We don't need to worry, we ain't in a hurry rushin' into love
: wt maja 12, 2026 5:33 pm
Czuła się naprawdę dumna z tej desperackiej ucieczki. Miała po prostu fenomenalny pomysł! Nie dość, że się udało, to jeszcze było wesoło. I nawet Teddy była pod wrażeniem, a bardzo lubiła jej imponować – szczególnie własną głupotą. To zdecydowanie było najprostsze do osiągnięcia. Lubiła być adorowana, to przecież żadna nowość. Standardowy zestaw jej zalet to jednak trochę mało. Lubiła czasem czymś zaskoczyć i przypomnieć Teddy, że mogła się po niej spodziewać niespodziewanego. Lubiła przecież te jej durne pomysły. Wchodziła w nie na ślepo, nie zadawała żadnych pytań, a potem raczej nie marudziła na skutki. Gust miała naprawdę dziwny, ale to nic. Ważne, że mieściła się w nim April.
Kompletnie nie przejmowała się nasłuchiwaniem kroków i rozkminianiem, gdzie podział się ochroniarz. Jeżeli zmaterializuje się tutaj raz jeszcze, to trudno. Poradzą sobie z nim tak samo jak przed momentem. A jeżeli nie miał zamiaru wychodzić z budynku, to sprawa była właściwie załatwiona i pora było usunąć go z pamięci. Z tego wieczoru chciała pamiętać tylko to, jak wyglądała jej narzeczona. Na pewno nie jakieś chłopy jełopy. Była pewna, że na zawsze zapamięta minę ukochanej, gdy klęknęła przed nią z pierścionkiem. Będzie pamiętała smak jej skóry, gdy obmacywały się na fortepianie i dźwięk śmiechu, gdy puściły się (heh) biegiem przed siebie. Ochroniarz w tej opowieści za kilka lat stanie się rozmazaną postacią z tła.
Mruknęła niezadowolona na wieść o kluczach. Tego się obawiała, jej przecież też tam zostały. Była pewna, że Emma już dawno pojechała do domu, więc nawet ona nie stanie się tutaj tradycyjnym, ratunkiem. No nic, trudno. Nic się przecież ich rzeczom nie stanie, a jutro spróbuje zrobić to wszystko tak, by nie wpaść na wychodzącego po nocce ochroniarza. Oby tylko nie okazał się paskudną plotkarą. Miała nadzieję, że ta historia nie dojdzie do nieproszonych uszu – mimo wszystko. Jej zespół mógł sobie oczywiście plotkować do woli, ale lepiej żeby szefostwo te rewelacje ominęło. Bardzo się starała, by nie wychodzić przed nimi na kretynkę, więc nie do końca znali tę w pełni pokręconą stronę. Tym na szczęście będzie mogła martwić się dopiero od jutra. Teraz ważniejsze były dłonie narzeczonej krążące po jej ciele, poświęcające niewspółmiernie dużo uwagi jej dupie.
— Bo wtedy nie byłam jakąś pierwszą lepszą, żeby mnie zapraszać do hotelu — prychnęła, udając oburzenie. Zawsze ceniła się o wiele bardziej! Nie miała nic przeciwko spotkaniom na jedną noc, ale przecież z najlepszą przyjaciółką to niemożliwe. Nic dziwnego, że wolała zostać potraktowana jak księżniczka i zaniesiona do łóżka Teddy.
— Teraz z kolei jestem jedyną, więc możesz mnie brać, gdzie chcesz — dodała, wtulając twarz w zagłębienie przy jej szyi. Po całym ciele przemknęły jej rozkoszne dreszcze, gdy tylko dłoń partnerki wsunęła się pod materiał spodni. Zacisnęła znów palce na jej piersi, a pomruk zadowolenia, który wydała, rozpłynął się gdzieś na miękkiej skórze strażaczki.
