detrás de las puertas cerradas
: śr cze 03, 2026 1:39 pm
Z tym wszystkim, co Madox przeszedł w swoim życiu, wcale nie można było powiedzieć, że miał łatwiej w kwestii rodziców, bo chociaż ich znał, to przecież to właśnie przez nich przeszedł przez prawdziwe piekło. Oboje mieli ciężko, szczególnie jako dzieci, każde z innych powodów. A jednak, można powiedzieć, że on był w o tyle lepszej sytuacji, że odcięcie się od rodziców było w pewnym stopniu jego świadomym wyborem. Wiedział, co zrobił ojciec, jakie był i to do niego należała decyzja, gdyby chciał go jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. To samo tyczyło się z matką, jakby źle nie było, to jednak miał ten pieprzony telefon i mógł się do niej odezwać, gdyby tylko chciał. Pilar nie mogła tego wyboru. Nigdy go nie miała. Został jej odebrany zanim nawet potrafiła kurwa myśleć i mówić. Dla niej to nie była kwestia kochać albo nie kochać, bo co kurwa, wobec czego ona miała mieć jakieś emocje, powietrza? Ani znała ani jednego ani drugiego, nienawidziła ich za to, co jej zrobili, ale przecież jak można nienawidzieć kogoś, kto nawet nie istnieje, kogo nigdy nie widziało się na oczy? Cóż, teraz przynajmniej miała w głowie jakąś twarz, a fakt, że sama wyglądała prawie jeden do jednego jak własną matka… jeszcze bardziej wszystko komplikował w jej głowie.
Tak samo jak te wszystkie myśli, które krążyły wokół jej głowy. Czy człowiek, który zginął w wypadku mógł być jej ojcem? Jaka była ich relacja? Kochali się? Czy starsza kobieta wiedziała co Sofia zamierzała zrobić z dzieckiem, skoro tak bardzo wytykała jej to całe dlaczego to zrobiłaś? Czy ktoś jej tego odradzał? Tylko czemu kurwa je w końcu oddała, skoro mieli taką obszerną rodzinę i w tym wszystkim matkę Luciano. Czemu to ona jej nie wzięła? Pytania tylko mnożyły się w jej głowie, a w tym wszystkim była jeszcze ta cała akcja z Galenam Wyattem.
Widziała po Madoxie, że mu się to podobało, że nie chciał, żeby się z nim widziała. Ale co ona mogła zrobić? Miała odpuścić? Przecież oni kurwa nigdy nie odpuszczali. A już na pewno nie w takim momencie, kiedy w końcu, po trzydziestu latach miała jakieś namacalne ślady. Oczywiście nie wymagała od niego, że ją zrozumie, ale liczyła, że chociaż trochę spróbuje. Czuła jego wsparcie, to jak układał dłoń na jej udzie, jak muskał kiedy tylko mógł jej plecy, dodając otuchy, ciągle przypominając jej, że był. Był z nią, niezależnie od tego, co by się nie działo i Pilar jeszcze kiedy Emilio ubierał na szybko buty, żeby jechać nad jezioro, rozczuliła się nad Madoxem spokojnie z dwa razy. Te wszystkie emocje związane z rodziną były dla niej zupełnie nowe i… ciężkie jakby na to nie patrzeć. Powoli trawiła to wszystko w głowie. Dopiero gdy objął ją ramieniu w drodze do auta i zagadał, że może trzeba podpytać Almy o te listy, Stewart skinęła głową.
— Koniecznie — zgodziła się z nim bez większej dyskusji. — Najlepiej jebnąć jej nimi na stół i przejść prosto do rzeczy — tak jak oni zresztą robili najlepiej — od razu przechodzić do samego sedna. Nie było co owijać, podpytywać, tylko należało postawić ją przed faktem dokonanym. Alma nie mogła mieć przed nimi tajemnic, a tym bardziej tak dużych, jak to, że ktoś jej grozi i domaga się pieniędzy. Musieli jeszcze dzisiaj z nią porozmawiać, ale ostatnie pół godziny postanowili wykorzystać nad pobliskim jeziorem.
