Strona 3 z 3

happy birthday to me

: wt lip 07, 2026 10:16 pm
autor: Eric Stones
Podczas studiów, a dokładniej kiedy Shereen była w związku z Oliverem, Eric postanowił zrobić coś, do czego do tej pory się nie przyznał.
Ogólnie mama Erica uwielbiała kwiaty, dlatego zarówno przed domem jak i za nim, posadziła wiele różnych roślin o które dbała najlepiej jak tylko mogła. Niejednokrotnie prosiła średniego syna, by pojechał z nią do sklepu ogrodniczego po kolejne kwiaty oraz ziemię, a Stones… cóż, czasami jeździł, a czasami prośba musiała zostać skierowana do kogoś z rodzeństwa. Tak czy inaczej, kiedy z nią jechał, spędzał tam nawet kilka godzin, aczkolwiek, po jakimś czasie, zaczął podziwiać oczka wodne i marzył, by posiadać takowe, gdy już będzie posiadał swój własny dom. Często wracał zmęczony po takich zakupach i potrafił naprawdę szybko zasnąć. A następnego dnia, kiedy wracał ze szkoły, pani Stones prężnie działała - odnosił wrażenie, jakby była w swoim świecie. Taką samą minę miała także wtedy, gdy malowała obrazy, dlatego Eric wiedział, że sprawiało jej to radość. Miała do nich rękę, w przeciwieństwie do Erica. Jemu wystarczył kaktus na parapecie albo roślinka, której nie należało zbyt regularnie podlewać.

Pamiętaj, Ericu, każda dziewczyna jest jak kwiat. Delikatna i piękna. Doskonale pamiętał te słowa, wypowiedziane przez nikogo innego, jak jego mamę, gdy stał z konewką i podlewał tulipany. To ona była tą, która mówiła, by kupił kwiaty tej koleżance, którą naprawdę lubił.
I postanowił jej posłuchać.


Sher niejednokrotnie wspominała, jakie kwiaty lubi najbardziej, dlatego Eric zapamiętał tę - ważną dla niego - informację. Szukał strony, która posiadała słoneczniki, a kiedy na takową trafił, od razu kliknął kup. Wskazał adres, dokonał płatności i czekał na potwierdzenie dostawy. Otrzymał je w postaci wiadomości od przyjaciółki, tylko z podpisem, który wtedy go strasznie zakuł gdzieś tam wewnątrz klatki piersiowej. Patrz, dostałam kwiaty od Olivera! z drugiej strony, jakie miałaby powody, aby myśleć, że to Eric? Bardzo ładne. napisał wreszcie i wcisnął wyślij, choć wielokrotnie kasował to, co chciał pierwotnie napisać - a korciło go, by napisać To prezent ode mnie. Tylko z drugiej strony… Czy to nie wpłynęłoby na naszą przyjaźń? Chociaż, czy przyjaciele nie mogli sobie wręczać kwiatów z życzeniami? Ciekawiło go, co pomyślał sobie wtedy Oliver.


