Strona 3 z 5

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 10:25 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Z całej siły starała się nie zaśmiać, kiedy Madox nawijał Polly i Bobowi, że tym pierścionkiem prawie zabili Panchito. Był tak zaangażowany w swojego słowa, że kompletnie chyba zapomniał, że ich rozmówcy za nic nie wiedzieli, kto to Panchito, dlatego Polly kwiknęła przerażona i od razu zasłoniła usta dłonią, a Bob autentycznie się przeżegnał. Oczywiście zaczęli się zarzekać, że nie chcieli nikogo zabić, chociaż jak dowiedzieli się, że Madox cały czas nawijał tylko o kaczce, to popatrzyli na nich trochę jak na wariatów.
Cóż, dużo się nie pomylili.
Tak samo jak nie pomylili się z kwotą, którą Bob chciał dać Madoxowi za znaleźne. Połowa zwróciłaby cały rachunek u weta, a za drugie pół mogliby jeszcze zabrać Sombre na kontrolę i może te dwa szatany od Ricziego i Roski również. Ostatnio nawet jakieś grzyby urosły im na głowie, więc może by im się przydało? Ricardo niby zarzekał się, że to tylko takie przebrania, ale kto wie, co oni właściwie robili z tymi psami? Riczi to pewnie karmił je różnymi kawiorami i fikuśnym żarciem, które przygotowywał, to może się pochorowały? No tylko że kiedy Pilar już w głowie gdybała, na co można by wydać te pieniądze, Madox grzecznie im odmówił. Też ładny gest, chociaż biorąc pod uwagę to jak ochoczo o k r a d a ł ludzi, szczególnie zwyroli pokroju Frankiego, to jak ktoś mu coś dawał prosto do łapy, mógł już wziąć, bo kto jak kto ale Polly i Bob nie wyglądali na takich, co by wpłacili potem tą kasę na kaczki.
Ale z drugiej strony nie wyglądali też na takich, którzy juz dawno byli zaręczeni. Pilar w sumie nie myślała o nich za dużo, ale z sytuacji, która się wywiązała, była przekonana, że Polly i Bob dopiero co się zaręczyli, a tu proszę — ślub już zaplanowany i to w dodatku za tydzień. Nad w o d o s p a d e m. Niektórzy to pożyli.
To jak ty zgubiłaś ten pierścionek? — musiała spytać. No musiała, bo inaczej nie mogłaby spać po nocach i by się zastanawiała, czy Panchito po prostu dziabnął ją w palec i sam jej go ściągnął.
Oj bo… — Polly się zawahała, a na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Stewart nie za bardzo wiedziała, czego powinna się spodziewać, skoro dziewczyna już była lekko zawstydzona, ale potem przypomniała sobie, że przecież przeciętni ludzie wstydzili się pierdół. — No bo chciałam sobie pokremować ręce, bo moja babka sprowadziła mi taki krem na skórę prosto z Japonii z dodatkiem drzewa kwiatowego, no a jego nie powinno się mieszać ze srebrem i diamentami, więc... no zdjęłam na moment wszystkie pierścionki, jakie miałam i odłożyłam na bok, ale wtedy Bob wywinął orła i zerwałam się, żeby mu pomóc się pozbierać… no a jak wróciliśmy, to były wszystkie pierścionki oprócz tego — opowiadała cała rozemocjonowana, a Pilar w międzyczasie nie tylko trzymała usta w wąskiej linii, ale również aż musiała zacisnąć palce na przedramieniu Noriegi, żeby jakoś rozłożyć nadmierne rozbawienie, które się jej kręciło. Ludzie to mieli problemy. KREM z Japonii musiała nałożyć na ręce, W PARKU i kurwa kaczka jej zeżarła pierścianek, bo Bob się wyjebał. Za-je-bi-sta historia. — Rozumiesz?! — spytała, patrząc wymownie na Stewart. Nic kurwa nie rozumiała.
No pewnie, że rozumiem — skłamała, wzruszając do tego ramionami. — Dlatego ja zawsze nakładam kremy z Japonii w domu — dodała, lecąc już jak popadnie w tym kłamstwie, które… Polly zdawało się bardzo spodobać, bo zaraz doskoczyła do Pilar i zaczęła jej nawijać jeszcze o jakiś maskach pod oczy z bambusa sprowadzanego z jebanej Nibylandii, na które Stewart tylko przytakiwała, podczas gdy Bob zgarniał od Madoxa adres, żeby wysłać zaproszenie nie ślub.
Szczerze mówiąc, Pilar nie spodziewała się, że faktycznie im cokolwiek wyślą, w końcu kto zaprasza dwójkę randomów na swoje wesele? A drugiej strony jakby na to nie patrzeć, to uratowali im całe wesele jak nie miłość, skoro Polly była gotowa odejść bez pierścionka. Swoją drogą pojebane. I nawet miała o tym powiedzieć Noriedze, jak tylko się pożegnali, ale on już ubiegł ją z pytaniami.
Myśle, ze są tak odklejeni, że wyślą — zaśmiała się, w końcu kierując ich do budki z lodami. — Ja nie byłam. A ty? — zainteresowała się, zadzierając głowę w górę i przyglądając mu się uważnie. Maodx zazwyczaj robił już rzeczy, które wspólnie doświadczali, dlatego Stewart wcale by się nie zdziwiła, gdyby faktycznie już był. Może z Haddie? Albo pieprzoną Cherry Marshall? W końcu wydawało się to Pilar takie miejsce, w które bogole pokroju jej i Galena zabierają swoje randki, żeby je przelecieć na romantycznie. Ale może się myliła. Pewnie nie. — Swoją drogą nie uważasz, że to pojebane, że chcieli odwołać cały ślub, bo zgubili pierścionek? — gdyby oni tak mieli się poddawać za każdym razem, jak coś gubili albo niszczyli, to już dawno nie byliby razem.
Ustawiła się w kolejce do budki, wyglądając przez ramie jakiejś starszej kobiecie, żeby sprawdzić, jakie smaki dzisiaj były w ofercie. Oczywiście w pierwszej kolejności zauważyła czekoladowe, a zaraz potem…
Mają mango — poinformowała Noriegę, uśmiechając się szeroko. — To ja chce czekoladę i mango — oznajmiła, odwracając się w jego stronę. — Albo nie. Chce podwójną czekoladę i mango — no tak, bo przecież Pilar nie najadłaby się jedną marną nagłą czekoladową, trzeba było zgarnąć minumum dwie jak nie trzy. Czuła, jak już wszystko wywraca się w jej w brzuchu na samą myśl o lodach, tylko zaraz okazało się, że stara babka, która stała przed nim, tak naprawdę trzymała miejsce całej grupce przedszkolnej i nim którekolwiek z nich zdążyło mrugnąć, dookoła nich wysypało się jakieś dwadzieścia dzieciaków.
Ja pierdole — rzuciła pod nosem, odchylając głowę do tyłu. — Mátamezabij mnie, poprosiła, łapiąc ciemne spojrzenie Noriegi. Jakaś dziewczynka odwróciła się w ich stronę i oczywiście skarciła Pilar wzrokiem. Nawet nie musiała nic nie mówić, od razu było widać, że nie wolno przeklinać. Nawet miała jej mruknąć, żeby zajęła się sobą, ale wtedy jakaś dwójka chłopaczków zaczaiła się obok Madoxa.
Ej a patrz na tą wielką sowę — mruknął jeden z nich, przekonany, że WCALE ich nie słychać. Ale ma wieeeelkie gały.
A zobacz tam niżej ma napisane Magia — odezwał się drugi, palcem wskazując przedramię Noriegi. — Ciekawe, czy jest jakiś magikiem?
To idź zapytać.
Nie ty idź.
Ty IDŹ — zaczęli się przekomarzać do tego stopnia, że autentycznie zaczęli się okładać tuż obok nich i finalnie i tak wpadli na Madoxa, prawie go taranując. Jak wcześniej chcieli z nim rozmawiać o Magii, tak kiedy ten spojrzał na nich z góry, chłopaki nieco się przerazili. Może nawet trochę obsrali. Oby nie gacie.

¿Eres un mago o un demonio?