Stewart przyjęła kluczyki i władowała się do samochodu. Oczywiście trzy razy sprawdziła, czy Emilio dobrze się zapiął i coś pomarudziła o tym, jak duży jest mandat za jazdę z dzieckiem bez fotelika, ale finalnie ruszyła z miejsca, wyglądając w tylnym lusterku, jak jej mężczyzna tuli swojego psa na tylnej kanapie. A potem jeszcze musieli się nasłuchać o wszystkich kolegach Emilio i tym, że jakby Pilar była młodsza albo on starszy, to chciałby ją mieć za dziewczynę. Pilar oczywiście mu nagadała, że na pewno spotka jakąś super i jeszcze miał na to bardzo dużo czasu, tylko wtedy dowiedzieli się, że…
— Dziewczyny które znam są głupie — mruknął niezadowolony, krzyżując ręce na piersi i malując grymas na twarzy. — A najgłupsza ze wszystkich to jest Ruby — przewrócił tymi swoimi małymi, ciemnymi oczami. — Zawsze chce ze mną włazić po drzewach, kiedy ja chce z chłopakami. A ostatnio to rzuciła we mnie robakiem, jak jej powiedziałem, że ma brzydkie warkocze — nawijał jak najęty, ewidentnie zniesmaczony zachowaniem koleżanki, ale akurat Pilar podniosła spojrzenie na Madoxa w tylnym lusterku i popatrzyła na niego porozumiewawczo. Bo to jednak brzmiało, jak bardzo mocny potencjał na fajną relację, tylko trochę nie umieli się dotrzeć.
— A czemu nie chcesz, żeby wchodziła z wami po drzewach? — zagadała go, parkując na o dziwo opustoszałym parkingu. — Dziewczyny też umieją się super wspinać.
— Na pewno nie! — rzucił pewny siebie Emilio i już odpinał pas, żeby wypiec z auta. — Na pewno nie tak super jak ja!!!!! — wykrzyczał, a w następnej chwili już doskoczył do jego drzewa kilka metrów od nich i spróbował się na nie wspiąć. Pilar pokręciła głową, a na słowa Noriegi tuż do jej ucha ryknęła głośnym śmiechem.
— Wole używać szarej taśmy akurat do innych rzeczy — spojrzała na niego wymownie, na krótki moment wracając do ich pierwszego spotkania po Medellin, kiedy Noriega został postrzelony (o ironio przez inną głupią Ruby), a ona musiała go całego zakleić. — Chociaż kawałek na niego może by się znalazł — ale przecież nie mieli jej przy sobie.
Mieli za to przepiękny zachód słońca na horyzoncie i delikatne, pomarańczowe promienie słońca, które przedzierały się przez wysokie drzewa i odbijały w tafli jeziora, które mieli przed sobą. Przed nimi znalazła się też kupa, z którą chłopaki poradzili sobie śpiewająco.
Pilar przeszła na lekko kamienną plażę, rozglądając się dookoła. O dziwo dookoła nie było żywej duszy. Jedynie gdzieś w oddali ktoś pływał na niewielkiej, rybackiej łódeczce. W pierwszej chwili chciała znaleźć sobie miejsce na przypadkowym pniu, torche pomyśleć, może nawet zgarnąć z tylnej kieszeni ten skrawek gazety i jeszcze na niego… popatrzeć, ale Emilio już zaskoczył z kolejnego drzewa i zaczął rzucać Sombrze patyk do wody. Szkoda tylko, że pierś znudził się po całych trzech razach.
— Ej a umiecie robić kaczki?! Takie no wiecie z kamyków? — zagadał ich nim zdążyli cokolwiek chociażby do siebie powiedzieć. — Bo ja to jestem w tym MISTRZEM! — jak we wszystkim innym, o czym dzisiaj rozmawiali.
— No pewnie, że umiemy — Pilar odpowiedziała za ich obojga, spoglądając na Madoxa z rozbawieniem. — A Madox to w ogóle wygrał kiedyś konkurs rzucania kaczek w parku.
— SERIO??!!? — łapała jak z nut, ale przecież dzieci kochały takie historie, a ona… no nie mogła się powstrzymać, bo to przecież znaczyło, że lada moment… — Ej Madox pokaż jak rzucasz!! — nadejdzie ta chwila. Tylko nie spodziewała się, że wraz z nią i ona zostanie przywołana. — Pilar na co czekasz? Zrobimy sobie konkurs — no oczywiście. Nie miała wybory, musiała do nich podejść i zaraz nachylała się z głośnym nie macie szans na ustach, szukając jakiegoś odpowiedniego kamienia. Wiedziała, że musiał być płaski, ale to w sumie tyle się znała. Coś tam niby znalazła, a potem każdy z nich rzucał po trzy razy. Stewart najwięcej zrobiła całe TRZY skoki kamieniem, Madox pierwszym to nawet nie trafił w wodę, ale za to ostatnim strzelił popisowe sześć. Za to Emilio faktycznie okazał się mistrzem, bo jakimś cudem udało mu się nawet siedem. — A-HA! Mówiłem, że jestem najlepszy!!! A może teraz z pomostu?! — zaproponował i nim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć albo się ruszyć, chłopczyk już pobiegł na pomost z kamieniami zapakowanymi w zwiniętą koszulkę.
