Strona 3 z 5
bend me, break me anyway you need me
: sob cze 06, 2026 10:22 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Powinny na nowo wyrysować znajdującą się między nimi linię i odciąć się od tych drobnostek będących domeną zwykłych ludzi. W końcu nie były normalnymi sypiającymi ze sobą osobami. Były artystką oraz jej muzą, czy może raczej: obsesją. Nie wypadało zatem, aby aż tak się z sobą spoufalały. Niemalże jakby były parą lub kimś kto znajdował się w bardziej funkcjonalnej relacji.
Tak trudno było jej jednak się od niej oderwać. Mogła obserwować to jak River zgięta rozkoszą pada przed nią na kolana, a jednak z jakiegoś powodu z tego zrezygnowała. Może i była to niebezpieczna praktyka, ale w ten sposób była w stanie o wiele wyraźniej poczuć każde drżenie zmęczonych mięśni oraz powolną zmianę w oddechu, który stopniowo wracał do normy. Dopiero wtedy mogła w pełni ocenić jak silnie działała na ciało rysowniczki.
- Mogę tak w nieskończoność - zapewniła ją z pewnym rozbawieniem, bo wróciły raz jeszcze do tych swoistych wyzwań.
Dlatego też bez zawahania spojrzała głęboko w oczy swojej artystki, co mogło być niezwykle ryzykowne. W końcu nie raz przekonała się już o tym jak destrukcyjną siłę przyciągania posiadały. Potrafiły ją zniewolić w przeciągu kilku sekund. Z drugiej strony: czy nie ustaliły już tego jak bardzo Rue pociągało ryzyko?
- Zgadza się. Miałaś mi ich pokazać więcej - przypomniała, bo pomimo tych wszystkich wrażeń doskonale pamiętała w jakim momencie przerwały swoją rozmowę.
Nie mogła porzucić okazji, aby móc podziwiać kolejne dzieła Cross, których tematem przewodnim była jej obsesja na punkcie tanatopraktorki. Musiała je obejrzeć i zobaczyć czy były równie dobre jak obraz. Nawet jeśli szkice bywały bardziej nieokrzesane i surowe w swoim charakterze.
- Och, to był jakiś plan wieczoru? - zapytała, zsuwając się ze stołu z jej pomocą. - I jednak chcesz uszyć tę obrożę?
Przez moment zastanawiała się czy powinna może już wciągnąć na siebie jakieś ubrania, aby nie kręcić się nago po mieszkaniu, ale zanim zdołała podjąć decyzję w tej kwestii, River już pociągnęła ją do miejsca, gdzie znajdowało się jej biurko.
Usiadła na wskazanym krześle i poczekała na to, aż dostanie odpowiedni szkicownik. Był to ten sam, który już kilkukrotnie miała w swoich dłoniach. Pamiętała doskonale rysunki, które się tam znajdowały, ale i tak nie mogła sobie odmówić, aby ponownie nie przyjrzeć im się uważnie.
Za każdym razem, gdy widziała sztukę Cross coś wywracało się w jej wnętrzu. Ściskała ją cała gama różnorakich emocji. Był w tym na pewno podziw, poczucie niepokoju przy pewnych szkicach utrzymanych w bardziej pokręconej czy mrocznej konwencji, ale poza tym po jej ciele rozlewała się mieszanka podniecenia oraz dumy z tego, że to właśnie z niej dziewczyna uczyniła swoje dzieło.
Widziała wyraźną inspirację ich ostatnią wspólną nocą. Dłonie wbijały się w jej ciało, rozrywały ją i otwierały jakby chciały znaleźć się naprawdę w jej wnętrzu. Całość też była swoistą lekcją anatomii niczym ta od doktora Tulpa.
Z zafascynowaniem śledziła kolejne linie na papierze, powoli przewracając kartki. Przez chwilę miała wrażenie jakby czuła na sobie gorący wosk spływający na skórę wraz z kolejnymi drobnymi pocałunkami River, które miały ją rozproszyć i oderwać od podziwiania szkiców, które ożywały w jej głowie.
- Nie miałaś przypadkiem zająć się szyciem? - zapytała, odwracając się w kierunku rysowniczki, aby móc chwycić ją za kark i przyciągnąć do powolnego pocałunku.
Nic więcej nie było jej w tej chwili potrzebne. Miała też nadzieję, że nie będzie musiała tłumaczyć swojego zachwytu każdym poszczególnym szkicem. Musiała na pewno poczuć to, że była naprawdę pod wrażeniem tego wszystkiego, co udało jej się stworzyć pod wpływem tej jednej nocy, gdy sięgnęła po całą gamę rekwizytów, które miały urozmaicić im wspólną noc.
River Cross
bend me, break me anyway you need me
: pn cze 08, 2026 10:06 am
autor: River Cross
— W sumie racja, plan wieczoru rozpadł się już dawno temu. Nie ty miałaś dzisiaj jęczeć moje imię. — Machnęła lekceważąco ręką. Wszystkie jej pomysły runęły z hukiem, gdy tylko usłyszała obok siebie głos Ruelle. Nie, chwila, co? Dużo później. Dopiero wtedy, gdy ją pocałowała, bezczelnie wręcz wymuszając kontakt. O, to brzmiało dużo lepiej i godniej dla River. Nie miała żadnych powodów, by narzekać, że jej plany uległy takiej zmianie i teraz musiała (heh) szyć na bieżąco. Nie zmienia to jednak faktu, że przypominanie Prescott o istnieniu Blair i innych osób jej pokroju weszło już w poczet ulubionych rozrywek Cross i na pewno na długo tam zostanie. Nie ma szans, by to znudziło jej się szybko.
Nie potrafiła się dzisiaj od niej oderwać. Bardziej niż zazwyczaj. To i tak nigdy nie było proste, ale teraz miała wrażenie, jakby coś okrutnego trzymało ją twardo za kark i przysuwało w zasięg pola grawitacyjnego Prescott. Na pewno dałaby radę z tym wygrać, bo przecież Cross w swoim mniemaniu zawsze ostatecznie wygrywa, ale może tym razem sobie odpuści? Lubiła przecież testować nowe rzeczy, a odpuszczanie byłoby dla niej czymś totalnie niespotykanym!