— Znam kilka wygodniejszych miejsc niż środek ulicy — dodała ciszej, choć ani myślała się od niej odsuwać. Nie było w niej zbyt wiele wstydu, zawsze przecież dawała się jej obmacywać w najmniej obyczajnych miejscach ze wszystkich możliwych. To nie jej wina, że Teddy działała na nią tak mocno, że cierpliwość wyparowywała niemal natychmiast, robiąc miejsce spragnionej tęsknocie.
Upadniemy razem tak Jak jeszcze nigdy nisko
Kompletnie nie przejmowała się nasłuchiwaniem kroków i rozkminianiem, gdzie podział się ochroniarz. Jeżeli zmaterializuje się tutaj raz jeszcze, to trudno. Poradzą sobie z nim tak samo jak przed momentem. A jeżeli nie miał zamiaru wychodzić z budynku, to sprawa była właściwie załatwiona i pora było usunąć go z pamięci. Z tego wieczoru chciała pamiętać tylko to, jak wyglądała jej narzeczona. Na pewno nie jakieś chłopy jełopy. Była pewna, że na zawsze zapamięta minę ukochanej, gdy klęknęła przed nią z pierścionkiem. Będzie pamiętała smak jej skóry, gdy obmacywały się na fortepianie i dźwięk śmiechu, gdy puściły się (heh) biegiem przed siebie. Ochroniarz w tej opowieści za kilka lat stanie się rozmazaną postacią z tła.
Mruknęła niezadowolona na wieść o kluczach. Tego się obawiała, jej przecież też tam zostały. Była pewna, że Emma już dawno pojechała do domu, więc nawet ona nie stanie się tutaj tradycyjnym, ratunkiem. No nic, trudno. Nic się przecież ich rzeczom nie stanie, a jutro spróbuje zrobić to wszystko tak, by nie wpaść na wychodzącego po nocce ochroniarza. Oby tylko nie okazał się paskudną plotkarą. Miała nadzieję, że ta historia nie dojdzie do nieproszonych uszu – mimo wszystko. Jej zespół mógł sobie oczywiście plotkować do woli, ale lepiej żeby szefostwo te rewelacje ominęło. Bardzo się starała, by nie wychodzić przed nimi na kretynkę, więc nie do końca znali tę w pełni pokręconą stronę. Tym na szczęście będzie mogła martwić się dopiero od jutra. Teraz ważniejsze były dłonie narzeczonej krążące po jej ciele, poświęcające niewspółmiernie dużo uwagi jej dupie.
— Bo wtedy nie byłam jakąś pierwszą lepszą, żeby mnie zapraszać do hotelu — prychnęła, udając oburzenie. Zawsze ceniła się o wiele bardziej! Nie miała nic przeciwko spotkaniom na jedną noc, ale przecież z najlepszą przyjaciółką to niemożliwe. Nic dziwnego, że wolała zostać potraktowana jak księżniczka i zaniesiona do łóżka Teddy.
— Teraz z kolei jestem jedyną, więc możesz mnie brać, gdzie chcesz — dodała, wtulając twarz w zagłębienie przy jej szyi. Po całym ciele przemknęły jej rozkoszne dreszcze, gdy tylko dłoń partnerki wsunęła się pod materiał spodni. Zacisnęła znów palce na jej piersi, a pomruk zadowolenia, który wydała, rozpłynął się gdzieś na miękkiej skórze strażaczki.
— Znam kilka wygodniejszych miejsc niż środek ulicy — dodała ciszej, choć ani myślała się od niej odsuwać. Nie było w niej zbyt wiele wstydu, zawsze przecież dawała się jej obmacywać w najmniej obyczajnych miejscach ze wszystkich możliwych. To nie jej wina, że Teddy działała na nią tak mocno, że cierpliwość wyparowywała niemal natychmiast, robiąc miejsce spragnionej tęsknocie.
Upadniemy razem tak Jak jeszcze nigdy nisko