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 12:27 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox to był właściwie trochę jak torontoński Robin Hood, bo on właśnie okradał zwyroli, półświatek, tylko, że na przykład swoją matkę też okradł... Robin Hood chyba tak nie robił. Chociaż z drugiej strony Esme była jakąś baronessą meksykańskiego przemytu bronią, też nie była święta.
A Noriega... też nie był, po mamie. Albo ojcu... Albo całej rodzince, która pochodziła z Medellin?
Już mieli sobie iść, Madox nawet ruszył się z miejsca, ale Pilar jeszcze zapytała o ten pierścionek. Noriegę ciekawiło to średnio, bo pewnie zaraz okaże się, że jej po prostu spadł, ale nie...
Polly go zdjęła bo nakładała sobie na rączki jakiś japoński krem, w parku. Madox pewnie miał podobną minę do Stewart, przestąpił nawet z nogi na nogę.
- No tak te japońskie kremy... - mruknął jeszcze, ale zaraz patrzył na Pilar, kiedy ona powiedziała to, że zawsze nakłada je w domu, bo on nawet nie wiedział, że ona ma takie kremy, ale może miała?
Madox to jednak czasem był naiwny. Łatwo go było wkręcić. Nawet chciał o to zapytać swoją narzeczoną, ale kiedy Polly zgarnęła ją i zaczęła opowiadać o maseczkach, to on się zajął dyktowaniem adresu Patela, Bobowi. Jeszcze powtórzył dwa razy numer skrytki Williama. A zaraz już się pożegnali i wreszcie poszli na lody.
Oczywiście nie tylko oni mieli taki plan i musieli odstać swoje w kolejce.
- To może pójdziemy? Dawno nie byliśmy na weselu - i już się przysuwał do Stewart, żeby ją zaczepić - ubrałabyś tą czerwoną sukienkę... - szeptał jej do ucha, a kiedy zapytała o to, czy on był nad Niagarą, to pokręcił głową - też nie, a to w sumie nie jest daleko - ale prawda jest taka, że Madox wolał jakieś egzotyczne kierunku, a wodospad Niagara rzeczywiście brzmiał mu jak miejsce dla bogoli, na ich bogolskie randki, chociaż... - podobno można wejść pod wodospad i tam są zajebiste jaskinie, tak czytałem - powiedział zerkając już w kierunku smaków lodów, które dzisiaj serwowali, ale na kolejne słowa Pilar zaraz wbił w nią ciemne spojrzenie. Uśmiechnął się delikatnie i tracił ją ramieniem - pojebane, żeby odwołać nasz ślub to ja bym się musiał zgubić... albo ty byś mi musiała uciec - chociaż ciekawe czy by jej pozwolił?
Jak on za każdym razem kiedy próbowała, to nie dawał jej nawet chwili dla siebie, tylko zaraz za nią szedł.
I teraz też stał za nią, kiedy oznajmiła mu, że mają mango, nawet się przysunął bliżej, tak, że już wpadł w jej plecy, więc kiedy się odwróciła to już stała przy nim, opierając się na jego klacie.
- To ja dwa mango i czekolada - Madoxowi też aż zaburczało w brzuchu na samą myśl, aż przełknął ślinkę. A tu nagle wyrosło koło nich to stado dzieciaków - o kurwa - też mu się wyrwało, bo zaraz zaczął liczyć te dzieciaki rozglądając się dookoła - zobacz... Uratowaliśmy Panchito, ślub Polly i Boba i jeszcze przeprowadziłem starą babę na pasach... - zaczął wyliczać zastanawiając się gdzie nagroda za te ich dobre uczynki - i pan Bóg nam serio wynagrodził w dzieciach - aż wypuścił ciężko powietrze z płuc.
- Nie mówi się starą babę - mruknęła ta mała, co tak karcąco patrzyła na Pilar.
- A jak się mówi? - od razu zapytał Madox i w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na tych chłopaczków zainteresowanych jego tatuażami.
- Staruszkę, albo starszą panią - odpowiedziała rezolutnie dziewczynka, ale Madox wzruszył na to ramionami. W zasadzie dla niego bez różnicy.
Zresztą zaraz i tak wpadło na niego tych dwóch chłopaczków, a Noriega spojrzał na nich z góry, a jednego to nawet musiał przytrzymać za fraki, żeby się nie wywalił.
- No i co? Trzeba było się tak przepychać... - rzucił Madox, a dzieciaki pokręciły głowami, ale zaraz kiedy tylko Noriega się uśmiechnął, to nabrali trochę pewności siebie.
- Bo Phil mówi, że jest pan magikiem... - zaczął jeden, a Madox uniósł jedną brew.
- A Stu mówi, że ptasznikiem... - rzucił ten drugi, ale kumpel zaraz trącił go ramieniem.
- To nie ptasznik baranie, tylko ornitolog się mówi - znowu zaczęli się przepychać. A druga brew Noriegi uniosła się do góry.
- Ja myślę, że gangsterem - wtrąciła się jeszcze ta mała od staruszki.
- Ptasznikiem brzmi fajnie... - rzucił Madox, a ta mała znowu wystąpiła do przodu.
- Ptasznik to jest taki pająk - wymądrzała się, a Phil wywrócił oczami.
- A może ja jestem spidermanem? - Madox znowu się uśmiechnął, a dzieciaki popatrzyły po sobie kręcąc głowami, że to niemożliwe. Noriega za to przysunął się do Stewart i zaraz pochylał się do jej ucha - ja ich zagadam, a ty weź nam lody - mruknął, ale zanim Stewart ruszyła się z miejsca, to znowu dziewczynka wystąpiła do przodu.
- Ale ładna jest pana dziewczyna, nie pasują do niej wcale takie tatuaże - i już stała między nimi przyglądając się dziarom Noriegi. Chłopaki też.
- A co do niej pasuje? - zapytał Madox zerkając z ukosa na Pilar.
- Jakiś książę! - wypaliła dziewczynka, a chłopaczki buchnęli śmiechem.
- Ale ty głupia jesteś! Książęta przecież nie istnieją... - rzucił Phil, a dziewczynka zaraz się skrzywiła.
- Nie wolno się wyzywać Phil! Prawda? - spojrzała zaraz na Pilar i Madoxa, żeby potwierdzili. Ale Noriega tylko wzruszył ramionami, bo przecież on się często wyzywał.

Un príncipe sería adecuado para una chica tan bonita 🏰₊˚⊹♡🎠✨

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 1:18 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Faktycznie dawno nie byli na weselu.
O ile można było zgodzić się ze stwierdzeniem, że nie bycie pół roku na żadnym weselu to dużo. Pilar niem miała pojęcia. W swoim życiu była może na jakiś dwóch albo trzech, nie miałą więc wielkiego porównania do tego, jak często ludzie powinni się pojawiać na tego typu imprezach.
Czy chciała iść?
Może faktycznie przyda nam się jakaś rozrywka — szczególnie w miejscu, gdzie nikt ich nie znał. Akurat z autopsji wiedzieli, że takie miejsce były dla nich najlepsze. Jak ostatnio na wsi u Bridget. No przecież tam było zajebiście, albo w Meksyku jak było super, zanim trafili na Esme. Może nad wodospadem Niagara też będzie zajebisicie? Szczególnie, że zaraz okazało się, że Madox również nigdy tam nie był, a w dodatku wyczytał, że pod wodospadami były jaskinie. — Lubimy jaskinie — mruknęła zadowolona, racząc go zaczepnym uśmiechem. Myśleli o tym samym? Może i myśleli, bo przecież jaskinie Diabła również wspominali wyśmienicie i łowienie muszelek. Chociaż Pilar ostatnimi czasy dochodziła do wniosku, że niezależnie gdzie byli, ich dwójka i tak potrafiła z każdej sytuacji wyciągać absolutnego maksa.
Spojrzała podejrzliwie na Noriegę, gdy oznajmił, że żeby odwołać ich ślub, to on musiałby się zgubić.
To przecież bym cię znalazła, estupido — pstryknęła go prosto w czoło i pokręciła głową. W końcu musiały być jakieś plusy tego, ze związał się z panią detektyw, tak? Akurat Pilar jak mało kto znała ile na robocie, szczególnie, że więszkośc czasu robiła przy sprawach ludzi zaginionych. — A jak ja bym uciekła… no to byś mnie już nie znalazł — wystawiła do niego język, przy okazji zaglądając w piękne, ciemne oczy swojego narzeczonego. Umiałaby się zaszyć, gdyby zaszła taka potrzeba, ale przecież nie chciała. Nie wytrzymałaby bez niego dłużej niż dwa dni. Wróciłaby pewnie z podkulony ogonem, prosząc, żeby ją przyjął z powrotem.
Chociaż te wszystkie dzieci, których najebało dookoła mogłyby zdecydowanie zaszyć się gdzieś indziej. Przecież to co zrobiła ta stara baba, to było łamanie wszelkich dobrych manier konsumenta. Jedna osoba w kolejne to jedna osoba, a nie kurwa dwadzieścia. Pewnie jakby wiedzieli, co tu się rozpęta, to poszliby do jakiejś innej budki na drugim końcu parku. Tylko teraz i tak było już za późno, bo nim zdążyli jakkolwiek zareagować, to chłopaki, którzy wcześniej się okładali, już zagadywali Madoxa o to, czy był magikiem czy jednak ornitologiem. Chociaż trzeba przyznać, że mała mądrala, która nazwała Noriegę gangesem, dużo się nie pomyliła. Pilar aż się zaśmiała.
A może księdzem? — dołączyła do dyskusji, dając równie odklejony pomysł, ale dzieci popatrzyły na nią jak na wariatkę.
Na pewno nie, bo nie ma sukienki!!! — krzyknął Stu, zarzucając ręce na biodra, jakby powiedział właśnie coś turbo mądrego.
To się nazywa Sutanka, debilu!!! — Phil trzepnął swojego kumpla w łeb i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Chyba Sutanna! — oczywiście mała mądrala musiała się wtrącić i wszystkich poprawić, a na koniec jeszcze oznajmić, że Pilar była ładniutka, ale wcale nie pasowały do niej takie tatuaże, jakie miał na sobie Madox. Spojrzała w dół na małą mądrale i już miała się zapytać dlaczego, jednak oczywiście ubiegł ją Noriega, ze swoim pytanie co w takim razie pasowało.
Książę? — powtórzyła rozbawiona. Pilar zdecydowanie ominęła ta era w dzieciństwie, w którym małe dziewczynki marzyły o księciach z bajki. Może dlatego, że oglądała mało bajek, a może po prostu wszyscy chłopcy jakich znała z bidula byli okropni i nawet nie chciała, żeby którykolwiek z nich miał z nią cokolwiek wspólnego, nawet jakby okazał się wielkim księciem całego Toronto! Gotowa była wyśmiać to co powiedziała mądrala, ale wtedy chłopaki zwyzywali ją od głupich, więc Stewart spojrzała na nich karcąco.
Nie wolno — skinęła głową, po czym nachyliła się do małej mądrali i… — No chyba, że ty też im odpyskujesz — wyszeptała tak, że tylko ona słyszała, a potem nawet powiedziała jej kilka przykładów. Dziewczyna zachichotała głośno patrząc na chłopaków i tylko skinęła do Pilar głową, kiedy się odsunęła.
Co ci powiedziała?!?! — zainteresował się Stu i podszedł bliżej, krzyżując ręce na piersi, ale mała mądrala tylko uśmiechnęła się do niego bezczelnie, tym razem gestem oznajmiając, że za nic i tak mu nie powie. — To teraz pan też nam coś powinien powiedzieć — spojrzeli razem z Philem na Madoxa. — No tak dla tego no, wyrównania rachunków czy coś. Jakaś radę — Pilar prychnęła śmiechem. Już sobie kurwa wyobrażała, co im zaraz mądrego nagada Noriega. Tylko nim to się stało, to znowu wrócił temat książąt, a dziewczyna zaczęła nawijać, że jej książę to będzie z prawdziwego zdarzenia i nie będzie wyglądać jak gangster.
A skąd wiesz, że książęta nie mają tatuaży? — spytała z uniesionymi brwiami, spoglądając na nią wymownie. — Widziałaś kiedyś jakiegoś księcia bez koszulki? — dopytała, chociaż na dobra sprawę było to kurewsko dziwne pytanie zadane do dziesięciolatki.
No nie… — rzuciła jednak mądralińska.
No właśnie. A może mieli tam gdzieś wytatuowane jakieś fajne rzeczy — wzruszyła ramionami, a mądralińska jakby się faktycznie zastanowiła nad tymi słowami. — Czasami trzeba zajrzeć trochę głębiej niż tylko to, co jest na zewnątrz — o proszę jak poetycko to powiedziała. Szkoda tylko że te dzieciaki pewnie za nic tego nie odebrały z takim przekazem i zaraz zaczęli się znowu przekomarzać. 