— Mhm — mruknęła tylko, potwierdzając, że miała zająć się szyciem. Wciąż miała w głowie plan na skonstruowanie perfekcyjnej obroży, ale ona mogła przecież poczekać, a kolejne pocałunki najwyraźniej nie. Rozumiała, że to komplement dla jej twórczości, więc czemu miałaby ich sobie odmawiać? Oczekiwała aplauzów po wszystkim, co robiła, a skoro Prescott nie miała zamiaru tworzyć peanów na jej cześć, to musiało jej to wystarczyć. Odsunęła się nieznacznie, by być w stanie spojrzeć jej w oczy. Zastygła tak na dłuższą chwilę. Pewnie byłaby w stanie trwać tak do rana, ale w międzyczasie mogłyby ją rozboleć plecy od tej niewygodnej pozycji. Dawała się jej dzisiaj całkowicie pochłaniać. Nie szukała żadnego ratunku, nie chciała kół ratunkowych. Mogła zatapiać się w ciemnych oczach swojej modelki i grzecznie dawać oblepiać się gęstemu pożądaniu, które się w nich czaiło. Na wargach artystki pojawił się wreszcie półuśmiech, który zazwyczaj zwiastował pojawienie się w jej głowie stosu nowych, obscenicznych pomysłów. Nie była pewna, czy wgapiała się w nią godzinami czy może minęło tylko kilkadziesiąt sekund. Wszystko jedno.
— Wyglądasz doskonale, kiedy pożerasz wzrokiem samą siebie, wiesz? — rzuciła jeszcze, zanim się wyprostowała i odkleiła od krzesła. Obolałe nadgarstki od obsesyjnego rysowania zdecydowanie były warte tego widoku. Chciała działać, póki wciąż była nabuzowana po otrzymanym i dostarczonym orgazmie.
Najpierw jednak musiała się ogarnąć. Nie lubiła pracować nago, w jej profesji nikt nie doceniał jej za to dodatkowymi premiami. Niestety! Naciągnęła na siebie jakiś pierwszy lepszy świeży t-shirt i krótkie spodenki. Podeszła do jednego ze stolików, na których również leżało kilka szkicowników i książek z komiksami. Zgarnęła to wszystko i walnęła na podłogę, nie mając ochoty teraz robić z tym porządku.
— Zrobisz nam drinka? — zapytała, nurkując pod stoli, by wyjąć z niego walizę, w której trzymała maszynę do szycia. Ustawiła urządzenie na wolnym miejscu, przystawiła sobie jakiś taboret. Nie powinna pewnie zrzucać takich rzeczy na gościnię, bo to nieuprzejme. Matki nie byłby z niej dumne. Z drugiej strony, w ogóle nie traktowała Prescott jako gościa. W dziwny sposób stała się integralną częścią mieszkania, która po prostu pojawiała się tu i znikała. No i dostała bardzo proste zadanie! W lodówce nie znajdzie praktycznie nic poza rumem i Colą, które w dziwaczny sposób znalazły się tam po ich ostatniej wspólnej wizycie w barze. Alkohol był pewnie po prostu na promocji i nie miał niczego wspólnego z preferencjami Prescott. Totalnie. River w tym czasie zajęła się grzebaniem po rozmaitych szafkach i pudłach w poszukiwaniu potrzebnych materiałów. Na pewno wszystko miała, musiała tylko się do tego dogrzebać.
Kiedy wszystko, co potrzebne i wszystko, co ewentualnie może się przydać znalazło się już na wyciągnięcie ręki od zaanektowanego stolika, podeszła do Ruelle. Wcale nie przez to, że się już stęskniła. Może odrobinkę. Miała bardzo konkretny plan.
— Zbierz włosy — poleciła jej, rozwijając centymetr krawiecki. Kiedy modelka uniosła już wszystkie pasma, dając jej swobodny dostęp do szyi, artystka przełożyła przez nią cienki materiał. Przycisnęła go mocno do jej skóry, obserwując jak cienka taśma wbija się w jej ciało. To zdecydowanie nie był profesjonalny pomiar, a kolejna z dziesiątek prowokacji, które lubiła na nią zrzucać. Obserwowanie jak taśma ciasno otacza szyję Ruelle, nie odbierając jej oddechu, ale w dość wyraźny sposób zaznaczając preferencje domorosłej krawcowej, w której oczach od razu pojawił się błysk satysfakcji. Rozluźniła w końcu uścisk, skupiając się na mierzeniu, które faktycznie da jej jakiekolwiek przydatne informacje.
Ruelle I. Prescott
bend me, break me anyway you need me
: pn cze 08, 2026 4:35 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie przypuszczała, że spędzi ten wieczór w towarzystwie River. Teraz jednak z pewnością czuła swoiste ukłucie satysfakcji skoro z taką łatwością udało jej się skłonić rysowniczkę do tego, aby porzuciła wszystko dla jej towarzystwa. To tylko świadczyło o tym jak wielką władzę posiadała nad nią. Podobało jej się to. Podobnie jak sposób w jaki patrzyła na nią Cross i jak ją rysowała.
- Ale kto zrobiłby to lepiej ode mnie? - zapytała, nie mogąc sobie odpuścić tej drobnej prowokacji.
Artystka zdawała się adorować ją każdym swoim spojrzeniem. Pocałunki były niczym gorliwe wyznanie wiary. Jeszcze trochę i naprawdę byłaby skłonna uwierzyć w to, że stała się dla niej jedyną boginią. To było zbyt upajające wrażenie, ale całe szczęście czuła się tak jedynie u boku rysowniczki, gdy ta nie miała zamiaru jej degradować.
Próbowała zaspokoić tę palącą potrzebę pocałunków, odwzajemniając każdy z nich. Nie mogła zaprzeczyć temu, że sama pogrążała się w tym coraz głębiej podobnie jak rysowniczka. Nie potrafiłaby sobie odmówić tych drobnych przyjemności. Zwłaszcza, że sama nie miała zbyt wiele do roboty. To nie ona miała siąść do szycia. Była jedynie muzą, modelką i źródłem inspiracji. Jej jedynym zadaniem było trwać w mieszkaniu River i egzystować.
Ten znajomy uśmiech, który lekko rozciągnął wargi Cross, wyraźnie informował ją o tym, że w głowie rysowniczki zawitały nowe i najwyraźniej niepokojące myśli podsuwające jej miliony nowych pomysłów. Tylko, że niepokojące w ich przypadku często znaczyło tyle, co ekscytujące. Nie mogła się wprost doczekać tego, aż będzie mogła się przekonać o tym, co takiego dla niej zaplanowała rysowniczka. Wiedziała, że na pewno nie będzie tego żałować, a cokolwiek kryło się w wyobraźni River sprawi, że będzie wyjątkowo zadowolona.
