Strona 3 z 3

i wish i found you sooner

: wt cze 02, 2026 8:13 pm
autor: Rhys Madden
Nigdy nie brał tego pod uwagę.
Nie na poważnie, poza sferą marzeń, w której równie dobrze Carbone mógł ginąć pod kołami samochodu i uwalniać ich od tego zobowiązania z dnia na dzień. Nie chciał wyjeżdżać, nie chciał uciekać i nie wiązało się to z męską dumą, która zmuszała go do trzymania go na miejscu.
Nie chciał, żeby musiała żyć z nim w biegu.
Przemieszczać się z miejsca na miejsce, opuścić kraj, podróżować nie dla przyjemności. Ciągle zerkać za siebie i upewniać się, że nikt za nimi nie podąża. To nie było życie, na które zasługiwała i desperacko pragnął sprawić, by mogła mieć inne. Każde inne, jakiego naprawdę by chciała bo choć dla niej liczyło się wyłącznie to, że mieliby być obok siebie, on nie zniósłby świadomości tego, że zabrał ją z dala od pracy, która była jej pasją, z dala od rodziny, która teraz tłukła się na dole.
Jego plan przypominał pod wieloma względami te, które rodziły się w jej głowie.
Nie sięgał zbyt daleko. Nie sięgał nawet do tej pieprzonej niedzieli, choć nigdy nie przyznałby tego na głos. Nie ułożył dla nich planu na najbliższe lata, wiedział jedynie, że w ten czy inny sposób, wyznaczony mu termin będzie definitywny.
I w ten czy inny sposób wreszcie uwolni ich od dyszącego im w kark mafioza.
- Debatowałbym, że zrobiłem dużo większe - mruknął w odpowiedzi, nie chwytając się tej wagi, którą dostrzegł w jej spojrzeniu.
Bo na ten chory sposób byli odbiciem tej samej monety.
Był gotów rzucić to wszystko w płomienie - jego teraźniejszość, reputację, pracę, którą wykonywał od tak wielu lat. Miasto, w którym się wychowywał, w którego małym domu mieszkała jego matka, przebywali jego znajomi. Był gotów odrzucić całą przeszłość i wszystkie wiążące go z nią wspomnienia byle tylko móc być z n i ą.
- Obiecuję - westchnął w jej usta, gdy znaleźli się na miękkim, pościelonym łóżku, które pamiętało jeszcze jej nastoletnie lata. - Zrobię to i to wszystko będzie już za nami.
Przy niej był skłonny wierzyć we własne kłamstwa - wierzył w nie tak mocno, że czasem ich nie dostrzegał.
Wolał widzieć to, co miał przed sobą. Jej uśmiechniętą twarz gdy spoglądała na niego z góry, siedząc mu na kolanach. Uniesiony materiał sukienki, na którego krawędzi spoczęły jego dłonie, zaciskające się na kobiecych biodrach. Zapach perfum, które przeznaczała na okazje takie jak te - okazje, które zwykle nie kończyły się w jej rodzinnym domu, do którego były nieadekwatne.
- To kiedy pokażesz mi swoją kolekcję plakatów? - mruknął, z szelmowskim uśmiechem wskazując na ścianę za jej plecami wyłącznie po to, by na moment się odwróciła - a w tym czasie jego dłonie mocniej wczepiły się w jego skórę, usta skierowały do zgięcia szyi, zostawiając na nim pocałunek. - I tę kolekcję dyplomów, o której mówiła twoja matka? - kontynuował, nie odsuwając się ani o milimetr. - Nie wyglądałaś na takiego strasznego kujona, Mercer.

