bulionowy trip
: ndz cze 07, 2026 3:38 pm
Patrzy Ricz na Rosi z taką prośbą w oczach, żeby go nie maltretowała pytaniami o to, kto wiedział. Było to niestety mega niebezpieczne pytanie. Kurwa, a kto nie wiedział, pomyślał sobie Ricz. Madox wiedział, William wiedział. Wiedziała Gaba. A skoro wiedział Madox, to Pilar pewnie też, chociaż nic się nie wysypała. Najgorsze, że te osoby będą miały teraz też przejebane u Rosi za to że go kryły. A ona akurat potrafi być mściwa, wiedział o tym dość dobrze. Z tych wszystkich ludzi to najłatwiej było mu ochronić Gabę, jak dziewczyna się nie wygada sama, to może Rozi nic jej nie zrobi. Ale Madoxa nie będzie mógł wyratować niestety, bo Rosa dobrze wiedziała że oni w dwójkę to gadają serio o wszystkim. Jak jakieś plotkary sobie robią updejciki z życia.
- Ale co, kto wiedział? Co to zmieni Rozi słonko, że ktoś wiedział. Jeżeli ktokolwiek wiedział, to wiedz, że już dostałem od nich wszystkich ich zjebe. Wszyscy są po twojej stronie - przyznał, to pewnie poprawi jej humor, chociaż akurat jego to nieco martwiło. Nikt nie umiał zrozumieć jego punktu widzenia i sprawiało to, że on sam zaczynał wątpić w to, czy to co zrobił miało jeszcze dla niego jakiś sens. A przecież, kiedy wyszedł z domu i poznał Rudą, to odrazu mu mózg odcięło i wiedział, że robi dobrze. Nawet pół wyrzutu sumienia nie miał. Ale Rosa też wtedy była dość wredna dla niego, to jej się trochę zmieniło odkąd są w Toronto.
- Wiem kochanie, ale każdy z nas popełnia błędy. Przecież wiesz, że nie jestem idealny- tak jej się tłumaczy, chociaż no faktycznie średnia ma te linie obrony. Rosa miała pełne prawo go nienawidzić!
Tak czy siak, poszli później na ten mostek i znów po śniadanie i wrócili do kajuty. Riczi, który ledwo wymanewrował z tymi wszystkimi talerzykami i dzbankiem z herbatą i soczkami, stawia wszystko po kolei na stoliku, kiedy Rosa już zaczyna mu suszyć głowę. Pokręcił głową, zaprzeczając ze znów coś przed nią chce ukryć.
- Mi corazon, nie ukrywam nic zupełnie, po prostu nie było możliwości, żeby co powiedzieć. Jak byłaś rano w łazience to słyszałem na balkonie…- zaczął, ale znów ktoś im prezerwal!!!! Akurat to mógł jej powiedzieć, tyle że nie zdołał. Rosa bojowo idzie do drzwi, a Ricz myśli, że nie chciałby być po drugiej stronie. Zaraz się okazuje, że to jakiś dzieciak. A ten Zygfryd cały. Ricz uśmiechnął się do niego, jak mu tak posmarował, że miły na oko z niego jest chłop. No coś w tym było, bo Ricza to wszyscy lubili. Inaczej z Rosi, która nie sprawiała zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Dobrze, że była teraz w ciąży, to trochę jej wizerunek był milszy. Ricz zaprosił chłopaka, żeby siadł na ich łóżku i dał mi croissanta którego przytargał dla Rosi i słucha co chłopiec ma do powiedzenia. No niezła jazda na tym jachcie, wszyscy mieli jakieś wielkie sekrety.
Rosi poszła do kibelka a Ricz został z chłopcem i tak z nim gada co sobie ten myśli i czy znał Marco Polo jakoś lepiej. Ten mówi, że nie, ale matce bardzo na tym zależało od kilku lat chciała ich poznać, nawet kiedyś poszli pod studio nagraniowe w którym udzielał wywiadu. I że on akurat swojego ojca to mega kocha, więc nie rozumie po co matka tak zrobiła. Ricz podzielił się z nim wtedy historią swojego życia o rodzicach którzy nigdy nie byli razem, o ojcu który ma męża w Nowym Orleanie i którego nie widywał tak często jakby chciał. O swoich drugim ojcu, którego zyskał dzięki małżeństwu biologicznego ojca. I mówił mądre rzeczy z Zygfryd nieco się rozchmurzył, aż wróciła Rosi na słowa:
- Słuchaj, nieważne kto jest ojcem biologicznym, ważne kto cię wychował - ale nie chciał żeby ona to akurat słychała, bo jeszcze się zasugeruje! Potarł skroń i patrzy na Rosi, bo przypomniał sobie że ona matę listę z sekretami. - Bejb, a gdzie masz ten list od MP?- mówi tak szyfrem i po hiszpańsku, żeby Zygfryd nie dowiedział się.