- Nie robiłabym tego, gdybyś nie przedstawiała mnie tak cholernie atrakcyjnie - odmruknęła, nie odrywając wzroku od jej hipnotyzująco ciemnych oczu.
Nigdy nie umiałaby spojrzeć na siebie w taki sposób, gdyby nie twórczość River. Może i nie była dziewczyną o wielu kompleksach, ale nigdy nie poczułaby takiego podniecenia na swój widok jeśli nie miałaby przed sobą dzieł autorstwa Cross. Patrzyła jednak na wykreowaną przez nią wizję i rzeczywistość po czym stwierdzała, że sama chętnie wylądowałaby w łóżku z tą dziewczyną, która widniała na papierze. Może i nie było to zdrowe podejście, ale czy u nich jakiekolwiek takie było?
Obserwowała to chaotyczne przygotowanie do pracy. Z pewnym zawodem też przyjęła fakt, że rysowniczka wciągnęła na siebie ubranie, ale to nic... Zawsze będzie potem mogła je z niej zedrzeć. Na razie miały przed sobą krótki odpoczynek oraz proces twórczy. Niemal zaśmiała się na polecenie, które wydała jej River.
- Nie rządzisz się aby za bardzo? - zapytała, ale mimo wszystko podniosła się ze swojego krzesła i odłożywszy notes na blat, zaczęła kierować się do kuchni. - Jakieś życzenia?
Nie rozejrzała się po pomieszczeniu wyjątkowo uważnie, aby zdawać sobie sprawę jak skromne było jego zaopatrzenie. Zanim jednak zaczęła rozglądać się za alkoholem, schyliła się po koszulkę River leżącą na podłodze, aby ją na siebie wciągnąć. Była zdecydowanie za duża, ale w ten przyjemny sposób. Przynajmniej mogła poczuć się dzięki niej ubrana, bo nie było mowy o tym, aby jako jedyna poruszała się nago po mieszkaniu.
Jej uwadze nie uszło, że jedynym trunkiem w mieszkaniu zdawał się rum. W dodatku nie miała zbyt wielu opcji wymieszania go z czymkolwiek innym poza colą. Polała go zatem hojnie do dwóch szklanek wyciągniętych z szafki nad sobą i rozcieńczyła gazowanym napojem. Rozglądała się właśnie za chociażby cytryną, którą mogłaby ukroić w celu wzbogacenia tej mieszanki, gdy poczuła za sobą obecność rysowniczki.
Ton, którego wobec niej użyła powodował natychmiastowe dreszcze na skórze. Zwykle stawiała opór, ale tym razem posłusznie zebrała włosy i uniosła je, aby odsłonić kark zgodnie z wolą rysowniczki. Spodziewała się przez chwilę na skórze kolejnych pocałunków, ale zamiast tego jej szyję otoczył chłodny centymetr krawiecki. No tak. W końcu River musiała wziąć jej wymiary. Tylko, że obie zdawały sobie sprawę, że przez pewną chwilę chodziło o coś zupełnie innego.
Przełknęła ciężko ślinę, czując jak ten drobny ruch wystarczył do tego, aby materiał wpił się jeszcze mocniej w napinające się pod nim ciało. Dokładnie o to o jej chodziło. Przez moment miała ogromną ochotę odwrócić się i spojrzeć wprost w oczy River, ale zamiast tego dalej stała do niej tyłem, uwięziona pomiędzy dziewczyną a kuchennym blatem.
- Mocniej, mami - rzuciła w ramach prowokacji, słabym głosem, czekając na coś więcej.
Zamiast wzbierającego podniecenia pojawiło się jednak ukłucie zawodu, gdy tylko uścisk zelżał, a miara ułożyła się na jej szyi w sposób, który wydawał się już dużo bardziej profesjonalny.
River Cross
bend me, break me anyway you need me
: pn cze 08, 2026 5:45 pm
autor: River Cross
— Mam kilka pomysłów. Obiecuję, że przy najbliższej okazji nagram i ci podeślę. — Uśmiechnęła się przesadnie słodko, jakby rozmawiały o przepisie na babeczki, a nie jękach potencjalnych partnerów River. Może w ich świecie to się zaliczało do podobnej kategorii? Zwyczajne koleżanki faktycznie mogłyby się dzielić przepisami albo nowoodkrytymi piosenkami, ale w ich wypadku nie byłoby to zbyt... naturalne. Cross od razu założyłaby, że jest w tym podstęp. Po zjedzeniu jabłecznika z przepisu Prescott pewnie wyzionęłaby ducha, a słowa utworu pewnie byłby jakąś serią obelg albo drwin. Albo banałów – co gorsza. Cross po prostu odnotowała ten pomysł w pamięci, bo gdy tylko wypowiedziała go na głos, dotarłoby do niej, jak wyśmienity jest.
— Cieszę się, że tak bardzo kręci cię moja głowa. To jest właśnie przewaga prawdziwej sztuki nad jakąś nudną fotografią. Nie staram się w żaden sposób koloryzować własnych myśli. — Tłumaczyła to dzisiaj już drugi raz, ale całkowicie innej dziewczynie. Zupełnie jakby piekielnie lubiła gadać o sobie, no kto by się spodziewał. Żadnej z nich oczywiście nie okłamywała. Cross nigdy nie uważała, że upiększa albo pogarsza rzeczywistość, przedstawiając ją w taki, a nie inny sposób. Twardo stała przy tym, że właśnie tak to wygląda, a to, że ktoś miałt o nieszczęście, że daną rzecz widział inaczej, to ona może mu co najwyżej współczuć. Zdawała sobie sprawę, że istnieli fotografowie, którzy w podobny sposób potrafili przenieść obrazy ze swojej głowy do kadru, ale miała wrażenie, że to nieliczne wyjątki, a reszta idzie po linii najmniejszego oporu. A może po prostu była straszną snobką?
— Ej, powiedziałam "proszę"! No... mniej więcej — prychnęła rozbawiona, obserwując, jak Prescott naciąga na siebie jej koszulkę. Przypadły jej do gustu te proste rozwiązania, co najwyraźniej nie umknęło uwadze tanatopraktorki. W jej propozycji może nie było prośby wyrażonej wprost, ale sam fakt, że użyła tonu typowego dla pytania powinien zostać odnotowany i pochwalony. Naprawdę starała się zachowywać jak cywilizowana członkini społeczeństwa, a Ruelle po prostu jak zwykle tylko marudziła. Można byłoby powiedzieć, że zadowolenie jej graniczy z cudem, ale to akurat byłoby skandaliczne kłamstwo.