margo mercer

i wish i found you sooner

: wt cze 02, 2026 9:07 pm
autor: margo mercer
Robił to kolejny raz tego wieczoru - pierwszego nie dostrzegła, a teraz była tego bardzo świadoma.
Nie chciał z nią rozmawiać o tym, co miało wydarzyć się w niedzielę. Nie chciał, w tej jednej chwili, kiedy ona nie potrafiła wyzbyć się strachu i nieprzyjemnego dreszczu, nieustannie sunącego wzdłuż kręgosłupa, wracać do tego co nieuchronnie nadchodziło.
Wbrew wszystkiemu, wbrew planom, które w ich wykonaniu nigdy nie sięgały szczególnie daleko, zawsze wiedzieli przynajmniej tyle, by móc wskazać kierunek w którym zmierzają. Zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Tymczasem sprawa Carbone'a i Morettiego przypominała korytarz ślepych uliczek, w którym każdy kolejny zakręt prowadził wyłącznie do następnych pytań.
I choć teraz mu uległa, pozwalając skierować rozmowę na znacznie lżejsze tory, nie potrafiła odciąć się od tego całkowicie. Nie potrafiła tak jak zwykle zamknąć się razem z nim w tej szczelnej bańce szczęścia, gdzie świat poza nimi przestawał istnieć, a wszystkie problemy odkładali na później.
Odwróciła głowę przez ramię dokładnie wtedy, gdy wskazał plakaty wiszące za jej plecami. Ledwie jednak zdążyła na nie spojrzeć, gdy poczuła jego usta na swojej skórze. Śmiech wyrwał się z niej mimowolnie, cichy i ciepły, a głowa opadła nieco bardziej do tyłu, odsłaniając mu szyję jeszcze chętniej. - Naprawdę jesteś ciekawy? - zapytała z rozbawieniem.
Wydawało jej się, że jedyną rzeczą, na której chciał się teraz skupiać była ona. Nie stare plakaty, nie dyplomy schowane w szufladach, nie wspomnienia z dzieciństwa zamknięte między czterema ścianami tego pokoju. O n a.
Tak samo jak ona skupiała się wyłącznie na nim. - Czy może bardziej interesuje cię to, czy faktycznie założyłam cokolwiek pod spód? - uśmiechnęła się pod nosem, przymykając oczy. Znał ją zdecydowanie za dobrze. Znał również wszystkie te miejsca w których dotyk wywoływał przyjemny dreszcz biegnący wzdłuż skóry, wszystkie punkty, przy których oddech mimowolnie zwalniał albo przyspieszał.
Jej własne dłonie także nie pozostawały bezczynne. Powoli przesunęły się po materiale jego koszuli, zatrzymując przy pierwszych guzikach. Powoli rozpięła jeden, a potem kolejny. Wyglądał w niej i d e a l n i e. Mimo to nie potrafiła powstrzymać tej drobnej potrzeby pozbywania się wszystkiego, co znajdowało się pomiędzy nimi.
- Nie byłam kujonem - mruknęła cicho. Pochyliła się niżej, muskając ustami jego szczękę, skrawek odsłoniętej skóry przy kołnierzu, zostawiając za sobą ścieżkę krótkich pocałunków. - Miałam inne sposoby - dodała z niewinną miną. Od dzieciństwa doskonale wiedziała, jak osiągać to czego chciała. Jak przekonywać ludzi do własnych pomysłów, jak wygrywać spory zanim jeszcze na dobre się rozpoczęły.
- Nauczyłam się wykorzystywać chłopców, którym się podobałam - uniosła lekko głowę, spoglądając mu prosto w oczy. - W trochę grzeczniejszy sposób niż teraz ciebie - zsuwając jedno ramiączko sukienki z ramienia, prowokacyjnie uniosła brew, a w jej spojrzeniu pojawił się ten dobrze znany błysk zwiastujący kłopoty za którymi od pierwszego dnia tak chętnie podążał.

