plot twist: he likes you too
: pn cze 08, 2026 9:40 pm
Zaledwie kilka tygodni temu oboje byli względem siebie p a s k u d n i. Carrie miała tego świadomość i kiedy uciekała myślami do tamtych chwil, nadal było jej z tym głupio. Nie tylko dlatego, że teraz miała przed sobą mężczyznę, którego traktowała tak podle, a on mimo to chciał poświęcić jej uwagę. Czuła się z tym źle przede wszystkim dlatego, że przecież nie była taką osobą.
Nie była o k r o p n a, a przynajmniej desperacko pragnęła w to wierzyć.
Przy nim jednak zyskała realną szansę na to, aby to udowodnić. Skoro wcześniej z taką łatwością pokazała się od tej gorszej strony, miała okazję się zrehabilitować, co zresztą zamierzała zrobić. A choć ku tym zamiarom mogło popchnąć ją sumienie, które bardzo pragnęła zagłuszyć, to jednak nie było ono jedynym powodem. Przede wszystkim chciała przecież przypodobać się j e m u. Wszystko, czego się dziś podjęła, zrobiła po to, aby sprawić mu przyjemność.
On zresztą również radził sobie z tym zadaniem nie najgorzej. Kiedy sobie zażartował, na usta Carrie wkradł się pełen rozbawienia uśmiech. Nie jeden z tych wymuszonych, a taki całkowicie szczery. Jak widać, jego również Lando był w stanie spowodować.
Szkoda tylko, że za sprawą późniejszych wydarzeń nie miał utrzymać się tam zbyt długo. Carrie naprawdę starała się wcześniej przygotować wszystko tak, aby było dopięte na ostatni guzik. Chciała spędzić z Lando miło czas, a przy okazji też trochę mu z a i m p o n o w a ć. Właśnie dlatego tak bardzo zależało jej na tym, aby jedzenie okazało się i d e a l n e.
Problem polegał jednak na tym, że nigdy nie była wzorową kucharką. Radziła sobie, ale to najwyraźniej nie miało wystarczyć.
Jęknęła z rezygnacją, kiedy Mangione przyłapał ją na gorącym uczynku. Obróciła się przez ramię i wydęła wargi w grymasie niezadowolenia. — Jest do kitu — stwierdziła, posyłając mu wymowne spojrzenie. Była sobą szczerze rozczarowana, no bo jak mogła tego nie dopilnować? — Cholera — zaklęła raz jeszcze, ewidentnie sfrustrowana. Wyolbrzymiała nieco, a jednak przez to, jak przez długi czas czuła się przy nim niepewnie, teraz naprawdę chciała wypaść perfekcyjnie. Kiedy to się nie udało, mimowolnie zaczęła się złościć. — Nie nakarmię cię węglem… Możemy coś zamówić — zasugerowała, niepewnie omiatając go spojrzeniem. Może to miało okazać się najlepszym rozwiązaniem?
Lando Mangione
Nie była o k r o p n a, a przynajmniej desperacko pragnęła w to wierzyć.
Przy nim jednak zyskała realną szansę na to, aby to udowodnić. Skoro wcześniej z taką łatwością pokazała się od tej gorszej strony, miała okazję się zrehabilitować, co zresztą zamierzała zrobić. A choć ku tym zamiarom mogło popchnąć ją sumienie, które bardzo pragnęła zagłuszyć, to jednak nie było ono jedynym powodem. Przede wszystkim chciała przecież przypodobać się j e m u. Wszystko, czego się dziś podjęła, zrobiła po to, aby sprawić mu przyjemność.
On zresztą również radził sobie z tym zadaniem nie najgorzej. Kiedy sobie zażartował, na usta Carrie wkradł się pełen rozbawienia uśmiech. Nie jeden z tych wymuszonych, a taki całkowicie szczery. Jak widać, jego również Lando był w stanie spowodować.
Szkoda tylko, że za sprawą późniejszych wydarzeń nie miał utrzymać się tam zbyt długo. Carrie naprawdę starała się wcześniej przygotować wszystko tak, aby było dopięte na ostatni guzik. Chciała spędzić z Lando miło czas, a przy okazji też trochę mu z a i m p o n o w a ć. Właśnie dlatego tak bardzo zależało jej na tym, aby jedzenie okazało się i d e a l n e.
Problem polegał jednak na tym, że nigdy nie była wzorową kucharką. Radziła sobie, ale to najwyraźniej nie miało wystarczyć.
Jęknęła z rezygnacją, kiedy Mangione przyłapał ją na gorącym uczynku. Obróciła się przez ramię i wydęła wargi w grymasie niezadowolenia. — Jest do kitu — stwierdziła, posyłając mu wymowne spojrzenie. Była sobą szczerze rozczarowana, no bo jak mogła tego nie dopilnować? — Cholera — zaklęła raz jeszcze, ewidentnie sfrustrowana. Wyolbrzymiała nieco, a jednak przez to, jak przez długi czas czuła się przy nim niepewnie, teraz naprawdę chciała wypaść perfekcyjnie. Kiedy to się nie udało, mimowolnie zaczęła się złościć. — Nie nakarmię cię węglem… Możemy coś zamówić — zasugerowała, niepewnie omiatając go spojrzeniem. Może to miało okazać się najlepszym rozwiązaniem?
Lando Mangione