Strona 3 z 6

cariño, te presento a Pati

: pt maja 22, 2026 3:23 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- Loca... - mruknął wywracając oczami, kiedy powiedziała o tym, że gdyby szarpnął ją jeszcze raz za włosy, nie musiałaby udawać, że chce się na niego rzucić, w zasadzie Madox zdawał sobie sprawę z tego, że oni oboje lubili agresywnie, intensywnie, bez głaskania po główkach, chociaż teraz do niej sięgnął, żeby tylko przesunąć kciukiem po jej policzku, zgarnąć z niego czarne kosmyki - uwielbiam za nie szarpać, a ten nowy kolor jest... kurewsko caliente - może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale już dłoń Pilar wylądowała na jego udzie, a Madox na moment spuścił na nią spojrzenie. Nabrał mocno powietrze w płuca, a zaraz wypuścił je nosem - tak zajebisty, że nie chcę już żadnej innej - rzucił, a te coraz ciemniejsze tęczówki zatrzymały się na jej twarzy, na pięknych, czekoladowych oczach - może takie szczegóły zostawię dla siebie? A jemu po prostu powiem, że kurewsko dobrze obciągasz, a w łóżku jesteś prawdziwą ella-diabla - diablica, uniósł jedną brew, a zaraz nawet uśmiechnął się delikatnie - no i że umiesz zakładać nogi za głowę - musiał to dodać i musiał też poklepać ją znowu po kolanie - ale w zasadzie to jeszcze nie widziałem, więc będę musiał Diego wciskać kit... - i znowu się na nią oglądał, chociaż zaraz jego ciemne spojrzenie spadło też na tę jej dłoń, która opierała się na jego udzie. Mógł tego nie mówić, bo on się znowu nakręcał, aż się poprawił na fotelu, bo jak tak dalej pójdzie, to będzie musiał zjechać na pobocze.
A Pilar wcale nie pomagała, tylko jeszcze podkręcała atmosferę, bo on zaraz odwracał się do niej, tak blisko, że mogła czuć na policzkach jego oddech, który przyspieszył - to brzmi jak wyzwanie, a wiesz, że mnie... nie trzeba dwa razy powtarzać - jeszcze spojrzał znacząco w jej oczy, jeszcze wyrwał się do przodu, jakby znowu chciał ukraść z jej pełnych, gorących warg pocałunek, ale tego nie zrobił, odwrócił się w kierunku drogi - nie mogę się już doczekać tej aż tak dobrej nocy poślubnej - zerknął jeszcze na nią z ukosa i mrugnął do niej jednym okiem. Madoxa nie trzeba była wcale za bardzo podpuszczać, chociaż jej słowa od razu osiadły mu w głowie gdzieś głęboko. Kurwa co on teraz zrobi, żeby półświatek przyklasnął ich małżeństwu. Chyba wszystko.
Chciał się skupić na drodze, ale kiedy poczuł jak jej paznokcie wbijają się w jeans, to aż mruknął, niekontrolowanie. Tak jak spięły się jego mięśnie, pod jej dotykiem - creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza - chyba dzisiaj pokażesz mi jak zakładasz te nogi za głowę, rzucił, a zaraz sam zacisnął palce na jej kolanie, ale tylko przesunął nimi po nim, a zaraz zabrał rękę, pokręcił głową, żeby zrzucić z karku to napięcie. Mało brakowało, żeby rzeczywiście zjechał na pobocze.
Atmosferę ochłodził jednak temat Luny. Bo Madox rzeczywiście nie chciał z nim zadzierać. Aż po plecach przeszedł mu kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Ale zaraz znowu odwracał głowę na bok, żeby spojrzeć na Stewart.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś - aż zmarszczył brwi, ale zaraz kiwnął głową - tak, trzeba będzie odpuścić... Ale to ty masz problem z odpuszczaniem cariño - mógł sobie tak gadać, ale prawda jest taka, że oboje mieli z tym kurewski problem. Byli zawzięci i ciężko było im coś wyperswadować, ale teraz przecież... na pierwszym miejscu stawiali siebie - okej, ale ty też mi obiecaj, że nie wpierdolisz się w nic za moimi plecami, że nie będziesz ryzykować - on też złapał jej spojrzenie, na moment, bo zaraz patrzył w szybę - Eliot kiedyś bardzo chciał go przymknąć, ale nic na niego nie mają, bo Luna ma od wszystkiego ludzi... i to takich, że nikt, nigdy nie puścił pary, on bardzo chciał... - nie dokończył, bo wtedy Pilar zwróciła mu uwagę na ten zjazd, który prawie ominął. Skręcił gwałtownie, aż samochodem trochę zarzuciło, ale zaraz wyrównał i nawet zwolnił, bo nawigacja wskazywała, że zaraz będą na miejscu.
I rzeczywiście już po chwili Madox parkował przed jakimś zadbanym domkiem, na krawężniku, a zaraz szedł za Pilar. Oczywiście, że stanął za jej plecami, tak blisko, że gdy się cofnęła, to w niego wpadła, to już opierała się plecami o jego tors, a on nie ruszył się z miejsca. Tylko pochylił głowę do jej szyi, na moment, zaciągając się jej zapachem, bo zaraz Alma otworzyła przed nimi drzwi, a Madox podniósł rękę, żeby się przywitać.
- Cześć - rzucił, no bo przecież nie dzień dobry, a zaraz już Stewart wyjaśniała kobiecie kim są. Noriega rzeczywiście ją kojarzył, przychodziła czasem na mecze, z ich synem i zawsze siedzieli z przodu, chociaż to przecież w ich wykonaniu była amatorka, ale ostatnio skopali dupę Pingwinom z Mississauga, Diabły z Toronto, tak się nazywali.
Wszedł za Pilar do środka, chociaż kiedy Pani Benitez wspomniała o tym martwym ptaku na podjeździe, to Madox jakoś odruchowo się tam obejrzał. To mógł być przypadek, ale mógł to też być znak, który jasno sugerował, że ktoś obserwował dom. Zanim Alma powiedziała, żeby nie ściągali butów, to Madox już swoje zrzucił, ale on zawsze to robił, matka i ciotki mu to wpoiły, żeby nie wnosić brudu do domu, jeszcze je poprawił i zaraz też skierował się do salonu, w skarpetkach. A kiedy Emilio zwrócił na nich uwagę, to on też zaraz podnosił rękę na przywitanie.
- Cześć - powiedział najpierw, a kiedy chłopczyk obserwował go dokładnie, to już nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale dzieciak był pierwszy.
- Ciebie znam, grasz z tatą w piłkę, lewy skrzydłowy! - nawet go pokazał palcem, a Alma jeszcze raz zmierzyła Noriegą spojrzeniem. Może coś kojarzyła, bo chociaż na boisku nie miał tych swoich kolorowych koszul, to i tak trochę rzucał się w oczy, z tymi swoimi tatuażami.
- Tak, Luciano mówił, że też grasz... W jakiejś drużynie szkolnej? - zapytał, bo tak mu się skojarzyło, chociaż prawda jest taka, że Madox nigdy za bardzo się nie przejmował takimi opowieściami o dzieciach, bo ich nie lubił. Inna sprawa, że one lubiły jego. I Emilio też zaraz kiwał głową.
- Tak! Tata zawsze chodził na moje mecze, ale teraz... mama nie ma tyle siły, i już nie gram tyle w piłkę, ale... mam nowe rękawice mogę ci pokazać - nawijał już dzieciak, a matka posłała mu groźne spojrzenie.
- Emilio miałeś iść do siebie i nie przeszkadzać! - pogoniła chłopaka i zaraz jakoś się skrzywiła łapiąc za brzuch. Madox nawet ruszył się z miejsca, ale pierwsza była Pilar i pomogła Almie usiąść w fotelu.
- To może naszykuj te rękawice Emilio, a ja zaraz przyjdę? Jak pogadamy z mamą? - zaproponował Noriega, ale dzieciak się jeszcze trochę pokrzywił - jak taty nie ma to musisz się słuchać mamy - dodał jeszcze i zerknął na Pilar, bo chyba dobrze mu powiedział? Ale Madox w ogóle nie miał podejścia do dzieci - a jak chcesz to potem mogę chwilę z tobą pokopać - i pozwoliłby im wejść sobie na głowę. Bo on akurat dzieciakom nigdy nie umiał odmówić.
Emilio w końcu się ucieszył i pobiegł po schodach na górę, ale Madox nie był taki pewny, czy nie będzie podsłuchiwał, chłopcy to jednak mieli różne pomysły. Dlatego kiedy Alma im powiedziała, żeby usiedli, to Noriega podsunął Pilar do fotela, na którym siedziała kobieta, pufę, a sam kucnął sobie za nią. Żeby jednak mogli porozmawiać ciszej.
- Alma, to od kiedy nie ma Luciano? I co ty o tym myślisz? - zapytał Madox, bo może i Pani Benitez nie wiedziała, że jej mąż gra w piłkę z gangusami, ale przecież mogła coś zaobserwować.
Alma oparła ręce na okrągłym brzuchu, westchnęła ciężko.
- To już będzie ponad trzy tygodnie, wyszedł z domu i... Powiedział, że idzie tylko do pracy, bo go wezwali, ale to było późne popołudnie, a jego nigdy o tej porze nie wzywali, szanowali to, że on ma rodzinę - westchnęła ciężko i znowu przesunęła ręką po brzuchu - ale Luciano już od kilku dni chodził jakiś przybity, jakiś poddenerwowany, a kiedy pytałam o co chodzi, to mówił tylko, że to kłopoty w robocie, żebym się nie przejmowała, bo on nie przynosił pracy do domu, starał się nie... - westchnęła ciężko. A Madox przysunął się bliżej.
- A czy... zabrał coś ze sobą? Jakieś rzeczy? Coś zniknęło z domu? - zapytał, bo to mogła być ważna kwestia. Alma zastanowiła się przez chwilę, a jej spojrzenie błądziło od Madoxa do Pilar.

Creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza ⋆˚࿔

cariño, te presento a Pati

: pt maja 22, 2026 4:51 pm
autor: Pilar Noriega
Ona też prawie się złamała.
Nie miała pojęcia skąd to się brało, ale chemia między nimi potrafiła się zrodzić w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Nawet w tak skrajnych przypadkach jak sterczenie nad trupem, czy chociażby teraz, kiedy jechali w sprawie jebanego zaginięcia, a tu wystarczyło jedno muśnięcie ud, dwa słowa wypowiedziane prosto do ucha i oboje przepadali. A kiedy Madox dokładał do tego spojrzenie prosto w oczy to… kurwa. Spychał ją na sam koniec krawędzi. Dosłownie na milimetry od przepaści i tego, by sama nie szarpnęła za kierownicę i zjechała na pobocze. Nikt nigdy wcześniej tak na nią nie działał. Tylko on. A ona dalej nie rozumiała, co takiego miał w sobie.
Tak samo nie rozumiała tego, jak człowiek, który niby nie lubił dzieci, mógł się z nimi tak dobrze dogadywać. Z jednej strony mówił, że go męczyły, a jednak kiedy same do niego podchodziły i inicjowały rozmowę, Madox stawał się najbardziej ciekawą postacią w całym pomieszczeniu. Aż chciało się go słuchać. Fascynował te szkraby i to nie był przypadek a tendencja, bo Pilar widziała to już w Medellin, domu dziecka, a teraz jeszcze tutaj. I szczerze? Jakoś dobrze się na to patrzyło. Aż nawet nie odpowiedziała Almie, czy chcieli herbatę, bo tak bardzo zasłuchała się rozmowie Madoxa z Emilio.
Ja też chętnie z wami pokopie potem — dodała, a chłopczyk pierwsze spojrzał na ią podejrzliwie, jakby nie mógł uwierzyć, że dziewczyny też umieją grać w piłkę, ale potem zmierzył ja wzrokiem i chyba doszedł do wniosku, że skoro nie miała na sobie sukienki, to może faktycznie będzie coś tam umiała kopnąć. Skinął głową, wyrażając swoją aprobatę i uciekł na górę.
Kiedy tylko Alma złapała się za brzuch, Pilar oczywiście doskoczyła do niej i wzięła ją pod rękę, żeby spokojnie przeprowadzić aż do fotela. Nie miała pojęcia jakie to uczucie, być tak ograniczonym ruchowo, ale po twarzy kobiety no nie wyglądało to jak coś przyjemnego.
Chcesz coś do picia? Wody? Cokolwiek? — przejęła się, ale Alma jedynie pokręciła głową i uśmiechnęła się do niej ciepło. Pojebane jak często Pilar przebywała wśród gangusów i przestępców, zapominając, jak naturalnie życzliwi potrafili być ludzie. Podziękowała Madoxowi skinieniem głowy za pufę i przysiadła się zaraz przy kobiecie.
Słuchała uważnie, kiedy ciężarna opowiadała o swoim mężu. O tym, że wezwali go do roboty, chociaż nigdy tego nie robili, że chodził jakiś przybity i tłumaczył to problemami w pracy… no brzmiało to wszystko co najmniej dziwnie i chyba nie tylko dla samej Almy.
Jakie mógł mieć problemy w pracy w przytułku dla bezdomnych? — spytała prosto z mostu, bo chyba nie tylko jej to się wydało dziwne? Nie oceniała pracy samej w sobie, ale raczej nie wydawało się to zbyt stresujące zajęcie. I Alma zdawała podzielać się jej zdanie, bo tylko spojrzała na nich wymownie i wzruszyła ramionami. Zamyśliła się dopiero, kiedy Madox spytał czy zabrał coś ze sobą, kiedy wtedy wezwali go do roboty.
Nie — pokręciła finalnie głową. — Nic nie wziął. Nawet kanapek nie chciał, chociaż przygotowałam mu z avocado na szybko. Powiedział, że i tak szybko wróci… — westchnęła jakoś smutno i skrzywiła się na twarzy, jakby naprawdę ledwo co podtrzymywała łzy, albo już nie miała czym płakać. Pilar mimowolnie nachyliła się do przodu i ujęła jej dłoń w jakimś bliżej nieokreślonym pokrzepiającym geście. Nie chciała być nachalna, po prostu tak poczuła.
Spokojnie, znajdziemy go — zapewniła ją, oczywiście łgając jej w żywe oczy. Ale co innego mieli zrobić? Kobieta była w zaawansowanej ciąży. Nie trzeba było być lekarzem, żeby wiedzieć, że stres i nadmierne nerwy mogły doprowadzić do prawdziwej tragedii, a jeśli tego typu zapewnienia mogły nieco oczyścić jej głowę… no to trzeba było chociaż spróbować. — Ale musimy wiedzieć wszystko, co ty wiesz, Alma — dodała po chwili, już nieco bardziej stanowczo. — Jakiekolwiek jego dziwne zachowanie, co mówił, z kim się zadawał, może zostawił komputer w domu? Nie wspominał jakiś imion, których nie kojarzysz? Cokolwiek — zasypała ją kolosalną ilością pytań, ale przecież od tego trzeba było zacząć. Potrzebowali jakiś punkt zaczepienia, a prawda była taka, że Alma była jedyną osobą, która mogła im to dać.
Często dziwnie się zachowywał, ale zawsze mówił, że miał wszystko pod kontrolą — przewróciła oczami, dłonią głaszcząc własny brzuch, jakby chciała uspokoić dziecko. — Miał swojego jednego, najlepszego przyjaciela, może on by c…
Sofía? — kobiecy głos wybrzmiał gdzieś w korytarzu, a oni wszyscy razem podnieśli spojrzenia. We framudze drzwi stała starsza kobieta, bardzo stara nawet, podtrzymując się o lasce i zaciskając jedną dłoń na pomiętym materiale sukienki.
Jaka zaś Sofía mamo, znowu majaczysz? — Alma przewróciła oczami i machnęła ręką na kobietę, a zaraz spojrzała na nich. — Moja teściowa — westchnęła ciężko, spoglądając na nich przepraszająco. I chyba oczekiwała, że kobieta sobie pójdzie, jednak ona wciąż trwałą w tym samym miejscu, ze wzrokiem wbitym… w Pilar.
Sofía, to ty?? — powtórzyła znowu, kręcąc głową z niedowierzaniem, a przez plecy Pilar przeszedł jakiś dziwny, niekontrolowany dreszcz. Spięła się. Madox mógł to czuć na dłoni, którą miał ułożoną gdzieś na jej tyłach.
NIE — Alma się zirytowała i aż podniosła z fotela. — To są Pilar i Madox, znajomi Luciano, pomogą go szukać — wyjaśniła wszystko tak jak była, ale kobieta wciąż gapiła się na Pilar. Dopiero kiedy Alma podeszła do niej i zaczęła ją spychać do korytarza, prosząc, żeby dała im chwilę, staruszka spojrzała na swoją córkę.
Wygląda zupełnie jak ona — tylko tyle zdążyła wymruczeć, nim Alma dosłownie wywaliła ją z pokoju. Zamknęła za nimi drzwi i wróciła na fotel.
Bardzo was przepraszam — westchnęła, próbując usiąść. — Mama jest już stara i schorowana. Często już gada jakieś głupoty, o których nikt nie ma pojęcia. Mieszka z nimi, bo wiecie… nie przelewa się a domy spokojnej starości są wyjątkowo drogie — wyjaśniła po krótce i pokręciła głową, a już po chwili podniosła spojrzenie na Noriegę. — To o czym my to? A tak, Luciano i jego kolega. Hugo. Znasz go? Chyba też gra z wami w piłkę?