I ty zajrzałaś w niego głębiej? — spytał po chwili Phil, a Pilar o mały włos nie jebła śmiechem. Finalnie tylko skinęła głową, spoglądając na Noriegę.
Bardzo głęboko — mruknęła tylko już sama nie do końca wiedząc na jakie tory przeszła ta rozmowa. Szczególnie, że ich opiekunka zakręciła się obok i chyba słyszała jakiś dziwny wyrywek tej rozmowy.

mi principe azul

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 3:50 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Jakby w ich życiu było mało rozrywek...
Chociaż może to właśnie chodziło o fakt, że kiedy oni byli gdzieś, gdzie nikt ich nie znał, gdzie grali trochę kogoś innego, wciąż z tymi ognistymi temperamentami, ale jednak mniej niebezpiecznymi zawodami chociażby, to spędzali czas jakoś tak przyjemniej. Bez Emptiness w tle, bez policji, która chciała ich rozdzielić. Po prostu razem.
- Musimy tam kiedyś jechać, nawet jak nas nie zaproszą - stwierdził, bo może nie trzeba lecieć do Meksyku, czy Kolumbii, żeby spędzić razem czas, w jakiejś dzikiej jaskini, które przecież lubili. A Pilar miała takie szybkie auto, że by nad tą Niagara zajechała raz dwa.
Tak jak raz dwa by go pewnie znalazła.
- No nie wiem... nie doceniasz mnie chyba trochę cariño - szarpnął się, żeby ugryźć ją w palec, kiedy pstryknęła go w czoło, bo Madox też potrafił znikać. Ale z drugiej strony, to on by przecież za nic nie chciał zaginąć przed ich ślubem. Chyba, że by się naćpał i by go porwali, i wtedy to rzeczywiście dobrze, że jego przyszła żona była detektywem - nawet w piekle bym cię znalazł... Wszędzie i jakbyś zmieniła tożsamość i straciła pamięć, to też - i znowu się do niej przysunął, bo chciał się połasić - tylko mnie więcej nie kop - bo może Pilar nie pamiętała, biorąc pod uwagę fakt, że miała wtedy te kłopoty z pamięcią, ale Madox pamiętał doskonale.
Nie pamiętał za to, żeby nie odzywać się do dzieciaków, bo przecież... zaraz wdadzą się z nimi w dyskusje. No i tak było.
Zaraz Pilar dodała, że jej narzeczony mógłby być księdzem, a Noriega uniósł zaczepnie brew.
- Incluso puedo ser sacerdote para ti - dla ciebie mogę być nawet księdzem, nawet mrugnął do niej jednym okiem, ale dzieci już się zaczęły kłócić czy duchowny nosi sukienkę, czy sutankę, czy może sutannę.
Dopiero kiedy mała mądrala powiedziała, że Pilar jest taka piękna, że pasowałby do niej książę, to Madox podniósł spojrzenie na Stewart, z tym, że była piękna zgodziłby się od razu, ale książę?
- Może taki gładziutki i żeby miał niebieskie oczy? - przesunął wytatuowanymi palcami po brodzie. Pił do jednego torontońskiego księcia z bajki?
Może.
Ale dziewczynka i tak go już nie słuchała, bo zaraz dochodzili się, czy można się wyzywać, czy nie. I kiedy Pilar powiedziała, że nie, to pokiwał głową zgadzając się z nią, ale ona zaraz już podsuwała dziewczynce jak mogła odpyskować, a Madox założył rękę na rękę patrząc na nią spod przymrużonych powiek - loca... Más tarde dirá que la señora del parque le enseñó que -loca... później powie, że pani w parku ją tak nauczyła, mruknął, ale się uśmiechnął. No bo przecież Madox mógł sobie pogadać, ale on uwielbiał w Pilar to, że była pyskata. W ogóle lubił tą cechę... w ludziach - co jej powiedziałaś? - zapytał prawie równo z chłopaczkami, i jakby nie miał tylu tatuaży i swojego metr osiemdziesiąt, to może by się wmieszał w tą wycieczkę. Kiedy dzieciaki zapytały go o jakąś dobrą radę, skierowaną do chłopackiego grona, to oczywiście, że Madox już otworzył usta. Pewnie by strzelił jakąś mowę motywacyjną jak Ericowi na sali treningowej, ale jednak nie zdążył, bo panienka mądralińska znowu nawijała o tych księciach. A Madox prawie prychnął śmiechem na pytanie Pilar.
- A ty widziałaś jakiegoś księcia bez koszulki? - musiał ją zaczepić, ale dziewczynka wbiła w nią spojrzenie jakby czekała na odpowiedź. Tylko Pilar zaraz nawijała, że może książę miał dziary schowane pod ubraniem, i że czasem trzeba zajrzeć głębiej - al corazón más negro - do samego czarnego serduszka, wtrącił Madox i zaraz odszukał spojrzenie Pilar. Bo ona do jego złego serca zajrzała i przekonała się, że on jednak było... dobre.
Chociaż na pytanie Phila, Noriega zaraz spojrzał w jego kierunku, i parsknął, zwłaszcza, że Stewart zaraz mówiła jak głęboko w niego zajrzała - Te lo ruego, no digas qué tan profundo, porque nos encerrarán - błagam cię, nie mów jak głęboko, bo nas zamkną, znowu przysunął się do Pilar opierając jej rękę na ramieniu, przyciągając ją do siebie.
- Jaki to jest język? Tak samo mówi nasza gosposia z Kolumbii - zainteresował się Phil, który patrzył na nich podejrzliwie. Madox też posłał mu takie spojrzenie, bo ciekawe ile rozumiał...
- My też jesteśmy z Kolumbii - powiedział od razu, bo on był, a skoro Pilar była jego prawie żoną, to też mogła być. Bo jak ją kiedyś ktoś zapyta, gdzie ma rodzinę, to przecież, że odpowie, że w Kolumbii, tą jego. Proste.
- To tam gdzie robą narkotyki? - zapytała mała mądrala, a Madox przeniósł na nią spojrzenie. Gangsterzy, książęta i kokaina, ta to dopiero miała swój świat.
- Nie, to tam gdzie rośnie mango i żyją koliberki - wyjaśnił im Madox.
- Koliberki? - zainteresowały się dzieciaki - to takie maleńkie ptaszki? O takie tyci tyci? - mądrala pokazywała im jakie tyci tyci, a zaraz Phil wypalił - nie, one są jeszcze mniejsze - Stu za to wyrwał się - większe - i znowu kłótnia rozgorzała. Madox wywrócił oczami.
- Jak będziecie grzeczni, to Pilar wam pokaże piórko koliberka - rzucił zerkając na Stewart, właściwie byli już coraz bliżej kasy, ale przed nimi jeszcze kilka dzieciaków.
- Oja Pilar pokaż! - wypaliły dzieci przepychając się do Stewart i zaraz w zasadzie otoczyła ją niemała grupka, bo ktoś rzucił że tam się coś dzieje, żeby zobaczyli, nawet nauczycielka się zaczaiła, bo może myślała, że Pilar im pokazuje nie wiadomo co.
A Madox?
Oczywiście, że wykorzystał okazję i już wisiał na ladzie przy kasie.
- No wreszcie, teraz ja - uśmiechnął się ładnie do ekspedientki - dwa razy po trzy gałki... Albo zaszaleje, po cztery, dwie mango i dwie czekoladowe, do obu - szybko powiedział co chce, a dziewczyna pokiwała głową i zabrała się za kręcenie lodów, Madox jej przy okazji włożył kilka dolców do jakiejś puszki z napiwkami, a kiedy już zrobiła jeden deser, to jeszcze się wychylił - i na jeden ta kolorowa posypka i polewa czekoladowa, a na drugi bita śmietana - zapłacił i zanim Stewart zdążyła wszystkim dzieciakom pokazać to piórko, to on już stał przed nią z deserami. Oczywiście, że dla Pilar polewa czekoladowa i posypka, a dla niego bita śmietana.

