Instead of havin' demons that's as big as my house
: wt maja 19, 2026 11:15 am
Miała wrażenie, że jest fizycznie zmęczona tym dziwacznym konfliktem. Nie trwał długo, ominęły ich wrzaski i rzucanie przedmiotami. Wszystko wypływało z jej głowy. Ten durny mózg się nad nią znęcał. Robił jej krzywdę w chwili, w której mógłby po prostu odpuścić. Musiała jakoś z tym przejść do porządku dziennego i tyle. Może gdyby jednak poszła na tę terapię, za którą miała się wziąć już miesiące temu, teraz czułaby się pewniej? Może. Ale takie gdybanie też nie pomoże jej w żaden sposób.
— Jak chcesz, żebym się porządnie oderwała, to zawieź mnie do Amplifi — mruknęła i nawet udało jej się wykrzesać z siebie delikatny uśmiech na znak tego, że żartuje. To na pewno byłoby bardzo skuteczne rozwiązanie. Zatracanie się w pracy od lat było jednym z lepszych sposobów na radzenie sobie z emocjami. No dobrze, może nie lepszych, a po prostu najbardziej skutecznych. Drugim w kolejności pewnie byłoby zatracenie się w imprezach, ale nie miała zamiaru latać po nocach naćpana i rozwiązła jak jeszcze kilka miesięcy temu. Wyglądało niestety na to, że jej metody radzenia sobie z problemami było dość chujowe. Chyba faktycznie była jakaś strasznie durnia i niedojrzała. Może piła za dużo jogurtów dla mężczyzn i się jej pogorszyło? Cholera ją wie. W każdym razie – Paul miał dużo racji. I to w tym wszystkim bolało ją najbardziej. Nie przejmowałaby się idiotycznymi osądami. Puściła mimo uszu tę uwagę o dzieciach, bo przecież wiedziała lepiej, że ojciec bredził. Ale cała reszta? Trafiła ją w czułe miejsce.
Wytarła nos, próbując nie przejmować się tym, że wygląda teraz jak siedem nieszczęść. Trzeba było jednak nie martwić się o strój i ubrać się po swojemu, to chociaż w tej kwestii czułaby się pewniejsza. A tak? Fatycznie robiła się równie szara jak wszystko, co miała na sobie. Szara i wyraźnie niedokochana.
— Chyba starała się być otwarta na dialog, sama nie wiem. Ale nie była specjalnie otwarta na konflikt z ojcem. — Odwróciła wzrok, próbując przypomnieć sobie, co dokładnie usłyszała od Abigail, gdy kucała jeszcze na środku trawnika. Matka wyraźnie wyciągała do niej dłoń na zgodę, była gotowa na negocjacje. I nie miała zamiaru wykluczyć z tego jej narzeczonej. Może bardziej przydałyby im się mediacje? Jakaś bezstronna osoba mogłaby przyspieszyć załagodzenie konfliktu. April zdecydowanie powinna to matce zaproponować. Pani Finch pewnie byłaby dumna, że córka w ogóle wpadła na takie rozwiązanie wyszarpane rodem z jej codzienności zawodowej.
— Zobaczymy. — Wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, czy jest w stanie odciąć się od rodziców tak na serio. A przynajmniej od ojca. Przez lata uzależniała się przecież od jego obecności i opinii. Odsunięcie się od rodziców nie było przecież proste. I czy na pewno w ogóle powinna to rozważać? Przecież Paul nie był aż taki zły. Chciał dobrze, tylko przedstawiał to w zły sposób. Chyba? Pewnie nie powinna go usprawiedliwiać.
— Przykro mi, że musiałaś tego wszystkiego słuchać. Jego opinia na twój temat jest skrajnie popierdolona. Dla mnie jesteś perfekcyjna, a twoja praca to powód do dumy. I przedwczesnego zawału. Ale głównie dumy. — Przestała wreszcie płakać. Sięgnęła po jej dłoń i złożyła na niej kilka słodkich pocałunków. Bardzo nie chciała, by jej narzeczona wzięła sobie którykolwiek z zarzutów na swój temat do serca. April stała przecież po przeciwnej stronie barykady niż Paul. Gorzej, jak weźmie do serca słowa skierowane w stronę Finchówny.