Za co naprawdę szanował Shereen?
Za to, że mógł być przy niej
sobą


Nie musiał udawać twardego, ani zgrywać nie wiadomo kogo. To przy niej po raz pierwszy wzruszył się z powodu śmierci Mufasy, choć oczywiście szybko przetarł oczy, bo nie chciał, aby widziała, jak to przeżywał. Płakał też przy niej, kiedy wywalił się na rowerze i złamał rękę, bo ból był nie do zniesienia. Był przyzwyczajony, że kiedy tylko miał wilgotne oczy, ojciec kazał mu się uspokoić i przestać mazgaić. Erica niejednokrotnie zastanawiało, czy jego własny ojciec kiedkolwiek płakał, czy przelewał na syna to, czego sam doświadczył… Niby dziadek był upartym człowiekiem, ale w sumie Eric nigdy nie pytał o to, jaki był dziadek w młodości - a może powinien, tylko Czy ojciec by mi cokolwiek powiedział? Prędzej babcia mogłaby cokolwiek powiedzieć…
Poza tym, co to byliby za przyjaciele - Shereen i Eric - gdyby nie mogli czuć się swobodnie w swoim towarzystwie i gdyby musieli udawać kimś, kim nie byli?
- NO WIESZ, CO?! Jeździłem SUPER! - nieprawda, nie jeździł, ba! Sam specjalnie wjeżdżał w innych dla funu, bo Nie po to się idzie na samochodziki, żeby jeździć grzecznie po kole. To nie gokarty. uważał.
- Nie wątpię. - odpowiedział co do tego, że Sher aktualnie była lepszym kierowcą niż kiedyś.
- Inaczej nie miałabyś prawka. - dodał jeszcze, chociaż… zdarzały się osoby, które, mając prawko, były BEZNADZIEJNE za kierownicą. Takim przykładem był jego wujek, który podczas zlotów rodzinnych opowiadał o tym, jak np. przejechał na czerwonym świetle, bo się zamyślił, jak musiał zjechać na pobocze, bo jechał zbyt szybko i policja wlepiła mu mandat, oraz jak skręcił w lewo, mimo zakazu skrętu. Eric zastanawiał się, jak długo wuj jeszcze będzie miał prawko. Zresztą Stones też zaliczył wtopę, która była rysą na szkle… Bo jak można pomylić wjazd z wyjazdem…
Oczywiście nie miał pojęcia, dlaczego Shereen miała gorzej, dlatego pokręcił głową, aby dać znać, iż nie wie albo raczej nie pamięta, co jej się przytrafiło i z uwagą wysłuchał krótkiej historii, która spowodowała, iż parsknął śmiechem, bo coś mu faktycznie zaczynało świtać.
- Oj… ale przynajmniej miałaś bardzo słodkie włosy. - choć domyślał się, że zmywanie pozostałości po wacie nie należało do najprzyjemniejszych. No ale cóż, no, nie zrobił tego wtedy specjalnie.
- Gdybyś mi pomogła, szybciej bym ją zjadł, a Ty wzięłaś może ją ze dwa razy i tyle. - dodał jeszcze, wzdychając głośno.

W swoim życiu, Eric usłyszał jedną sentencję, która została mu w głowie po dziś dzień.
Życie to sztuka, a każdy odgrywa w niej jakąś rolę. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Jedni kryją się pod maskami, drudzy grają w odsłonięte karty. i w sumie zgadzał się z tym.
On ogólnie lubił chodzić do teatru, ponieważ to zawsze było coś innego. Film mógł być puszczany, a aktorzy grali na żywo i co za tym idzie, wypowiadali wyuczone kwestie, natomiast jeśli dojdzie do pomyłki, nikt tego nie przykryje ani nie usunie - to trochę jak z życiem. Scen z przeszłości nie dało się edytować.
Aktualnie Eric chciał grać w sztuce razem z Shereen. Shereen była jego główną bohaterką. Była jego muzą. Słońcem i księżycem. Jego kwiatem, o który planował dbać najlepiej, jak tylko potrafił.