Powinna od razu zacząć robić porządek wśród przygotowywanych materiałów, jak uczyły ją matki, ale nigdy nie potrafiła podążać za ich ułożonym stylem pracy i bycia. Narobiła sobie chaosu, zanim jeszcze weszła w pełni w cały proces. Nie czuła się jednak zagubiona. Podświadomie wiedziała co, gdzie jest. A nawet jeśli potrzebowałaby chwili, żeby coś odkopać, to może po drodze znalazłaby coś ciekawszego, co przykułoby jej uwagę totalnym przypadkiem, a ostatecznie okazałoby się doskonałym uzupełnieniem końcowego efektu? No właśnie. Nigdy nie wiadomo.
Skupiła się na zebraniu porządnej miary. Nie byłoby żadnej zabawy w czymś, co miałoby ją poddusić od razu po założeniu. Nie po to bogowie krawiectwa wynaleźli obroże półzaciskowe, by teraz nie korzystać z tych dobrodziejstw. Skłamałaby jednak, gdyby stwierdziła, że zaangażowanie i ambicja Prescott się jej nie spodobały.
— I to niby ja jestem tą niecierpliwą? — Ostatni raz spojrzała na liczbę na centymetrze, chcąc zapamiętać obwód. Wsunęła palec między skórę dziewczyny a taśmę, rozluźniając chwyt jeszcze bardziej. Podsunęła centymetr nieco wyżej. Spokojnym, ostrożnym ruchem wyrównała materiał, który przesunął się nieznacznie, najwyraźniej utrudniając zebranie kolejnego pomiaru. Mruknęła cicho pod nosem w skupieniu potwierdzając zebrane informacje. W końcu jednak przestała udawać, że nadal ją mierzy. Wsunęła oba końce taśmy między palce i szarpnęła gwałtownie. Chciała wbić materiał w skórę tanatopraktorka, a przy okazji siłą ruchu nieco nią zachwiać i zbliżyć do siebie.
— Myślałam, że będziesz chociaż udawać, że nie podoba ci się pomysł niezdejmowania jej, póki nie pozwolę, a ty nawet nie jesteś w stanie wytrzymać, aż ci ją założę? — powiedziała cicho, muskając wargami jej skroń i napinając miarę jeszcze mocniej. To była jednak prowizorka. Prawdopodobnie bardziej się wżynało niż faktycznie odbierało tlen. Puściła ją więc i jak gdyby nigdy nic zaczęła zwijać miarkę. Obróciła się na pięcie i skierowała z powrotem w stronę maszyny, po drodze sięgając do kosza z owocami, w którym poza kilkoma paczkami orzechów wszelkiej maści leżały świeże cytryny. Zostawiła jedną na środku blatu. Usiadła z powrotem na taborecie i zajęła się spokojnym mierzeniem czarnych, skórzanych pasków, które znalazła wśród swoich materiałów.
Ruelle I. Prescott
bend me, break me anyway you need me
: pn cze 08, 2026 7:48 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Przez moment przyglądała jej się w skupieniu. Trudno było stwierdzić czy miał to być żart czy naprawdę River planowała zaciągnąć kogoś do swojego łóżka tylko po to, aby później wysyłać jej nagrania z aktu. Z drugiej strony czy na pewno byłaby zadowolona, gdyby nie mogła obserwować jej reakcji? Wystarczyłoby jej same wyobrażenie tego jak tanatopraktorka będzie odtwarzać raz za razem, targana zazdrością? Chociaż na pewno Prescott nie dałaby się porwać czemuś podobnemu.
- Powodzenia w ich realizacji - rzuciła jeszcze, spoglądając na nią wyzywająco.
Była przekonana, że nikt inny nie działał na rysowniczkę w taki sam sposób jak ona. Było to może nieco butne, ale czy nie rozstawiła sztalugi dla Ruelle chociaż z reguły tego nie robiła? Czy jej obraz nie zajmował teraz wyeksponowanego miejsca w kuchni? To był dowód na to, że pobudzała ją w wyjątkowy sposób. Zresztą dziewczyna sama to przyznawała.
- Fotografia również potrafi być mocna i poruszająca... Tylko, że trzeba więcej trudu, aby przedstawić bardziej abstrakcyjne sceny, a nie wycinku rzeczywistości oraz własną perspektywę - odparowała, bo jak zwykle nie mogły się ze sobą zgadzać.
Ostatnio już i tak były ze sobą zbyt zgodne. To było męczące. Powinny częściej wykłócać się o takie rzeczy związane ze sztuką, światopoglądem i wszystkim, co tylko nie dotyczyło tej dziwnej dynamiki znajdującej się pomiędzy nimi. Miały niby ze sobą dużo wspólnego, ale co z tego jeśli nie chciały się do tego przyznać i ciągle musiały robić sobie na złość?
- To i tak więcej niż można byłoby liczyć - rzuciła z pewnym rozbawieniem, bo ten pytający ton faktycznie nie był zbyt spotykany jeśli chodziło o River.
Zwykle przyjmowała ton rozkazujący, rzucając imperatywami, a tym razem można było to uznać jedyne za sugestię lub propozycję. Nie zamierzała jednak z tym dyskutować, bo prawda była taka, że chętnie by się napiła także mogła bez problemu przygotować drinki dla ich obu, gdy Cross powoli zajmie się swoją pracą.
Nie miała nic przeciwko drobnemu chaosowi, który panował w przestrzeni artystycznej, w której działała River. Pokazywał on jedynie to, że w jej głowie działo się naprawdę wiele. Zresztą pod pewnymi względami obie nie były uporządkowane. To chyba jednak działało na ich korzyść, patrząc na to jak wyglądała ich relacja.
Była naprawdę rozbawiona tym wszystkim. Nie mogła powstrzymać się od tego krótkiego komentarza, który mógłby pewnie wybrzmieć jak żart, gdyby nie to, że jednak trudno było jej odpowiednio zmodulować głos w momencie, gdy centymetr naciskał na jej szyję. A może chodziło o coś innego?
- Bo jesteś - mruknęła bez zawahania, trzymając głowę prosto, aby nie utrudniać rysowniczce pobrania wymiaru.
