fast laps and mixed signals
: sob cze 06, 2026 9:17 pm
Faktycznie piątek nie wyglądał tak źle.
Biorąc pod uwagę, że jutro dopiero zaczynały się wyścigi, a dzisiejszy dzień był przyjazdowy, organizatorzy przewidzieli jedynie oficjalne rozpoczęcie w postaci konferencji prasowej oraz indywidualne wywiady z zawodnikami. To chyba były w stanie jakoś w miarę szybko ogarnąć, a potem zająć się sobą?
Daisy skinęła głową na wieści, z którymi kierowcami Kira chciała zrobić wywiady. Oczywiście nie miała pojęcia, co to za goście, ale jeśli Finch o nich wspomniała, to na pewno byli ważni. Zapamiętała sobie ich nazwiska i podeszła do gniazdka, żeby sprawdzić baterię, które zapakował jej Miles. Odpaliła ładowarkę, a potem podpinała każdą z nich, sprawdzając, ile kresek się świeciło. Ku jej zdziwieniu kolega z Toronto Sun stanął na wysokości zadania i odpowiednio wszystko przygotował. Przy okazji przewróciła oczami na kolejny zestaw pytań od swojej nowej współlokatorki.
— Czekaj, czekaj… — wystawiła rękę w górę, drugą odpinając kabel. — Wyjaśnijmy sobie pewne rzeczy. Istnieje bardzo duża różnica pomiędzy lubieniem czegoś, a posiadaniem faktycznych umiejętności, okej? Mnie i śpiewanie zdecydowanie możemy zaliczyć do pierwszej kategorii — spojrzała wymownie na Finch. — A drugiej się nawet nie tykamy — bo taka była prawda. Daisy Whitmore kochała karaoke, ale pod żadnym pozorem nie była w to dobra. I to wcale nie tak, że była jedną z tych osób, które tylko tak mówiły, a potem szło im zajebiście. Nie. Ona naprawdę była okropna, ale przy tym bawiła się świetnie. Akurat przy mikrofonie nie miała za grosz wstydu i zawsze swoim wyciem robiła świetne show.
— I żadne wagary, tylko po prostu odbębnimy szybko robotę, a potem będziemy mogły mieć czas dla siebie — proste? Proste. Wstała na równe nogi, zbierając się z połogi i wrzuciła baterie do torby. — Wszystko jest git tutaj, więc tylko się przebiorę i możemy lecieć — dodała, zapinając torbę. Odstawiła ją na niski stolik kawowy, a zaraz sięgnęła do swojej torby, przy okazji słuchając, jak Finch opowiada o swoich ulubionych rajdowcach. Tutaj też nikogo z nich nie kojarzyła, ale podobało jej się to, jak Kira o tym opowiadała. Daisy lubiła słuchać ludzi z pasją, a blondynka ewidentnie ją miała.
— Jeśli chodzi o hokeja, to wiadomo, że z ulubionych zawodników mogę wymienić tylko i wyłącznie Rowana — zaśmiała się, patrząc na nią wymownie. Nachyliła się do torby i wciągnęła z niej białą koszulkę na ramiączkach i szeroką marynarkę. W pierwszej chwili chciała z tym iść do łazienki, ale szybka która tam była… no i tak by to nic nie zmieniło, więc po prosty postanowiła się przebrać w pomieszczeniu. Zrzuciła z siebie koszulkę w której jechała i zarzuciła świeżą, a na to marynarkę. Wygrzebała też identyfikatory, które odebrała wczoraj z redakcji i zostawiła jeden dla Kiry na stoliczku.
— Gotowa? — spytała po chwili, gdy i Finch stanęła odpowiednio przygotowana w przejściu. — To chodźmy! — skierowała się w stronę drzwi, ówcześnie zgarniając kartę do pokoju, torbę i telefon. Przejrzała się też przelotnie w lustrze. Wyglądała całkiem… dobrze. Profesjonalnie. Jak prawdziwy członek media team.
W windzie omówiły jeszcze ostatnie kwestie związane z wywiadami, a kiedy weszły na sale główna, im oczom ukazał się tłum ludzi. Większość z nich z dyktafonami i kamerami. Każdy cos nagrywał, każdy rozmawiał z każdym, był tam chaos i harmider, chociaż kiedy na scenę wszedł mężczyzna w garniturze i poprosił wszystkich o zajęcie miejsc, nagle nastała wyjątkowo przyjemna dla ucha cisza. Chociaż była to pewnie cisza przed burzą, bo konferencja presowe miały to do siebie, że niektóre pytania potrafiły podgrzać atmosferę.
let's get this over with
Biorąc pod uwagę, że jutro dopiero zaczynały się wyścigi, a dzisiejszy dzień był przyjazdowy, organizatorzy przewidzieli jedynie oficjalne rozpoczęcie w postaci konferencji prasowej oraz indywidualne wywiady z zawodnikami. To chyba były w stanie jakoś w miarę szybko ogarnąć, a potem zająć się sobą?
Daisy skinęła głową na wieści, z którymi kierowcami Kira chciała zrobić wywiady. Oczywiście nie miała pojęcia, co to za goście, ale jeśli Finch o nich wspomniała, to na pewno byli ważni. Zapamiętała sobie ich nazwiska i podeszła do gniazdka, żeby sprawdzić baterię, które zapakował jej Miles. Odpaliła ładowarkę, a potem podpinała każdą z nich, sprawdzając, ile kresek się świeciło. Ku jej zdziwieniu kolega z Toronto Sun stanął na wysokości zadania i odpowiednio wszystko przygotował. Przy okazji przewróciła oczami na kolejny zestaw pytań od swojej nowej współlokatorki.
— Czekaj, czekaj… — wystawiła rękę w górę, drugą odpinając kabel. — Wyjaśnijmy sobie pewne rzeczy. Istnieje bardzo duża różnica pomiędzy lubieniem czegoś, a posiadaniem faktycznych umiejętności, okej? Mnie i śpiewanie zdecydowanie możemy zaliczyć do pierwszej kategorii — spojrzała wymownie na Finch. — A drugiej się nawet nie tykamy — bo taka była prawda. Daisy Whitmore kochała karaoke, ale pod żadnym pozorem nie była w to dobra. I to wcale nie tak, że była jedną z tych osób, które tylko tak mówiły, a potem szło im zajebiście. Nie. Ona naprawdę była okropna, ale przy tym bawiła się świetnie. Akurat przy mikrofonie nie miała za grosz wstydu i zawsze swoim wyciem robiła świetne show.
— I żadne wagary, tylko po prostu odbębnimy szybko robotę, a potem będziemy mogły mieć czas dla siebie — proste? Proste. Wstała na równe nogi, zbierając się z połogi i wrzuciła baterie do torby. — Wszystko jest git tutaj, więc tylko się przebiorę i możemy lecieć — dodała, zapinając torbę. Odstawiła ją na niski stolik kawowy, a zaraz sięgnęła do swojej torby, przy okazji słuchając, jak Finch opowiada o swoich ulubionych rajdowcach. Tutaj też nikogo z nich nie kojarzyła, ale podobało jej się to, jak Kira o tym opowiadała. Daisy lubiła słuchać ludzi z pasją, a blondynka ewidentnie ją miała.
— Jeśli chodzi o hokeja, to wiadomo, że z ulubionych zawodników mogę wymienić tylko i wyłącznie Rowana — zaśmiała się, patrząc na nią wymownie. Nachyliła się do torby i wciągnęła z niej białą koszulkę na ramiączkach i szeroką marynarkę. W pierwszej chwili chciała z tym iść do łazienki, ale szybka która tam była… no i tak by to nic nie zmieniło, więc po prosty postanowiła się przebrać w pomieszczeniu. Zrzuciła z siebie koszulkę w której jechała i zarzuciła świeżą, a na to marynarkę. Wygrzebała też identyfikatory, które odebrała wczoraj z redakcji i zostawiła jeden dla Kiry na stoliczku.
— Gotowa? — spytała po chwili, gdy i Finch stanęła odpowiednio przygotowana w przejściu. — To chodźmy! — skierowała się w stronę drzwi, ówcześnie zgarniając kartę do pokoju, torbę i telefon. Przejrzała się też przelotnie w lustrze. Wyglądała całkiem… dobrze. Profesjonalnie. Jak prawdziwy członek media team.
W windzie omówiły jeszcze ostatnie kwestie związane z wywiadami, a kiedy weszły na sale główna, im oczom ukazał się tłum ludzi. Większość z nich z dyktafonami i kamerami. Każdy cos nagrywał, każdy rozmawiał z każdym, był tam chaos i harmider, chociaż kiedy na scenę wszedł mężczyzna w garniturze i poprosił wszystkich o zajęcie miejsc, nagle nastała wyjątkowo przyjemna dla ucha cisza. Chociaż była to pewnie cisza przed burzą, bo konferencja presowe miały to do siebie, że niektóre pytania potrafiły podgrzać atmosferę.
let's get this over with