Me conmueve cómo hablas con los niños

cariño, te presento a Pati

: pt maja 22, 2026 6:25 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Kiedy Emilio już poleciał na górę cały zadowolony, że Madox i nawet Pilar pokopią z nim piłkę, to Noriega musiał jeszcze zaczepić Stewart, znowu opierając się o jej plecy.
- Ty pójdziesz na bramkę - mruknął jej do ucha, i może nawet pozaczepiałby ją jeszcze, ale Pilar już wyrwała się do Almy, żeby jej pomóc. Madox też ruszył się z miejsca, ale popatrzył tylko z boku jak Stewart się przejęła, musnął palcami jej plecy, kiedy już siadała na pufie, a on za nią. To jaka Pilar była dobra było niesamowite. I zawsze kupowało go w całości.
Przysunął się bliżej, kiedy dyskutowali już o Luciano, ale na to pytanie Stewart jakie mógł mieć problemy w pracy w przytułku dla bezdomnych, to drgnął za jej plecami. Bo takie przytułki to nie tylko biedni ludzie, którzy nie mieli dachu nad głową, a czasem przecież ofiary przemocy, albo ćpuny, według Madoxa to nie była łatwa robota, ale postanowił się nie odzywać. A zaraz pytał czy Luciano wziął coś ze sobą. Na odpowiedź Almy pokiwał głową, bo skoro nic ze sobą nie zabrał, to raczej się nie ukrywał. Jeszcze chciał zapytać o to, czy on w ogóle wtedy rzeczywiście pojechał do pracy, ale widział szklące oczy Pani Benitez i to, jak Pilar do niej sięgnęła, postanowił dać im chwilę. Mógł się tego dowidzieć w przytułku, tam też znał kilka osób, a tam ludzie nie podchodzili do tego tak emocjonalnie.
Poczekał aż kobieta się uspokoi, a kiedy Stewart zadała jej kolejną serię pytań, to on też znowu chciał się wtrącić, ale Alma nie zdążyła nawet odpowiedzieć, zaczęła o tym przyjacielu, a Madox próbował skojarzyć, z kim trzymał się Luciano. A wtedy w drzwiach pojawiła się ta staruszka. Noriega zaraz obejrzał się do tyłu. Przesunął ciemnym spojrzeniem po staruszce, a zaraz podążył za jej wzrokiem na... Pilar. Jakoś tak odruchowo sięgnął do niej ręką, pod którą wyczuł jak się spięła. A on zaraz przysunął się do niej bardziej.
- Dzień dobry... - tym razem ładnie przywitał się ze staruszką i nawet chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Alma już tłumaczyła babci kim są. Chyba nie trzeba było nic dodawać. Madox jeszcze spojrzał na Pilar, ale zdawał sobie sprawę, że staruszka mogła gadać od rzeczy, a Stewart po prostu była śliczna, mogła jej kogoś przypominać. Jakąś inną latynoską piękność? - A kto to jest Sofía? - to jednak było jakieś silniejsze od niego. Pani Benitez spojrzała na niego dziwnie, zastanowiła się przez moment, ale w końcu odpowiedziała.
- To taka dziewczyna, która mieszkała kiedyś po sąsiedzku, przychodziła do mamy, ale później przestała... Nie wiem dokładnie, bo to było dawno, jak jeszcze Luciano był dzieciakiem, on też mówi, że pamięta Sofíę jak przez mgłę, że była taka dziewczyna - wzruszyła ramionami. A Madox też skinął głową, bo jednak Sofía nie miała chyba nic wspólnego z zaginięciem Beniteza.
Kiedy Alma wspomniała o Hugo, to zaraz znowu skinął głową. No tak Luciano się z nim przyjaźnił. Ale Madox mniej, bo Hugo uważał, że on i Diego to problemy, i rzeczywiście, kiedy Luciano gdzieś z nimi wychodził, na to piwko, to Hugo zawsze odmawiał - kojarzę go, pogadam z nim - stwierdził, chociaż na dobrą sprawę nie wiedział, czy będzie chciał mu cokolwiek powiedzieć, ale warto spróbować. Hugo mieszkał gdzieś w tej dzielnicy, chociaż Madox nie wiedział dokładnie gdzie, ale wiedział gdzie może go złapać, bo on był ochroniarzem, w jakimś muzeum chyba, z tego co kojarzył Noriega.
Nawet zaczął się nad tym zastanawiać, ale zaraz sobie o czymś przypomniał.
- Alma... Nie wiem czy Luciano ci o tym mówił, ale nasz klub prowadził takie... wsparcie dla rodzin zawodników. Wpłacaliśmy tam jakieś datki, gdyby w razie czego, móc to później wykorzystać i Luciano też wspierał akcję - kręcił i kłamał jak z nut, właściwie to wymyślał to teraz, na poczekaniu - no i chcielibyśmy, jako klub, teraz ciebie wesprzeć, wypłacić ci te pieniądze, bo wiemy jaka jest sytuacja - Alma popatrzyła na niego dziwnie, zmarszczyła brwi. Chyba nic o tym nie słyszała - no i wszyscy się zgodzili, bo Luciano to nasz kumpel z klubu, nie możemy tak tego zostawić - zerknął z ukosa na Pilar.
- Ale ja nie mogę czegoś takiego przyjąć... - zaczęła Pani Benitez. I Madox był gotowy jej powiedzieć, że może, że tak zadecydował klub, a te pieniądze jej się przydadzą. Już otworzył usta, tylko wtedy do salonu wpadł zziajany Emilio, oparł ręce na kolanach.
- Ktoś... Ktoś wam maluje samochód! - zawołał wystraszony. A Madox zaraz zerwał się z miejsca. Jeszcze w biegu zakładał buty, potykając się o własne nogi. A chłopczyk już opierał się o mamę przejęty i nawijał o tym jak wyglądał przez okno na ich fajny samochód, ale kogoś tam zobaczył...
I rzeczywiście, kiedy Madox już wyleciał przed dom, to jakaś zakapturzona postać chowała się za ich samochodem malując coś na boku czerwonym sprayem, ale na razie to była tylko jedna kreska.
- Co kur... - zaczął Noriega, ale wtedy postać go dostrzegła i rzuciła się biegiem wzdłuż drogi. I może Madox powinien to zostawić? Gdzieś zgłosić? Albo po prostu dać sobie spokój?
No jak? Nawet się nie zastanowił, tylko zaraz wyrwał się za uciekinierem, który gdy tylko go zobaczył to skręcił przez płot w jakieś podwórko. Ale Noriega też zaraz skakał przez płot, wpadli między domy i zniknęli z widoku.
Ale po kilku minutach Madox ściskał za ramię jakąś młodą dziewczynę, z której głowy zsunął się kaptur ukazując jej buzię i ciemne loki. Szarpnął ją w kierunku domu Almy, gdzie już wszyscy stali na ganku.
- Puszczaj mnie! Ała, jak to boli! Puść! - krzyczała dziewczyna próbując mu się wyrwać. Ale Madox mocno ją trzymał, chociaż nie aż tak, żeby ją bolało. Podprowadził ją pod schody.
- Ana! - krzyknęła Alma, chyba ją znała, a dziewczyna też znowu próbowała się wyrwać - Co ty zrobiłaś?! - krzyknęła zdenerwowana znowu się krzywiąc, a Emilio zaraz stanął obok niej, żeby ją przytrzymać. I Madox od razu sobie pomyślał, że to zuch chłopak, ale kim była Ana i dlaczego chciała pomazać im samochód?
Zaraz się wszystko okazało.
- Ja myślałam, że to ci ludzie, którzy pytali o Luciano, chciałam ich nastraszyć i... - zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
- Ana! Oni chcą pomóc znaleźć Luciano - uniosła się znowu Alma, ale wtedy dołączyła do nich też staruszka. Pokręciła głową patrząc na Anę.
- Taka sama narwana jak ciotka - wtrąciła się, ale Alma już znowu goniła ją do domu, w końcu ruszył się Emilio, żeby odprowadzić do środka babcię. A Madox stanął nad Aną krzyżując ręce na piersi, spojrzał na nią groźnie.
- Wyczyścisz to... - stwierdził, ale Ana zaczęła, że nie wie czym - to sprawdź w necie, tylko, żeby mi karoserii nie zniszczyło - rzucił.
Alma w tym czasie zwróciła się do Pilar.
- To nasza sąsiadka, dobra dziewczyna, tylko trochę... Narwana - chciała ją wytłumaczyć. Może powinni zapytać Any kto szukał Luciano, ale Madox bardziej zaaferował się swoim samochodem, już zerkał przez ramię Any, kiedy wpisywała w czat czym wyczyścić sprej z karoserii.
- Tak, to drogi samochód - rzucił, a Ana spojrzała na niego przerażona.

¿Todas las latinas están así de locas? 💃❤️✨

cariño, te presento a Pati

: sob maja 23, 2026 1:01 am
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nawet przez głowę jej nie przeszło, że słowa staruszki faktycznie miałyby jakiekolwiek znaczenie, chociaż trzeba przyznać, że gdzieś głęboko w środku, słysząc to imię, coś się w niej ruszyło. Nie umiała tego nazwać ani jakoś specjalnie określić, ale wydało się jakoś bliskie sercu. Ale równie dobrze mogło też wziąć się od Sofii, z którą Pilar razem jeszcze za czasów akademii chodziła na dodatkowe lekcje hiszpańskiego. Nie były jakoś blisko, ale może była to kwestia po prostu usłyszenia znajomego imienia? Może. Wysłuchała do końca opowieść o znajomej babuszki, co jakiś czas kiwając głową i nawet miała dopytać, co się z nią stało, tak po prostu, z czystej ciekawości, jednak wtedy Madox zaczął nawijać o specjalnym funduszu ludzi z klubu.
Pilar spojrzała na niego podejrzanie. Pierwszy raz słyszała o czymś takim i biorąc pod uwagę jak opowiadał dookoła, dałaby sobie rękę uciąć, że wszystko szył na bieżąco. Przecież już nie raz widziała, kiedy to robił i chyba nawet całkiem nieźle szło jej wyłapywanie tych drobnych niuansów.
Oczywiście, że możesz to przyjąć, Alma — postanowiła się wtrącić i nieco pomóc Noriedze przekonać kobietę, żeby przyjęła od niego pieniądze, od razu w głowie zapisując, żeby powiedzieć Madoxowi potem, że też chciała się dołożyć do tego prywatnego funduszu. — To było zrobione właśnie na takie potrzeby — znowu złapała ją za rękę. — Daj sobie pomóc — powiedziała spokojnie, spoglądając prosto w ciemne oczy Almy. A następnie uśmiechnęła się delikatnie, trochę pokrzepiająco, naprawdę chcąc ją jakoś przekonać. Pieniądze przyjmowało się… ciężko. Pilar to rozumiała. Sama nie była pewna, co musiałoby się stać, żeby ona sama przyjęła podobne darowizny, ale Alma miała dzieci na utrzymaniu i matkę swojego zaginionego męża, naprawdę potrzebowała pomocy.
I może nawet by ją przyjęła, gdyby nagle w przejściu nie stanął Emilio, krzycząc głośno, że ktoś malował im samochód. Pilar zerwała się z miejsca zaraz za Madoxem, oczywiście karząc Almie i dzieciakowi zostać w środku i się nie ruszać. Od razu również pożałowała, że nie zabrała ze sobą pistoletu. Kurwa, pierwsza zasada zabawy w śledztwa i szukanie poszlak — zawsze mieć przy sobie broń na wszelki wypadek. Tylko szybko się okazało, że w tym przypadku wystarczył tylko szybki jak jaguar narzeczony, który bez problemu przeskoczył przez błot za uciekiniem i już po chwili szarpał w ich stronę dziewczynę ubraną całą na czarno z kapturem na głowie.
Znasz ją? — spytała Almy od razu, jak wymówiła imię dziewczyny, a ta skinęła głową i opowiedziała o tym, że to tylko sąsiadka. — Jaka sąsiadka tak po prostu brudzi cudze samochody?! — to już bardziej rzuciła do samej siebie, a babka, która nie wiedzieć jakim cudem również znalazła się na ganku idealnie to podsumowała nazywając ją narawną. Bo serio, szczególnie, że Ana zasłaniała się tym, że myślała, że to ludzie, którzy pytali o Luciano i akurat obok tego Stewart nie mogła przejść obojętnie.
A co jakby byli? — warknęła, kręcąc głową niezadowolona i wbijając ostre spojrzenie prosto w jej ciemne oczy. — Zdajesz sobie sprawę z kim byś wtedy zadarła? Na pewno zrobiliby ci coś o wiele gorszego niż poszarpanie za fraki — spojrzała przelotnie na Madoxa, bo przecież taka była prawda. Gdyby którykolwiek z ludzi z półświatka przyłapałby ją na niszczeni ich ładnych furek, Ana mogłaby skończyć nie za dobrze. — Następnym razem radze pomyśleć — skarciła ją i pokręciła głową w geście dezaprobaty. Pilar też bywała narwana i impusywna, ale to? To aż prosiło się o kłopoty. — I co to za ludzie pytają Luciano?
A ja wiem — Ana wzruszyła ramionami, przy okazji grzebiąc już w telefonie, szukając tego, jak zmyć farbę z karoserii samochodu. — No taki był jeden z wąsem i w kapeluszu, a drugi gruby i miał jakąś śmieszną ksywkę. Byli w barze, gdzie pracuje i wszystkich o niego pytali — wyjaśniła, a zaraz pokazywała Madoxowi, co tam chat jej wypluł jeśli chodziło o czyszczenie, dopytując, czy to tak będzie dobrze. Pilar za to zamyśliła się na moment, bo to znowu nie trzymało się kupy. Po co ktoś miałby o niego wypytywać, jeśli już i tak go urowadzili? Czyżby ktoś chciał się dowiedzieć, czy robota została wykonana? A może nie jedna osoba chciała się z nim skontaktować? Pytania jak zwykle mnożyły się w jej głowie, dlatego kiedy Ana i Madox dyskutowali o samochodzie, bo przecież nawet nie miała czym tego umyć, Pilar wycofała się na ganek i przycupnęła na drewnianej ławeczce tuż przed domem. Westchnęła głośno, przeczesując włosy dłonią i nawet nie zauważyła, że babuszka siedziała tuż obok niej na bujanym krześle, przyglądając się jej podejrzliwie.
Mówiłam ci, że z tego będą kłopoty — odezwała się nagle, niby mamrocząc pod nosem, a jednak cały czas nie ściągając wzroku z Pilar.
Co? — wyrwało jej się kompletnie niespodziewanie, ale to dlatego, że myślami była ciągle przy sprawie Luciano, przy okazji zapatrzona na Madoxa, który stał kawałek dalej i opierał się o SUVa, nawijając z młodą. Wyglądał niesamowicie. Mogłaby patrzeć na niego godzinami. Szkoda tylko, że jej towarzyszka nie pozwalała jej się na niczym skupić. — Jakie kłopoty?
Mówiłam ci, Sofia, żebyś tego nie robiła — westchnęła smutno, kręcąc głową. — Prosiłam… ale ty się nie słuchałaś. Nigdy nikogo się nie słuchałaś! — głos kobiety robił się coraz bardziej rozemocjonowany i nerwowy. Desperacki wręcz, jakby każde słowo, które wypowiadała, faktycznie sprawiało jej ciało w nadmierny stres. Stewart od razu zauważyła, że nawet ręce zaczęły się jej trząść niebezpiecznie.
Wie pani co… spokojnie — spróbowała ją jakoś uspokoić, ale ona wciąż kręciła głową, jakby zaraz miała sobie ukręcić kark. — Alma... — Pilar rzuciła nieco głośniej, ale nie miała pojęcia jak daleko ciężarna od nich stała, żeby w porę ogarnęła matkę. Wstała z miejsca, tylko staruszka zrobiła dokładnie to samo.
A teraz wracasz tu po trzydziestu latach i co? Tak po prostu? — a zaraz jeszcze zrobiła krok w jej kierunku, jeszcze bardziej podnosząc głos, co mogło zwrócić już uwagę też osób przy aucie. — Gdzie byłaś? Zrobiłaś to?! Jak mogłaś o… — machnęła laską lekko w powietrzu, a zaraz syknęła, łapiąc się za pierś, nawet nie kończąc zdania.
Madox! — tym razem to ona krzyknęła. — Dzwoń na pogotowie — doskoczyła do kobiety. Medykiem nie była, ale wyglądało to na zawał albo jeszcze inne gówno. Alma też zaraz pojawiła się na ganku, oczywiście panikując i już zalewając się łzami. Razem ze Stewart pomogły jej usiąść, a Pilar zrzuciła z siebie kurtkę, żeby podłożyć jej pod plecy. No nie wyglądało to dobrze, a najgorsze, że nic więcej nie dało się zrobić. Tylko pytanie czy karetka zdąży przyjechać na czas?

Madox, llama a una ambulancia

cariño, te presento a Pati

: sob maja 23, 2026 11:48 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że Madox wymyślał to na poczekaniu, odnośnie tego funduszu i wsparcia, bo kiedy tak po prostu powiedziałby, że chce dać Almie jakieś pieniądze, to pewnie odbiłby się od ściany. Latynosi byli dumni, a oni coś o tym wiedzieli. A taki fundusz, który przecież istniał po to, żeby pomagać w takich przypadkach, to brzmiało lepiej, niż zwykłe weźcie ode mnie kasę. Kiedy Pilar go wsparła, to nawet się do niej uśmiechnął. Poklepał ją po ramieniu, i może rzeczywiście udałoby im się namówić Almę, żeby przyjęła pomoc, ale wtedy pojawił się Emilio, a chwilę później Madox już gonił kogoś, kto malował im samochód.
Biorąc pod uwagę te pogróżki, które ostatnio dostawali, tą pomalowaną ścianę w klubie i zdjęcia, to nie musiał być nawet ktoś powiązany z Luciano.
Ale zaraz okazało się, że jednak tak, kiedy Madox przyprowadził dziewczynę pod dom, a Alma od razu ją rozpoznała. Madox aż wywrócił oczami, bo jeśli to rzeczywiście by byli ludzie, którzy pytali o Luciano, ci od Luny, to Ana miała by o wiele bardziej przejebane.
- Z kim zadarła cariño, zdajesz sobie sprawę z kim zadarłaś? - Madox zrobił jakąś groźną minę, ale dziewczyna popatrzyła na niego krzywo. Może gangusy jednak nie mówią do swoich kobiet cariño i to go zdradziło? Albo to, że on jeszcze po drodze zakręcił się koło Emilio, żeby zbić z nim piątkę i rzucić, że dobrze się spisał?
Tutaj chyba jednak Noriega nic nie ugra, nawet z tymi swoimi groźnymi minami. To już Pilar robiła większe wrażenie, kiedy tak pouczała Anę, ale chyba tylko Madox patrzył na nią jak zaczarowany, bo dziewczyna już grzebała w telefonie.
- Ej... - Madox pstryknął Anie przed twarzą - moja dziewczyna coś się ciebie zapytała, więc ku... - zawiesił się, bo jednak obok był Emilio i Alma i jeszcze babka - więc grzecznie odpowiedz - skończył, a dziewczyna zaczęła o tych gościach. Jeden z wąsem i w kapeluszu, a drugi gruby... ze śmieszną ksywką.
Madox podrapał się po policzku, przecież on zna od chuja grubasów i jeszcze ten kapelusz i wąs...
- El Zorro, ten w kapeluszu miał taką ksywkę? - zapytał zaraz, a Ana spojrzała na niego sponad telefonu.
- Nie wiem... Bo to gruby miał coś śmiesznego czekaj... - zapstrykała kilka razy jakby to miało jej pomóc - Taco Bell, coś takiego, wiesz kojarzyło się z żarciem - popatrzyła na Madoxa, ale nie kojarzył nikogo takiego. No ale przecież się dowie, wystarczyło popytać tu i tam, i dowiedzieć się czy Zorro nie kręcił się z Taco. Może nawet jeszcze pociągnąłby Anę za język, ale ona już pokazywała mu co czat napisał na temat czyszczenia sprayu z karoserii, i oczywiście było tam pytanie czy to drogie auto i sugestia, że lepiej je oddać do detailingu, jeśli tak.
- No to co, to ja je oddam do czyszczenia i wystawię ci rachunek - rzucił spoglądając z góry na dziewczynę.
- Ale ja nie mam pieniędzy - jęknęła zaraz.
- Przecież pracujesz w barze - zauważył od razu Madox, bo akurat w wyłapywaniu takich drobnostek on był dobry.
- Ale ty wiesz ile zarabiają na barze? A ja mam na utrzymaniu siostrę... - zaczęła, ale przecież Madox coś o tym wiedział, chociaż u niego w klubie i tak w porównaniu do innych miejsc pieniądze były niezłe. Jeszcze zerknął na Almę, czy ta młoda znowu nie wciskała mu jakiegoś kitu, ale pokiwała głową.
- Dobra, no to spróbuj tą wodą z mydłem, póki to jeszcze tak nie zaschło... - tak zaaferowali się tym samochodem, on, Ana, Alma i nawet mały Emilio, który posadził babcie na ganku, że nikt nie zauważył, że ona znowu zaczepiała Pilar. Alma też w pierwszej chwili nie zwróciła uwagi, że Stewart wypowiedziała jej imię, bo akurat się wtrąciła, że może trzeba to potraktować jakimś zmywaczem, a Madox kręcił głową opierając się o samochód.
I dopiero kiedy staruszka uniosła głos, to wszyscy spojrzeli w jej kierunku, Noriega od razu ruszył się z miejsca, tylko, że Alma też i zaraz się skrzywiła.
- Mamo! - zawołała i w pierwszej kolejności Madox i Ana doskoczyli do niej i pomogli jej wejść po schodkach. Emilio zaraz chował się za matką ewidentnie wystraszony. A Madox rzeczywiście sięgnął po telefon wykręcając numer alarmowy.
- Ana weź go... - rzucił do dziewczyny wskazując chłopaczka głową. I rzeczywiście Ana złapała dzieciaka za rękę i pociągnęła go do domu, Alma już zanosiła się łzami, a babcia wyglądała coraz gorzej, więc kiedy tylko dyspozytorka się odezwała, to Noriega od razu jej nawijał, że to chyba zawał, że kobieta jest starsza, że wygląda to źle, zaraz wyskoczył na podjazd, żeby podać adres, numer domu, a potem jeszcze dodał, żeby się pospieszyli.
I kiedy wrócił na ganek to babcia jeszcze raz spojrzała na Pilar.
- Sofia czemu ty to zrobiłaś? - powiedziała jakoś tak dramatycznie, a zaraz osunęła się z siedzenia i straciła przytomność.
I chociaż Madox chciał znowu pytać o co chodzi z tą Sofią, to w tej chwili nie było na to czasu, bo już musieli układać babkę na ziemi, a potem Madox pochylał się nad nią. Nie oddychała, a jeśli tak, to bardzo słabo, ale nie chciał tego mówić przy Almie, która płakała już tak głośno, że na ganek wyszła też jakaś sąsiadka. Noriega tylko zerknął na Pilar.
- Pilar weź ją do domu - spojrzał w oczy swojej narzeczonej, a sam zaraz przystąpił do reanimacji. Jak kurwa tak dalej pójdzie, to Madox chyba dostanie jakiś order za ratowanie starych bab, jakąś odznakę od burmistrza Toronto. Bo przecież ostatnio już ratował Bridget, i jeszcze ta baba co ją przeprowadził przez pasy, no i ta z warzywniaka, której oni wiecznie pomagali z Willem.
Trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy, z wyczuciem. Zaraz na ganku pojawiła się też sąsiadka, a Madox po krótce wyjaśnił jej, że to chyba zawał, ale już wezwali pogotowie.
Akcja trwała kilka minut, wszyscy robili co mogli, a karetka przyjechała naprawdę szybko i wtedy znowu z domu wyszła Ana i Alma, podbiegł do nich też Emilio. Ana zgłosiła się, że to ona pojedzie z babcią do szpitala, bo jest sąsiadką, ale sanitariusze stwierdzili, że może tylko rodzina, więc oczywiście wtrącił się Madox.
- Ale ona opiekuje się babcią, jest jej najbliższa, a jej synowa jest w zaawansowanej ciąży... - w końcu sanitariusze się zgodzili. Ana pojechała z babcią, ale nie wyglądało to za dobrze, oni jednak zrobili co mogli. Madox zmachał się przy tej akcji, a teraz już kucał przy Emilio, który płakał i pytał, czy babcia umrze, gdy karetka odjeżdżała. Alma załamana przytrzymywała się Pilar.
No nie był to za wesoły obrazek.
- Coś ty, w szpitalu na pewno jej pomogą - rzucił Madox do chłopaka, ale nie był wcale tego pewny, bo staruszka nie oddychała, ale on więcej nie mógł zrobić - chodź trzeba pomóc mamie... - zaczął, ale Emilio zaraz wyrwał się do matki, żeby się w nią wtulić, Alma też przytuliła go do siebie mocno. A Madox stanął za Pilar, sięgnął do niej ręką, teraz to już musieli im jakoś pomóc, przecież tak tego nie zostawią.
Sąsiadka, która dołączyła do nich podczas akcji reanimacyjnej, pomogła Almie wejść do środka i cały czas tłumaczyła, żeby się nie martwiła, żeby była spokojna ze względu na dziecko. Weszli za nią do domu. Alma usiadła zrezygnowana przy kuchennym stole, a sąsiadka zaczęła robić jej jakieś zioła na uspokojenie. Emilio nie wiedział co ze sobą zrobić, więc Madox przesunął jeszcze palcami po ramieniu Pilar, a zaraz znowu podszedł do chłopaczka.
- Emilio wiesz co... przynieś telefon mamy, bo pewnie ma numer Any, żebym mógł do niej zadzwonić, co myślisz? - w zasadzie mógł o to zapytać Almę, ale chciał znaleźć jakieś zajęcie dla dzieciaka. Emilio zaraz krzyknął, że na pewno ma! I pobiegł na ważną misję w poszukiwaniu telefonu mamy. A Madox zaraz stanął za plecami Pilar, nie za bardzo wiedział jak się w takiej sytuacji odnaleźć, on lepiej wiedział jak reagować, działać, a nie... pocieszać. W tym zawsze lepsza była jego narzeczona.

Ahora tenemos que ayudarlos ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐

cariño, te presento a Pati

: sob maja 23, 2026 2:03 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie wyglądało to dobrze.
Tragicznie raczej.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że Pilar za bardzo nie wiedziała, co zrobić. Jak odnieść się do kobiety, kiedy ewidentnie ją z kimś myliła. Jak jednak bardzo musiała być do niej podobna, że babka aż tak się zaangażowała? A tym bardziej co takiego zrobiła jej ta cała Sofia, że wywołało to u kobiety aż tak skrajne emocje.
Nic z tego nie było normalne, a kiedy babka złapała się za lewą pierś to już w ogóle zrobiło się dramatycznie. Wszystko działo się w jakimś zastraszającym tempie: Alma krzyczała, żeby mama nie umierała, Emilio płakał głośno, nie mając pojęcia co się dzieje, Madox próbował się dodzwonić na pogotowie, a Pilar próbowała jakoś utrzymać starszą kobietę przytomną. Tylko chyba nie była do tego najlepszą osobą, biorąc pod uwagę, jak jej twarz działała na staruszkę. Chociaż jeszcze kilka chwil zanim ta straciła przytomność, a Noriega chciał ją kłaść na podłogę, uniosła dłoń do policzka Stewart i pogładziła go jakoś… troskliwie. To dopiero wywołało nieprzyjemny dreszcz na jej plecach. Dziwne to kurwa było wszystko, ale to nie był czas ani miejsce, żeby się nad tym zastanawiać.
Kiedy Madox zarządził, żeby Pilar wzięła Alme do domu, nawet na moment z nim nie dyskutowała. Po prostu złapała kobietę pod rękę i z cichym chodź, Alma zaciągnęła ją za drzwi, gdzie chwile wcześniej zniknął Emilio wraz z Aną. Nie chciała zostawiać Madoxa samego z tym wszystkim, z babką gdzieś na ganku, ale przecież nie chcieli zaraz musieć wzywać kolejnej karetki do ciężarnej kobiety.
Karetka przyjechała bardzo szybko jak na standardy Toronto. Od razu załadowali staruszkę na noszach do ambulansu i wraz z Aną skierowali się do szpitala. Pilar jeszcze odprowadziła wzrok odjeżdżający samochód, stojąc gdzieś przy oknie. Jakoś nie mogła przestać myśleć o tym wszystkim, co mówiła kobieta. Nie potrafiła też wyzbyć się przeczucia że…
Kurwa, Alma, ja… przepraszam — obwiniała się. W końcu to w niej staruszka zobaczyła kogoś, kim nie była. To na jej widok zestresowała się do tego stopnia, że dostała pierdolonego zawału. — Gdybyśmy tu dzisiaj nie przyjechali…
Nie wiesz tego — Alma przerwała jej w pół słowa, wyciągając rękę i zachęcając Pilar, żeby podeszła nieco bliżej, drugą wciąż gładząc się po brzuchu na zmianę z wycieraniem nosa. — Ona już od dłuższego czasu majaczyła, zapominała rzeczy, myliła twarze i… no nie czuła się najlepiej — wzruszyła ramionami, wbijając spojrzenie prosto w ciemne oczy Stewart. I chociaż ta przytaknęła, przyjmując to wszystko do wiadomości, tak gdzieś w środku wciąż nie mogła przestać o tym myśleć.
Mam telefon!!! — krzyknął Emilio i skierował się do Madoxa, ale Alma zaraz zawołała go do siebie, żeby to jej go przekazał.
A ty się źle czujesz, może niech on zadzwoni… — mądry chłopak, widać dobrze czytał sytuacje i umiał się odpowiednie zachować. Szkoda tylko, że wystarczyło jedno spojrzenie matki, żeby wzruszył ramiami i przekazał jej telefon. Pilar trochę to rozumiała. Ona na jej miejscu też chciałaby sama wykonać ten telefon. Przysiadła na kanapie, trochę nerwowo, wciąż gdzieś zamknięta we własnej głowie, ale kiedy Madox usiadł tuż obok, mimowolnie sięgnęła do jego dłoni. Spokojnie zaczęła bawić się jego pierścionkami i on również mógł zobaczyć, że Pilar swój z literką M miała na palcu, a nie na szyi. Dokładnie tak, jak tego chciał. Na swoim miejscu.
— …dobrze, dzięki kochana. To jesteśmy w kontakcie, proszę informuj mnie na bieżąco — Alma pokiwała głową i pociągnęła nosem, a kiedy skończyła rozmawiać z Anią odrzuciła głowę do tyłu i westchnęła głośno. Pilar nie była pewna, czy to ten moment, kiedy powinni się spytać, jak wieści, czy dać jej jeszcze chwile. Wybrała to drugie, a po chwili ciężarna faktycznie sama się odezwała, widząc ich spojrzenia. — Jeszcze nic nie wiadomo. Wzięli ją na stół operacyjny — poinformowała, zawieszając spojrzenie gdzieś w oddali, w stronę okna. — Ale powiedzieli podobno, żeby nie mieć wielkich nadziei — dodała smutno, a zaraz złapała się za brzuch i skrzywiła.
Wszystko dobrze? — Pilar jako pierwsza doskoczyła do niej i już była na kolanach przy fotelu, żeby ewneutalnie reagować.
Młodej chyba nie podoba się, że matka tak bardzo się stresuje — skwitowała, próbując uśmiechać się przez ból, ale zamiast tego wyszedł jej grymas. — Ale co z wami? Przyjechaliście taki kawał i w końcu niczego się nie dowiedzieliście…
W ogóle się tym nie przejmuj — tym razem to ona się wtrąciła, łapiąc gdzieś przy okazji spojrzenie Madoxa. — Spróbujemy się dowiedzieć czegoś więcej od naszych źródeł i na pewno znajdziemy jakiś trop. Lepiej powiedz, jak tobie możemy teraz pomóc.
Położę się może na chwile na kanapie — mruknęła a Pilar zaraz podniosła się z klęczek, żeby pomóc jej wstać. Razem z Noriegą pomogli jej umieścić się na sofie, nawet dali jej poduszkę pod nogi. — Jeśli chcecie, możecie przejrzeć jego gabinet. Jest w piwnicy — wskazała na białe drzwi pod schodami. — Może tam coś znajdziecie. Głównie trzymał tam zapasy ze zbiórek, które prowadził tu u nas w okolicy, ale może będzie tam coś jeszcze? Poszłabym z wami, ale…
Damy radę — Pilar uśmiechnęła się do niej lekko i spojrzała wymownie na Madoxa. No bo skoro już tu byli, a Alma sama się zaoferowała, to może… głupotą byłoby nie sprawdzić, czy tam czegoś nie ma?

Contigo cada problema es una nimiedad

cariño, te presento a Pati

: sob maja 23, 2026 3:41 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Na początku w domu też było zamieszanie, kolejna sąsiadka zrobiła Almie jakieś ziółka na uspokojenie, ale zaraz musiała iść. Emilio szukał telefonu mamy, a Madox śledził spojrzeniem Pilar, bo znał ją na tyle, że przecież wiedział, że ona też się tym przejmie. Zaraz już stał obok niej, a kiedy przepraszała Almę jakby to była jej wina, to sięgał do niej ręką i pewnie był już jej gotowy nawijać, że wcale nie, że stare baby tak mają, i nigdy nie wiadomo, że taka Bridget też straciła przytomność i gdyby nie oni to mogło być gorzej. Może gdyby ich nie było to też by było, bo co zrobiła by Alma sama z małym Emilio? Reanimację? Z takim brzuchem?
Ale odezwała się już Pani Benitez, więc Madox tylko pogłaskał Stewart gdzieś po plecach, a kiedy Pilar podeszła do Almy to powiódł za nią spojrzeniem. Może nawet dodałby coś jeszcze, ale wtedy Emilio przyszedł z telefonem, a Madox wyciągnął po niego rękę.
- Ja to załatwię... - też spróbował, ale widział spojrzenie Almy, chyba nawet nie było o tym mowy. Więc nie nalegał. Chociaż prawda jest taka, że może nawet nie udzielili by mu żadnych informacji, skoro nie był z rodziny, ale Madox to zawsze miał swoje sposoby.
Usiadł jednak obok Pilar na kanapie i zaraz przesunął się bliżej niej, ramię w ramię, zaczepiając ją kolanem - Pilar to nie jest twoja wina, my chyba przyciągamy takie chujowe akcje - mruknął jej do ucha sięgają ręką za jej plecy, tą drugą sięgnął do jej dłoni i kiedy nerwowo zaczepiała jego pierścionki, to on jeszcze się do niej przysunął, tak, że mogła go już czuć na sobie - a jakby nas tutaj nie było, to by było jeszcze gorzej - musiał to dodać, bo według niego to tak. Wszystko działo się po coś, czasem jedna podjęta decyzja mogła wszystko zmienić. I oni też tutaj dzisiaj przyjechali po coś. Może nie, żeby uratować życie tej babce, ale żeby zająć się Almą i Emilio w tym wszystkim. Madox trącił palcem jeszcze pierścionek z literką M, który już był na odpowiednim miejscu, i nawet na moment złapał spojrzenie Pilar. Ale zaraz oboje wpatrywali się w Almę, kiedy skończyła rozmowę. Madox już miał pytać, ale Stewart mocniej zacisnęła palce na jego ręce, więc też się zamknął, chociaż kiedy Alma powiedziała to, żeby nie mieć wielkich nadziei to westchnął jakoś ciężko, już miał coś rzucić, jakieś, że będzie dobrze, chociaż wcale tego nie widział, ale Alma się skrzywiła, a Pilar już lądowała przed nią na kolanach. Madox też ruszył się z miejsca, stanął zaraz za swoją narzeczoną.
- Wiem, że to wszystko jest stresujące, ale musisz być calma Alma (o jak zrymował) dla małej... - powtórzył to co ta sąsiadka, ale to łatwo było mówić. Sięgnął do ramienia Stewart, kiedy powiedziała Pani Benitez, żeby nie przejmowała się nimi i nawet skinął głową. Właściwie nie dowiedzieli się za dużo, ale jakieś tropy mieli, tych ludzi, którzy pytali o Luciano, jego kumpla, mogli już to zacząć sprawdzać. Chociaż Noriedze i tak spokoju nie dawała ta Sofia.
Kiedy Alma stwierdziła, że się położy, to Madox też od razu się ruszył, żeby im pomóc. Położyli Almę, a on jeszcze podstawił jej ziółka, które zaparzyła wcześniej sąsiadka. Ten zapach kojarzył mu się trochę z domem ciotki, tam też na wszystko były jakieś zioła. Powiódł spojrzeniem na drzwi, które wskazała im kobieta, i nawet skinął głową do Pilar, że powinni to sprawdzić, tylko, że przy Almie siedział zmartwiony Emilio.
- Emilio, a może ty nam pokażesz gabinet taty, a mama trochę odpocznie - zaproponował, a dzieciak od razu się zgodził i podniósł z podłogi, zaraz otwierał przed nimi drzwiczki pod schodami, ale nie mógł sięgnąć lampki, więc Madox ją włączył. Zeszli powoli po wąskich schodkach. Piwnica była spora, zastawiona regałami i rzeczywiście na większości z nich były jakieś produkty ze zbiórek. Pod ścianą jednak stało też biurko, do którego zaraz podbiegł chłopiec.
- Tata ma tutaj wszystko - zaczął im wymieniać, rzeczywiście na blacie leżało dużo różnych rzeczy, ale czy coś z tego im się przyda?
Emilio złapał jakąś figurkę z piłkarzem i podał ją Madoxowi - zobacz to Carlos Valderrama, wiesz jakie on ma włosy? Pomalowaliśmy je z tatą, fajne nie? - Madox pokiwał głową, że wie.
- Od razu go poznałem, po tych włosach - dodał jeszcze i kiedy Pilar mogła się rozejrzeć, to Emilio pokazywał mu kolejne rzeczy. Noriega przysiadł na jakimś krzesełku. A dzieciak przynosił mu jakieś pamiątki, ale to raczej nie mogło im pomóc. Aż w końcu sięgnął po zdjęcie w ramce, było na nim sporo osób. Madox nawet się mu nie przyglądał, ale zaraz Emilio opierał mu się o kolano i pokazywał kogoś.
- Zobacz to jest mój tata, jak był mały, jesteśmy identyczni, nie? - dopiero teraz Noriega pochylił się nad zdjęciem, żeby mu się przyjrzeć, pokiwał głową.
- Tak, jak dwie krople wody... - rzucił do dzieciaka, tylko, że zaraz zauważył coś jeszcze i aż podniósł to zdjęcie, żeby mu się lepiej przyjrzeć. Gdzieś między ludźmi stała dziewczyna, która, kurwa... Ona wyglądała jak Pilar. I Madox nawet podniósł głowę, żeby spojrzeć na swoją narzeczoną, a potem jeszcze na zdjęcie. Czy to była ta Sofia?
Zaraz wstał z krzesła i już stał za plecami Stewart, wyciągał do niej zdjęcie.
- Pilar zobacz - musiał jej to pokazać i nawet wskazał jej palcem to miejsce, gdzie stała dziewczyna. Jak na jego oko to były bardzo podobne, nic dziwnego, że babka miała jakieś dziwne skojarzenia. Tylko czy to rzeczywiście była Sofia?
Emilio podszedł do nich zainteresowany.
- Co jej pokazujesz? Mojego tatę? Jest tam też babcia! - i chłopczyk zaraz pokazywał im babcię, która stała koło tej dziewczyny. Też zerknął na Pilar jakoś podejrzliwie, więc może Madox sobie wcale tego nie ujebał, że dziewczyna z fotki wyglądała jak Stewart?

ella se parece a ti ⋆.ೃ࿔🌸*:・

cariño, te presento a Pati

: ndz maja 24, 2026 10:07 am
autor: Pilar Noriega
Niby wiedziała, że to nie była jej wina, a jednak gdzieś w środku… obwiniała się.
W końcu gdyby nie była podobna do tej całej Sofii, staruszka z pewnością nie zwróciłaby na nią uwagi, nie zagadała, a potem nie zdenerwowałaby się aż tak, że trzeba ją było wysłać do szpitala. Cała ta sytuacja z myleniem twarzy ją przejmowała. Niby Alma powiedziała dość dosadnie, że babka ostatnio coraz częściej ich myliła i gadała od rzeczy, ale… sama nie wiedziała, to spojrzenie kobiety, sposób w jaki jej źrenice się poszerzały, tego przecież nie dał się udawać — to była naturalna reakcja ciała na szczere emocje.
Dlatego pomimo słów Madoxa gdzieś w środku wciąż się oceniała. Doceniała jednak, że mówił tak a nie inaczej. Że zawsze, niezależnie od tego, co by się nie działo, to był przy niej, wpierał ją. Kurwa, jak on ją wspierał. Całe życie szukała akceptacji i tego, by ktoś wziął ją taką jaka była, a tutaj nie dość, że przy nim to znalazła, to jeszcze od tan dużo dawał od siebie, miał w sobie tak wiele pokładów troski i dobrego serca, że niekiedy naprawdę nie mogła w to uwierzyć. Ani w to jak chwilami potrafił być delikatny, kiedy też bawił się jej pierścionkiem. Spokojnie. Słuchając tego jak Alma namawia ich, żeby sprawdzili jeszcze piwnice.
Byliby głupcami, gdyby tego nie zrobili. W końcu isotatniało duże prawodpodobieństwo, że Luciano ukrywał coś przed żoną, a nie było lepszego miejsca do zatajenia tego, niż pod domem, w piwnicy, gdzie podobno trzymał tylko rzeczy ze zbiórek, które potem zanosił do pracy.
Alma w pierwszej chwili próbowała wysłać dzieciaka na górę, żeby się pobawił, ale chłopczyk ewidentnie nie chciał być sam. Było to widać to sposobie, w jaki się zestresował i tym, jak wielkimi, szeroko otwartymi ślepiami patrzył na Madoxa. A ten jakby czytał mu w myślach, zaproponował wycieczkę do piwnicy razem z nimi. Pilar nie była do końca pewna, czy to dobry pomysł — w końcu przy dzieciaku będzie można mniej poszperać — ale widząc to, jak się ucieszył i podbiegł zbić piątkę z Noriegą, ona również się uśmiechnęła i po prostu poszli.
Po schodach weszła jako ostatnia. Jeszcze ostatni raz spojrzała przez ramię, przyglądając się Almie. Oddychała ciężko, gładząc się po brzuchu. Jej też nie powinni zostawiać samej, ale kurwa, z drugie strony musieli działać, bo pewnie jeszcze bardziej niż na babce, kobiecie pewnie zależało na własnym mężu i tym, żeby się w końcu odnalazł. Nic nie dałoby jej takiego spokoju, jak to.
Piwnica chociaż nie przypominała standardowej graciarni przepełnionej szczurami, wciąż pachniała jak miejsce, gdzie przepływają rury. Niby na suficie były zainstalowane dodatkowe światła, ale i tak w pomieszczeniu panował półmrok. Stewart przeszła się wzdłuż regałów, uważnie przyglądając się pudłom. W każdym z nich było coś innego — zabawki, drobnostki do mieszkania, stare przyrządu kuchenne. Następnie cały regał z workami, w których były ciuchy i pościel.
Dużo tego zbierał — rzuciła pod nosem, starając się nie ominąć ani jednego szczegółu.
Bo tata jest super! — wtrącił się Emilio, zaciskając palce na figurce z Carlosem Valderramą, ale gdzieś przy okazji też patrząc na Pilar. — Bardzo pomaga tym ludziom, wiecie? Chociaż czasami aż za bardzo — pokręcił małą głową i lekko się skrzywił. — Często jak chodzimy na spacery, to on zatrzymuje się przy tych bezdomnych albo matkach z dziećmi i wiecie… rozmawia z nimi, albo daje im pieniądze, a mi nie chce potem kupić lodów — wyjaśnił Emilio, krzyżując z oburzeniem ręce na klatce piersiowej i podnosząc wzrok na Noriegę, jakby to on miał zrozumieć jaka to przecież była okropna rzecz, kiedy twój stary twój hajs na lód daje jakiemuś żulowi. Pilar nie miała pojęcia, jak to właściwie było, bo jej akurat na lody nie zabierał nikt. Szczególnie za dzieciaka, bo jednak ostatnio wziął ją Madox, ale ten dzień… lepiej było akurat wywalić z czeluści pamięci. Nie należał do zbytnio udanych.
Przeszła się jeszcze wzdłuż dwóch regałów, kiedy chłopaki oglądali zdjęcia, szukając czegokolwiek, co odstawałoby od jakieś normalności i tego co robił Luciano. Dopiero kiedy Madox ją zawołał, odwróciła się w stronę biurka i licząc w końcu na jakiś ślad podeszła bliżej. Tylko zaraz okazało się, że to nawet nie tyczyło się sprawy Luciano, a…
O kurwa — tylko tyle z siebie wyrzuciła, kiedy Noriega pokazał jej zdjęcie. Momentalnie wzięła je we własną dłoń, zaciskając palce na złotej ramce. Pozowało tam naprawdę wiele osób, ale ta jedna kobieta z tyłu… no przecież ona wyglądała zupełnie jak Pilar. I to wcale nie chodziło o włosy, które na zdjęciu były bardziej kasztanowe, prawie identyczne od tych jej przed farbowaniem, ani o ciemne oczy, ale nawet rysy twarzy miała takie same.
Wstrzymała oddech, przyglądając się temu, a jej serce jakoś automatycznie i kompletnie niekontrolowanie zabiło mocniej. Energiczniej. Nie wiedziała, co powinna o tym myśleć. Bo z jednej strony była to jakaś przypadkowa kobieta, podobno przecież każdy miał kilka swoich sobowtórów na świecie, a jednak… jaki to mógł być przypadek, szczególnie, że ta tęż była z Toronto? Na samą myśl, że to mógł jakiś jej członek rodziny, ktokolwiek, nawet nie wspominając słowa na m, poczuła, jak robi się jej słabo, autentycznie. Pobladła. Aż musiała się cofnąć pół kroku i przysiąść na krześle przy biurku. Nie miała pojęcia co o tym myśleć. Przejechała palcami po zakurzonym szkle, a potem podniosła lekko przestraszone oczy na Madoxa.
I pewnie by coś powiedziała, zapytała go o zdanie, czy ona sobie tego właśnie nie ubzdurała, nawet otworzyła już uda, ale gdzieś za jego ramieniem, na jednym z regałów, zobaczyła dziwną kotarkę. Skrzywiła się, a zaraz od razu wstała z krzesła. Odstawiła ramkę na biurko, chociaż wiedziała, że jeszcze do niej wróci, w końcu serce wciąż się nie uspokoiło. Tylko na razie wyminęła Madoxa i podeszła do ciemnego materiału, który zasłaniał połowę regału. Zacisnęła na nim palce i pierwsze delikatnie, a potem już bardziej pewnie ściągnęła na podłogę. Spodziewała się zobaczyć czego na półkach, ale wystarczył jeszcze jeden krok do przodu, a okazało się że to nie na półkach, a na podłodze za nimi było coś kurewsko dziwnego.
Madox — tym razem to ona przywołała jego. — Pomóż mi — złapała za jedną z metalowych belek od regału, a kiedy dołączył i on pociągnęli ją do siebie, żeby nieco odsunąć to, co znajdowało się między ścianą na półkami. A mianowicie materac. Krzywo zaścielony kolorowym kocem, z boku kilka kubków po kawie i jakaś gazeta.
To mój stary koc!!! — krzyknął Emilio i prawie od razu chciał się tam wcisnąć, żeby go zabrać, prawie wywalając się o jeden z kubków, ale Pilar przytrzymała go za fraki i od razu spojrzała na Madoxa.
Trzymał tu kogoś? — rzuciła bardziej to, co pierwsze przyszło jej do głowy niż faktycznie oczekiwała, że Noriega będzie mieć dla niej odpowiedź. — No bo nic, co Alma mówiła, nie wskazywało na to, żeby mieli jakieś problemy… — a nawet gdyby mieli, to kto kurwa sypiał w piwnicy, kiedy mieli jeszcze kanapę? Cała ta sytuacja z każdą chwilą robiła się coraz bardziej dziwna. I chyba wychodziło na to, że Luciano jednak miał więcej za uszami niż spodziewała się tego jego małżonka.

¿Qué demonios está pasando aquí?

cariño, te presento a Pati

: ndz maja 24, 2026 4:23 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może i zabieranie chłopaczka z nimi na dół, to nie był najlepszy pomysł, ale przecież dzieciak też na pewno przejmował się tym wszystkim i Madox jakoś nie mógł go zostawić. Dlatego, kiedy Pilar się rozglądała, to on już siedział na jakimś krzesełku i oglądał to wszystko co przynosił mu Emilio, zagadywał go. A kiedy chłopczyk powiedział, że jego tata czasem za bardzo się angażował, to Madox aż nabrał powietrze w płuca.
- Bo wiesz Emilio, twój tata... jest - kurwa prawie powiedział, że był, aż musiał przesunąć wytatuowanymi palcami po twarzy, ściągnąć z niej te myśli - po prostu dobry, nie każdy pomaga innym ludziom. Ale piłkarze pomagają, nie? - przełożył figurkę Carlosa Valderramy w palcach i puścił do dzieciaka oczko - a wiesz tych ludzi to czasem nie stać nawet na bułkę, a co dopiero lody - sięgnął, żeby potargać włosy chłopaczka - a jak ty raz nie zjesz to przecież nic się nie stanie, a też pomożesz i wtedy jesteś gość - Emilio przez chwilę patrzył na Noriegę, jakby nie był pewny, ale Madox wyciągnął do niego rękę i finalnie zbili piątkę, jak goście.
Gdyby nie wzięli tu ze sobą Luciano, to Madox na pewni nie zwróciłby uwagi na to zdjęcie, a już na pewno nie na dziewczynę, która na nim była. Było na nim sporo ludzi i trzeba było się dobrze przyjrzeć, no ale przecież... to nie mógł być zbieg okoliczności. A może był?
Może po prostu Pilar wpasowywała się w kanon latynoskich piękności? I Madox nawet przez chwilę patrzył na nią kiedy tak się rozglądała. Jaka ona była śliczna. Ale w końcu się podniósł i zaraz dawał jej to zdjęcie.
- Myślisz, że to ta Sofia? Śliczna... - czy to w ogóle wznosiło cokolwiek do sprawy? Pewnie nie. I to, że Madox rozwodził się nad urodą rzekomej Sofii też nie.
Przysunął się do Pilar, kiedy usiadła, znowu stając nad nią. A kiedy podniosła na niego spojrzenie, to zaraz się odezwał.
- Może po prostu... - zaczął i chciał powiedzieć, że może były tylko podobne. Bo jakby jego tak postawić wśród innych Kolumbijczyków, to też byli. Tylko, że to wcale nie była prawda, no może jeśli chodzi o jego kuzynów z Medellin, to byli, ale tam przecież łączyły ich więzy krwi.
Tylko, że Pilar już wstała, a zaraz go wyminęła, odwrócił się za nią, powiódł spojrzeniem, ale jeszcze na moment ono zjechało na tą złotą ramkę na biurku i dopiero, kiedy Stewart wypowiedziała jego imię, to do niej doskoczył.
- Co to? - zaczął, ale żeby to dobrze zobaczyli rzeczywiście trzeba było odsunąć metalowy regał, i Madox zaraz też za niego szarpnął. Odsunął się jeszcze ciągnąć za kotarę, a kiedy ich oczom ukazał się ten materac, na którym ktoś ewidentnie spał, to zaraz uniósł obie brwi. Bo tego by się tutaj nie spodziewał, pod domem, w którym przecież Luciano mieszkał ze swoją rodziną, żoną, synem i jeszcze matką.
Madox wzruszył ramionami na pytanie Pilar, nie miał pojęcia, chociaż gdyby tu kogoś przetrzymywał siłą to może... - chyba gdyby tu kogoś trzymał, to nie podawałby mu kawy w kubeczkach w stokrotki - i rzeczywiście taki jeden Noriega chwycił w palce kiedy kucnął - no i... krzyżówki? - te też podniósł pokazując Pilar. Emilio znowu wyrwał się do przodu.
- Ktoś tutaj u nas mieszkał? W piwnicy? - zainteresował się, a Madox się wyprostował, pokręcił głową.
- Nie, no coś ty, to pewnie twój tata tutaj odpoczywał, kiedy poprztykali się z mamą, lepiej żebyś jej o tym nie mówił, nie denerwował jej, rozumiesz? - spojrzał jeszcze na Pilar ponad chłopaczkiem, kiedy znowu koło niego kucał. Bo może lepiej to brzmiało niż to, że Luciano rzeczywiście tu kogoś trzymał? - wiesz co? Może przynieś te rękawice, a ja zaraz do ciebie przyjdę, bardzo chciałbym je zobaczyć - musiał go jakoś spławić, żeby już na spokojniej się temu przyjrzeli. Ale Emilio zdawał się nie przekonany - bo w środę gramy mecz i kurde nie wiem jak to będzie... Ostatnio w ogóle nie ćwiczyłem - Madox już odchylał do tyłu głowę przesuwając wytatuowanymi palcami po karku, bo co on teraz zrobi?
Emilio w końcu skinął energicznie główką i jeszcze coś nawijał, że mu pokaże jakieś ruchy, a potem pobiegł na górę.
- I co myślisz Pilar? Ukrywał tu kogoś? Czy kogoś przetrzymywał? - nawet wyrwał się do góry, żeby spojrzeć na drzwi, ale wyglądały normalnie, żadnego zamykania na trzy spusty, chociaż od środka była zasuwka, która wyglądała na dość nową, tak jakby ktoś tutaj mógł zablokować drzwi od środka - zobacz to, wygląda jakby założyli to niedawno - zwrócił uwagę Stewart, ale zaraz już zszedł po schodkach znowu stając koło swojej narzeczonej. Nie za bardzo wiedział co on tutaj może dotknąć, na co zwrócić uwagę, bo prawda jest taka, że on robił w narkotykach, albo w gangach, a to trochę inne...
- Patrz... - zaraz się schylił żeby z materaca, spod tego koca podnieść pustą samarkę. I to już było bardziej coś na czym Madox się znał. Przełożył ją w palcach, a zaraz wystawił w kierunku Pilar - nigdy nie udało mi się namówić Luciano na żadne prochy, nawet wiesz... tak dla rozrywki, przy piwku, w Emptiness, więc to nie jego - stwierdził. Jeszcze popatrzył na worek, palcem przesunął po zapinaniu - tu mogą być jakieś śladowe ilości, ale bez laboratorium tego nie ogarniemy, chociaż popatrz czy nie ma tu strzykawek, albo czegoś do palenia? - bo to w jaki sposób była przyjmowana też mogłoby sugerować, co to za substancja. Madox szarpnął koc, który jak im wcześniej powiedział Emilio był kiedyś jego. Tylko zamiast jakiś ćpuńskich artefaktów wysypały się z niego jakieś szmaty, zdjęcia, lalka.
Trochę drobiazgów. W pierwszej kolejności Noriega sięgnął znowu po fotografię, na której był Luciano i kilka innych osób, jakaś dziewczyna, dwoje staruszków. Nikogo chyba nie kojarzył, chociaż...
- Ona pracuje w przytułku - pokazał Pilar kobietę, która stała koło Luciano - reszty nie znam - a Madox miał dość dobrą pamięć do twarzy. No i też prawda jest taka, że on zaraz zagadywał ludzi, z obcymi wchodził w dyskusje. Zastanowił się przez chwilę, ale nie mógł sobie przypomnieć imienia kobiety, miał je gdzieś na końcu języka, więc kiedy Pilar oglądała resztę rzeczy, to on wciąż intensywnie wpatrywał się w to zdjęcie - wiem, kurwa... To jest chyba żona tego Hugo, Theresa? - nie był tego do końca pewny, ale tak mu się wydawało, tak mu się kojarzyło. Ale to trzymałby tutaj żonę Hugo? Niemożliwe. Jakoś mu się to wcale nie sklejało, ale Madox nie był najlepszy w takie śledztwa. Dobry był za to w innych rzeczach - musimy pogadać z Hugo - stwierdził, bo w wyciągnięciu z niego jakiś informacji pewnie lepiej by mu poszło.

