Strona 3 z 3

we need to stop meeting like this

: wt cze 23, 2026 7:37 am
autor: Galen L. Wyatt
Galen uśmiechnął się na jej słowa, dużo ludzi nie umiało przyjmować komplementów, zwłaszcza takich, które nie dotyczyły wyglądu. Bo akurat kobiety, z którymi Wyatt się umawiał pochwały na temat ich urody uwielbiały, ale charakteru w większości przypadków nie dało się docenić.
A Majka nie dość, że była piękna, a Galenowi podobała się coraz bardziej, to jeszcze wciąż nie mógł się nadziwić jaka była niezwykła, inna niż panny, które znał. Skinął głową, kiedy podziękowała łapiąc jej ciemne, przenikliwe spojrzenie.
Dziwne to było, że Galen mógł mieć wszystko, mógł w każdej chwili lecieć do matki prywatnym samolotem, żeby się z nią pogodzić, a jednak nie potrafił się do tego zebrać. A Maya nie miała nic... Niewiele, a wciąż z tego jeszcze pomagała matce i bratu. Niesamowite. Kolejna rzecz, która tak bardzo ich różniła, ale która też przyciągała go do niej jeszcze bardziej.
Do tego stopnia, że zaraz pociągnął ją, żeby usiadła na przeciwko niego, bo zamierzał zaprezentować jej swój szalony pomysł. Szalony bo na pierwszy rzut oka Majka nie pasowała do tego świata, jego rodziców żyjących sobie w jakimś francuskim dworku, matki, która miała arystokratyczne korzenie i tak samo krytycznie jak na swojego syna, patrzyła na wszystkie jego partnerki. Ojca, który był zimny i zdystansowany.
Majka była... ich przeciwieństwem.
Ale może dlatego też wydawało mu się, że mogłaby tam być dla niego oparciem? Nie kolejną nic nie wnoszącą do obrazka damą, tylko kimś, kto w chwili zwątpienia, zaciśnie palce na jego dłoni i powie mu rozumiem cię Galen?
Uśmiechnął się znowu, kiedy zażartowała, że gdyby chciał od niej prochy, to przynajmniej mieliby kolejny powód, żeby się spotkać. A zaraz sam jej taki prezentował, i to konkretny.
Bo to nie miało być kolejne kilka godzin, które los postawi na ich drodze. Tylko może... cały weekend?
Przytrzymał ją za rękę, kiedy zatoczyła się do tyłu parskając śmiechem.
- Wiem, że moi dziani starzy to może nie jest najlepsze towarzystwo... - bo nie było, kto by chciał z własnej woli, bez przymusu, tam z nimi siedzieć? No chyba nikt, ale Galen postanowił spróbować - dlaczego zaraz wstydu, może trochę... zrozumienia? - bo Galen tak na to patrzył. On naprawdę tym razem chciał mieć u boku kogoś, kto zamiast zastanawiać się ile kosztuje kreacja, w której wystąpiła jego matka, to... zafiksuje się na nim? A zresztą wystarczyło wpisać w google Galen Wyatt, żeby zobaczyć, że on sam też czasami... nie miał wstydu. I tak teraz Galen naprawdę się zmienił, ale kiedyś skandal z jego udziałem gonił kolejny. Kiedyś to on był tym, który rodzinie przynosi wstyd. Chociaż pewnie według jego matki wciąż był.
Obserwował jak twarz Mayi się zmieniała, jak w jednej chwili spoważniała, a jego niebieskie tęczówki odszukały jej piękne, ciemne spojrzenie. Skinął głową, bo naprawdę tego chciał. On też jakoś mocniej zacisnął palce na jej ręce, przesunął po ciepłej, gładkiej skórze opuszkami.
- Ja też jej czasem pyskuję, ale po francusku, u nas w domu panowała zasada, że przekleństwa po francusku się nie liczą - podsunął się do Majki jakoś bliżej, tak, że jego kolano styknęło się z tym jej, a Galen już wygniótł sobie cały smoking, ale nawet się tym nie przejął - no i chciałbym mieć tam trochę chaosu, niepodporządkowywania się, całe życie to robię. Podporządkowuje się mojej matce - bo taka była prawda, Galen robił wiecznie wszystko pod dyktando matki. Teraz niby na odległość, niby nie miała na niego wpływu, ale... ile wciąż siedziało w nim zasad, przyzwyczajeń, które wpoiła mu właśnie ona. Dużo.
Chyba Galen zamierzał te jej wszystkie ale przekuć na argumenty, które przemawiały za tym, żeby z nim jechała.
Nawet już otworzył ust, kiedy odchyliła głowę do tyłu, już chciał dodać coś jeszcze, może poprosić, żeby to przemyślała? Ale wtedy ona się zgodziła, a Galen aż się do niej wyrwał, uśmiechnął się, a te jego niebieskie oczy, które tak często nabierały chłodnej barwy, zwłaszcza w sztucznym świetle, też jakby pociemniały, intensywnie błękitne, jak bezchmurne niebo.
- Świetnie - czy był świadom wszystkich konsekwencji? Może nie do końca, ale się ucieszył, tak naprawdę, szczerze - to zarezerwuję nam bilety, albo... Coś wymyślę, w ten weekend, bo ojciec ma urodziny, pewnie z tej okazji matka organizuje jakieś przyjęcie, ale nie mam zaproszenia. Ale załatwię, w ogóle czy muszę mieć zaproszenie na urodziny własnego ojca? - zastanowił się i już wyrzucał z siebie słowa jak nakręcony - chciałabyś żebym zabrał cię przed wyjazdem na zakupy? Albo do SPA? - to chyba było trochę dziwne pytanie, ale tak się pewnie odbywały te bogolskie wyjazdy, przed urlopem odpoczynek w SPA i zakupki, a po powrocie powtórka. Chociaż Galen nie wiedział, czy Majka też na to pójdzie, bo ona łamała wszelkie konwenanse, ale tak, czy siak postanowił jej to zaproponować.