Nie zamierzał
pozwolić
jej zwiędnąć Bo jeżeli ona zwiędnie to on

zwiędnie razem
z nią. Nie zamierzał dopuścić, by przez niego płakała, ani była smutna. Chciał jak najczęściej widzieć ją uśmiechniętą i słyszeć śmiech… dokładnie taki, jaki usłyszał, gdy siedzieli w kuchni, a on mówił o tym, jak zakrywał szyję, na której widniały ślady zostawione przez koleżankę - wtedy z klasy. Aż sam się uśmiechnął, a po chwili zaczął śmiać.
- Widzisz, dobry był ze mnie aktor. - powiedział, poruszając zabawnie brwiami. Przynajmniej nikt, kto nie był wtajemniczony, raczej nie posądzał go o to, co mógł robić poprzedniego wieczoru, aczkolwiek wystarczyło, że się podrapał albo poprawił kołnierz i całe zakrywanie szło na marne.
- Chociaż i tak najbardziej mi się chce śmiać, jak któryś z moich ziomków z klasy myślał, że to siniaki i pytał, gdzie się tak poobijałem. - ponownie parsknął śmiechem, gdy przypomniał sobie wspomnianą scenę. Ziomek nigdy wcześniej nie miał dziewczyny i należał do tych dobrych uczniów, którzy po lekcjach szli do biblioteki i codziennie przychodzili w koszuli oraz swetrze. Całkiem niedawno Ericowi mignęło jego zdjęcie na Instagramie i choć dalej ubierał koszule, skończył jako menedżer w jednej korporacji i nie narzekał na brak pieniędzy. Nawet miał całkiem ładną dziewczynę. bo mieli wspólne zdjęcia, choć oczywiście zdaniem Eryczka, najpiękniejszą dziewczynę to miał on sam. Widząc, jak ściąga bluzkę, miał ochotę za nią pobiec jak zgłodniały pies za panią - i pewnie tak nawet wyglądał, bo automatycznie oczy mu się powiększyły i zaświeciły. Fakt, że nie miała stanika, nie tylko go podniecił, ale także spowodował, że w myślach zaczął tworzyć różne nieprzyzwoite scenariusze - niczym nastolatek po przejrzeniu gazetki dla dorosłych. Choć pierwsze sekundy rozmowy nie były łatwe - wystarczyło usłyszeć jedno słowo, by wrócił do rzeczywistości. Krzątał się po kuchni, próbując nie walnąć głową o szafkę.
trigger warning
trochę hot..
Wykonany do ojca telefon, można było porównać do zimnego lodu w lecie, który go sparaliżował i spowodował, że chciał jak najszybciej się ogrzać, a nikt nie ogrzewał go tak dobrze, jak Shereen. Wystarczyło jedno jej spojrzenie, jeden gest, jeden dotyk, jedno słowo… a on się rozpływał jak wystawiony na słońce lód. Dlatego po przekroczeniu progu sypialni, chcąc przykryć odbytą rozmowę płaszczem rozkoszy, namiętności i przyjemności, wpił się w usta Sher. Cholernie mu się podobało, że przyjęła skumulowaną w nim frustrację połączoną z gniewem i stresem - bo choć niejednokrotnie rozmawiał z ojcem przez telefon, to praktycznie zawsze towarzyszyły mu te same uczucia wraz z odczuciami. Dostrzegł to, jak nagle stanęła prosto, a do ulokowanej na jego policzku dłoni przyłożył swoją dłoń, jakby chciał tym dać znać, iż nie chciał, żeby ją zabierała. Serce zabiło mu szybciej, kiedy zauważył, jak po przygryzieniu przez niego jej dolnej wargi, Sher przejeżdża po niej koniuszkiem języka. On natomiast wyciągnął dłoń, by kciukiem przejechać po wilgotnej od pocałunku dolnej wardze Sher, jakby wycierał jej usta, a potem przyłożył ten sam kciuk do swoich warg. Nie odrywał od niej wzroku. Chciał nie tylko zobaczyć, jak zareaguje na ten gest, ale również w niemal bezczelny sposób pokazać, że zamierzał zapamiętać smak tego właśnie pocałunku.