— Ja pierdole, skąd on ma tyle energii — mruknęła w końcu do Noriegi, kręcąc głową z niedowierzaniem i nawet chciała go zaczepić paznokciami o kark, szarpnąć lekko jego coraz dłuże włosy, ale wtedy wybrzmiał głośny CHLUST, a kiedy spojrzeli na pomost, mogli tam zobaczyć jedynie szczekającego Sombrę.
Kurwa.
Madox A. Noriega
Tak samo jak te wszystkie myśli, które krążyły wokół jej głowy. Czy człowiek, który zginął w wypadku mógł być jej ojcem? Jaka była ich relacja? Kochali się? Czy starsza kobieta wiedziała co Sofia zamierzała zrobić z dzieckiem, skoro tak bardzo wytykała jej to całe dlaczego to zrobiłaś? Czy ktoś jej tego odradzał? Tylko czemu kurwa je w końcu oddała, skoro mieli taką obszerną rodzinę i w tym wszystkim matkę Luciano. Czemu to ona jej nie wzięła? Pytania tylko mnożyły się w jej głowie, a w tym wszystkim była jeszcze ta cała akcja z Galenam Wyattem.
Widziała po Madoxie, że mu się to podobało, że nie chciał, żeby się z nim widziała. Ale co ona mogła zrobić? Miała odpuścić? Przecież oni kurwa nigdy nie odpuszczali. A już na pewno nie w takim momencie, kiedy w końcu, po trzydziestu latach miała jakieś namacalne ślady. Oczywiście nie wymagała od niego, że ją zrozumie, ale liczyła, że chociaż trochę spróbuje. Czuła jego wsparcie, to jak układał dłoń na jej udzie, jak muskał kiedy tylko mógł jej plecy, dodając otuchy, ciągle przypominając jej, że był. Był z nią, niezależnie od tego, co by się nie działo i Pilar jeszcze kiedy Emilio ubierał na szybko buty, żeby jechać nad jezioro, rozczuliła się nad Madoxem spokojnie z dwa razy. Te wszystkie emocje związane z rodziną były dla niej zupełnie nowe i… ciężkie jakby na to nie patrzeć. Powoli trawiła to wszystko w głowie. Dopiero gdy objął ją ramieniu w drodze do auta i zagadał, że może trzeba podpytać Almy o te listy, Stewart skinęła głową.
— Koniecznie — zgodziła się z nim bez większej dyskusji. — Najlepiej jebnąć jej nimi na stół i przejść prosto do rzeczy — tak jak oni zresztą robili najlepiej — od razu przechodzić do samego sedna. Nie było co owijać, podpytywać, tylko należało postawić ją przed faktem dokonanym. Alma nie mogła mieć przed nimi tajemnic, a tym bardziej tak dużych, jak to, że ktoś jej grozi i domaga się pieniędzy. Musieli jeszcze dzisiaj z nią porozmawiać, ale ostatnie pół godziny postanowili wykorzystać nad pobliskim jeziorem.
Stewart przyjęła kluczyki i władowała się do samochodu. Oczywiście trzy razy sprawdziła, czy Emilio dobrze się zapiął i coś pomarudziła o tym, jak duży jest mandat za jazdę z dzieckiem bez fotelika, ale finalnie ruszyła z miejsca, wyglądając w tylnym lusterku, jak jej mężczyzna tuli swojego psa na tylnej kanapie. A potem jeszcze musieli się nasłuchać o wszystkich kolegach Emilio i tym, że jakby Pilar była młodsza albo on starszy, to chciałby ją mieć za dziewczynę. Pilar oczywiście mu nagadała, że na pewno spotka jakąś super i jeszcze miał na to bardzo dużo czasu, tylko wtedy dowiedzieli się, że…
— Dziewczyny które znam są głupie — mruknął niezadowolony, krzyżując ręce na piersi i malując grymas na twarzy. — A najgłupsza ze wszystkich to jest Ruby — przewrócił tymi swoimi małymi, ciemnymi oczami. — Zawsze chce ze mną włazić po drzewach, kiedy ja chce z chłopakami. A ostatnio to rzuciła we mnie robakiem, jak jej powiedziałem, że ma brzydkie warkocze — nawijał jak najęty, ewidentnie zniesmaczony zachowaniem koleżanki, ale akurat Pilar podniosła spojrzenie na Madoxa w tylnym lusterku i popatrzyła na niego porozumiewawczo. Bo to jednak brzmiało, jak bardzo mocny potencjał na fajną relację, tylko trochę nie umieli się dotrzeć.