Maya Parker

we need to stop meeting like this

: wt cze 23, 2026 9:41 pm
autor: Maya Parker
Za grosz nie widziała siebie w świecie wielkiego bogactwa i pieniędzy. We Francji, gdzie przebywali rodzice Galena, gdzie z pewnością mieli wielką willę ze złotymi sklepieniami na suficie i trzema basenami, gdzie wszystko było idealnie poukładane, a każda rzecz miała swojego miejsce. Było to kompletne przeciwieństwo świata Parker, w którym rządził chaos. I brak pieniędzy, który doskwierał od najmłodszych lat. Dlatego z początku wyśmiała Galena, kiedy zaproponował jej wyjazd. Wiedział przecież, że ona tam nie pasowała, a jednak zależało mu na tym, żeby to ona z nim pojechała, żeby dała mu wsparcie i co nieco zrozumienia. W tym ackaut miał racje, bo pomimo tego jak wiele ich różniło, tak w tym wszystkim umieli znaleźć wspólny język. Oboje mieli ciężkie dzieciństwa, każde z nich z zupełnie innego powodu, a jednak tak podobne, samotne dusze w sercu. Chociaż po francusku to ona nigdy nie przeklinała.
— O popatrz — wzruszyła ramionami, zawieszając na nim spojrzenie pod którym krył się uśmiech. — a u nas wszyscy po prostu rzucali kurwami na lewo i prawo — matka, jej faceci i nawet brat razem z nią. Nikt nie gryzł się w język, a agresji było zdecydowanie więcej niż powinno, w normalnych rodzinnym domu. Może dlatego, że nie miał on nic wspólnego z rodziną, a więcej z patologią. I ona również dużo z tego wyniosła do dorosłego życia. Nie zawsze była z tego dumna, ale taka już była. I najbardziej powalone było to, że Galen naprawdę chciał się na to pisać.
— Okej, ale robisz to na własną odpowiedzialność — wycedziła, po czym wbiła palec wskazujący w jego klatkę piersiową. — żebyś potem nie mówił, że cię nie ostrzegałam — czuła gdzieś podskórnie, że Galen jeszcze pożałuje, że ją tam zabrał. Że będzie pluł sobie w brodę, kiedy przyniesie mu wstyd przy wyniosłīch rodzicach, ale przecież to już wtedy nie był jej problem. Bo ona chociaż na zewnątrz zgrywała ledwo co zdecydowaną, tak w rzeczywistości naprawdę się cieszyła na ten wyjazd. Parker nigdy nie była za granica, ba, ona nawet samolotem nigdy nie leciała, wiec sam fakt wyjazdu do Europy bardzo ją ekscytował. A zaraz jeszcze Wyatt wspomniał o zakupach i chociaż w pierwszej chwili chciała powiedzieć, że chyba go pojebało, tak spojrzała na niego wymownie.
— Zakupy? — jej brwi naturalnie uniosły się ku górze. — Czyli co, kupisz mi jakieś ładne łaszki, żebym dobrze się prezentowała przed twoją matką wywłoką? — dopytała, czując jak na twarz wkrada się uśmiech. Pewnie nie powinna go tak wykorzystywać, ale skoro sam zaproponował. — No i zajebiscie — tak pięknie to wszystko podsumowała. Mogła się z nim sprzeczać, ale po co. Nadarzyła się okazja, żeby przez jeden weekend była kimś innym, weszła do zupełnie innego świata i miała zamiar z tego skorzystać. Złapać okazje, póki była dostępna. Może nawet podyskutowaliby coś więcej, ale zaraz na górze zjawiła się Claudia, wykrzykując jej imię. Trzeba było się zbierać, nawet jeśli sama z siebie chciałaby tu przesiedzieć z Galenem jeszcze cały wieczór.
— To jesteśmy umówieni — dodała jeszcze na odchodne, zatrzymując się w drzwiach i spojrzała na niego przelotnie. Niesamowite. Pierwszy raz faktycznie się na coś umówili, a nie zostawiali temu przypadkowi. Tylko teraz należało zadać sobie pytanie, czy wszechświat im to wybaczy, że zabrali decyzyjność z jego rąk. Czas pokaże.

Galen L. Wyatt
K O N I E C