacji jej rodziców. Ostatnie, czego wtedy potrzebowała, to kazanie od Finchów, szczególnie ze świadomością, za co je tak naprawdę dostaje.
— Delikatnie minęłam się z prawdą dla twojego i mojego dobra — skorygowała ją, uśmiechając się słodko. Nastoletnia Finch prędzej dałaby się pokroić niż wyznałaby przyjaciółce szczerą prawdę, patrząc jej w oczy. Jakby faktycznie chciała ją wtedy poderwać, to pewnie coś by wymyśliła. Napisałaby opowiadanie, w którym podmieniłaby ich imiona czy coś! Teddy zazwyczaj potrafiła przejrzeć jej matactwa, więc pewnie szybko wyczułaby szwindel.
— I co właściwie ma znaczyć może bym cię przyszpiliła? — prychnęła, przypominając sobie, że powinna się oburzyć. A potem Darling była zdziwiona, że ukrywała przed nią takie myśli, no dobre sobie! Odpowiedź zdecydowanie powinna brzmieć inaczej. Jak na przykład ta propozycja powrotu do licealnej fantazji. Finch przygryzła dolną wargę, powstrzymując uśmiech, który natychmiast próbował się na jej wargi. W głowie natychmiast pojawił jej się obraz narzeczonej we wspomnianej kurtce i to właśnie na szkolnych korytarzach. Taka stara ta Finch, a taka durna.
— No wiesz co? Ty mi nie chciałaś zdradzać swoich fantazji, a ja mam przed tobą wyłożyć wszystkie karty? Nie ma tak dobrze. Coś za coś. — Pogroziła jej palcem, nie dając się tak łatwo wkręcić w te gierki. Teddy była oczywiście diabelsko kusząca i miała ochotę opowiedzieć jej od razu ze szczegółami każdą drobną myśl, jaką miała na temat jej ciała zanim się zeszły, ale to przecież byłoby niesprawiedliwe! Jeszcze niedawno narzeczona wykręcała się z takich zwierzeń, a teraz nagle była pierwsza w kolejce do słuchania? Oj tak być nie będzie.

Poznam Cię z miłością naturalną, Niedotykalną i nieprzewidywalną

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: śr maja 06, 2026 2:59 pm
autor: teddy darling
Trochę zajęło im to dojrzewanie i przejrzenie na oczy. Niewiele, jedynie tylko piętnaście lat. Ale lepiej późno niż później! Albo wcale! I pomyśleć, że mogłyby tak się mijać jeszcze przez kolejne półtora dekady. Albo - co gorsza - trwać w jakichś nieszczęśliwych związkach i dalej udawać, że łączy je wyłącznie przyjaźń. Oczywiście ich przyjaźń była piękna i niepowtarzalna, ale obie były przeszczęśliwe, że tak ładnie ewoluowała. Po co mieć Charmandera, jak można mieć Charizard? O Charmeleonie nawet nie ma co wspominać, bo to dziwaczna ewolucja, a one pewnie długo kręciły się gdzieś na tym poziomie, zanim dotarły do ostatecznej formy.
Co z tego, że pamiętała tamte wydarzenia, jak przez cały ten czas żyła w przekonaniu, że April bujała w obłokach na lekcji nauk politycznych, zatracając się w myślach o głupiej Judy, a nie o niej? Delikatność, na którą narzeczona zrzuciła teraz winę, to zdecydowanie zbyt ładnie powiedziane!
Bzdura. Jesteś zwykłą oszustką — wymierzyła oskarżycielsko palcem w Finch, chociaż wcale tak nie uważała. No bo równie dobrze można zapytać, dlaczego Teddy nie poczyniła żadnego kroku w tym kierunku? Otóż była święcie przekonana, że April nie jest nią zainteresowana. Przynajmniej nie w ten romantyczny sposób. Dlatego Darling przetarła jej szlaki, wyciągając ją z szafy, a potem puściła dalej w świat. Głupia, bo od początku trzeba było się jej trzymać i nigdzie nie puszczać! I nie pozwalać jej się puszczać na lewo i prawo.
To znaczy, że gdybyś mi powiedziała, to bym wiedziała, że tego chcesz. A tak to skąd miałam wiedzieć? Wyobraź sobie, że nie posiadłam jeszcze daru czytania w myślach — pokręciła głową i spojrzała na nią pobłażliwie. Wprawdzie przez te lata przyjaźni nauczyły się porozumiewać bez słów, ale w liceum Teddy była na straconej pozycji. Jak miała się domyślić, czego Finch pragnie, skoro ta długo wzbraniała się przed własną orientacją? To wcale nie było takie proste! — Teraz przyszpiliłabym cię bez wahania. Tak lepiej? — uściśliła, trącając jej nos swoim. Nie bez powodu wspomniała o tej kurtce. Zawsze mogły odtworzyć scenę ze szkolnego korytarza, która kilkanaście lat temu zrodziła się w głowie ukochanej.
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Normalnie aż otworzyła usta ze zdumienia. Nie dość, że z April zatajała przed nią prawdę, to jeszcze bawiła się w okropną szantażystkę!
Wszystkie swoje fantazje spełniam z tobą, głupku — oznajmiła dyplomatycznie, bo przecież nie będzie opowiadać jej, co miała okazji robić z innymi kobietami. — Nie chcesz opowiedzieć mi o swoich? Może twoje okażą się też moimi? — dodała, próbując wziąć ją pod włos. Mogły zrobić sobie całą listę takich fantazji, których jeszcze nie miały okazji wprowadzić w ich wspólne życie. Wszystkie inne i tak już dawno straciły na znaczeniu. A na pewno znalazłyby też coś, czego żadna z nich jeszcze nie robiła.
Chcę pieprzyć cię w wozie strażackim — stwierdziła nagle, bo to było coś, czego Darling faktycznie nigdy nie miała okazji zrobić. A bardzo chciała! Do tej pory nigdy się nie złożyło, bo przecież pracowała z samymi facetami, a kobiety, które trafiały do jednostki, dość szybko wypadały z obiegu. I Teddy znów pozostawała otoczona samymi chłopami.