- Mhm… i znowu usłyszałem to samo. - odpowiedział, wzruszając ramionami i czując, jak zielonooka siada na nim okrakiem. Przymknał oczy, nie mogąc doczekać się masażu w wykonaniu swojej dziewczyny. Miał tylko nadzieję, że nie dopadnie go sen, aczkolwiek… po krótkiej chwili poczuł, że między jego ciałem a Shereen, nie istniała ŻADNA bariera. Osobiście nie był do końca pewien, czy to dotyk Sher czy fakt, że siedziała na nim bez bielizny spowodował nagłe ściągnięcie do tyłu łopatek. Miał wrażenie, że rozpływa się pod nią, szczególnie wtedy, gdy znaczyła go językiem wraz z pocałunkami. Wydał z siebie stłumiony jęk, który zniknął gdzieś w pościeli albo raczej poduszce, na której położył głowę, a pod którą umiejscowił ręce. Było mu tak cholernie dobrze, że pewnie jeszcze kiedyś poprosi ją ponownie o to samo. Otworzył oczy, gdy dotarło do niego, na co także i ona miała ochotę. Przełknął ślinę, wyobrażając sobie - zgodnie z tym, co mówiła - dłonie ulokowane we wspomnianych miejscach. Automatycznie wydał z siebie cichy pomruk, gdy usta zielonookiej musnęły jego ucho, a jednocześnie napiął brzuch. Nie zamierzał protestować ani udawać, że nie słyszał, bo słyszał wszystko D O S K O N A L E. Poza tym, to wystarczyło, by jego męskość także zareagowała.
Odwrócił głowę na tyle, na ile pozwalała mu szyja, wyciągnął rękę do tyłu, by klepnąć Sher w udo, czy zwyczajnie tam, gdzie sięgnął, i, koniec końców, żeby było jasne, o co mu chodzi, wsparł się na wyprostowanych przedramionach, przypominając trochę czworonoga, który właśnie wstawał z przednich łap i zaraz musiał unieść tylne. Czekał, aż Sher się podniesie, a kiedy to zrobiła, przekręcił się tak, by leżeć plecami na łóżku, a przed sobą widzieć Winfield.
- Proszę bardzo. Dotknij mnie i wsadź rękę tam, gdzie chcesz. Zrób ze mną, co tylko chcesz, Shereen. Zegnij każdy róg, by potem ułożyć na nowo jak pieprzone origami. - powiedział, samemu nachylając się do jej szyi, by nie tylko ją pocałować, lecz także ugryźć - jakby chciał tym zachęcić ją do działań (choć pewnie wcale nie musiał).
No…
ale
chciał.

Bo ta jej szyja
tak cholernie go kusiła.

put your hands on me

happy birthday to me

: czw lip 09, 2026 6:11 pm
autor: Shereen Winfield
Piękny bukiet kwiatów dostarczony prosto pod drzwi akademika pamiętała do tej pory. Wtedy uznała to za bardzo romantyczny gest, symbol miłości jej i Olivera. Wspominała mu, że uwielbiała słoneczniki i była zachwycona tym, że je dostała. Podziękowała mu za to, lecz jego szczere zaskoczenie sprawiło, że zaczęła się zastanawiać, czy to aby na pewno od niego dostała wtedy kwiaty. Nikt inny nie przychodził jej do głowy. Nie myślała o żadnym tajemniczym wielbicielu. Zbyt zapatrzona w swojego (wtedy) chłopaka, nie zwracała uwagi na innych mężczyzn i nawet nie zastanawiała się nad tym, czy jakichkolwiek adoratorów poza nim miała. Erica tym bardziej nie podejrzewała. Wydawało jej się, że sytuacja między nimi była jasna, nie rozmawiali o pocałunku sprzed wyjazdu, więc uznała to za przelotną chwilę słabości. Nic poza tym nie wskazywało na to, by ciągnęło ich do siebie coś więcej, niż impuls podżegany alkoholem — przynajmniej Sheeren tak uważała. Po podłapaniu chłodnego spojrzenia Olivera zrozumiała, że to nie on był nadawcą. W pierwszej kolejności przyszło rozczarowanie. Najwidoczniej podświadomie chciała, by bukiet został wysłany przez Olivera. Dopiero później zaczęła zastanawiać się nad tym, kto przysłał jej prezent. Od tamtego momentu minęło kilkanaście długich miesięcy, s ona wciąż nie wiedziała, że przysłał je Eric. Jaki miałby mieć w tym cel?
Obydwoje nie jeździli wtedy najlepiej. Shereen po prostu nie ogarniała samochodzików, Eric specjalnie powodował wypadki, bo uznawał to za dobrą zabawę. W pewnym momencie i ona zaczęła robić mu na złość i mocniej się w niego wbijać; w ten sposób dorobił się siniaka na kolanie, za którego do tej pory go nie przeprosiła i nie planowała tego robić. Prawdopodobnie sobie na niego zasłużył, skoro nie usłyszał od niej przeprosin — albo Shereen była tak uparta, że nawet jeśli była to jej wina, nie widziała sensu w tym, żeby go przepraszać. Aktualnie jej sprawy z prawem jazdy i prowadzeniem samochodu miały się całkiem nieźle. Zdarzało jej się pomylić stronę i wrzucić nie ten kierunek, co trzeba, ale starała się dość szybko łączyć fakty i sygnalizować, że się tylko pomyliła. Dopóki musiała jechać prostą drogą, to nie było żadnego problemu. Ten pojawiał się wraz z momentem wjazdu na rondo, albo skręceniem w wąską, zatłoczoną uliczkę. Naprawdę nie lubiła takich miejsc. Eric dużo lepiej radził sobie z samochodami, niż ona. Miał do nich smykałkę i bardzo je lubił – ona uważała, że są nudne, bo wolała inne rzeczy. Na przykład ubrania, lalki i makijaże. Nie zmieniało to faktu, że obecnie jeździli dużo lepiej. Sprawa z watą cukrową była oczywiście kolejnym nierozwiązanym konfliktem z czasów dzieciństwa. Wracanie do tego wspomnienia było niemal t r a u m a t y c z n e. Pamiętała, jak Esperanza po powrocie do domu czyściła jej włosy, pocieszając przerażoną Shereen wizją ścięcia włosów. Zdecydowanie nie było to najmilsze doświadczenie, ale chociaż byli 1:1 i nikt nie robił z tego przesadnego dramatu.
Dramat zastąpili śmiechem, gdy wspominali o zakrywanych przez Erica śladach. Nigdy nie dopytywała, z kim się tak dobrze bawił. Po pierwsze, to nie była jej sprawa. Po drugie wychodziła z założenia, że w pewnym momencie po prostu takie coś mu się znudzi. Gdy była nastolatką malinki i ugryzienia uważała za głupie i zupełnie nie podobał jej się ten sposób okazywania uczuć — kojarzyła je z bólem. Potrzebowała czasu, by dojrzeć i zrozumieć, że to nie było… Bolesne, bo z odpowiednią osobą, ból potrafił zmienić się w przyjemność. Wystarczyło być otwartym pod tym względem i traktować bliskość przede wszystkim, jako zabawę, dzięki której odkrywało się swoje preferencje. Ericowi się nie znudziło, Shereen natomiast bardzo to odpowiadało. Pod tym względem wciąż byli na etapie wzajemnego poznawania swoich ciał i upodobań, ale być może właśnie w tym był największy fun; gdyby było inaczej, nie robiliby tego tak chętnie i raczej trzymaliby się na dystans.
— Gościu musiał być prawiczkiem, albo oglądał za mało filmów dla dorosłych. Jak można pomylić malinki z przemocą? — niektórzy nie mieli dostępu do tego typu filmów, czy czasopism; chociażby przez brak internetu lub nadmierną kontrolę rodziców. Czy to dobrze? Nie była pewna. Nadmierna kontrola była nieodpowiednia, ale oglądanie treści erotycznych ryjących banie w wieku nastoletnim także nie było szczytem rozsądku. A seks w wieku szesnastu lub siedemnastu lat? Dopóki był bezpieczny i niespowodowany przymusem, wydawał jej się okej.

Doprowadzanie Erica do wrzenia było jedną z ulubionych rozrywek Shereen. Satysfakcjonował ją sposób, w jaki na nią patrzył i reagował na jej zachowanie. Dotrzymywał jej kroku i nie musiała mierzyć się z niechęcią z jego strony. Wzajemnie przyjmowali każdą nową rzecz, bawiąc się seksualnością, jak podczas zaczynania najlepszej gry komputerowej, która niedawno miała premierę. Prawda była taka, że obydwoje uwielbiali gry. Spędzali przed konsolą mnóstwo czasu, gdy byli młodsi i wciąż to robili; teraz do ich kolekcji ulubionych gier, doszły te dla dorosłych. Przepełnione erotyzmem, podsycone podnieceniem i ciekawością dokąd ich to zaprowadzi. Lubiła przesuwać granice w tej sferze, wyznaczać ich nowe linie, sprawdzać, do czego mogła zachęcić Erica i w którym miejscu zacząłby być zniechęcony. Zapewne mieli swoje triggery, tak jak każdy — dlatego nie zamierzała wprowadzać rzeczy, które w jakimś stopniu mogłyby zniechęcić ją do seksu, czy wywołać falę obrzydzenia.

Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby przekonać się, z kim rozmawiał.
Jeden pocałunek i mocniejsze zaciśnięcie palców na udach Shereen, by poczuła frustrację.
Jedno zagryzienie ust, mocniejsze niż zazwyczaj
Przesunięcie po nich językiem, by Eric zrozumiał, że przyjmowała jego złość i była gotowa się z nią zmierzyć.

— Czyli nic nadzwyczajnego… Ale chociaż masz już tę rozmowę za sobą. Nie spodziewała się niczego innego po jego ojcu.

trigger warning
Treści erotycznych coraz więcej.

Bezczelnie wpatrywała się w jego, gdy przesuwał kciukiem po jej dolnej wardze. Specjalnie rozchyliła usta, by mógł zebrać z nich jak najwięcej. Kciuk zsunął się z jej dolnej wargi, lecz mrowienie nie ustąpiło. Wręcz przeciwnie — miała wrażenie, że jego dotyk przeniknął głębiej i został z nią niczym ciepłe echo. Ciepło przemykające wzdłuż ciała Shereen, skumulowało się na dnie jej podbrzusza, wywołując dyskomfort w centralnym punkcie jej ciała, gdy Eric z wyzywającą bezczelnością, przesunął kciukiem po swoich ustach, prowokując ją. Siedziała wyprostowana na łóżku, przyglądając mu się wyzywająco.
Podjęła się tej nowej gry.
Sięgnęła dłonią w stronę jego ręki, przyciągając ją bliżej swoich ust. Wpatrywała się w niego z tą zadziorną pewnością siebie i nieudawaną śmiałością, przeciągając świadomie spojrzenie i tę chwilę niemalże uwierającego napięcia o kolejne kilka sekund, jakby chciała, by gęstość odczuwalna w powietrzu, została z nimi przez kolejne kilka sekund i wniknęła w głąb ich ciał. Musnęła językiem opuszek jego kciuka, przeciągając ten gest nieco dłużej, niż było to konieczne. Zatrzymała się na sekundę, obserwując reakcję Erica, po czym wsunęła jego kciuk między swoje wargi, zaciskając na nim z wyczuciem zęby i zasysając. Ostentacyjne zachowanie Winfield przypominało bardziej obietnicę i zapowiedź tego, co planowała z nim później zrobić, niż groźbę. Rozmawianie z Shereen językiem prowokacji za każdym razem wywoływało podobną reakcję; odpowiedź. Nie potrafiła być obojętna na takie zachowanie.
Wysunęła kciuk spomiędzy swoich warg, wraz z momentem, w którym Eric, odsuwając się od niej, ułożył się na łóżku.