Incluso puedo ser sacerdote para ti ⋆✴︎˚。⋆

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 4:45 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
To mnie nie prowokuj — rzuciła zadowolona, kiedy Madox rozwodził się nad tym, jak to Pilar powinna go więcej nie kopać. Prawda była taka, że tamten dzień, kiedy William przyszedł z papierami rozwodowymi, pamiętała jak przez mgłe. Niby miała pewne prześwity ale były one zdecydowanie zbyt marne, żeby złożyć z nich pełną całość. Może to i dobrze? Bo po tym, jak się nasłuchała od Noriegi, że Patel myślał, że była jego żoną i ją tulił, a potem wyskoczyła na nich z nożem, to zdecydowanie wolała tego nie pamiętać. Chociaż skoro Madox dostał prosto w kroczę, to ewidentnie sobie na to zasłużył. — Przynajmniej już wiesz, że masz się mnie bać — zaśmiała się i przy okazji puściła oczko w jego kierunku.
Nie bały się również dzieci, kiedy tak stały dookoła nich i ciągle coś z nimi dyskutowały. Jak nie o byciu magikiem, to o tym co noszą księża w kościele ale również i książęta na białym koniu. Ten Pilar zdecydowanie nie był gładziutki z niebieskimi oczami. Ona wolała gorących latynosów, którzy koloryt oczu mieli ciemny, ognisty. Oczywiście mała mądrala wcale się z nią nie zgadzała i ciągle nawijała tylko o tym, jacy to właściwie byli książęta z jej bajek, jakie cechy powinni mieć i jak się zachować. Całe szczęście praktycznie nic z tego nie pasowało do Madoxa. I dobrze, bo Stewart chyba zanudziłaby się na smierć.
Widziałam księcia bez koszulki i to nie raz — odpowiedziała mu od razu, bezczelnie wodząc wzrokiem po jego ciele. Aż się prosiło, żeby dodała do tego, że nie tylko widziała, ale również dotykała, całowała, lizała i ssała… bez koszulki, ale przecież tu były dzieci. Nie wypadało. Nawet jeśli te dziesięciolatki już co nieco wiedziały o intymności. W końcu czasy się zmieniały, internet był dla wszystkich i dzieci już coraz rzadziej biegały po śmietnikach i kąpali się w fontannach.
Te tu natomiast były wyjątkowo bardzo zainteresowane tym, w jakim języku zwracał się do Pilar Madox oraz co właściwie było w Kolumbii. Stewart zaśmiała się głośno, kiedy mała zapytała, czy robią tam narkotyki, a potem spojrzała na nią z niedowierzaniem. Skąd ona to niby wiedziała? Jakim cudem w ogóle przyszło jej to do głowy. Całe szczęście Madox okazał się świetnym zmieniaczem tematu i od razu im wyjaśnił, że tak naprawdę to miejsce gdzie rośnie mango i są też koliberki. A jedno piórko Pilar nawet miała przy sobie.
Okej, pokaże wam, tylko wiecie, musicie być bardzo ostrożni, okej? — pouczyła ich. Przecież nie mogła ryzykować tym, że jakieś dzieciaki zgubią jej piórko z Medellin, które zawsze nosiła przy sobie, przy sercu, ktore przypominało jej o drzewie mango i tym pięknym popołudniu, jakie spędzili tuż przed weselem Tio i Marie. — Oddychajcie delikatnie, bo wystarczy jeden mały podmuch a nam ucieknie — proszę bardzo, kto by pomyślał, że w Pilar był w ogóle taki spokój względem dzieci. Przykucnęła, sięgając do medalionu, a wszyscy podeszli nieco bliżej. Phil to nawet wstrzymał powietrze i prawie się udusił, żeby przypadkiem nie zrobić za dużego wiatru i Pilar musiała mu wyjaśnić, że to wcale nie trzeba aż tak uważać.
Dała każdemu z nich potrzymać piórko w dłoniach, a nim zdążyła je schować, to zleciało się z sześć innych dzieciaków i też chcieli zobaczyć, więc sama nie wiedziała, ile dokładnie czasu spędziła na tym chodniku, ale kiedy w końcu się odwróciła, gotowa, żeby ulotnić się z tego skupowiska dzieci, Madox już stał z boku z deserami w rękach.
Te quiero — westchnęła głośno, kierując się w jego stronę. Oczywiście jeszcze po drodze została zatrzymana przez dzieciaki, bo trzeba było powiedzieć do widzenia i odpowiednio się pożegnać. — Mądrala przekazuje, że jesteś niewychowany, bo się z nimi nie pożegnałeś — dodała, kiedy już kierowali się w przeciwną stronę, lekko przyśpieszonym krokiem, żeby przypadkiem znowu na nich nie wpaść. Przysiedli dopiero kilkanaście metrów dalej i oczywiście jak na dzikusów przystało nie na ławce a… na wielkim, ogromnym wręcz kamieniu, na który wcześniej trzeba było się wspiąć. Było z niego widać prawie cały park oraz staw na środku, przy którym wcześniej karmili kaczki.
No nie gadaj, że wziąłeś mi z posypką — ucieszyła się, przejmując w końcu od Madoxa swój deser, ale zaraz potem oczywiście jak na typową babę przystało… — A ja nie mam bitej śmietany? — dopytała, ściągając brwi i przyglądając mu się uważnie. Nim jednak zdążył odpowiedzieć i jakoś się wytłumaczyć, to Pilar już nachyliła się do jego loda i bezczelnie językiem ściągnęła niewielką ilość, brudząc się przy tym jak małe dziecko. Wszędzie miała krem — na policzkach, na szybko nosa i nawet na brodzie. — Załejbiste — oznajmiła z pełnymi ustami, spoglądając w jego ciemne oczy. — Co jest tak patrzysz? Jestem brudna? — dopytała, ale nawet nie spróbowała się wytrzeć, tylko zamiast tego złapała na palec jeszcze więcej bitej śmietany z deseru Noriegi i tym razem smarnęła jego twarz. — Bo ty w chuj — w końcu razem zawsze raźniej, nie? A zresztą, co to był za problem, jak zaraz nachyliła się w jego kierunku i bezczelnie zaczęła zlizywać nadmiar bitej śmimteny z jego policzków. Powoli o dokładnie, nie omieszkając wcale podzielić się tym smakiem również z jego gorącymi, niesamowitymi ustami, od których potem nie potrafiła się oderwać.
Aún jeszcze, mruknęła między pocałunkami, nie umiejąc się nim nasycić. — Aún — powtórzyła, muskając raz po raz pełne wargi i czując, jak serce znowu wyrywa się do przodu. Jak się zresztą zaraz okazało nie tylko serce, bo kiedy Pilar się tak do niego przysuwała i robiło się coraz goręcej, lodom również wcale nie było chłodniej. Nawet nie zakodowała momentu, kiedy jedna gałka z jej lodów spadła prosto na odsłonięte uda, brudząc przy tym całe krótkie spodenki, jakie na sobie miała. Dopiero kiedy spłynęła gdzieś do kolan, Pilar poczuła chłód.
O kurwa — rzuciła, kiedy w końcu się od niego oderwała. — Ja pierdole, wyglądam jakbym się zesrała — skwitowała i to nawet nie był jakiś tam żart o kupie (hehe), tylko ona miała jedną wielką BRĄZOWĄ plamę na samym środku gaci. Co prawda z przodu a nie z tyłu ale wciąż…
Zagrnęła w palce pozostałości po gałce z nóg i wrzuciła ją sobie do ust. Przecież nie będzie marnować takich dobrych lodów. Już i tak była załamana, że ta czekoladowa akurat wypadła, a nie mango. Polewę też już miała wszędzie. Normalnie gorzej niż dziecko. Całe szczęści kawałek dalej była budka z kawą, więc zaraz będzie mogła skoczyć tam po serwetki i trochę się ogarnąć.