chciałbym móc powiedzieć ci, o czym dobrze wiesz, więc możemy o tym mliczeć

she cast a spell on you, there's no denying the truth

: śr maja 06, 2026 3:56 pm
autor: April Finch
Otworzyła aż usta ze zdumienia, totalnie oburzona tymi oskarżeniami. Oszustka? No bez przesady! Z nikim innym na świecie April nie była tak szczera, jak ze swoją narzeczoną. Była gotowa powiedzieć jej absolutnie wszystko, co zresztą ostatnio udowodniła. Z własnej woli podjęła trudny temat, zamiast po prostu unikać konfrontacji, zanim nie wybuchła do kolosalnych rozmiarów. Jeszcze pół roku temu przecież dążyła w dużo bardziej destrukcyjne kierunki, robiąc między nimi kwas i biorąc mnóstwo kwasu. No dobra, wcale nie, to było pewnie MDMA. Ale teraz już się nie puszczała na prawo i lewo, żeby zapomnieć o uczuciach do Teddy.
— Może gdybyś też o mnie marzyła w liceum, to nie musiałabyś się zastanawiać, tylko po prostu byś mnie przyszpiliła — fuknęła niezadowolona, próbując odwrócić kota ogonem. Na pewno nie da przecież wrzucić sobie tego na łeb jako własną winę. Darling pocałowała ją jako pierwsza i kilkukrotnie była potem skora do obściskiwania się z nią po kątach, ale to przecież co innego! Korzystała z sytuacji. April była przecież singielką całe liceum i dawała się jej robić jak ta gęś od klusek, więc była zawsze chętna do każdej formy obściskiwania się, gdy tylko Teddy poczuła taką chęć. Ale żeby potem dziewczyna należycie wzdychała do niej po godzinach? No gdzieżby, to już za dużo dla panny Darling! A biedna April potem obrywała po łbie, bo jej przyjaciółka zawróciła kilkanaście dni wcześniej w głowie.
— To może jednak poszukaj tej kurtki. — Zaczesała ukochanej niesforny kosmyk włosów za ucho, czując, jak już teraz robi jej się cieplej na samą myśl. Powinna się przyznać do tych przemyśleń dużo wcześniej! Narzeczona na pewno grzecznie by się dostosowała, bo przecież lubi ją miło zaskakiwać. Nie musiały tym razem jechać do swojej starej szkoły, mogła ją równie dobrze przyszpilić w biurze albo nawet w mieszkaniu. Starszej April przecież względnie wszystko jedno, byle w doborowym towarzystwie. A lepszego niż Teddy już nie znajdzie.
— Ale to przecież nie o to chodzi! To nie muszą być rzeczy, których jeszcze nigdy nie robiłaś. Co ty myślisz, że ja na tych lekcjach myślałam o jakichś zaawansowanych gadżetach czy o czym? Masz się po prostu przyznać kiedy i co myślałaś, zanim dobrałaś mi się do majtek — wyjaśniła spokojnym tonem. Tym razem nie da się zrobić na szaro. Może nadal była głupią gąską, ale to koniec z kluskami. Przerzuca się na porządny makaron. Nie da się tak robić. Teddy szukała po prostu dziury w całym, zamiast po prostu położyć kawę na ławę. Nie ma tak dobrze. Nie na tym polegało narzeczeństwo! Finch zrobiła z siebie już kretynkę, to teraz kolej na strażaczkę.
— To pieprz mnie wreszcie w wozie strażackim — poprosiła pozornie niewinnym tonem, łapiąc za materiał jej kiecki i zmuszając ją, by spojrzała jej w oczy. April nie słyszała tego przecież po raz pierwszy, a ciągle nawet nie siedziała w wozie, nie mówiąc nawet o pieprzeniu. Narzeczona robiła jej po prostu smaka, a potem totalnie o wszystkim zapominała. Wiadomo czemu. Była zajęta myśleniem o innych babach, jak już była w pracy. Pewnie o innych strażaczkach.

A ja wolę ją w dresach niż w sukience