— Tacy rodzice to totalny red flag, nie? Pewnie teraz ze mną zerwiesz i zwiążesz się z jakąś bardziej stabilną? I z dłuższymi nogami. Pewnie z inną strażaczką, tak? — Uśmiechnęła się znów słabo. Nic innego jej nie pozostało jak próba wybrnięcia z tej sytuacji żartami, żeby się wreszcie uspokoić. Gorzej, jak Teddy przyzna jej teraz rację!
Zostań, potrzebuję Cię tu. To, co w sobie mam, tylko ciągnie mnie w dół
— Jak chcesz, żebym się porządnie oderwała, to zawieź mnie do Amplifi — mruknęła i nawet udało jej się wykrzesać z siebie delikatny uśmiech na znak tego, że żartuje. To na pewno byłoby bardzo skuteczne rozwiązanie. Zatracanie się w pracy od lat było jednym z lepszych sposobów na radzenie sobie z emocjami. No dobrze, może nie lepszych, a po prostu najbardziej skutecznych. Drugim w kolejności pewnie byłoby zatracenie się w imprezach, ale nie miała zamiaru latać po nocach naćpana i rozwiązła jak jeszcze kilka miesięcy temu. Wyglądało niestety na to, że jej metody radzenia sobie z problemami było dość chujowe. Chyba faktycznie była jakaś strasznie durnia i niedojrzała. Może piła za dużo jogurtów dla mężczyzn i się jej pogorszyło? Cholera ją wie. W każdym razie – Paul miał dużo racji. I to w tym wszystkim bolało ją najbardziej. Nie przejmowałaby się idiotycznymi osądami. Puściła mimo uszu tę uwagę o dzieciach, bo przecież wiedziała lepiej, że ojciec bredził. Ale cała reszta? Trafiła ją w czułe miejsce.
Wytarła nos, próbując nie przejmować się tym, że wygląda teraz jak siedem nieszczęść. Trzeba było jednak nie martwić się o strój i ubrać się po swojemu, to chociaż w tej kwestii czułaby się pewniejsza. A tak? Fatycznie robiła się równie szara jak wszystko, co miała na sobie. Szara i wyraźnie niedokochana.
— Chyba starała się być otwarta na dialog, sama nie wiem. Ale nie była specjalnie otwarta na konflikt z ojcem. — Odwróciła wzrok, próbując przypomnieć sobie, co dokładnie usłyszała od Abigail, gdy kucała jeszcze na środku trawnika. Matka wyraźnie wyciągała do niej dłoń na zgodę, była gotowa na negocjacje. I nie miała zamiaru wykluczyć z tego jej narzeczonej. Może bardziej przydałyby im się mediacje? Jakaś bezstronna osoba mogłaby przyspieszyć załagodzenie konfliktu. April zdecydowanie powinna to matce zaproponować. Pani Finch pewnie byłaby dumna, że córka w ogóle wpadła na takie rozwiązanie wyszarpane rodem z jej codzienności zawodowej.
— Zobaczymy. — Wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, czy jest w stanie odciąć się od rodziców tak na serio. A przynajmniej od ojca. Przez lata uzależniała się przecież od jego obecności i opinii. Odsunięcie się od rodziców nie było przecież proste. I czy na pewno w ogóle powinna to rozważać? Przecież Paul nie był aż taki zły. Chciał dobrze, tylko przedstawiał to w zły sposób. Chyba? Pewnie nie powinna go usprawiedliwiać.
— Przykro mi, że musiałaś tego wszystkiego słuchać. Jego opinia na twój temat jest skrajnie popierdolona. Dla mnie jesteś perfekcyjna, a twoja praca to powód do dumy. I przedwczesnego zawału. Ale głównie dumy. — Przestała wreszcie płakać. Sięgnęła po jej dłoń i złożyła na niej kilka słodkich pocałunków. Bardzo nie chciała, by jej narzeczona wzięła sobie którykolwiek z zarzutów na swój temat do serca. April stała przecież po przeciwnej stronie barykady niż Paul. Gorzej, jak weźmie do serca słowa skierowane w stronę Finchówny.
— Tacy rodzice to totalny red flag, nie? Pewnie teraz ze mną zerwiesz i zwiążesz się z jakąś bardziej stabilną? I z dłuższymi nogami. Pewnie z inną strażaczką, tak? — Uśmiechnęła się znów słabo. Nic innego jej nie pozostało jak próba wybrnięcia z tej sytuacji żartami, żeby się wreszcie uspokoić. Gorzej, jak Teddy przyzna jej teraz rację!
Zostań, potrzebuję Cię tu. To, co w sobie mam, tylko ciągnie mnie w dół