más, más... helado

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 6:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może trochę ją wtedy sprowokował?
Chociaż to ona sama podsunęła ten pomysł z całowaniem, tylko dotyczył Williama, ale jego Madox nie chciał całować. Co innego ze Stewart, jeśli o nią chodzi to był gotowy przyjąć jeszcze raz takiego kopniaka, albo plaskacza, żeby tylko wróciła jej pamięć. Na to, że przynajmniej wie, że ma się jej bać, wywrócił oczami, ale prawda jest taka, że wiedział na co ją stać, przecież widział ją nie raz, jak łamała nosy jednym ciosem. A Madox miał całkiem ładny nos.
I bez koszulki też wyglądał dobrze, więc kiedy Stewart powiedziała, że widziała księcia bez koszulki i to nie raz, to mrugnął do niej jednym okiem, może nawet by powiedział coś jeszcze, ale mądrala wtrąciła, że w bajkach nie zdejmują koszulek.
- Bo to tylko w bajkach osiemnaście plus, zdejmują - odpowiedział jej Madox, a dzieci zaraz a jakie to są bajki - matki się zapytajcie, albo pani - zaproponował licząc na to, że jak pójdą z tym do nauczycielki, to ich już tutaj nie będzie. Bo zaraz wjechał temat Kolumbii, gdzie robiło się narkotyki, ale też rosło tam mango i żyły koliberki.
- Jak ktoś zdmuchnie piórko, to będę musiał go wyszarpać za uszy - jeszcze pogroził dzieciakom palcem, ale w sumie nie za bardzo wiedział czy dzieci szarpie się za uszy gdy są niegrzeczne, chociaż... jego ciotki czasem szarpały.
Jeszcze zerknął na Pilar, kiedy kucała z dzieciakami, ona jednak miała do nich odpowiednie podejście, Madox był zawsze pod wrażeniem, że tak się dogadywała z dzieciakami. Ale zaraz już stał przy budzie z lodami i sam jak taki dzieciak wybierał dla nich desery.
Podniósł je do góry pokazując Stewart, kiedy wreszcie uwolniła się od dzieci.
- ¿Yo o el chocolate? - mnie czy czekoladę?, zapytał, ale zaraz się uśmiechnął - albo mnie jak czekoladę - znowu się do niej przysuwał podając jej deser. On w swoim już grzebał patyczkiem nakładając sobie do buzi sporą ilość lodów - chujowy ze mnie książę - mruknął, a trochę lodów mango pokapało mu po brodzie na koszulkę. Zdecydowanie Madoxowi dużo brakowało do księcia.
Chociaż zaraz wyciągał rękę do Pilar, żeby pomóc jej wejść na kamień, a to chyba było nawet po dżentelmeńsku - i polewą... czekoladową - jakby było jeszcze coś czekoladowego, to by jej pewnie jeszcze dołożył, może tabliczkę czekolady na wierzch? Ale nie było.
Tak jak na lodach Pilar nie było bitej śmietany, i nawet Noriega miał jej powiedzieć, że może się z nią podzielić, ale ona sama już to zrobiła. Zebrała językiem śmietaną z jego lodów cała się przy tym paćkając - jak dziecko - rzucił, ale Madox też już był brudny na brodzie. Uśmiechnął się, kiedy oznajmiła, że jego lody były załebiste - a pokaż twoje - bo przecież ona zawsze miała jakieś lepsze, mimo, że takie same. Tylko zanim zdążył sięgnąć do jej lodów, to Pilar już rozmazywała mu na twarzy bitą śmietanę. Wywrócił oczami, ale z rozbawieniem, a kiedy przesunęła językiem po jego policzku, to mruknął, a zaraz już sięgał do jej podbródka, żeby nakierować jej pełne, gorące usta na swoje wargi - tan... dulce - ale słodkie, wydusił na raty między kolejnymi pocałunkami i między tym jej jeszcze, bo on też już chciał więcej, nawet się do niej przysunął.
Ale Stewart zaraz się odsuwała z tym o kurwa na ustach i Madox powiódł wzrokiem za jej spojrzeniem, a na jej kolejne słowa parsknął głośno śmiechem - to może założę kurtkę i będziemy do siebie pasować? - rzucił najpierw, a zaraz już sięgał palcem do jej gorących ud, ale tylko roztarł tą czekoladę - miałem to nawet zlizać, ale teraz to nie wiem... - spojrzał na nią z ukosa, ale zaraz już się schylał, żeby przesunąć językiem po odkrytej skórze poniżej linii spodenek - wciąż dobre, albo nawet jeszcze lepsze - on te swoje lody zaraz pakował do buzi, na kilka razy, i teraz to one też mu już pociekły po brodzie, szyi i koszulce, ale na szczęście spodnie miał czyściutkie...
Do czasu, bo zaraz Stewart mu na nich odbiła ręce. Palce właściwie. Nie wyglądało to tak źle, jak u niej, ale i tak zrobiła plamy, a on zaraz zrobił jej kolejne na udach. Jak dzieci, albo gorzej.
- Poczekaj mam gdzieś chusteczki - oczywiście, że nie miał, ale przegrzebał kieszenie wyciągając z nich wszystko na kamień. Potem Pilar powiedziała, że ona ma, więcej jej kieszenie też Madox przegrzebał, bo miał trochę czyściejsze ręce, ale też nie miała. Już miał po nie iść do tej budki niedaleko, ale Stewart stwierdziła, że ona idzie, bo musi sobie kupić wodę i umyć ręce... i może spodnie?
Madox i tak się nie kłócił, a że wyjebali wszystko z kieszeni na ten kamień, to został, żeby popilnować ich rzeczy. I kiedy Pilar znowu stała w kolejce, to odezwał się jej telefon. Madox tylko zerknął na wyświetlacz.
- Co kurwa... - podniósł go, żeby się lepiej przyjrzeć. Galen Wyatt.
Jakby wyczuł, torontoński książę z bajki...
Najpierw spojrzał na Stewart, ale stała za daleko, żeby ją zawołać, nie zostawi też tutaj tego wszystkiego, żeby jej zanieść telefon. Chociaż pewnie jakby zobaczyła, że to Galen Wyatt, to rzuciłaby wszystko, żeby odebrać.
I może on też powinien? Bo może to ta sprawa z kontenerami?
A chuj. Postanowił zobaczyć czego od jego narzeczonej chciał Galen Wyatt. Nacisnął zieloną słuchawkę, a zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, to tam już jakieś dyszenie i co masz na sobie. A Madox w pierwszej chwili aż zaniemówił. Ale to Galen kontynuował, z tym jaki to jest twardy.
- Co kurwa? - wypalił Madox, ale chyba nie tego spodziewał się Galen Wyatt, bo zamilkł - zaraz będziesz miał kurwa twardą pizdę pod okiem Wyatt... - rzucił Madox i naprawdę zastanawiał się przez chwilę gdzie Wyatt mieszka. Może wystarczy wpisać w google, czy coś? Galen zaczął się tłumaczyć, że to chyba pomyłka, ale Madox nie dawał za wygraną - jaka kurwa pomyłka? Czyj numer wybrałeś? - bo wiadomo, że Pilar. A przynajmniej Noriega tak uważał, przecież jego narzeczona miała... jakieś sprawy z Galenem Wyattem. Dupek zaraz zaczął, że chciał się dodzwonić do Cherry, ale... - Jakiej kurwa Cherry? Gdzie Cherry, a gdzie Pilar? Co ty pierdolisz? - warknął do telefonu, no bo C i P to jest jednak różnica, chyba, że Wyatt wszystkie swoje laski zapisywał pod L, albo D?
Zanim jeszcze Noriega zdążył cokolwiek powiedzieć, to tamten idiota już zaczął jakieś zakłócenia, wjeżdżam do tunelu, nic nie słyszę - zajebie cię! - rzucił jeszcze Madox i spojrzał na telefon, ale Wyatt już się rozłączył. I nawet Madox miał jeszcze oddzwonić, ale na horyzoncie już się pojawiła Pilar.

