the world ends slower beside you
: czw maja 14, 2026 8:29 am
Jazda samochodem zdecydowanie ograniczała jej możliwości prowadzenia takich rozmów. Nie mogła podejść bliżej, wsunąć się między jego ramiona ani złapać go za nadgarstek w uspokajającym geście, w którym opuszkami palców kreśliła kształty tam, gdzie jego tętno biło najmocniej.
Nie chciała tego robić, by łagodzić winę za plan ułożony częściowo za jego plecami. Tak po prostu wyglądała ich codzienność, gdzie nawet kłótnie były naznaczane bliskością, urywanymi dotknięciami i znaczącymi spojrzeniami.
Paradoksalnie niewielka przestrzeń chargera działała też na ich korzyść. Zamknięci w niej nie mogli pozwolić sobie na pełen wachlarz emocji; samochód tłumił podniesiony głos, odbierał miejsce na gwałtowne gesty i lodowate spojrzenia. Może właśnie dlatego Rhys jeszcze nie wybuchł. Może właśnie dlatego udało jej się zatrzymać ten konflikt na etapie napięcia, zanim przerodził się w coś, po czym musieliby z niechęcią się przepraszać.
Kompromisy nigdy nie stanowiły dla niej problemu. Potrafiła je proponować nawet wtedy, gdy druga strona wcale się ich nie domagała. Tym razem jednak wyczuwała, że on naprawdę potrzebował choć namiastki kontroli, która da mu spokój. - Nie pojadę tam dzisiaj - wyjaśniła, bo nie zaplanowała tego dobrze. Od chwili, w której pomysł pojawił się w jej głowie do momentu wyjazdu minęło zaledwie kilka godzin wypełnionych pracą, co skutecznie odrywało jej myśli na bok. Po prostu podjęła decyzję, że musi to zrobić, a reszta miała ułożyć się po drodze.
- Zrobimy to jutro - zaakcentowała pierwsze słowo, lekko ściskając jego dłoń. - Porozmawiam z nią s a m a, ale pojedziesz ze mną. Dobrze? - tym razem naprawdę nie chodziło o jego brak subtelności ani talent do zamieniania zwykłego przesłuchania w psychologiczne zastraszanie. Choć wielokrotnie wypominała mu, że był tragiczny w rozmowach wymagających cierpliwości i delikatności, teraz chodziło wyłącznie o nią. O to, że potrzebowała wejść tam sama.
Był za to stworzony do innych rzeczy. Do przyciskania ludzi do ściany, do wywoływania strachu, do łamania oporu samym tonem głosu. W tym byli swoimi przeciwieństwami, dlatego razem działali tak dobrze.
Jej westchnięcie rozlało się po wnętrzu samochodu chwilę po jego własnym. Miała ochotę skomentować to, co według niej było głupotą, ale przez ostatnie tygodnie nauczyła się gryźć w język. Nie wypowiadała już każdej myśli natychmiast, bo wiedziała, że w ich przypadku wystarczył jeden nieostrożny komentarz, by rozmowa zmieniła się w kilkugodzinną wojnę charakterów.
Na szczęście Ottawa pojawiła się przed nimi szybciej niż kolejna sprzeczka.
A raczej jej obrzeża, które z każdą kolejną minutą wyglądały coraz mniej zachęcająco.
Margo zmarszczyła brwi, spoglądając na nawigację, kiedy droga zaczęła się zwężać, latarnie znikały jedna po drugiej, a eleganckie zdjęcia hotelu, które oglądała na stacji, nijak nie pasowały do miejsca przypominającego scenerię z taniego horroru.
- To wygląda odrobinę inaczej niż w internecie - zmarszczyła nos w chwili, gdy minęli migający neon w kształcie serca. Jedna z liter nie działała, więc napis RIVER EMBRACE INN świecił obecnie jako R VER EMBR CE INN, co wcale nie poprawiało sytuacji.
Parking świecił pustkami, poza kilkoma luksusowymi samochodami stojącymi daleko od wejścia. Kiedy weszli do środka, uderzył ich ciężki zapach wanilii, muzyka sącząca się z głośników była stanowczo zbyt z m y s ł o w a jak na zwykły hotel, a recepcjonista - wysoki mężczyzna w bordowej koszuli rozpiętej o kilka guzików za nisko, uśmiechnął się do nich w sposób, który natychmiast wzbudził w niej niepokój.
- Rezerwacja dla państwa Madden? - zapytał przeciągle, przesuwając spojrzeniem między nimi. Była pewna, że zaznaczyła dwie osoby - z dwoma r ó ż n y m i nazwiskami. - Apartament dla par z pakietem premium. Doskonały wybór na… odbudowanie więzi - dodał tonem człowieka, który wiedział zdecydowanie za dużo.