I siedzieliby dłużej, ale nagle przyszło powiadomienie, że dopływają do plaży, i żeby udać się do łódek, które zawiozą ich na brzeg.
- Ale co, kto wiedział? Co to zmieni Rozi słonko, że ktoś wiedział. Jeżeli ktokolwiek wiedział, to wiedz, że już dostałem od nich wszystkich ich zjebe. Wszyscy są po twojej stronie - przyznał, to pewnie poprawi jej humor, chociaż akurat jego to nieco martwiło. Nikt nie umiał zrozumieć jego punktu widzenia i sprawiało to, że on sam zaczynał wątpić w to, czy to co zrobił miało jeszcze dla niego jakiś sens. A przecież, kiedy wyszedł z domu i poznał Rudą, to odrazu mu mózg odcięło i wiedział, że robi dobrze. Nawet pół wyrzutu sumienia nie miał. Ale Rosa też wtedy była dość wredna dla niego, to jej się trochę zmieniło odkąd są w Toronto.
- Wiem kochanie, ale każdy z nas popełnia błędy. Przecież wiesz, że nie jestem idealny- tak jej się tłumaczy, chociaż no faktycznie średnia ma te linie obrony. Rosa miała pełne prawo go nienawidzić!
Tak czy siak, poszli później na ten mostek i znów po śniadanie i wrócili do kajuty. Riczi, który ledwo wymanewrował z tymi wszystkimi talerzykami i dzbankiem z herbatą i soczkami, stawia wszystko po kolei na stoliku, kiedy Rosa już zaczyna mu suszyć głowę. Pokręcił głową, zaprzeczając ze znów coś przed nią chce ukryć.
- Mi corazon, nie ukrywam nic zupełnie, po prostu nie było możliwości, żeby co powiedzieć. Jak byłaś rano w łazience to słyszałem na balkonie…- zaczął, ale znów ktoś im prezerwal!!!! Akurat to mógł jej powiedzieć, tyle że nie zdołał. Rosa bojowo idzie do drzwi, a Ricz myśli, że nie chciałby być po drugiej stronie. Zaraz się okazuje, że to jakiś dzieciak. A ten Zygfryd cały. Ricz uśmiechnął się do niego, jak mu tak posmarował, że miły na oko z niego jest chłop. No coś w tym było, bo Ricza to wszyscy lubili. Inaczej z Rosi, która nie sprawiała zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Dobrze, że była teraz w ciąży, to trochę jej wizerunek był milszy. Ricz zaprosił chłopaka, żeby siadł na ich łóżku i dał mi croissanta którego przytargał dla Rosi i słucha co chłopiec ma do powiedzenia. No niezła jazda na tym jachcie, wszyscy mieli jakieś wielkie sekrety.
Rosi poszła do kibelka a Ricz został z chłopcem i tak z nim gada co sobie ten myśli i czy znał Marco Polo jakoś lepiej. Ten mówi, że nie, ale matce bardzo na tym zależało od kilku lat chciała ich poznać, nawet kiedyś poszli pod studio nagraniowe w którym udzielał wywiadu. I że on akurat swojego ojca to mega kocha, więc nie rozumie po co matka tak zrobiła. Ricz podzielił się z nim wtedy historią swojego życia o rodzicach którzy nigdy nie byli razem, o ojcu który ma męża w Nowym Orleanie i którego nie widywał tak często jakby chciał. O swoich drugim ojcu, którego zyskał dzięki małżeństwu biologicznego ojca. I mówił mądre rzeczy z Zygfryd nieco się rozchmurzył, aż wróciła Rosi na słowa:
- Słuchaj, nieważne kto jest ojcem biologicznym, ważne kto cię wychował - ale nie chciał żeby ona to akurat słychała, bo jeszcze się zasugeruje! Potarł skroń i patrzy na Rosi, bo przypomniał sobie że ona matę listę z sekretami. - Bejb, a gdzie masz ten list od MP?- mówi tak szyfrem i po hiszpańsku, żeby Zygfryd nie dowiedział się.
I siedzieliby dłużej, ale nagle przyszło powiadomienie, że dopływają do plaży, i żeby udać się do łódek, które zawiozą ich na brzeg.