¿Qué llevas puesto? ೀ 🍨 ‧ ˚ 🎀 ⊹˚. ♡

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 8:11 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Może i nie miał dużo z księcia.
Ale przecież ona obok żadnej księżniczki tez nawet nie stała.
To chyba nie podlegało jakiekolwiek dyskusji, że ich dwójka w każdej możliwej bajce, to raczej była albo tym jednym zabawnym ziomkiem, który tak naprawdę powinien być głównym bohaterem albo złoczyńcą, który finalnie okazywał się po prostu skrzywdzonym w dzieciństwie człowiekiem. No chyba, że w końcu ktoś by zrobił bajkę o Zwierzogrodzie, gdzie połączyłby te dwa światy, dobro i zło oraz masę nieidealności — wtedy bardziej by to do nich pasowało. Może nawet zostaliby obsadzeni w rolach Judy Hopps i Nicka Bajera, ale na pewno nie żadnej księżniczki i księcia.
Świadczył o tym chociażby sposób, w jaki jedli lody. Jak dzieci. Nie. Gorzej niż dzieci. Bo oni dosłownie upaćkali się nimi c a l i. A potem jeszcze zamiast się wytrzeć, to zaczęli się całować. Zlizywać z siebie tą słodką czekoladę pomieszaną z posmakiem mango i własnymi gorącymi, kurewsko przyjemnymi ustami. I pewnie gdyby nie byli właśnie w parku, Pilar już ściągałaby z Noriegi koszulkę, żeby umazać go we własnych lodach jeszcze bardziej.
Zjadłabym je całe z ciebie — przyznała gdzieś między jedynym muśnięciem warg a drugim, wolną dłonią wdzierając się pod jego koszulkę. — Tuuu bym wszędzie rozsmarowała, a potem milimetr po milimetrze zlizała — mruczała mu prosto do ust i pewnie powiedziałaby o wiele więcej, poddając się fantazji, tylko zaraz okazało się, że lody zamiast na klacie Madoxa wylądowały między jej nogami. I może gdyby była golutka, to nie byłby aż taki wielki problem, ale tutaj cała czekolada ostała się na jej jeansach. Prychnęła głośno, gdy zaoferował się, że również może założyć obsraną przez Panchito kurtkę i będą do siebie pasować.
No powiedziałabym wtedy, że nieźle… gówniana z nas para — zaśmiała oczywiście z własnego żartu i chociaż Madox w pierwszej chwili zarzekał się, że przecież nie będzie z jej nóg zlizywać czekolady, tak już po chwili sunął swoim zwinnym językiem po jej nagiej skórze. W kilka sekund cała irytacja wyleciała gdzieś daleko z jej ciała, robiąc miejsce czystej, wyjątkowo przyjemnej rozkoszy. — Jeszcze tutaj wyżej, o tutaj — pokazywała mu coraz to kolejne miejsce, wyżej i wyżej uda, podwijając nieznacznie materiał już i tak krótkich spodenek, mrucząc przy tym zadowolona. A potem jeszcze podwinęła koszulkę i ciapnęła sobie niewielkiego kleksa tuż nad pępkiem. — Ojej, tutaj też — udała smutno, wskazując nową plamę i nawet nie wiedziała, jak to się stało, że zaraz odbijała ręce na gaciach Noriegi, a on jej na udach i jak wcześniej myślała, że się ujebała, tak teraz była już kompletnie u p i e r d o l o n a. To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji.
Kiedy Madox szukał chusteczek, których oczywiście przy sobie nie miał, ona zajęła się zerowaniem pozostałości po lodach, próbując nie ubrudzić sobie chociaż butów. Je akurat lubiła najbardziej ze wszystkiego, co tego dnia miała na sobie. Wyrzuciła ręce w górę, kiedy zaczął opróżniać i jej kieszenie, ale to również skończyło się niepowodzeniem.
Dobra chuj, idę tam — wskazała budkę z kawą. — Wezmę może też jakaś wodę — tylko czy to był dobry pomysł? W sumie lepiej wyglądać jakby się zeszczało niż zesrało. Nim Noriega zdążył zaprotestować, Pilar zeskoczyła z kamienia. Przeszła kawałek, ale zaraz się wróciła. — Daj mi portfel — poprosiła grzecznie, jak widać swojego sponsora. Niby mogła wziąć telefon i zapłacić zbliżeniowo, ale jakie istniało prawdopodobieństwo, że nie będzie możliwości płacenia kartą? Pewnie duże w takich miejscach, dlatego złapała nadgarstkami portfel Madoxa, kiedy jej rzucił i wsadziła go sobie między zęby, żeby za bardzo go nie ubabrać. — Dz-ki — wycedziła jakoś dziwnie, puszczając do niego oczko. A potem już ruszyła ścieżka w stronę budki.
Powiedzieć, że ludzie patrzyli na nią jak na wariatkę albo trędowatą, to jak nie powiedzieć nic. Każdy się za nią oglądał — dorośli, dzieci i nawet stare mochery. Jednak baba to się nawet przeżegnała. Całe szczęście Pilar w końcu dotarła do stoiska z kawą. Oczywiście oprócz wody wzięła też dwie kawy na wynos, a kiedy facet się odwrócił, żeby nastawić kawkę, Pilar dosłownie jak ostatni złodziej zajebała WSZYSTKIE chusteczki, jakie były wystawione, wciskając je sobie do gaci. I żeby tego było jeszcze mało, kiedy typek wrócił do niej z kawą, pożaliła się, że nie ma żadnych serwetek, a kiedy dodał wzięła jeszcze więcej.
Mam dla nas kawę!! — krzyknęła, kiedy już wracała w stronę kamienia. Z tej odległości wcale nie widziała, żeby Noriega miał jakiś gorszy humor. — I wodę też — odwróciła się w chodzie, żeby mu pokazać dwie butelki wciśnięte w tylne kieszonki spodni. — I nawet nie zgadniesz, gdzie schowałam serwetki… — zaczęła zadowolona, wspinając się na kamień i przekazując mu kubeczki z kawą. Dopiero wtedy zobaczyła, że minę miał jakąś dziwną.
Wszystko okej? — spytała, przyglądając mu się uważnie i wyciągając butelki z kieszeni, żeby je tez rzucić koło ich wysypanych rzeczy. — Co ty masz taką minę? — a potem jeszcze odpięła guzik od spodni, spod których nagle posypał się deszcz chusteczek. Tylko Madox jakoś wcale się z tego nie śmiał. A to było kurwa dziwne. Co jest, kurwa?. — Powiesz mi, co cię tak wkurwiło, czy mam się domyślać?

¿Qué pasa, cariño?

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 9:13 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Gdyby Madox wiedział wcześniej, że te całe lody by z niego zlizała... Milimetr po milimetrze, to może wziąłby je na wynos. Nie w tych wafelkowych miseczkach, tylko w pojemniku, żeby rzeczywiście mogli skoczyć do domu i tam te lody całe z siebie zjeść. Chociaż w ich mieszkaniu to też różnie z tym było, wiecznie pełno ludzi, a jednak zawsze mogli się zamknąć u siebie i tam do woli opychać lodami.
- To jutro też pójdziemy na lody - mruknął pomiędzy pocałunkami, które były tak gorące, że już prawie stopiły im całe lody, do tego stopnia, że wylądowały między nogami Stewart - no i to bardziej pasuje, ta gówniana, niż książęca, chociaż... hermosa como una princesa - piękna jak księżniczka, te słowa ułożył już na jej ciepłej, upaćkanej w czekoladzie skórze, na udzie. Mógł sobie gadać, a i tak by się nie powstrzymał, zwłaszcza kiedy podwijała materiał spodenek coraz wyżej, a on językiem znaczył mokry ślad na jej udzie. Wyżej... I wyżej.
Uśmiechnął się, kiedy ciapnęła lodem kleksa na swoim brzuchu, a zaraz zbierał wargami czekoladę, szczypnął delikatnie zębami jej gładką skórę - lepszych lodów nie jadłem - i on też jej chciał powiedzieć, że mógłby je z jej zlizywać, milimetr za milimetrem, ale zaraz brudzili się lodami jeszcze bardziej. Jakby tego wszystkiego było mało. Gorzej niż dzieci.
I teraz to już nadawali się tylko do mycia, a zaraz Pilar zaproponowała, że pójdzie, po chusteczki i wodę. Kiedy się wróciła, to Madox bez gadania dał jej portfel. On praktycznie zawsze płacił gotówką, pewnie wyciągał spod podłogi jak mu brakowało, a zresztą portfel miał wypchany prawie tak jak Bob.
Powiódł spojrzeniem za Stewart, ale zaraz odezwał się jej telefon, a potem on przeprowadził tę dziwną rozmowę z Galenem Wyattem. Z Galenem kurwa Wyattem o tym, jaki on się robi twardy, i co ona w tej chwili miała na sobie. Jego narzeczona.
I z jednaj strony Pilar mu się przecież zarzekała, że nic jej nie łączy z Wyattem, że on nic dla niej nie znaczy, ale kurwa... W takim razie dlaczego on do niej dzwoni z jakimś seks telefonem.
Noriega autentycznie się wkurwił i nawet chciał z tego kamienia zejść, nawet zaczął pakować swoje rzeczy do kieszeni upierdolonymi rękami, ale Stewart już podawała mu kawę. Od razu postawił ją obok. I chociaż jeszcze zerknął na telefon Pilar, to zaraz podniósł na nią spojrzenie. Rzeczywiście minę miał nietęgą, i nawet nie za bardzo wiedział jak ma to powiedzieć...
- Czemu kurwa Galen Wyatt dzwoni do ciebie i pyta co masz na sobie? - może tak? Prosto z mostu, bo przecież Madox w pewnym kwestiach w ogóle nie umiał owijać w bawełnę, zwłaszcza gdy go coś wkurwiło. Odsunął się, kiedy odpięła spodnie, a między nimi posypał się deszcz chusteczek. I pewnie w normalnych warunkach by jeszcze wyjął te kilka, które ostało się za gumką jej majtek, ale zamiast tego, to on znowu krzyżował ręce na piersi - i powiedział, że jest twardy, kurwa... - nabrał mocniej powietrze w płuca - kręcisz z Wyattem za moimi plecami? Pilar... - nie chciał w to wierzyć. Nie wierzył, ale...
- Takie prowadzicie ważne rozmowy na temat kontenerów? Ważne kurwa smsy? Co masz na sobie i jaka jesteś... - nie dokończył, bo już się zsuwał z tego kamienia, jeszcze po drodze zgarniając kurtkę - oddzwoń, bo nie wiem czy po naszej krótkiej rozmowie mu nie opadł... Ale jak mu powiesz co masz na sobie, to może znowu będzie twardy - warknął już stając na trawie. Już miał odejść, już się zamierzył, ale jeszcze zatrzymał się w pół kroku.
- Ja pierdole Pilar... - i co jej chciał powiedzieć, jak mogła mu to zrobić? Jak mogła mówić mu, że chce zostać jego żoną, a jednocześnie kręcić z Galenem Wyattem jakieś seks telefony?
Mogłaby?
Nie chciał w to wierzyć, ale z drugiej strony, nie wierzył też, że Wyatt wybrał ten numer przez przypadek. A potem jeszcze się wykręcał Cherry, kiedy przecież całe Toronto doskonale wiedziało, że związek Galena Wyatta i Charity Marshall rozpierdolił się z hukiem.
I ich też tak skończy?
- Zajebie go... - rzucił jeszcze opierając się rękami o kamień, jeszcze z tym ognistym spojrzeniem zawieszonym na jej czekoladowych, pięknych oczach. No przecież nie mogłaby mu czegoś takiego zrobić...
Przecież walczyła o nich z Eliotem? Nosiła ten jego pierścionek. I mówiła mu, że kiedyś zostanie jego żoną...
Rosa też tak mówiła, też kurwa zajebiście udawała, a na koniec okazało się, że ona tylko obciągała od czasu do czasu jego najlepszemu przyjacielowi.
- Nie wierzę w to - aż sam sobie musiał to przyznać, że nie mógł w to uwierzyć, że Pilar by mogła, ale co jeśli mogła? Jeśli to co oni kiedyś do siebie poczuli z Galenem Wyattem wciąż było gdzieś tam w tle? I może to nie była wielka miłość? Może tylko takie rozmowy?
Ale dla Madoxa to też była zdrada.
- Wiesz co... - zaczął, ale finalnie machnął na to ręką i sobie poszedł.
Na dnie piekła by ją znalazł. Wszystko by dla niej poświęcił...
A ona zabawia się przez telefon z Galenem Wyattem. I to jeszcze pod jego nosem. Powtórka z rozrywki. A Madox wciąż ślepy i głupi. Jeszcze bardziej.