Rhys Madden

i wish i found you sooner

: wt cze 02, 2026 9:36 pm
autor: Rhys Madden
Potrafił bardzo wiele rzeczy odkładać na przyszłość, niezależnie od tego czy ta przyszłość miała wydarzyć się za parę miesięcy, czy za parę godzin. Nie zamierzał pozwalać, by wiadomości zostawione mu na - już wyciszonym - telefonie zrujnowały ten jeden dzień, który wybijał się ponad wszystkie. Nie z powodu hucznej imprezy, na które zwykle nie chodzili, ani nawet ogromu prezentów związanych z jej urodzinami - przez to, że ten dzień był n o r m a l n y.
Tak, jak niemal nic w ich związku nie było.
Jej słowa skutecznie odwracały męską uwagę od rzeczy, które w tej chwili były nieistotne na całym spektrum ich domniemanej ważności. Odgłosy toczącej się imprezy bledły tak samo, jak ciężar schowanego telefonu w kieszeni gdy jego dłonie wsunęły się wyżej pod zadarty materiał sukienki w poszukiwaniu wspomnianej przez nią bielizny.
Lub jej braku.
- To zależy - odrzucił cicho, z uśmiechem majaczącym na ustach, którego choć nie mogła dostrzec gdy zajęty był jej szyją, mogła wyczuć go w sposobie, w jaki zmieniał jego głos. - Gdzie twój ojciec trzyma swoją broń?
Jej rodzina wydawała się na tyle szalona by zająć się sama sobą przez pewien czas, ale nie mogli mieć pewności, że w pewnym momencie ktoś nie dostrzeże braku osoby, na której cześć wydano to przyjęcie. Lub wpadnie na wspaniały pomysł pokazywania innym pamiątek, o które on teraz pytał - a które znaleźć można było wyłącznie w pokoju, w którym jej palce zręcznie rozpinały dwa pierwsze guziki jego koszuli.
Ciche mruknięcie wydobyło się z jego gardła gdy poczuł jej usta na swojej szczęce, dłonie błądzące po ciele w kontraście z rozmową, którą jednocześnie usiłowali prowadzić. Jego zainteresowanie pamiątkami bledło z każdą chwilą, każdym gestem przybliżającym go do n i e j.
- Niezbyt ładnie z twojej strony. - przebiegły uśmiech wpełznął na jego twarz, na wpół na dźwięk historii, którą opowiadała, lecz głównie pod wpływem ramiączka, które nieznośnie powoli zsuwała ze swojego ramienia - czemu on ze skupieniem się przyglądał. - Czy powinienem czuć się wykorzystywany?
Potrafił to sobie wyobrazić. Każdą wersję z przeszłości Margo, prowadzącą ją do osoby, którą była teraz. Te, które widział na sporadycznie rozstawionych w mieszkaniu zdjęciach i te, na które spoglądał oczami wyobraźni. Widział jej zadziorność, jej przebiegłość i upór, z jakim dążyła do wyznaczonych sobie celów.
Tak samo, jak widział jej łagodną naturę, pojawiającą się wyłącznie wtedy, gdy dotykała czegoś, co było dla niej ważne.
- Nie powiedziałaś mi o swoich urodzinach - wytknął jej z udawaną urazą, wysuwając jedną dłoń spod jej sukienki wyłącznie po to, by sięgnąć nią po drugie ramiączko - pochylając się, by złożyć pocałunek na wąskim skrawku skóry, który odsłonił zsuwający się materiał. - Niczego bym nie wiedział gdybym nie prześwietlił twojej kartoteki pierwszego dnia, gdy cię do mnie przydzielili - mruknął zaczepnie, zatrzymując się na jedno uderzenie serca gdy któryś z odgłosów przyjęcia wydobył się głośniej niż poprzednie. - Niestety nie znalazłem wtedy niczego, czym mógłbym się ciebie p o z b y ć.

