we're fucked.
: wt maja 12, 2026 10:25 am
trigger warning
przekleństwaCóż, dużo się nie pomylili.
Tak samo jak nie pomylili się z kwotą, którą Bob chciał dać Madoxowi za znaleźne. Połowa zwróciłaby cały rachunek u weta, a za drugie pół mogliby jeszcze zabrać Sombre na kontrolę i może te dwa szatany od Ricziego i Roski również. Ostatnio nawet jakieś grzyby urosły im na głowie, więc może by im się przydało? Ricardo niby zarzekał się, że to tylko takie przebrania, ale kto wie, co oni właściwie robili z tymi psami? Riczi to pewnie karmił je różnymi kawiorami i fikuśnym żarciem, które przygotowywał, to może się pochorowały? No tylko że kiedy Pilar już w głowie gdybała, na co można by wydać te pieniądze, Madox grzecznie im odmówił. Też ładny gest, chociaż biorąc pod uwagę to jak ochoczo o k r a d a ł ludzi, szczególnie zwyroli pokroju Frankiego, to jak ktoś mu coś dawał prosto do łapy, mógł już wziąć, bo kto jak kto ale Polly i Bob nie wyglądali na takich, co by wpłacili potem tą kasę na kaczki.
Ale z drugiej strony nie wyglądali też na takich, którzy juz dawno byli zaręczeni. Pilar w sumie nie myślała o nich za dużo, ale z sytuacji, która się wywiązała, była przekonana, że Polly i Bob dopiero co się zaręczyli, a tu proszę — ślub już zaplanowany i to w dodatku za tydzień. Nad w o d o s p a d e m. Niektórzy to pożyli.
— To jak ty zgubiłaś ten pierścionek? — musiała spytać. No musiała, bo inaczej nie mogłaby spać po nocach i by się zastanawiała, czy Panchito po prostu dziabnął ją w palec i sam jej go ściągnął.
— Oj bo… — Polly się zawahała, a na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Stewart nie za bardzo wiedziała, czego powinna się spodziewać, skoro dziewczyna już była lekko zawstydzona, ale potem przypomniała sobie, że przecież przeciętni ludzie wstydzili się pierdół. — No bo chciałam sobie pokremować ręce, bo moja babka sprowadziła mi taki krem na skórę prosto z Japonii z dodatkiem drzewa kwiatowego, no a jego nie powinno się mieszać ze srebrem i diamentami, więc... no zdjęłam na moment wszystkie pierścionki, jakie miałam i odłożyłam na bok, ale wtedy Bob wywinął orła i zerwałam się, żeby mu pomóc się pozbierać… no a jak wróciliśmy, to były wszystkie pierścionki oprócz tego — opowiadała cała rozemocjonowana, a Pilar w międzyczasie nie tylko trzymała usta w wąskiej linii, ale również aż musiała zacisnąć palce na przedramieniu Noriegi, żeby jakoś rozłożyć nadmierne rozbawienie, które się jej kręciło. Ludzie to mieli problemy. KREM z Japonii musiała nałożyć na ręce, W PARKU i kurwa kaczka jej zeżarła pierścianek, bo Bob się wyjebał. Za-je-bi-sta historia. — Rozumiesz?! — spytała, patrząc wymownie na Stewart. Nic kurwa nie rozumiała.
— No pewnie, że rozumiem — skłamała, wzruszając do tego ramionami. — Dlatego ja zawsze nakładam kremy z Japonii w domu — dodała, lecąc już jak popadnie w tym kłamstwie, które… Polly zdawało się bardzo spodobać, bo zaraz doskoczyła do Pilar i zaczęła jej nawijać jeszcze o jakiś maskach pod oczy z bambusa sprowadzanego z jebanej Nibylandii, na które Stewart tylko przytakiwała, podczas gdy Bob zgarniał od Madoxa adres, żeby wysłać zaproszenie nie ślub.
Szczerze mówiąc, Pilar nie spodziewała się, że faktycznie im cokolwiek wyślą, w końcu kto zaprasza dwójkę randomów na swoje wesele? A drugiej strony jakby na to nie patrzeć, to uratowali im całe wesele jak nie miłość, skoro Polly była gotowa odejść bez pierścionka. Swoją drogą pojebane. I nawet miała o tym powiedzieć Noriedze, jak tylko się pożegnali, ale on już ubiegł ją z pytaniami.
— Myśle, ze są tak odklejeni, że wyślą — zaśmiała się, w końcu kierując ich do budki z lodami. — Ja nie byłam. A ty? — zainteresowała się, zadzierając głowę w górę i przyglądając mu się uważnie. Maodx zazwyczaj robił już rzeczy, które wspólnie doświadczali, dlatego Stewart wcale by się nie zdziwiła, gdyby faktycznie już był. Może z Haddie? Albo pieprzoną Cherry Marshall? W końcu wydawało się to Pilar takie miejsce, w które bogole pokroju jej i Galena zabierają swoje randki, żeby je przelecieć na romantycznie. Ale może się myliła.
Ustawiła się w kolejce do budki, wyglądając przez ramie jakiejś starszej kobiecie, żeby sprawdzić, jakie smaki dzisiaj były w ofercie. Oczywiście w pierwszej kolejności zauważyła czekoladowe, a zaraz potem…
— Mają mango — poinformowała Noriegę, uśmiechając się szeroko. — To ja chce czekoladę i mango — oznajmiła, odwracając się w jego stronę. — Albo nie. Chce podwójną czekoladę i mango — no tak, bo przecież Pilar nie najadłaby się jedną marną nagłą czekoladową, trzeba było zgarnąć minumum dwie jak nie trzy. Czuła, jak już wszystko wywraca się w jej w brzuchu na samą myśl o lodach, tylko zaraz okazało się, że stara babka, która stała przed nim, tak naprawdę trzymała miejsce całej grupce przedszkolnej i nim którekolwiek z nich zdążyło mrugnąć, dookoła nich wysypało się jakieś dwadzieścia dzieciaków.
— Ja pierdole — rzuciła pod nosem, odchylając głowę do tyłu. — Mátame — zabij mnie, poprosiła, łapiąc ciemne spojrzenie Noriegi. Jakaś dziewczynka odwróciła się w ich stronę i oczywiście skarciła Pilar wzrokiem. Nawet nie musiała nic nie mówić, od razu było widać, że nie wolno przeklinać. Nawet miała jej mruknąć, żeby zajęła się sobą, ale wtedy jakaś dwójka chłopaczków zaczaiła się obok Madoxa.
— Ej a patrz na tą wielką sowę — mruknął jeden z nich, przekonany, że WCALE ich nie słychać. — Ale ma wieeeelkie gały.
— A zobacz tam niżej ma napisane Magia — odezwał się drugi, palcem wskazując przedramię Noriegi. — Ciekawe, czy jest jakiś magikiem?
— To idź zapytać.
— Nie ty idź.
— Ty IDŹ — zaczęli się przekomarzać do tego stopnia, że autentycznie zaczęli się okładać tuż obok nich i finalnie i tak wpadli na Madoxa, prawie go taranując. Jak wcześniej chcieli z nim rozmawiać o Magii, tak kiedy ten spojrzał na nich z góry, chłopaki nieco się przerazili. Może nawet trochę obsrali.
¿Eres un mago o un demonio?