We're all born naked and the rest is drag
: pn cze 01, 2026 8:38 am
Po historii mogła spodziewać się wszystkiego. Niestety. Teddy widziała ją w najlepszych i najgorszych momentach jej życia. Byłaby w stanie pewnie zabawiać wszystkich anegdotami do białego rana, wybierając tylko takie, w których robi z nich kompletne wariatki. Miała nadzieję, że jednak nieco się powściągnie i nie wybierze tych skrajnie idiotycznych, a prędzej jakieś, w których chociaż jedna z nich wyjdzie na niesamowicie wspaniałą, fajną, dzielną i zabawną. Albo na chociaż jedną z tych.
Z początku niespecjalnie rozumiała, o czym Teddy opowiada. Zmarszczyła brwi i przysłuchiwała się z uwagą opowieści, podobnie jak wszyscy pozostali przy stoliku. Nie mogła sobie przypomnieć tej imprezy, ani tej dziewczyny. Zlewały jej się z dziesiątkami innych. Z każdym kolejnym słowem obraz stawał się bardziej klarowny, a zakończenie coraz bardziej konkretne. Gdyby opowiadała to sama, pewnie ujęłaby to nieco innymi słowami. Strażaczka odpuściła sobie wiele istotnych szczegółów, które mogłyby sprawić, że April nie wyjdzie na skończoną wariatkę. Tylko na pół wariatki na przykład. Nie chciała jej jednak przerywać. Właściwie nie dostała do tego wielu okazji, bo gdy tylko otworzyła usta, by zaprotestować na temat potencjalnej przemocy, narzeczona ją przegadała, twardo stając przy swoim. Finch westchnęła ciężko, dając jej po prostu dokończyć. Wiedziała, że w tym momencie pewnie i tak już jest stracona.
— Eskalacja przemocy to ostatnie, o co cię podejrzewałem. — Liam zmierzył ją uważnym spojrzeniem, jakby faktycznie odkrył coś nowego na temat szefowej i musiał sobie teraz na tej podstawie zbudować na nowo jej wizerunek w głowie.
— Bo spędzasz z nią za mało czasu. Zdarzyło jej się wierzyć za bardzo w siebie, a za mało na przykład w historię relacji laski, z którą właśnie rozmawia. — Emma odezwała się, zanim April w ogóle zdążyła wymyślić jakąś ripostę. Spojrzała na przyjaciółkę wyraźnie rozbawiona jej skołowaniem. Dobrze, że przy Burnett nie przytrafiła jej się aż taka pokopana sytuacja, bo pewnie byłaby już w połowie kompromitującej opowieści.
—Ale że była taka podobna do Teddy i byłaś gotowa dostać za nią w twarz? Jakież to romantyczne! Mówiłam ci przecież, że jesteście zapisane sobie w gwiazdach — odezwała się Flavia, patrząc na April z wielkim triumfem. Wypięła pierś do przodu i sięgnęła po swojego morderczego drinka, z którego upiła kilka łyków, a powieka nawet jej nie drgnęła. To dopiero był chlor.
— Mówiłaś też, że Teddy będzie chciała... — zaczęła Finch, chcąc się jakoś odszczekać tej pokręconej horoskopiarze, bo tego tylko brakowało, by taka wariatka uznała nagle, że jej chore domysły mają coś wspólnego z prawdą.
— Szkoda, że mu nie dałaś w mordę. No wiesz, tak dla zasady — przerwał jej Jasper, zwracając się bezpośrednio do strażaczki. Był jakiś nakręcony i złakniony krwi. Liczył na dużo bardziej brutalny koniec tej opowieści. Pewnie ten szatański drink, którego dostał przed momentem, wywoływał w nim takie pokręcone instynkty.
— Ja wiedziałam, że nie masz żadnych świętości, ale żeby latać za zajętymi? — Franky pokręciła głową z politowaniem. Finch obróciła się od razu w jej stronę, chcąc bronić własnego honoru. Teraz jeszcze wszyscy wezmą ją za puszczalską, no ładnie! Chociaż za taką pewnie mieli od dawna.
— Po pierwsze, za nikim nie latałam, po prostu rozmawiałyśmy. Po drugie, słowem nie wspomniała, że to był jej facet. Uznałam, że po prostu wyjątkowo natrętny kumpel, któremu coś się bardzo wydaje. A po trzecie, wpatrywała się we mnie jak w obrazek i gdyby koleś zjawił się kwadrans później, byłby singlem — wybroniła się, próbując brzmieć na przekonaną o własnych racjach, by ktokolwiek z obecnych przy stoliku chociaż rozważył próbę zaufania jej. Ekipa nie wyglądała na w pełni przekonaną, Jasper chyba nawet jej nie słuchał, bo wpatrywał się intensywnie w jakiegoś faceta w stroju marynarza, który stał przy barze. Finch nabrała powietrza, chcąc jeszcze coś dodać, ale odpuściła. Nie będzie kopać leżącego, czyli samej siebie.