Nie spodziewała się tego, że po swoistym rozluźnieniu Cross pociągnie mocniej za krańce centymetra. Efekt był natychmiastowy. Zachwiała się i cofnęła, wpadając na stojącą za nią rysowniczkę. Odruchowo też sięgnęła jedną z dłoni do materiału, który wyjątkowo nieprzyjemnie wbijał się w jej skórę. W ostatnim momencie powstrzymała się od prób wciśnięcia palców pomiędzy własną szyję, a miarę. Jej gardło opuścił cichy dźwięk, którego nawet nie można było zakwalifikować jako jęk, a raczej jak cichy pisk. Zaskoczenie i ograniczony dopływ powietrza decydowanie miały w tym swój udział.
- Lubię cię zaskakiwać - odpowiedziała zaczepnie i odetchnęła głębiej, gdy tylko Cross już się od niej odsunęła.
Dyskretnie rozmasowała miejsce, gdzie centymetr wyjątkowo mocno wpijał się w jej skórę i sięgnęła po przeklętą cytrynę, aby wkroić ją do przygotowanych drinków. Dopiero wtedy mogła powrócić do zajmującej się obrożą River, aby z pewnym zainteresowaniem przyjrzeć się wybranym przez nią materiałom.
- Masz jeszcze jakieś życzenia? - zapytała, stawiając gdzieś w pobliżu stolika rum z colą.
Upiła łyk własnego drinka i postanowiła namierzyć swój telefon, który zapewne wciąż znajdował się w leżących na podłodze jeansach. To już chyba była pewna tradycja. Nigdzie indziej nie mogła szukać swoich rzeczy.
River Cross
bend me, break me anyway you need me
: pn cze 08, 2026 8:57 pm
autor: River Cross
Pokręciła głową przecząco, nie mając zamiaru zgodzić się z tym, co powiedziała Ruelle. Jej poglądy nie były kompletnie od czapy, ale Cross wolała usłyszeć nieco więcej i nie zgodzić się z czystej przekory. To przynajmniej była dynamika, którą obie doskonale znały i nie musiały sobie zadawać żadnych pytań z nią związanych. River byłaby w stanie podważyć nawet dane osobowe swojej rozmówczyni, byle tylko znaleźć powód do sprzeczki i móc obserwować, w jaki sposób działał jej umysł. Dobrze, że Prescott też tak bardzo lubiła mieć ostatnie słowo i zawsze dawała się wciągać w te głupie dyskusje, zamiast po prostu udawać, że Cross nie istnieje. Miałaby spokój pewnie już lata temu! Albo byłoby teraz dużo gorzej, cholera.
— Trzeba stosować sztuczki, żeby oszukiwać odbiorcę. Ale żeby w ogóle zadziały, trzeba mieć wielki talent. A skoro masz taki talent i marnujesz go na zakłamywanie rzeczywistości, to może po prostu na niego zasługujesz. Nie trawię marnotrawstwa — odpowiedziała, wypluwając ostatnie zdanie z nutą pogardy i wyższości. To akurat była prawda. Każdy, kto odkrył w sobie coś wyjątkowego, powinien zrobić wszystko, by to celebrować i pokazywać światu. Wmawianie sobie, że dany talent nie jest wystarczająco dobry, to marnotrawstwo. Ukrywanie skutków własnych myśli – również. Cross nie tolerowała ludzi, którzy mieli w sobie potencjał i go marnowali.
Niecierpliwość była jej domeną. Nigdy się jej nie wstydziła i nietrudno było zauważyć, że zmuszanie jej do czekania do jedna z gorszych krzywd, na jakie można ją skazać. Brakowało jej sporo, by osiągnąć choć częściowy stoicyzm Ruelle. Nie miała jednak zbyt wielu okazji, by uczyć się od lepszej i wyciągać wnioski. Cierpliwość tanatopraktorki w towarzystwie Cross kończyła się dużo szybciej. Wiedziała, jak wyprowadzić ją z równowagi i jak sprawić, by marzyła o kolejnym dotyku. Pod tym względem wcale nie była lepsza od River. Prychnęła tylko pogardliwie, słysząc próby zrzucenia na nią całej tej niecierpliwości.
Obserwowała z zaciekawieniem reakcję Ruelle na ten nagły atak. Nie wyglądała na przestraszoną, a to dobrze. Dała się wziąć z zaskoczenia, co z kolei było niespodzianką dla samej Cross. Po artystce powinna spodziewać się przecież wszystkiego, co najgorsze. Może była teraz jakoś dziwnie rozproszona? Cross nie miała jednak pomysłu, co konkretnie mogło to wywoływać. Uśmiechnęła się triumfalnie, widząc, jak ręka dziewczyny od razu powędrowała w stronę taśmy. Te drobne krzywdy były naprawdę ekscytujące i dodatkowo pompowały jej ego. Naprawdę mogłaby z nią zrobić absolutnie wszystko, bo w tych czterech ścianach była jej własnością. Upajało ją to mocnej od każdej dawki alkoholu, jaką byłaby w stanie przyjąć. Zamruczała zadowolona jak wygłaskana kotka. Potrzebowała dzisiaj jej obecności bardziej niż podejrzewała.
Przełożyła pasek materiału do drugiej ręki i sięgnęła po przyniesionego jej drinka. Nie zdążyła nawet podziękować – a naprawdę miała zamiar to zrobić – kiedy zastygła w bezruchu w palcami zawieszonymi nad szkłem.
— Czy mam jakieś życzenia? — powtórzyła pytanie, wypowiadając każde kolejne słowo z nieukrywaną rozkoszą. Wszystkie smakowały jak najbardziej soczysty owoc. Dokładnie wyartykułowała każde z nich, żeby Rue nie miała nawet cienia wątpliwości, czy Cross ją dokładnie usłyszała.
— Faktycznie mnie zaskakujesz. Najpierw nosi się z zazdrości, teraz chcesz spełniać moje życzenia... Bardzo szybko zawróciłam ci w głowie, Mała. — Chwyciła wreszcie za szklankę. Nie potrzebowała już tego alkoholu. Była pijana władzą. Mimo tego upiła kilka łyków, bo najwyraźniej w międzyczasie zapomniała, jak nabzrdyngolona wyszła z baru. Wpatrywała się w nią intensywnie, jakby tasowała w głowie wszystkie okrutne pomysły, które mogłaby teraz na niej wykorzystać. Dobrze, że wciąż nie nauczyła się dosłownie pieprzyć ją wzrokiem, bo Prescott z pewnością padłaby już na kolana pod naporem kolejnego orgazmu.