Zajęła miejsce w dolnej partii jego pleców, cholernie świadoma tego, że czuł bijące spomiędzy jej ud ciepło na swojej skórze. Perfidne zagranie z jej strony podziałało na Erica. Ściągnął łopatki, uwydatniając pociągające wgłębienie. Shereen ulegając swojej fantazji, przesunęła między nimi językiem i złożyła na nich kilka drobnych pocałunków, napierając mocniej swoim ciałem na plecy ciemnowłosego. Ciepły oddech osiadł na jego skórze, gdy upuszczała go przez rozchylone usta. Był ciężki od wzbierającego się w niej podniecenia, bo znajome napięcie już przelewało się elektryzującym spazmem w dół, zatrzymując się na wysokości dziewczęcych bioder. Prawą dłonią muskała niesforne kosmyki jego włosów, szarpiąc za nie z wyczuciem. Stłumiony jęk, który z siebie wydał, odbił się echem w jej uszach, choć wcale nie był głośny. Zacisnęła mocniej kolana na jego biodrach, usiłując w ten sposób zapanować nad dyskomfortowym łaskotaniem, zdradzającym nadmierne podekscytowanie.
Nachylając się w jego stronę, zadbała o to, by jej szept dotarł do najgłębszej części jego świadomości. Aksamitny głos dziewczyny, wraz z powietrzem mieszały się ze sobą, oddziałując na zmysły Erica. Spięcie mięśni, pleców i napięcie brzucha, były fizycznymi dowodami na to, że zachowanie Shereen przynosiło efekty. Podczas gdy jej usta sunęły po jego szyi, wraz z łaskoczącymi włosami, Shereen wsunęła prawą dłoń pod brzuch chłopaka, wykorzystując moment, w którym go napiął. Przerwa między jego ciałem i materacem łóżka była wystarczająco duża, by wsunąć palce głębiej. Przemknęła opuszkami po podbrzuszu i zarysie mięśni, zostawiając po sobie rozgrzewający dotyk. Nie zdążyła natomiast sięgnąć palcami do odznaczającej się pod spodniami męskości; poczuła klepnięcie na udzie i subtelny znak, gdy zaczął się podnosić, że powinna z niego zejść. W pierwszym odruchu przytrzymała się mocniej jego barków w obawie przed spadnięciem. Nie podniósł się z pośpiechem, więc miała chwilę, by się z niego zsunąć i pozwolić na to, by ułożył się na plecach. Siedziała przednim, dokładnie między jego kolanami, z dłońmi wspartymi na dolnych partiach jego brzucha, przyglądając mu się z kokieteryjnym uśmiechem na ustach.
— Nie byłam najlepsza ze składania origami, ale coś czuję, że z tobą sobie poradzę… — odparła przekornie, między pocałunkiem i zębami Erica na swojej szyi.
Wzdrygnęła się w pierwszym momencie. W drugim ułożyła dłoń na tylnej części jego głowy, którą docisnęła do wgłębienia między szyją a obojczykiem, tym samym dając mu do zrozumienia, że mógł to zrobić mocniej. Na okaleczonej zębami skórze ból rozgościł się swoim piekącym ciepłem. Poczuła pod nią lekkie pulsowanie, ale nie miała mu tego za złe — to była część zabawy, przyzwolenie na to, by mogli czerpać z siebie bez ograniczeń. Testem zaufania, że nie zrobią sobie wzajemnie krzywdy, który zdawali perfekcyjnie. W takich momentach przypominała sobie, że Eric, mimo delikatnego wyglądu, nie był stworzony z porcelany; był cholernie pociągającym facetem, którego nie mogła skruszyć kilkoma zadrapaniami, ugryzieniami, czy mocniejszymi zaciśnięciami palców na nadgarstkach, biodrach, udach… Nawet jeśli te zostawiały po sobie ślady.
Nie usiadła na nim ponownie.
Szarpnięciem za włosy uniosła jego głowę, skradając z jego ust żarliwy pocałunek. Naparła na niego swoim ciałem, zmuszając go do ponownego oparcia się plecami o materac. Ułożyła dłonie po obu stronach jego głowy, przez moment zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. Następnie pochyliła się powoli, pozwalając, by jej ciało wygięło się w miękkim łuku. Smukła talia, delikatnie zarysowane plecy i pewność każdego ruchu przyciągały wzrok bardziej niż odsłonięta skóra. Nie spieszyła się. Każdy centymetr ruchu był zamierzony, jakby chciała, by zapamiętał nie tylko jej dotyk, ale i sam widok. Pocałowała go ponownie, tym razem przygryzając jego wargę do takiego stopnia, że poczuła na swoim języku metaliczny posmak.
Zsunęła głowę niżej, błądząc pocałunkami po jego szyi, obojczyku, ramionach i klatce piersiowej. Znaczyła każdy milimetr jego skóry, oddychając przy tym jej zapachem. Jedną dłonią sunęła wzdłuż jego ciała, sięgając palcami do spodni i bokserek, które zsunęła niżej. A wraz z nimi swoją posturę. Wcześniej zatrzymała się pocałunkami na linii jego żeber, nieco z prawej strony. Kontynuowała tę podróż, zostawiając po sobie wilgotne ślady języka. Przerwała tę czynność, gdy wilgotne, błyszczące usta dziewczyny znalazły się na wysokości jego bioder i zachęcającej linii, schodzącej w dół, która prowadziła do najczulszego miejsca jego ciała. Podniosła spojrzenie tylko na chwilę, jakby pytała o zgodę, a następnie przylgnęła ustami do podbrzusza Erica...

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



You're making me impatient