No lo creo (。•̀ ⤙ •́ 。ꐦ) !!!

we're fucked.

: wt maja 12, 2026 10:10 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Siedem minut.
Nie było jej kurwa jebane s i e d e m minut.
Ile mogło się wydarzyć w siedem minut?
Jak się zaraz okazało kurwa DUŻO.
Nie miała pojęcia, czemu Madox ma minę, jakby ktoś właśnie mu powiedział, że Maddie właśnie wykupiła Emptiness i została nową właścicielką. Serio. I przez moment nawet myślała, że może to coś związanego z klubiem, ale bardzo szybko uświadomiła sobie, że to jego spojrzenie… to jak jego ciało całe aż chodziło, jak przebierał stopami, jak stukał palcami o uda… on był zły na nią. A to jeszcze bardziej zbiło ją z tropu. Bo co mogła zrobić, kiedy nawet jej tutaj nie było?
Wysypała do końca tonę chusteczek i już nawet nie próbowała namówić go, żeby wyciągnął jej te kilka, które specjalnie dla niego wsadziła do majtek. Po prostu stała i czekała na jakieś wyjaśnienia. Chociaż kiedy ona przyszły…
Co kurwa? — warknęła kompletnie zaskoczona. I tej reakcji akurat nie można było udawać. Kurwa, nawet jakby chciała, nie byłaby w stanie rozegrać tak zbitej z tropu twarzy. — Co ty pierdolisz, Madox? — teraz to ona była na niego wkuriona. Bawiło go to? Takie durne żarty? Tylko zaraz zobaczyła, że on naprawdę trzymał jej telefon w dłoni. Galen do niej dzwonił? Ale po co? Przecież nie rozmawiali od czasu, kiedy Pilar wróciła z Medellin i wspólnie trenowali. Kiedy oficjalnie dała mu kosza i nie poszła z nim na bal. Nie mieli najmniejszego kontaktu.
Jak ja z nim nie gadałam od miesięcy, po chuj miałby dzwoni… — nawet nie dokończyła, bo Noriega już nawijał o tym, jak to Wyatt powiedział, że był twardy. Twardy kurwa? Galen zadzwonił i powiedział, że był twardy? Nie no, przecież to była jakaś chora zabawa. Przecież on tak nie mówił. Kto jak kto, ale Galen przecież w życiu by do niej nie zadzwonił i nie gadał takich rzeczy. Wyatt uwielbiał gierki słowne, lubił przeciągać, bawić się konwersacją, za nic by nie zadzwonił powiedzieć, że jest twardy. Już miała to nawet powiedzieć Madoxowi, kiedy ten zapytał się, czy kręciła z Wyattem za jego plecami.
Żartujesz sobie? — spytała śmiertelnie poważnie. — Jak ty możesz mnie w ogóle pytać takie rzeczy? — jak on mógł pomyśleć, że robiła go na boku? Jak taka myśl mogła kurwa pojawić się w jego głowie? Aż sama cofnęła się kawałek, prawie osuwając z kamienia. A przepraszam bardzo co z zaufaniem? Co z jakimś chociaż rozmawianiem? Znowu to robił. Znowu tupał na nią nogą, nie dając jej nawet możliwości przedstawienia własnej wersji wydarzeń i dojścia do tego, że przecież Pilar świata poza nim nie widziała. Zrobiło się jej autentycznie źle. Kiedy Madox zsunął się z kamienia, ona również to zrobiła, bo jeszcze trochę i oprócz dramy z Wyattem mieliby rozwaloną czaszkę. Tylko zaraz się okazało, że mogła tego nie robić, bo to, co powiedział Madox, że powinna do niego oddzwonić i powiedzieć mu, co miała na sobie, żeby znowu zrobił się twardy… Tu już straciła kompletnie panowanie.
Bez najmniejszego ostrzeżenia po prostu dała mu w twarz.
Z otwartej dłoni, prosto w umazany czekoladą policzek.
Aż ją kurwa skóra zapiekła.
Zresztą nie tylko skóra, bo oczy również, chociaż bardziej niż smutek było widać w nich furię i kompletny zawód zachowaniem Madoxa. Jak on w ogóle mógł jej tak powiedzieć? Jak mógł pomyśleć, że go zdradzała? Że w ogóle z kimkolwiek rozmawiała, po tym jak dwie godziny temu ryzykowała swoją posadą i dosłownie wszystkim, żeby mogli być razem. Patrzyła na jego twarz i jakoś… no kurwa niedowierzała. Jakby czekała aż on powie, że tylko się zgrywa. Tylko że to wcale nie była kolejna zabawa. On naprawdę podważał jej lojalność.
Znowu pokręciła głową z niedowierzaniem. A potem cofnęła się o krok, próbując nabrać dystansu.
Zajebie go.
To lepiej się kurwa pośpiesz, zanim ja to zrobie — warknęła pod nosem, bo sama nie wiedziała na kogo powinna być bardziej zła. Na Madoxa, że wyskoczył na nią w ten sposób, czy może jednak na Galena, który jeśli faktycznie zadzwonił i powiedział te wszystkie rzeczy, to był u niej skreślony po całej, jebanej całości. I pewnie chciała go rozszarpać bardziej niż Noriega. Aż rozejrzała się za telefonem. Zauważyła go dopiero w połowie kamienia. Podskoczyła i sięgnęła po niego akurat kiedy Madox coś mruczał pod nosem i od razu sprawdziła połączenia. Faktycznie było. Wyatt — minuta dwanaście.
Nie rozmawiałam z nim od miesięcy — warknęła w końcu, bo chyba na spokojne rozmawianie to już przeszła okazja. — Zobacz sobie kurwa co tylko chcesz — dodała, a następnie po prostu cisnęła własnym telefonem pod jego nogi. Pilar nie miała nic do ukrycia. Nie kontaktowała się z Galenem ani razu od ich ostatniego spotkania. Nawet sekundy uwagi mu nie poświęciła. Madox mógł sobie to wszystko sprawdzić, kiedy tylko chciał. Szkoda tylko, że zamiast tego wolał robić z niej tą najgorszą. Dobrze, że w myślach mu nie czytała, bo jakby się dowiedziała, że porównał ją w nich do jebanej Rosy, to chyba naprawdę by się rozstali. — I fakt, że potrafisz tak przede mną stać i mówić te wszystkie rzeczy, kwestionować moją wierno… — aż jej coś ugrzęzło w gardle. Bo co to za odklejona sytuacja, że oni w ogóle musieli o takich rzeczach rozmawiać, że ona musiała się z czegokolwiek tłumaczyć? — Naprawdę uważasz, że gdybym miała kogoś na boku, gdybym chociaż przez jebaną sekundę myślała o innym, to ryzykowałabym dla nas wszystkim? Pracą, mieszkaniem, jebanym życiem?! — no i jakby nie patrzeć to własną wolnością, bo gdyby sytuacja, którą Pilar groziła Eliotowi wyszła na jaw, to pewnie poszłaby razem z nim za kratki. Wszystko mogła stracić. A tu stał przed nią i snuł wnioski na podstawie czegoś, co jakiś bogol powiedział mu przez telefon. A jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, to zaraz odwrócił się na pięcie i po prostu poszedł.
Serio? — spytała jeszcze bardziej zaskoczona, rozkładając ręce w powietrzu. — Naprawdę sobie kurwa idziesz? Powtórka z Meksyku? Znowu mnie zostawiasz? — krzyknęła za nim, ale on nawet się nie obejrzał. Znowu ją zostawił. Znowu powiedział co chciał i sobie poszedł mając kompletnie w dupie jej zdanie. A Pilar? Pilar nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Wiedziała, że za nim nie pójdzie. Po tym co odjebał, tak jak on nie chciał z nią rozmawiać, tak ona z nim tym bardziej. Nie mogła kurwa uwierzyć, że posądził ją o takie rzeczy.
Sama odwróciła się na pięcie, przodem do kamienia, a potem pierdolnęła w niego z całej siły z pięści, oczywiście rozcinając sobie przy tym skórę przy knykciach. Była złą. Buzowały w niej emocje, z którymi nie była oswojona. Jakaś taka pieprzona bezsilność, że ona autentycznie nie mogła nic zrobić z tym, co właśnie się stało. Obeszła kamień dookoła, próbując się nie rozpaść pośrodku parku, a potem sięgnęła po telefon ,wykręcając numer Wyatta. Sama była gotowa go zajebać. Dosłownie rozszarpać na kawałki. Ale jeszcze bardziej chciała, żeby to po prostu odkręcił. Tylko mięczak wcale nie odebrał telefonu. Dlatego stuknęła mu dwa smsy i osunęła się pod kamieniu na ziemie, podkulając nogi i łapiąc kilka pojedynczych wdechów, kompletnie nie wiedząc, co powinna ze sobą zrobić. Nawet kurwa nie miała własnego mieszkania, do którego mogła wrócić, żeby ochłonąć.

