cariño, te presento a Pati
: pt maja 22, 2026 3:23 pm
trigger warning
przekleństwaA Pilar wcale nie pomagała, tylko jeszcze podkręcała atmosferę, bo on zaraz odwracał się do niej, tak blisko, że mogła czuć na policzkach jego oddech, który przyspieszył - to brzmi jak wyzwanie, a wiesz, że mnie... nie trzeba dwa razy powtarzać - jeszcze spojrzał znacząco w jej oczy, jeszcze wyrwał się do przodu, jakby znowu chciał ukraść z jej pełnych, gorących warg pocałunek, ale tego nie zrobił, odwrócił się w kierunku drogi - nie mogę się już doczekać tej aż tak dobrej nocy poślubnej - zerknął jeszcze na nią z ukosa i mrugnął do niej jednym okiem. Madoxa nie trzeba była wcale za bardzo podpuszczać, chociaż jej słowa od razu osiadły mu w głowie gdzieś głęboko. Kurwa co on teraz zrobi, żeby półświatek przyklasnął ich małżeństwu. Chyba wszystko.
Chciał się skupić na drodze, ale kiedy poczuł jak jej paznokcie wbijają się w jeans, to aż mruknął, niekontrolowanie. Tak jak spięły się jego mięśnie, pod jej dotykiem - creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza - chyba dzisiaj pokażesz mi jak zakładasz te nogi za głowę, rzucił, a zaraz sam zacisnął palce na jej kolanie, ale tylko przesunął nimi po nim, a zaraz zabrał rękę, pokręcił głową, żeby zrzucić z karku to napięcie. Mało brakowało, żeby rzeczywiście zjechał na pobocze.
Atmosferę ochłodził jednak temat Luny. Bo Madox rzeczywiście nie chciał z nim zadzierać. Aż po plecach przeszedł mu kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Ale zaraz znowu odwracał głowę na bok, żeby spojrzeć na Stewart.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś - aż zmarszczył brwi, ale zaraz kiwnął głową - tak, trzeba będzie odpuścić... Ale to ty masz problem z odpuszczaniem cariño - mógł sobie tak gadać, ale prawda jest taka, że oboje mieli z tym kurewski problem. Byli zawzięci i ciężko było im coś wyperswadować, ale teraz przecież... na pierwszym miejscu stawiali siebie - okej, ale ty też mi obiecaj, że nie wpierdolisz się w nic za moimi plecami, że nie będziesz ryzykować - on też złapał jej spojrzenie, na moment, bo zaraz patrzył w szybę - Eliot kiedyś bardzo chciał go przymknąć, ale nic na niego nie mają, bo Luna ma od wszystkiego ludzi... i to takich, że nikt, nigdy nie puścił pary, on bardzo chciał... - nie dokończył, bo wtedy Pilar zwróciła mu uwagę na ten zjazd, który prawie ominął. Skręcił gwałtownie, aż samochodem trochę zarzuciło, ale zaraz wyrównał i nawet zwolnił, bo nawigacja wskazywała, że zaraz będą na miejscu.
I rzeczywiście już po chwili Madox parkował przed jakimś zadbanym domkiem, na krawężniku, a zaraz szedł za Pilar. Oczywiście, że stanął za jej plecami, tak blisko, że gdy się cofnęła, to w niego wpadła, to już opierała się plecami o jego tors, a on nie ruszył się z miejsca. Tylko pochylił głowę do jej szyi, na moment, zaciągając się jej zapachem, bo zaraz Alma otworzyła przed nimi drzwi, a Madox podniósł rękę, żeby się przywitać.
- Cześć - rzucił, no bo przecież nie dzień dobry, a zaraz już Stewart wyjaśniała kobiecie kim są. Noriega rzeczywiście ją kojarzył, przychodziła czasem na mecze, z ich synem i zawsze siedzieli z przodu, chociaż to przecież w ich wykonaniu była amatorka, ale ostatnio skopali dupę Pingwinom z Mississauga, Diabły z Toronto, tak się nazywali.