— Zaczniesz mówić "proszę" i "dziękuję" jak grzeczna dziewczynka? — Obróciła się w stronę stołu, nie realizując żadnej z fantazji. Ten pomysł z robieniem niczego, który podsunęła wcześniej Ruelle, chyba nie był taki głupi. Sięgnęła po kredę krawiecką, żeby zaznaczyć na materiale odpowiadnią długość i miejsca na półkola, w które miał wpaść łańcuch. Ta wersja pomysłu wydała jej się odpowiedniejsza niż dodatkowy materiał realizujący półzacisk. Łańcuszek będzie przecież głośniejszy i bardziej dosadny w swojej funkcji. Przycięła skórę ostrym nożykiem, zaokrągliła końce i skupiła się na dłużej na fragmencie, który pewnie nikomu normalnemu nawet nie rzuciłby się w oczy.
Ruelle I. Prescott
bend me, break me anyway you need me
: wt cze 09, 2026 1:00 am
autor: Ruelle I. Prescott
Fakt, że miały odmienne poglądy w kwestiach związanych ze sztuką bez wątpienia zależne były od tego, że Ruelle była jedynie jej obserwatorką (oraz modelką), a River ją tworzyła. To bez wątpienia sprawiało, że była w nią bardziej zaangażowana emocjonalnie i posiadała własne, bardziej skonkretyzowane poglądy jeśli chodziło o kwestie artystyczne. Podchodziła do tego zupełnie inaczej niż ktoś pokroju Prescott.
- Czy to na pewno zakłamywanie rzeczywistości? Czy może jednak ukazywanie ci innego i mniej standardowego punktu widzenia? - zapytała, chcąc brnąć dalej w tę całą dyskusję zamiast zacząć ją powoli wygaszać, bo nie było sensu, aby ciągnęły to dłużej niż było potrzebne.
Każda z nich miała swoje poglądy oraz gust, a jak powszechnie wiadomo to o gustach się nie dyskutuje. Zwłaszcza, że Rue potrafiła docenić pracę fotografów. Rzecz jasna tych z prawdziwego zdarzenia, którzy umieli idealnie wykadrować ujęcie skupiające się na konkretnym detalu lub też przedstawiające świetny wycinek z otaczającej artystę rzeczywistości. Może i nieco ubarwioną, ale który twórca nie nadawał swoim dziełom charakteru przez takie czy inne machinacje?
Z ich dwójki to właśnie tanatopraktorka mogła się odznaczać większym spokojem oraz cierpliwością. Problem w tym, że w towarzystwie River wszystko to było w stanie momentalnie ulecieć pod wpływem odpowiedniego dotyku i nacisku. Rysowniczka była mistrzynią w rozpracowywaniu jej, czym doprowadzała Rue do poddania się całkowitej przyjemności jaką potrafiła jej sprawić wyłącznie Cross.
Obie bawiły się przednio. Ruelle stąpała po cienkim lodzie. Jasne jednak dla niej było to, że River nie byłaby w stanie jej skrzywdzić. Nie tak naprawdę. W końcu nie mogłaby zaprzepaścić swoich szans na stworzenie kolejnych wielkich dzieł oraz zaznanie nieziemskich przyjemności.
Nie obawiała się jej. Wiedziała, że powinna się spodziewać po niej najgorszego w każdym możliwym momencie, ale mimo wszystko były chwile, gdy dawała się jej zwyczajnie rozproszyć lub rozluźniała się na tyle, że opuszczała gardę. Zresztą czy to nie sprawiało im większej satysfakcji? Dzikie i nieskrępowane niczym reakcje z pewnością potrafiły mocno uderzyć w rozgrzane ciała, zasypując je kolejną dawką przyjemnych bodźców.
Na pewno powinna uważać na swoje słowa w towarzystwie Cross. Zwłaszcza, że byłą w stanie je dowolnie zinterpretować. Była naprawdę niebezpieczną osobą do prowadzenia rozmów. Z drugiej strony to czyniło właśnie dyskusje z dziewczyną tak ożywczymi oraz interesującymi. Częściej jednak rysowniczka doprowadzała ją do nerwicy i kurwicy.
- Nie powiedziałam, że je spełnię. Pytałam tylko czy jakieś masz - odpowiedziała, zwracając raz jeszcze uwagę na dobór swoich słów. - Zdecydowanie zbyt wiele sobie dzisiaj wyobrażasz.
Odpowiedziała na jej spojrzenie. Stanęła na tyle blisko, że ich kolana otarły się o siebie, gdy tylko Ruelle podeszła bliżej, aby na chwilę pochylić się nad swoją artystką. Wyglądała naprawdę kusząco. Na tyle, że tanatopraktorka miała ochotę pokazać jej kto tak naprawdę zawrócił komu w głowie. W końcu to Cross poddała się po jednym pocałunku, stwierdzając, że musi mieć akurat ją, a nie jakąś inną dziewczynę.
- Nie przesadzasz zbytnio? Myślałam też, że miałaś mnie do tego wytresować - odparła, gdy tylko usłyszała, że miałaby używać jakiś grzecznościowych słówek.
Słowo proszę wymsknęło jej się jedynie raz poza sarkazmem i nie zamierzała na razie zmieniać tego stanu rzeczy. Tak samo jak nie zamierzała sterczeć w nieskończoność nad Cross, która zabrała się do pracy.
Upiła łyk swojego drinka, który na pewno nie sponiewiera jej tak jak ten z baru. Wciąż jednak miała w sobie pewne poalkoholowe rozluźnienie. Ciało zdawało się poruszać zupełnie inaczej niż zwykle, gdy nie przemawiały przez nią procenty.
Postanowiła raz jeszcze zadbać o odpowiednią atmosferę i podłączyć się swoim smartfonem pod sprzęt River, aby móc dobrać odpowiednią playlistę. Nie były stworzone do ciągłych rozmów, a Prescott z pewnością wolałaby słyszeć coś jeszcze poza odgłosami pracy, które dobiegały z okolic stolika.
Dopiero wtedy mogla się wygodnie rozsiąść z drinkiem i telefonem w ręku, bo zauważyła dziesiątki wiadomości, którymi była bombardowana przez przyjaciółki. Mogła przynajmniej poświęcić im chwilę czasu skoro jej artystka znajdowała się pochylona nad materiałami. Tylko, że nawet wtedy zerkała co chwila w jej kierunku, aby nacieszyć oczy widokiem skupionej na swoim zadaniu River. Wydawała się być wtedy wyjątkowo atrakcyjna w ten swój wyjątkowo drażniący sposób... A jednak Ruelle coraz bardziej się przyzwyczajała do jej obecności, która była zwyczajnie przyjemna niezależnie od tego czy właśnie uprawiały seks czy też nie.