eres cruel

we're fucked.

: śr maja 13, 2026 8:50 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
On właśnie tak by to rozegrał, zdziwienie i co ty pierdolisz
Ale nie do niej, bo z nią był szczery, opowiadał jej kurwa o tych wszystkich swoich byłych, i ona przecież też mu opowiadała. Ostatnio nawet o Becku, ale temat Galen Wyatta, już im kiedyś napsuł krwi i teraz robił to znowu.
- Pilar… zadzwonił do ciebie i zapytał co masz na sobie, bo on jest już kurwa twardy, czy to jest normalna kurwa rozmowa? - warknął, odbijając piłeczkę, gdy zapytała jak on może w ogóle pytać ją o takie rzeczy. Mógł.
Bo chyba to co powiedział Wyatt, myśląc przecież, że rozmawia z nią, go do tego obligowało.
Kurwa. Była jego narzeczoną. A jebany Galen Wyatt dzwonił do niej jakby... Jakby nigdy nic.
Wkurwił się, może bardziej na Wyatta, niż na nią?
Ale z drugiej strony, jeśli robiła takie rzeczy z Galenem, za jego plecami... Nie wybaczyłby jej tego, nigdy.
Od razu mu się przypomniało jak wtedy w sierocińcu rzuciła wszystko, żeby oddzwonić do Wyatta. Nie ważne były dzieciaki, ani choinka, ani on, tylko telefon od Galena Wyatta.
Dlatego jej to powiedział. I pewnie przesadził.
Oddzwoń i powiedz co masz na sobie, żeby znowu zrobił się twardy.
Pewnie słusznie dostał za to w twarz, szarpnął się do niej, tak, że na jeden krótki moment znowu znaleźli się blisko. Jej falująca w szybkim oddechu pierś prawie obiła się o jego tors. O klatkę piersiową, gdzie serce waliło już bez opamiętania. Chciał ją złapać, może szarpnąć, za to co zrobiła, ale zamiast tego się cofnął, tylko przesuwając wytatuowanymi palcami po zaczerwienionej skórze.
I znowu tą złość próbował... Jak on kurwa chciał, przenieść ją na Galena, z tym zajebie go. Tylko, że przecież gorzej bolała zdrada. I mimo, że nie mógł w to uwierzyć, co sam jej zresztą powiedział, to kurwa... Mieli to czarno na białym w jej rozmowach. Tę ostatnią.
Nawet nie sięgnął po jej telefon.
- To teraz mam sprawdzać twoje rozmowy Pilar? Smsy? Jakby kurwa nie zadzwonił, to w życiu bym o tym nie pomyślał, bo ci ufam - nie sięgnął po jej telefon, wręcz przeciwnie, cofnął się do tyłu - nie uważam... - zaczął, ale patrzył na nią z żalem, z wyrzutem - nie wiem... To po chuj... - i znowu nie dokończył, tylko się szarpnął do tyłu, zrobił trzy kroki, jak dzikie zwierzę w klatce, jak kurwa tygrys, który gotowy był kogoś zabić, rozszarpać.
Galena Wyatta na przykład.
Zaraz odwrócił się na pięcie i sobie poszedł.
A kiedy to za nim krzyknęła, że powtórka z Meksyku, to miał ochotę się do niej wrócić, powiedzieć jej, że skoro Meksyk ich nie złamał, odrzucone zaręczyny... to nie zrobi tego Galen Wyatt?
A może zrobi?
Może właśnie to zrobił?

Godzina...
Później. Zadzwonił telefon Pilar.
Pierdolony Galen Wyatt z kolejnym seks telefonem?
Chyba nie... To znaczy, owszem, to był Galen, ale już nie zaczął rozmowy od tego co masz na sobie.
- Cześć Pilar - głos miał poważny - przepraszam cię za ten telefon, to wiesz... Tylko taka gra była, ja wcale nie spodziewałem się, że odbierzesz - urwał i w słuchawce dało się słyszeć jakiś szelest, bo Galen przełożył telefon na drugie ucho - a tym bardziej, że odbierze twój narzeczony... Bo jakoś zapomniałaś chyba pochwalić mi się zaręczynami - urwał na moment, a tle dało się słyszeć jakieś głosy, a Galen dodał jeszcze, żeby skontaktowali się z jego prawnikiem - ale już twój facet to zrobił... - znowu chwila ciszy i jakieś głosy - tylko nie myśl sobie, że te przeprosiny to dlatego, że mi kazał. Po prostu chyba trochę przesadziłem - no tak...
Ale Madox też mu kazał to zrobić, bo kiedy on sobie poszedł z parku, to zaraz dzwonił do Lindy, żeby mu załatwiła adres Galena Wyatta, zrobiła to w kilka minut. A za kilka następnych on już podjechał pod willę Wyattów, bo dostał dwa adresy, apartamentu i rodzinnej posiadłości. Na czuja trochę, jak zwykle zresztą, postawił na posiadłość za miastem.
I znowu miał tego swojego farta, bo trafił na Galena Wyatta i jakąś blond pannę. Na przywitanie od razu paniczyk dostał w zęby. A później miał chwilę, żeby się wytłumaczyć. Kolejną, żeby przeprosić Pilar, bo Madox mu kazał to zrobić. Tylko, że zamiast tego oni się znowu poszarpali, a Corrina zadzwoniła po psy...
I kiedy Galen dzwonił do Pilar, to akurat jakiś funkcjonariusz zgarniał jej narzeczonego do samochodu.
- I wiesz co Pilar… Nie wiem czy cię poinformują, ale twojego narzeczonego zgarnęła policja... To nie ja wiesz... to taka moja przyjaciółka, spanikowała. A on się trochę szarpał i go zabrali. Ale ja nie wniosę żadnego zażalenia, nawet już kontaktowałem się z prawnikiem, z mojej strony nie będzie problemów - no tak, bo Galen był tutaj czyściutki. Trzeba było się wy-bie-lić.
Idealny Galen Wyatt, który nie złoży zażalenia, mimo, że miał... obita gębę. Tą swoją śliczną, prezesowską buzię. A jego ładne SPA było... zdemolowane.
Ale przecież co to dla Galena?
- A teraz wybacz, muszę jeszcze coś podpisać... Mam nadzieję, że między nami wszystko w porządku. Cześć - i się kurwa rozłączył nawet nie czekając na jej odpowiedź.
Chyba Pilar miała dzisiaj zły dzień.
Ale gorszy miał zapewne Madox, którego władowali do auta zakutego w kajdanki. Podsunął się na siedzeniu bliżej krat.
- Daj kurwa spokój Beck... Powiedział ci, że go nie uderzyłem, że się potknął - rzucił, ale policjant nawet się nie obejrzał.
- Masz mnie za idiotę Madox? Wyjebał się chyba na twoją pięść, widziałeś jak on wyglądał? Ciesz się, że cię nie pozwał... - mruknął Beck, i jak na niego te trzy zdania to było dużo.
- Wyjebane, niech mnie pozwie i niech mnie zamkną - Madox już opadł plecami na oparcie.
- Ciekawe co by na to powiedziała twoja... dziewczyna. Policjantka - Beck zerknął na niego w lusterku, a Noriega znowu podsuwał się do przodu.
- A właśnie... Beck, co ty masz do Pilar? - z nim też się będzie bił? Jeśli by musiał, to nawet przez chwilę by się nie zastanowił.

tu eres... todo ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