— A czemu nie chcesz, żeby wchodziła z wami po drzewach? — zagadała go, parkując na o dziwo opustoszałym parkingu. — Dziewczyny też umieją się super wspinać.
— Na pewno nie! — rzucił pewny siebie Emilio i już odpinał pas, żeby wypiec z auta. — Na pewno nie tak super jak ja!!!!! — wykrzyczał, a w następnej chwili już doskoczył do jego drzewa kilka metrów od nich i spróbował się na nie wspiąć. Pilar pokręciła głową, a na słowa Noriegi tuż do jej ucha ryknęła głośnym śmiechem.
— Wole używać szarej taśmy akurat do innych rzeczy — spojrzała na niego wymownie, na krótki moment wracając do ich pierwszego spotkania po Medellin, kiedy Noriega został postrzelony (o ironio przez inną głupią Ruby), a ona musiała go całego zakleić. — Chociaż kawałek na niego może by się znalazł — ale przecież nie mieli jej przy sobie.
Mieli za to przepiękny zachód słońca na horyzoncie i delikatne, pomarańczowe promienie słońca, które przedzierały się przez wysokie drzewa i odbijały w tafli jeziora, które mieli przed sobą. Przed nimi znalazła się też kupa, z którą chłopaki poradzili sobie śpiewająco.
Pilar przeszła na lekko kamienną plażę, rozglądając się dookoła. O dziwo dookoła nie było żywej duszy. Jedynie gdzieś w oddali ktoś pływał na niewielkiej, rybackiej łódeczce. W pierwszej chwili chciała znaleźć sobie miejsce na przypadkowym pniu, torche pomyśleć, może nawet zgarnąć z tylnej kieszeni ten skrawek gazety i jeszcze na niego… popatrzeć, ale Emilio już zaskoczył z kolejnego drzewa i zaczął rzucać Sombrze patyk do wody. Szkoda tylko, że pierś znudził się po całych trzech razach.
— Ej a umiecie robić kaczki?! Takie no wiecie z kamyków? — zagadał ich nim zdążyli cokolwiek chociażby do siebie powiedzieć. — Bo ja to jestem w tym MISTRZEM! — jak we wszystkim innym, o czym dzisiaj rozmawiali.
— No pewnie, że umiemy — Pilar odpowiedziała za ich obojga, spoglądając na Madoxa z rozbawieniem. — A Madox to w ogóle wygrał kiedyś konkurs rzucania kaczek w parku.
— SERIO??!!? — łapała jak z nut, ale przecież dzieci kochały takie historie, a ona… no nie mogła się powstrzymać, bo to przecież znaczyło, że lada moment… — Ej Madox pokaż jak rzucasz!! — nadejdzie ta chwila. Tylko nie spodziewała się, że wraz z nią i ona zostanie przywołana. — Pilar na co czekasz? Zrobimy sobie konkurs — no oczywiście. Nie miała wybory, musiała do nich podejść i zaraz nachylała się z głośnym nie macie szans na ustach, szukając jakiegoś odpowiedniego kamienia. Wiedziała, że musiał być płaski, ale to w sumie tyle się znała. Coś tam niby znalazła, a potem każdy z nich rzucał po trzy razy. Stewart najwięcej zrobiła całe TRZY skoki kamieniem, Madox pierwszym to nawet nie trafił w wodę, ale za to ostatnim strzelił popisowe sześć. Za to Emilio faktycznie okazał się mistrzem, bo jakimś cudem udało mu się nawet siedem. — A-HA! Mówiłem, że jestem najlepszy!!! A może teraz z pomostu?! — zaproponował i nim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć albo się ruszyć, chłopczyk już pobiegł na pomost z kamieniami zapakowanymi w zwiniętą koszulkę.
— Ja pierdole, skąd on ma tyle energii — mruknęła w końcu do Noriegi, kręcąc głową z niedowierzaniem i nawet chciała go zaczepić paznokciami o kark, szarpnąć lekko jego coraz dłuże włosy, ale wtedy wybrzmiał głośny CHLUST, a kiedy spojrzeli na pomost, mogli tam zobaczyć jedynie szczekającego Sombrę.
Kurwa.
Madox A. Noriega