— Czyli wychodzi na to, że musiałaś ją sobie przez te wszystkie lata wychować, zanim się oświadczyłaś? — Burnett spojrzała na strażaczkę z rozbawieniem. Znały się z April od studiów, więc nie miała nawet okazji obserwować z boku tej spokojniejszej wersji Finch. Właściwie dopiero teraz mogła dostrzec, że przyjaciółka może jest niestabilna emocjonalnie, ale ma złote serce.
Jaka majówka? Nic nie pamiętam. Spałem, leżałem w dziwnych miejscach
Z początku niespecjalnie rozumiała, o czym Teddy opowiada. Zmarszczyła brwi i przysłuchiwała się z uwagą opowieści, podobnie jak wszyscy pozostali przy stoliku. Nie mogła sobie przypomnieć tej imprezy, ani tej dziewczyny. Zlewały jej się z dziesiątkami innych. Z każdym kolejnym słowem obraz stawał się bardziej klarowny, a zakończenie coraz bardziej konkretne. Gdyby opowiadała to sama, pewnie ujęłaby to nieco innymi słowami. Strażaczka odpuściła sobie wiele istotnych szczegółów, które mogłyby sprawić, że April nie wyjdzie na skończoną wariatkę. Tylko na pół wariatki na przykład. Nie chciała jej jednak przerywać. Właściwie nie dostała do tego wielu okazji, bo gdy tylko otworzyła usta, by zaprotestować na temat potencjalnej przemocy, narzeczona ją przegadała, twardo stając przy swoim. Finch westchnęła ciężko, dając jej po prostu dokończyć. Wiedziała, że w tym momencie pewnie i tak już jest stracona.
— Eskalacja przemocy to ostatnie, o co cię podejrzewałem. — Liam zmierzył ją uważnym spojrzeniem, jakby faktycznie odkrył coś nowego na temat szefowej i musiał sobie teraz na tej podstawie zbudować na nowo jej wizerunek w głowie.
— Bo spędzasz z nią za mało czasu. Zdarzyło jej się wierzyć za bardzo w siebie, a za mało na przykład w historię relacji laski, z którą właśnie rozmawia. — Emma odezwała się, zanim April w ogóle zdążyła wymyślić jakąś ripostę. Spojrzała na przyjaciółkę wyraźnie rozbawiona jej skołowaniem. Dobrze, że przy Burnett nie przytrafiła jej się aż taka pokopana sytuacja, bo pewnie byłaby już w połowie kompromitującej opowieści.
—Ale że była taka podobna do Teddy i byłaś gotowa dostać za nią w twarz? Jakież to romantyczne! Mówiłam ci przecież, że jesteście zapisane sobie w gwiazdach — odezwała się Flavia, patrząc na April z wielkim triumfem. Wypięła pierś do przodu i sięgnęła po swojego morderczego drinka, z którego upiła kilka łyków, a powieka nawet jej nie drgnęła. To dopiero był chlor.
— Mówiłaś też, że Teddy będzie chciała... — zaczęła Finch, chcąc się jakoś odszczekać tej pokręconej horoskopiarze, bo tego tylko brakowało, by taka wariatka uznała nagle, że jej chore domysły mają coś wspólnego z prawdą.
— Szkoda, że mu nie dałaś w mordę. No wiesz, tak dla zasady — przerwał jej Jasper, zwracając się bezpośrednio do strażaczki. Był jakiś nakręcony i złakniony krwi. Liczył na dużo bardziej brutalny koniec tej opowieści. Pewnie ten szatański drink, którego dostał przed momentem, wywoływał w nim takie pokręcone instynkty.
— Ja wiedziałam, że nie masz żadnych świętości, ale żeby latać za zajętymi? — Franky pokręciła głową z politowaniem. Finch obróciła się od razu w jej stronę, chcąc bronić własnego honoru. Teraz jeszcze wszyscy wezmą ją za puszczalską, no ładnie! Chociaż za taką pewnie mieli od dawna.
— Po pierwsze, za nikim nie latałam, po prostu rozmawiałyśmy. Po drugie, słowem nie wspomniała, że to był jej facet. Uznałam, że po prostu wyjątkowo natrętny kumpel, któremu coś się bardzo wydaje. A po trzecie, wpatrywała się we mnie jak w obrazek i gdyby koleś zjawił się kwadrans później, byłby singlem — wybroniła się, próbując brzmieć na przekonaną o własnych racjach, by ktokolwiek z obecnych przy stoliku chociaż rozważył próbę zaufania jej. Ekipa nie wyglądała na w pełni przekonaną, Jasper chyba nawet jej nie słuchał, bo wpatrywał się intensywnie w jakiegoś faceta w stroju marynarza, który stał przy barze. Finch nabrała powietrza, chcąc jeszcze coś dodać, ale odpuściła. Nie będzie kopać leżącego, czyli samej siebie.
— Czyli wychodzi na to, że musiałaś ją sobie przez te wszystkie lata wychować, zanim się oświadczyłaś? — Burnett spojrzała na strażaczkę z rozbawieniem. Znały się z April od studiów, więc nie miała nawet okazji obserwować z boku tej spokojniejszej wersji Finch. Właściwie dopiero teraz mogła dostrzec, że przyjaciółka może jest niestabilna emocjonalnie, ale ma złote serce.
Jaka majówka? Nic nie pamiętam. Spałem, leżałem w dziwnych miejscach