No tengo ni idea de qué se trata esto (,,•᷄‎ࡇ•᷅ ,,)?

cariño, te presento a Pati

: ndz maja 24, 2026 6:46 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Były podobne.
Jak dwie krople wody wręcz.
Były tak kurwa bardzo do siebie podobne, że aż nie można było uwierzyć, że jednak nie były rodziną. I Pilar chcąc nie chcąc, miała tego pełną świadomość. Czuła gdzieś w kościach, w sercu, że… To nie była żadna przypadkowa kobieta. Tylko problem w tym, że strach przed tym, aby dowiedzieć się czegoś więcej, paraliżował ją do tego stopnia, że wolała skupić się na tym czyms zupełnie innym. Zignorować fotografię i zająć się przenoszeniem regału, za którym był rozłożony materac, poduszka i stary kocyk Emilio. Spuściła spojrzenie na kubek z stokrotki, który Madox złapał w dłonie i przyjrzała mu się nieco uważniej, jak i całej tej odklejonej scenerii.
Na pewno nie wbrew swojej woli — wtrąciła praktycznie od razu, przysuwając się do Noriegi, żeby ściszyć nieco głos, aby Emilio nie słyszał, ale wtedy Madox wpadł na świetny pomysł pozbycia się chłopaka i danie mu jakiegoś zajęcia. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy Emilio krzyknął, że znajdzie rękawice i sobie pograją. Dopiero jak wyszedł, kontynuowała. — Nie ma tu żadnych lin, żadnej taśmy, nic, co mogłoby wskazywać na przetrzymywanie. Ściany też nie są wygłuszone, więc wystarczyłby jeden głośniejszy krzyk i wszystko byłoby słychać na górze — rzuciła na szybko pierwsze spostrzeżenia. Nic co tutaj było nie wskazywało na to, żeby Luciano przetrzymał tu kogoś siłą. Bardziej… — Raczej dawał komuś schronienie — dodała spokojnie, odprowadzając Madoxa do drzwi. Zamek faktycznie wyglądał na nowy w porównaniu do jakoś drewna, z jakiego zostały zrobione drzwi i chociażby klamka, która była już cała zdarta. — No tylko pytanie komu… — przeszła się dookoła materaca, podnosząc go i zaglądając pod poduszkę. — Jakiemuś bezdomnemu? Skoro tak pomaga ludziom, jak to mówił Emilio? Jakieś kobiecie w ciąży? — bo jakie jeszcze mieli inne opcje? No zaraz okazało się, że jedna jakieś tam mieli, bo kiedy Madox szarpnął kocem, wypadło z niego zdjęcie. Stewart aż wstrzymała powietrze, a przez głowa przeszła jej myśl, że może znowu zobaczy tam Sofie, jednak ta fotografia była o wiele bardziej świeża. Luciano wyglądał tutaj spokojnie na prawie czterdzieści lat, a dookoła stały osoby, których ona akurat nie kojarzyła. Zaraz okazało się, ze jednak Madox już tak.
Ona? — wskazała palcem na jedną z kobiet, przyglądając się bliżej jej twarzy. — No to chyba wychodzi na to, że musimy wybrać się do tego przytułku… albo bezpośrednio do Hugo — podniosła spojrzenie na swojego narzeczonego, po raz pierwszy od jakiegoś czasu zaglądając mu głębiej w oczy. Tutaj chyba i tak dowiedzieli się tuż dużo. Za dużo nawet można powiedzieć, bo jak zwykle w tego typu sprawach, oczywiście powoli wychodziły smaczki o których nie wiedziała żona, zaraz pewnie wyjdzie, że ktoś kłamał, ktoś inny coś ukrywał… Pilar znała już te schematy aż za dobrze, chociaż w tym przypadku naprawdę miała nadzieje, że zakończenie będzie nieco bardziej… pozytywne.
Madox, Madox!!! — głos Emilio wybrzmiał przy schodach. — Mam rękawice, chcesz zobaczyć?! — młody faktycznie się podekscytował, bo nawet tu gdzie stali było słychać, jak ten przebierał nóżkami ze zniecierpliwiania.
Idź z nim, ja zaraz przyjdę — sięgnęła do tylnej kieszeni po telefon, a następnie odpaliła aparat. — Zrobie tylko kilka fotek — oznajmiła, a potem podniosła się na palcach, żeby musnąć policzek Noriegi w przelotnym pocałunku i poklepała go po plecach.
Kiedy poszedł faktycznie zabrała się za robienie zdjeć. Tak naprawdę napstrykała o wiele więcej niż potrzebowała, bo i regały i półki, które wyglądały całkiem normalnie, ale przecież nie było wiadomo, kiedy znowu będą mieli okazje tutaj zejść, a potem coś może wydać się istotne. Zrobiła też zdjęcie pustego woreczka po narkotykach, materaca oraz biurka. A potem przysiadła na nim jeszcze na chwile, biorąc w dłonie ramkę ze zdjęciem, przyglądając się Sofii. I znowu poczuła to dziwne ukłucie w brzuchu.
Nie powinna tego robić, ale wraz z głośnym westchnięciem jej palce odbezpieczyły ramkę i wyciągnęły fotografie spod szkła. Zdjęcie nie należało do niej, ale coś kazało jej to zabrać. Dlatego złożyła je na pół i wcisnęła do kieszeni kurtki nim wyszła na górę. Zdążyła jedynie zamknąć za sobą drzwi do piwnicy, a Alma już wołała ją z salonu.
Czegoś potrzebujesz? — spytała praktycznie od razu, podchodząc do samej kanapy i spoglądając na ciężarną kobietę.
Nie, spokojnie — Alma poprawiła się na poduszkach, próbując usiąść. Pilar oczywiście doskoczyła bliżej i jej pomogła. — Udało wam się coś znaleźć?
Niewiele — opowiedziała spokojnie. Nie widziała potrzeby informacja Almy o materacu ani resztkach po narkotykach, jakie znaleźli. Ostatnie czego potrzebowała, to jeszcze więcej stresu. Powinna odpoczywać i po prostu pozwolić im pracować. — Nie przejmuj się tym. Znajdziemy go.
Na razie mam inny problem na głowie… — zaczęła, zaraz potem informując, że pojutrze miała badania kontrolne, a nie miał kto zostać z Eliotem i go popilnować, bo ani Ana ani sąsiadka z domu obok akurat wtedy nie mogły i jak to bedzie musiała go ze sobą zabrać. I wtedy w głowie Pilar pojawiła się tak myśl… trochę głupia, ale coś, co nie dawało jej kompletnie spokoju. Zaproponowała Almie, że ona przyjdzie się nim zająć. Sama jeśli Madox nie da rady. Kobieta z początku oczywiście rzucała standardowymi tekstami, że nie chciała jej wykorzystywać, ale Stewart nalegała. I jasne, z jednej strony zasłaniała się tym, że trzeba było sobie pomagać i wykonywać dobre uczynki, ale tak naprawdę miała nadzieje, dowiedzieć się czegoś więcej o Sofii.
Chłopaki są na ogrodzie? — spytała po chwili, próbując wyjrzeć przez okno, kiedy dogadały wszystkie szczegóły i wymieniły się numerami.
Tak — skinęła głową. — Na tyłach. Zaraz bade musiała zagonić tego gagatka do łazinki i spania — oznajmiła, powoli zbierając się z kanapy, ale jeszcze stwierdziła, że musi potwierdzić wizytę u lekarza, więc Pilar poszła na ogród sama. I faktycznie zobaczyła tam Noriegę na bramce, zrobionej z dwóch wielkich drewnianych pilarów i uśmiechniętego szeroko Eliota. Aż sama się uśmiechnęła.
Ej, podaj! — krzyknęła do chłopaczka, podbiegając nieco bliżej, a kiedy ten faktycznie kopnął w jej stronę piłkę, Stewart wzięła zamach i troche na czuja wyprowadziła atak. Piłka co prawda otarła się do drewno, ale zaraz wpadła do środka.
WOOO, JAKI GOL!!!! — Emilio krzyknął zadowolony, patrząc na nią tak, jakby jednak i jej chciał pokazać swoje rękawice. — Ale ci strzeliła gola, Madox! — popatrzył na swojego towarzysza i pokręcił głową, bo jak to tak baba mogła strzelić gola? No jak widać czasami mogła. Pilar na to jedynie wyszczerzyła się w stronę Noriegi.

¡Qué golazo marcó!