Wszedł za Pilar do środka, chociaż kiedy Pani Benitez wspomniała o tym martwym ptaku na podjeździe, to Madox jakoś odruchowo się tam obejrzał. To mógł być przypadek, ale mógł to też być znak, który jasno sugerował, że ktoś obserwował dom. Zanim Alma powiedziała, żeby nie ściągali butów, to Madox już swoje zrzucił, ale on zawsze to robił, matka i ciotki mu to wpoiły, żeby nie wnosić brudu do domu, jeszcze je poprawił i zaraz też skierował się do salonu, w skarpetkach. A kiedy Emilio zwrócił na nich uwagę, to on też zaraz podnosił rękę na przywitanie.
- Cześć - powiedział najpierw, a kiedy chłopczyk obserwował go dokładnie, to już nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale dzieciak był pierwszy.
- Ciebie znam, grasz z tatą w piłkę, lewy skrzydłowy! - nawet go pokazał palcem, a Alma jeszcze raz zmierzyła Noriegą spojrzeniem. Może coś kojarzyła, bo chociaż na boisku nie miał tych swoich kolorowych koszul, to i tak trochę rzucał się w oczy, z tymi swoimi tatuażami.
- Tak, Luciano mówił, że też grasz... W jakiejś drużynie szkolnej? - zapytał, bo tak mu się skojarzyło, chociaż prawda jest taka, że Madox nigdy za bardzo się nie przejmował takimi opowieściami o dzieciach, bo ich nie lubił. Inna sprawa, że one lubiły jego. I Emilio też zaraz kiwał głową.
- Tak! Tata zawsze chodził na moje mecze, ale teraz... mama nie ma tyle siły, i już nie gram tyle w piłkę, ale... mam nowe rękawice mogę ci pokazać - nawijał już dzieciak, a matka posłała mu groźne spojrzenie.
- Emilio miałeś iść do siebie i nie przeszkadzać! - pogoniła chłopaka i zaraz jakoś się skrzywiła łapiąc za brzuch. Madox nawet ruszył się z miejsca, ale pierwsza była Pilar i pomogła Almie usiąść w fotelu.
- To może naszykuj te rękawice Emilio, a ja zaraz przyjdę? Jak pogadamy z mamą? - zaproponował Noriega, ale dzieciak się jeszcze trochę pokrzywił - jak taty nie ma to musisz się słuchać mamy - dodał jeszcze i zerknął na Pilar, bo chyba dobrze mu powiedział? Ale Madox w ogóle nie miał podejścia do dzieci - a jak chcesz to potem mogę chwilę z tobą pokopać - i pozwoliłby im wejść sobie na głowę. Bo on akurat dzieciakom nigdy nie umiał odmówić.
Emilio w końcu się ucieszył i pobiegł po schodach na górę, ale Madox nie był taki pewny, czy nie będzie podsłuchiwał, chłopcy to jednak mieli różne pomysły. Dlatego kiedy Alma im powiedziała, żeby usiedli, to Noriega podsunął Pilar do fotela, na którym siedziała kobieta, pufę, a sam kucnął sobie za nią. Żeby jednak mogli porozmawiać ciszej.
- Alma, to od kiedy nie ma Luciano? I co ty o tym myślisz? - zapytał Madox, bo może i Pani Benitez nie wiedziała, że jej mąż gra w piłkę z gangusami, ale przecież mogła coś zaobserwować.
Alma oparła ręce na okrągłym brzuchu, westchnęła ciężko.
- To już będzie ponad trzy tygodnie, wyszedł z domu i... Powiedział, że idzie tylko do pracy, bo go wezwali, ale to było późne popołudnie, a jego nigdy o tej porze nie wzywali, szanowali to, że on ma rodzinę - westchnęła ciężko i znowu przesunęła ręką po brzuchu - ale Luciano już od kilku dni chodził jakiś przybity, jakiś poddenerwowany, a kiedy pytałam o co chodzi, to mówił tylko, że to kłopoty w robocie, żebym się nie przejmowała, bo on nie przynosił pracy do domu, starał się nie... - westchnęła ciężko. A Madox przysunął się bliżej.
- A czy... zabrał coś ze sobą? Jakieś rzeczy? Coś zniknęło z domu? - zapytał, bo to mogła być ważna kwestia. Alma zastanowiła się przez chwilę, a jej spojrzenie błądziło od Madoxa do Pilar.
Creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza ⋆˚࿔