Can somebody help me?
: pt maja 22, 2026 4:25 pm
No może miała rację. Jadł teraz porządnie a jedzenie szpitalne nie zaspokajało apetytu wilka, także możliwe iż wszystko zniknie szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał. Zaczynając od jogurtów - lubił je jeść z granolą, miodem i owocami, coś co przygotowywał dla siebie przez bardzo długi czas na śniadanie, dopóki się nie przejadło. Widział w torbie kilka rodzajów batonów - coś co taki łakomczuch bardzo chętnie spróbuje i później zda opinie co było najlepsze. Oczywiście owoce zostawi na koniec, ale nie dlatego, że ich nie lubi, a że chce zacząć od czegoś słodszego - pełnego węglowodanów.
Słuchał uważnie o co chodzi z dywanem, który podobno oberwał jego krwią. A mówił Andrei, żeby wziąć ciemny a nie beżowy - na pewno byłoby go dużo łatwiej doprać. No cóż… teraz to już po fakcie, ale był wdzięczny kobiecie, że zajęła się psiakiem i takim drobiazgiem jak posprzątanie po jego upadku. Miło będzie wracać do czystego domu. Zresztą teraz już znał możliwości Prudence, której mieszkanie wyglądało jak muzeum. Podejrzewał, że dywan to nie jedyna rzecz, która została ogarnięta. - Wiesz, że nie musiałaś? - wolał ją o tym zapewnić. Sam by się tym zajął albo po prostu kupił nowy. Jednakże docenił jej starania!
- Serio, serio. - powiedział to z uśmiechem na twarzy. Niech je ma, tak na wszelki wypadek gdyby musiał gdzieś wyjechać i potrzebowałby opieki dla Itxel a siostra byłaby zajęta własnym życiem.
- Hej! Miałem kurs ratownictwa… po prostu nie podejrzewałem, że coś przeoczyłem. - bo niby odkaził ranę… ale może coś się w międzyczasie do niej dostało? Sam już nie wiedział. Na poczatku wyglądało jakby się poprawiało, co chyba źle zinterpretował ignorując resztę objawów. Teraz będzie mądrzejszy i już tak nie zrobi.
- Dała.- stwierdził kończąc bułkę i przechodząc do jednego z batonów od Prudence. - Trafiłaś… ten jest mój ulubiony. - otworzył szybko opakowanie i ugryzł z niemałym uśmiechem na twarzy.
- Spokojnie… rozumiem, że masz życie poza naszą terapią i… relacją. - bo to, że był jej pacjentem to jedno ale dalej się przyjaźnili, mimo tego co wyrabiali u niej w łóżku. Czuł się swobodnie i nie czuł żadnych niedomówień. Przeszli do normalności z tym, także nie oczekiwał że kobieta nagle rzuci wszystko i będzie siedzieć z nim w szpitalu całe dnie. Cieszył się, że ma czym zająć głowę i nie myśli cały czas o tym co widziała u niego w mieszkaniu, zastając go nieprzytomnego. - A teraz, jak zjesz bułke to grzecznie podzielę się z tobą jogurtami. - tak na wszelki wypadek aby tego wszystkiego nie tachać, kiedy faktycznie będzie miał wypis.
prudence lane
Słuchał uważnie o co chodzi z dywanem, który podobno oberwał jego krwią. A mówił Andrei, żeby wziąć ciemny a nie beżowy - na pewno byłoby go dużo łatwiej doprać. No cóż… teraz to już po fakcie, ale był wdzięczny kobiecie, że zajęła się psiakiem i takim drobiazgiem jak posprzątanie po jego upadku. Miło będzie wracać do czystego domu. Zresztą teraz już znał możliwości Prudence, której mieszkanie wyglądało jak muzeum. Podejrzewał, że dywan to nie jedyna rzecz, która została ogarnięta. - Wiesz, że nie musiałaś? - wolał ją o tym zapewnić. Sam by się tym zajął albo po prostu kupił nowy. Jednakże docenił jej starania!
- Serio, serio. - powiedział to z uśmiechem na twarzy. Niech je ma, tak na wszelki wypadek gdyby musiał gdzieś wyjechać i potrzebowałby opieki dla Itxel a siostra byłaby zajęta własnym życiem.
- Hej! Miałem kurs ratownictwa… po prostu nie podejrzewałem, że coś przeoczyłem. - bo niby odkaził ranę… ale może coś się w międzyczasie do niej dostało? Sam już nie wiedział. Na poczatku wyglądało jakby się poprawiało, co chyba źle zinterpretował ignorując resztę objawów. Teraz będzie mądrzejszy i już tak nie zrobi.
- Dała.- stwierdził kończąc bułkę i przechodząc do jednego z batonów od Prudence. - Trafiłaś… ten jest mój ulubiony. - otworzył szybko opakowanie i ugryzł z niemałym uśmiechem na twarzy.
- Spokojnie… rozumiem, że masz życie poza naszą terapią i… relacją. - bo to, że był jej pacjentem to jedno ale dalej się przyjaźnili, mimo tego co wyrabiali u niej w łóżku. Czuł się swobodnie i nie czuł żadnych niedomówień. Przeszli do normalności z tym, także nie oczekiwał że kobieta nagle rzuci wszystko i będzie siedzieć z nim w szpitalu całe dnie. Cieszył się, że ma czym zająć głowę i nie myśli cały czas o tym co widziała u niego w mieszkaniu, zastając go nieprzytomnego. - A teraz, jak zjesz bułke to grzecznie podzielę się z tobą jogurtami. - tak na wszelki wypadek aby tego wszystkiego nie tachać, kiedy faktycznie będzie miał wypis.
prudence lane