Zamarła na sekundę, po czym bardzo powoli odwróciła głowę w stronę Rhysa. - Powiedz mi proszę, że przypadkiem nie zarezerwowałam hotelu dla swingersów - albo dla innych pomyleńców - co zostawiła już dla siebie.
Rhys Madden
Nie chciała tego robić, by łagodzić winę za plan ułożony częściowo za jego plecami. Tak po prostu wyglądała ich codzienność, gdzie nawet kłótnie były naznaczane bliskością, urywanymi dotknięciami i znaczącymi spojrzeniami.
Paradoksalnie niewielka przestrzeń chargera działała też na ich korzyść. Zamknięci w niej nie mogli pozwolić sobie na pełen wachlarz emocji; samochód tłumił podniesiony głos, odbierał miejsce na gwałtowne gesty i lodowate spojrzenia. Może właśnie dlatego Rhys jeszcze nie wybuchł. Może właśnie dlatego udało jej się zatrzymać ten konflikt na etapie napięcia, zanim przerodził się w coś, po czym musieliby z niechęcią się przepraszać.
Kompromisy nigdy nie stanowiły dla niej problemu. Potrafiła je proponować nawet wtedy, gdy druga strona wcale się ich nie domagała. Tym razem jednak wyczuwała, że on naprawdę potrzebował choć namiastki kontroli, która da mu spokój. - Nie pojadę tam dzisiaj - wyjaśniła, bo nie zaplanowała tego dobrze. Od chwili, w której pomysł pojawił się w jej głowie do momentu wyjazdu minęło zaledwie kilka godzin wypełnionych pracą, co skutecznie odrywało jej myśli na bok. Po prostu podjęła decyzję, że musi to zrobić, a reszta miała ułożyć się po drodze.
- Zrobimy to jutro - zaakcentowała pierwsze słowo, lekko ściskając jego dłoń. - Porozmawiam z nią s a m a, ale pojedziesz ze mną. Dobrze? - tym razem naprawdę nie chodziło o jego brak subtelności ani talent do zamieniania zwykłego przesłuchania w psychologiczne zastraszanie. Choć wielokrotnie wypominała mu, że był tragiczny w rozmowach wymagających cierpliwości i delikatności, teraz chodziło wyłącznie o nią. O to, że potrzebowała wejść tam sama.
Był za to stworzony do innych rzeczy. Do przyciskania ludzi do ściany, do wywoływania strachu, do łamania oporu samym tonem głosu. W tym byli swoimi przeciwieństwami, dlatego razem działali tak dobrze.
Jej westchnięcie rozlało się po wnętrzu samochodu chwilę po jego własnym. Miała ochotę skomentować to, co według niej było głupotą, ale przez ostatnie tygodnie nauczyła się gryźć w język. Nie wypowiadała już każdej myśli natychmiast, bo wiedziała, że w ich przypadku wystarczył jeden nieostrożny komentarz, by rozmowa zmieniła się w kilkugodzinną wojnę charakterów.
Na szczęście Ottawa pojawiła się przed nimi szybciej niż kolejna sprzeczka.
A raczej jej obrzeża, które z każdą kolejną minutą wyglądały coraz mniej zachęcająco.
Margo zmarszczyła brwi, spoglądając na nawigację, kiedy droga zaczęła się zwężać, latarnie znikały jedna po drugiej, a eleganckie zdjęcia hotelu, które oglądała na stacji, nijak nie pasowały do miejsca przypominającego scenerię z taniego horroru.
- To wygląda odrobinę inaczej niż w internecie - zmarszczyła nos w chwili, gdy minęli migający neon w kształcie serca. Jedna z liter nie działała, więc napis RIVER EMBRACE INN świecił obecnie jako R VER EMBR CE INN, co wcale nie poprawiało sytuacji.
Parking świecił pustkami, poza kilkoma luksusowymi samochodami stojącymi daleko od wejścia. Kiedy weszli do środka, uderzył ich ciężki zapach wanilii, muzyka sącząca się z głośników była stanowczo zbyt z m y s ł o w a jak na zwykły hotel, a recepcjonista - wysoki mężczyzna w bordowej koszuli rozpiętej o kilka guzików za nisko, uśmiechnął się do nich w sposób, który natychmiast wzbudził w niej niepokój.
- Rezerwacja dla państwa Madden? - zapytał przeciągle, przesuwając spojrzeniem między nimi. Była pewna, że zaznaczyła dwie osoby - z dwoma r ó ż n y m i nazwiskami. - Apartament dla par z pakietem premium. Doskonały wybór na… odbudowanie więzi - dodał tonem człowieka, który wiedział zdecydowanie za dużo.
Zamarła na sekundę, po czym bardzo powoli odwróciła głowę w stronę Rhysa. - Powiedz mi proszę, że przypadkiem nie zarezerwowałam hotelu dla swingersów - albo dla innych pomyleńców - co zostawiła już dla siebie.
Rhys Madden