River Cross
bend me, break me anyway you need me
: wt cze 09, 2026 9:00 am
autor: River Cross
— Czemu miałby mnie obchodzić punkt widzenia, który nie wypływa wprost z wnętrza twórcy? Chcę zobaczyć czyjeś myśli albo nawet je dotknąć. Opieranie się na czymś, co nie wynika z własnego bałaganu to rzemiosło, a nie sztuka — odparła niezrażona tym, że Prescott znowu się z nią nie zgadzała. Nie rozmawiały przecież po to, by faktycznie zmienić swoje zdania. To nie tak, że Cross nie była do tego zdolna! To po prostu nie było proste. Zakładała jednak, że istniały aspekty, w których Ruelle mogłoby się to udać. Robiła z nią niestworzone rzeczy, więc czemu niby nie coś takiego? Nie znała zbyt wielu jej poglądów na życie, ani sztukę, a przecież te, które miała w liceum, pewnie się zdążyły pozmieniać. Na pewno czaiło się w niej coś, co mogłoby wziąć Cross z zaskoczenia i zaszczepić się w jej umyśle na dobre.
Przez większość czasu, jaki spędzały razem, prowadziły jakieś gry albo pojedynki. Testowały się nawzajem i wymuszały na tej drugiej, by była w ciągłym napięciu i gotowości. Nic dziwnego, że River po każdym ich spotkaniu była absolutnie wykończona. Prawie na każdym z nich dodatkowo jeszcze coś tworzyła, a to samo w sobie potrafiło ją skutecznie wypłukać z energii. Lgnęła jednak do tego na ślepo, wiedząc, że wszystko to jest warte każdego poziomu zmęczenia. W końcu jakoś to wszystko odeśpi. Może powinna wreszcie zacząć, żeby napięcie związane z Prescott, zniknęło z jej mięśni? Fakt, że nie odeszło w pełni od czasu ich pierwszego, wspólnego drinka, nie był raczej bezpieczny dla jej zdrowia.
Zaśmiała się głośno, gdy tylko tanatopraktorka zaczęła się wykręcać ze wszystkiego, co przed momentem powiedziała. To przynajmniej brzmiało jak ta wersja, którą River zdążyła już nieźle poznać. Ta była bardziej przewidywalna, a artystka nie musiała przy niej dobierać słów z przesadną ostrożnością.
— Nadal jesteś strasznym tchórzem. Wycofujesz się z własnych słów, jak tylko usłyszysz je z moich ust. A przecież powtórzyłam je dokładnie w taki sam sposób, nie oszukiwałam. — Odprowadziła ją wzrokiem, gdy się odsunęła. Kpiła z niej otwarcie, ale wierzyła, że to jej dobrze zrobi. Podpalenie jej ognia pod tyłkiem wiązało się też z korzyściami dla samej Cross. Uwielbiała jej prowokacje, chciała na nią patrzeć w stanie gotowości do walki i opętania jej przyjacielskimi manipulacjami.
Przesunęła paznokciem po cięciu, zmarszczyła nos i sięgnęła po narzędzie do wygładzenia brzegu. Dopiero kiedy skóra przestała haczyć pod palcem, uznała, że może przejść dalej. Poświęcała obroży dużo uwagi. Miała nadzieję, że po prostu usiądzie przy maszynie, skleci coś na szybko i skupi się znowu na Prescott, ale zwyczajnie nie była w stanie. Musiała zrobić to dobrze, gdy się już do tego zabierała. Nie wierzyła w półśrodki. Przyłożyła do paska kilka nitów, jeszcze bez wbijania, tylko po to, żeby zobaczyć układ. Nie mogło być mowy o przesadzie. To nie miał być tandetny pancerz heroiny ze świata fantasy sprzed kilkudziesięciu lat. Obroża nie miała też wyglądać jak coś wyrwanego z garderoby zbuntowanego piętnastolatka. Kilka metalowych punktów wystarczy. Sięgnęła wreszcie po dziurkacz i zaczęła starannie wybijać kolejne otwory. W trakcie pracy co rusz spoglądała w stronę Prescott mniej lub bardziej się z tym ukrywając. Aż dziwne, że nie zrobiła sobie żadnej krzywdy. Potrafiła pracować z tym materiałem, to nie był przecież jej pierwszy raz. Wyglądała pewnie dość profesjonalnie, a jednak wciąż była strasznie rozproszona obecnością Prescott. Nie zastanawiała się, co dziewczynę aż tak zajmowało w telefonie, nie chciała jej przecież odbierać rozrywki. Nie do końca jednak pasowało jej, że przestała być jej centrum zainteresowań.
— Będziesz ją nosić też, kiedy nie będzie mnie w pobliżu? — rzuciła, starając się brzmieć jak najbardziej obojętnie. Smak ginu na wargach podpowiadał jej, że mogło nie wyjść perfekcyjnie, ale trudno. Tego już na pewno nie da po sobie poznać. Skupiła się na wciskaniu nitów do przygotowanych otworów, próbując jednocześnie nie tworzyć żadnych założeń, a już szczególnie takich związanych z deklaracjami posiadania.
Ruelle I. Prescott
bend me, break me anyway you need me
: wt cze 09, 2026 4:16 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Dyskusje na tematy sztuki w ich przypadku mogły się ciągnąć w nieskończoność. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak odmienne zdanie potrafiły mieć na jej temat. Może kiedyś powinny wspólnie udać się do muzeum czy galerii, aby zobaczyć co z tego wyniknie? O ile rzecz jasna nie zostaną wyproszone za zakłócanie spokoju.
- To, że stanowi odbicie rzeczywistości lub ucieka się do złudzeń optycznych i innych sztuczek nie znaczy, że nie jest sztuką z charakterem. Po prostu nam spowszechniała, bo każdy może teraz zrobić zdjęcie, uważając się za wielkiego wizjonera - odpowiedziała, nie zamierzając na razie wycofywać się ze swojego stanowiska.
Trudniej było docenić kunszt fotografów, gdy w internecie co rusz można było natrafić na wiele cudownych zdjęć. Może i faktycznie sztuka ta nie wymagała takiego wysiłku jak włożonego ze strony artysty jak w przypadku rysunku, ale dalej potrzeba było uważnego oraz wysublimowanego oka, aby uwiecznić coś w wyjątkowym ujęciu. W zasadzie najgorsze było też to, że wiele momentów przepadało, gdy nie nacisnęło się migawki w odpowiednim momencie. Smutna perspektywa przemijania dzieł oraz szans na stworzenie takowych.