margo mercer

i wish i found you sooner

: śr cze 03, 2026 8:03 am
autor: margo mercer
Nikt z ludzi zebranych na dole prawdopodobnie nawet nie zauważył, że zniknęła. Być może w pewnym momencie dostrzegłby to jej ojciec, ale był zdecydowanie zbyt zajęty rozmowami ze swoimi ważnymi znajomymi, za co była mu niezwykle wdzięczna. Jej matka skupiała się na byciu idealną gospodynią, dbając o to, by nikomu niczego nie zabrakło, a jej bracia doskonale wiedzieli, że kiedy Margo znikała, lepiej było jej nie szukać. Tak samo jak wszyscy wiedzieli, że nie wyszłaby bez pożegnania.
Byli więc bezpieczni. Przynajmniej do chwili, w której któremuś z gości nie przyszłoby do głowy zrobić sobie przerwy właśnie tutaj.
- Jeśli dobrze go znam, to wszędzie. W szafce nocnej, w gabinecie, pewnie jedną ma schowaną w kuchni na wypadek ataku uzbrojonych piekarzy i drugą pod poduszką, gdyby przyszło mu walczyć z własnymi koszmarami - prychnęła cicho. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że gdyby ktoś policzył wszystkie sztuki broni znajdujące się aktualnie w tym domu, wynik byłby zdecydowanie wyższy niż ktokolwiek rozsądny uznałby za konieczny.
Przyglądała mu się w milczeniu, widząc tę kalkulację przesuwającą się przez jego spojrzenie. Widziała krótką walkę, gdy próbował nie sprawdzić natychmiast czy mówiła prawdę. Czy naprawdę na przyjęcie pełne znajomych, rodziny i zupełnie obcych twarzy, założyła w y ł ą c z n i e sukienkę, uznając to za najlepszy argument na wypadek sytuacji takiej jak ta.
- Nie sprawdzisz? - złapała za jego dłoń i przesunęła ją wyżej, dokładnie tam gdzie powinien znajdować się delikatny materiał, którego najwyraźniej zabrakło. Uśmiech wykrzywił jej usta, gdy dostrzegła zmianę w jego spojrzeniu.
Była tak blisko, że widziała każdy szczegół jego twarzy, każdą drobną zmianę mimiki. Jej dłonie przesunęły się po jego klatce piersiowej, kreśląc leniwe ślady na odsłoniętej skórze. Pochyliła się znowu, muskając jego policzek krótkim pocałunkiem, później kolejny zostawiła tuż przy szczęce zanim wróciła spojrzeniem do jego oczu. - Uznałam, że jeśli ci powiem będziesz czuł presję - odparła, łącząc ich usta w pocałunku. Najpierw powolnym i czułym, takim, który trwał odrobinę za długo. - Poza tym wiedziałam, że wiesz - oderwała się od niego niechętnie, pomagając materiałowi sukienki zsunąć się odrobinę niżej.
- Zostawiałam znaki - na jej usta wpełzł przebiegły uśmiech. - Narysowałam serduszka przy dzisiejszej dacie w twoim kalendarzu. Ustawiłam ci kilka budzików, które natrętnie dzwoniły dzisiaj co godzinę. Zmieniłam tapetę w komputerze na zdjęcie tortu - parsknęła cicho śmiechem. - Trzy razy pytałam czy mamy na dzisiaj plany. Trzy razy, Rhys. Za trzecim razem byłam przekonana, że po prostu udajesz głupiego.
Pokręciła głową z udawaną dezaprobatą, choć rozbawienie wciąż błyszczało w jej oczach. Powoli wsunęła palce pod rozchylony materiał jego koszuli tuż przy kołnierzu, zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. Lubiła ten moment, chwilę w której świat za drzwiami przestawał istnieć, a oni zamykali się we własnej rzeczywistości.
Jej dłonie przesunęły się po jego ramionach, zatrzymując na karku, gdzie splotła je luźno, przyciągając go bliżej siebie. Materiał sukienki, już wcześniej niebezpiecznie zsunięty z ramion, poddał się ostatecznie pod wpływem tego ruchu. Powoli osunął się niżej, odsłaniając nagą skórę, którą dotąd skrywała ciemna tkanina.
Kącik jej ust uniósł się lekko, wiedziała doskonale, że zauważył.
Nie zrobiła nic, by uratować materiał przed dalszym zsuwaniem się. Zamiast tego przysunęła się jeszcze bliżej, pozwalając, by dzielący ich dystans stopniał do zera, a własną dłoń położyła na jego klatce piersiowej, zatrzymując ją tuż nad sercem.

Rhys Madden

i wish i found you sooner

: czw cze 04, 2026 10:02 am
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

i wish i found you sooner

: czw cze 04, 2026 11:14 am
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden

i wish i found you sooner

: czw cze 04, 2026 3:40 pm
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

i wish i found you sooner

: czw cze 04, 2026 6:49 pm
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden