i will follow you into the dark
: sob maja 16, 2026 3:44 pm
Uniosła wymownie brwi, dając do zrozumienia, że rzeczywiście takie wnioski były rozpatrywane w ciągu pięciu dni roboczych, a czasem jeszcze dłużej. Evina mogła złożyć podanie w trybie pilnym, ale to też wcale nie oznaczało, że dostałaby zgodę od ręki.
— Przykro mi, kochanie — uniosła swój kieliszek, bo ktoś po raz pierwszy chciał wypić za ich zdrowie. I na pewno nie ostatni. — Obowiązuje standardowa procedura, a wszystko może się przeciągnąć w czasie, jeśli liczba zgłoszeń rośnie albo sprawy wymagają dodatkowej weryfikacji — oznajmiła, odkładając wciąż pełne szkło na blat stołu. Nie była głupia, nie zamierzała łoić wysokoprocentowego alkoholu na prawie pusty żołądek. — Jestem pewna, że jakoś wytrzymasz — nachyliła się i musnęła ustami policzek małżonki.
W ostatnim czasie Zaylee wyraźnie zwolniła ze swoimi łóżkowymi zachciankami. Najwyraźniej dojrzała do tego, żeby nie pieprzyć się po kątach. Kiedy między nimi pojawiały się nieporozumienia czy, nie szukały już prostego sposobu na ich zagłuszenie i nie uciekały w seks. Tam, gdzie kiedyś łatwo wkradała się fizyczna bliskość jako szybkie rozładowanie napięcia, teraz zatrzymywały się na rozmowie. Nie zawsze było łatwo. To wymagało cierpliwości, czasem przełknięcia dumy, a czasem zmierzenia się z niewygodnymi prawdami o sobie nawzajem. Nie miały też już przestrzeni na długie, ciche dni obrażenia się na siebie. Ich życie coraz bardziej wypełniały obowiązki związane z pracą, ślubem i formalnościami adopcyjnymi. Dlatego Miller wychodziła z założenia, że jeśli nadarzy się moment, żeby wymknąć się od całego tego zamieszani, to z pewnością z niego skorzysta. Dawniej nie przepuściłaby takiej okazji. Jeśli jednak tak się nie stanie, to też żaden koniec świata. Nie traktowała już tego jak straconej szansy czy niedosytu, który trzeba natychmiast nadrabiać.
— Dorothy już to robi — powiedziała, spoglądając w stronę stołu, przy którym siedzieli Millerowie i Swansowie, a pomiędzy nimi Sammy. Babcia właśnie nakładała chłopcu jakąś zieleninę, a on kręcił głową i tłumaczył coś zawzięcie. Pewnie, że rukola i szpinak nie pasują do makaronu. Przynajmniej nie w takiej formie. Nawet Zaylee musiałaby się z nim zgodzić.
Wbrew pozorom nie rozbestwiły syna aż tak bardzo. Na co dzień chłopiec jadał w sierocińcu normalne posiłki, a na stołówce miał wykupione zdrowe, domowe posiłki. Te obiady były akurat bardzo wygodne i Miller chciałaby, żeby Młody dalej z nich korzystał, kiedy zamieszka z nimi na stałe. Głównie dlatego, że była to duża oszczędność czasu. One z kolei mogłyby pomyśleć o jakimś cateringu, który mogłyby zabierać ze sobą do pracy. To wcale nie był taki głupi pomysł. Wtedy całą trójką mogliby gotować w dni wolne od obowiązków. Nie zawsze będą to weekendy, bo obie często musiały być wtedy na komisariacie, więc gdy dziesięciolatek będzie zostawał pod opieką kogoś innego, będą musiały ustalić, że śmieciowe żarcie nie wchodzą w grę.
— Chyba twój tata chce z tobą zatańczyć — zauważyła, bo David właśnie wstał od stołu i zmierzał w ich kierunku. — Albo chcę się z nami napić — dodała, dostrzegając w dłoni kieliszek. Mężczyzna spojrzał jeszcze przez ramię i zamachnął się na Otto, który również opuścił swoje miejsce i podążył jego śladem.
Zaylee naprawdę czuła ogromną ulgę, że jej rodzicom udało się dogadać z rodzicami Eviny. W sumie złapali kontakt już od pierwszego dnia znajomości. Na pewno wiele ułatwiła obecność Sama, który spoił ze sobą obie rodziny.
Evina J. Swanson
— Przykro mi, kochanie — uniosła swój kieliszek, bo ktoś po raz pierwszy chciał wypić za ich zdrowie. I na pewno nie ostatni. — Obowiązuje standardowa procedura, a wszystko może się przeciągnąć w czasie, jeśli liczba zgłoszeń rośnie albo sprawy wymagają dodatkowej weryfikacji — oznajmiła, odkładając wciąż pełne szkło na blat stołu. Nie była głupia, nie zamierzała łoić wysokoprocentowego alkoholu na prawie pusty żołądek. — Jestem pewna, że jakoś wytrzymasz — nachyliła się i musnęła ustami policzek małżonki.
W ostatnim czasie Zaylee wyraźnie zwolniła ze swoimi łóżkowymi zachciankami. Najwyraźniej dojrzała do tego, żeby nie pieprzyć się po kątach. Kiedy między nimi pojawiały się nieporozumienia czy, nie szukały już prostego sposobu na ich zagłuszenie i nie uciekały w seks. Tam, gdzie kiedyś łatwo wkradała się fizyczna bliskość jako szybkie rozładowanie napięcia, teraz zatrzymywały się na rozmowie. Nie zawsze było łatwo. To wymagało cierpliwości, czasem przełknięcia dumy, a czasem zmierzenia się z niewygodnymi prawdami o sobie nawzajem. Nie miały też już przestrzeni na długie, ciche dni obrażenia się na siebie. Ich życie coraz bardziej wypełniały obowiązki związane z pracą, ślubem i formalnościami adopcyjnymi. Dlatego Miller wychodziła z założenia, że jeśli nadarzy się moment, żeby wymknąć się od całego tego zamieszani, to z pewnością z niego skorzysta. Dawniej nie przepuściłaby takiej okazji. Jeśli jednak tak się nie stanie, to też żaden koniec świata. Nie traktowała już tego jak straconej szansy czy niedosytu, który trzeba natychmiast nadrabiać.
— Dorothy już to robi — powiedziała, spoglądając w stronę stołu, przy którym siedzieli Millerowie i Swansowie, a pomiędzy nimi Sammy. Babcia właśnie nakładała chłopcu jakąś zieleninę, a on kręcił głową i tłumaczył coś zawzięcie. Pewnie, że rukola i szpinak nie pasują do makaronu. Przynajmniej nie w takiej formie. Nawet Zaylee musiałaby się z nim zgodzić.
Wbrew pozorom nie rozbestwiły syna aż tak bardzo. Na co dzień chłopiec jadał w sierocińcu normalne posiłki, a na stołówce miał wykupione zdrowe, domowe posiłki. Te obiady były akurat bardzo wygodne i Miller chciałaby, żeby Młody dalej z nich korzystał, kiedy zamieszka z nimi na stałe. Głównie dlatego, że była to duża oszczędność czasu. One z kolei mogłyby pomyśleć o jakimś cateringu, który mogłyby zabierać ze sobą do pracy. To wcale nie był taki głupi pomysł. Wtedy całą trójką mogliby gotować w dni wolne od obowiązków. Nie zawsze będą to weekendy, bo obie często musiały być wtedy na komisariacie, więc gdy dziesięciolatek będzie zostawał pod opieką kogoś innego, będą musiały ustalić, że śmieciowe żarcie nie wchodzą w grę.
— Chyba twój tata chce z tobą zatańczyć — zauważyła, bo David właśnie wstał od stołu i zmierzał w ich kierunku. — Albo chcę się z nami napić — dodała, dostrzegając w dłoni kieliszek. Mężczyzna spojrzał jeszcze przez ramię i zamachnął się na Otto, który również opuścił swoje miejsce i podążył jego śladem.
Zaylee naprawdę czuła ogromną ulgę, że jej rodzicom udało się dogadać z rodzicami Eviny. W sumie złapali kontakt już od pierwszego dnia znajomości. Na pewno wiele ułatwiła obecność Sama, który spoił ze sobą obie rodziny.
Evina J. Swanson