Przebywając razem wykańczały się zarówno psychicznie jak i fizycznie. Ciągle toczyły ze sobą swoiste batalie słowne, które wymagały ogromnego nakładu uwagi i sprytu, a jeśli chodzi o umęczenie ciała to było dla tego bardziej niż oczywiste wytłumaczenie. W końcu nie potrafiły się od siebie oderwać. Każda noc składała się z wielu rund cielesnych przyjemności, dokładających jedynie zmęczenia dla nerwów i mięśni. Całe szczęście, że nie spędzały ze sobą tak wiele czasu i miały za każdym razem okazję do tego, aby po sobie odetchnąć.
Nie wykręcała się ze swoich słów. Nie zobowiązywała się do niczego. To było zwyczajne pytanie podszyte sarkazmem, który w żaden sposób nie sprawiał, że nagle była chętna do tego, aby spełniać jakiekolwiek zachcianki rysowniczki. Musiała to sobie uświadomić. Podobnie jak tanatopraktorka musiała najwyraźniej oswoić się z tą drażniącą łatką tchórza, którą dziewczyna próbowała jej przypiąć przy tak wielu okazjach.
- Masz problemy z odczytywaniem tonu także w przypadku zwyczajnych rozmów? Myślałam, że nie wyłapujesz takich niuansów jedynie przy wymianie wiadomości tekstowych - skomentowała, wracając niejako do jednej z ich wcześniejszych utarczek.
Obserwowanie River przy pracy zawsze wydawało jej się interesujące, ale czuła, że powinna znaleźć sobie własne zajęcie i jedynie od czasu do czasu zaszczycać Cross swoim spojrzeniem. Co prawda zapewne artystka już dawno przywykła do bycia obserwowaną w trakcie pracy, ale Prescott powinna pokazać, że jest dużą dziewczynką, która potrafi się sobą zająć. Poza tym musiała się jakoś wytłumaczyć przyjaciółkom, które porzuciła w barze, odłączając się od nich bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia.
Zdążyła wysłać już kilka wiadomości zapisanych w poznaczonym literówkami spanglishu oraz załączyć selfie z drinkiem wykonane w koszulce swojej artystki na dowód, że jest cała i zdrowa, gdy usłyszała pytanie zadane jej przez River. Od razu uniosła głowę i spojrzała w jej stronę z wyjątkowym zainteresowaniem, starając się ocenić jak bardzo zależy jej na odpowiedzi pozytywnej.
- Może. O ile tylko będzie się dobrze komponować z upatrzonym outfitem. Lubię dopasowane akcesoria - odpowiedziała w miarę obojętnie, wzruszając ramionami jakby wcześniej się nad tym nie zastanawiała. - Chociaż ty pewnie wolałabyś, abym nigdy jej nie zdejmowała.
Wiedziała jak zaborcza potrafiła być Cross, ale Ruelle nie miała żadnych powodów do tego, aby paradować w tej obroży, chyba, że miałaby ona dopełnić w jakiś sposób jej kreację utrzymaną w bardziej gotyckim stylu. Wtedy jak najbardziej mogłaby ją założyć i bez obecności rysowniczki. Jak wiele razy będzie to miało miejsce? Raczej niewiele, ale była ciekawa czy podobna myśl wyda się dziewczynie kusząca.
River Cross
bend me, break me anyway you need me
: wt cze 09, 2026 8:56 pm
autor: River Cross
Wspólny wypad do muzeum faktycznie mógłby skończyć się rękoczynami. Trudno jednak wyrokować czy między nimi czy między River a ochroną, jeśli ta śmiałaby zacząć zwracać im uwagę. Na pewno wiele by się na swój temat dowiedziały, ale z drugiej strony, czy to nie byłoby dla nich zbyt... zwyczajne? Jak prawdziwa randka, już bez żadnego wykłócania się o semantykę. Przetrawienie tego faktu byłoby pewnie największym problemem.
— Każdy jest też w stanie rysować albo malować. Opanowanie techniki nie jest trudne, wystarczy ćwiczyć. Nie trzeba nawet robić tego ładnie — wypowiedziała to słowo z lekkim obrzydzeniem. — Nie brakuje osób, które zrobiły kariery na nijakim rysowaniu. Jak masz wystarczająco dobry pomysł, to możesz tworzyć z samych patyczaków. Powszedniość nie ujmuje sztuce, to kwestia intencji — dokończyła spokojnie. Nie musiały przecież na siebie w każdej sytuacji, w której nie jęczą, od razu warczeć. Wbrew pozorom Cross potrafiła przeprowadzić całkiem normalną rozmowę! Na swoich dziwacznych warunkach, ale mieszczącą się w szeroko przyjętych normach społecznych. Nie była całkowicie zdziczałym stworzeniem. Chyba.
Uśmiechnęła się szeroko, wciąż kpiąc sobie z jej podejścia. Wytykanie jej problemów z wyczuciem niuansów mijało się z celem. Po pierwsze, nie miała zamiaru w to uwierzyć. Twierdziła, że zna się na ludziach i potrafi ich dobrze wyczuwać. Bez tego jej sztuka nie byłaby aż tak wartościowa. A po drugie, lubiła stawać w opozycji do Prescott i łapać ją za słówka. Wiedziała przecież, że spełnianie życzeń swojej artystki przynosi jej masę satysfakcji, póki nie musi tego w ten sposób nazywać.
— Myślałam, że potrafisz lepiej ukrywać przede mną, czego tak naprawdę chcesz. Albo że znajdziesz lepsze wymówki niż gaslighting. Jesteś doprawdy urocza, kiedy się tak miotasz — odparła, miękko akcentując ten dziwaczny komplement. Oczywiście nadal sobie z niej żartowała. Może i w końcu byłaby w stanie nazwać ją uroczą, ale słowo znajdowało się raczej daleko na liście przymiotników, którymi mogłaby ją obsypać. Miała jeszcze tylko niewykorzystanych epitetów! Na szczere słowa tego typu może przyjdzie jeszcze czas w jakiejś odległej przyszłości.
— A mi się wydawało, że to ja jestem przesadnie pijana — mruknęła nieco ciszej, wyrównując jeden z nitów. Chyba faktycznie nie było z nią aż tak źle! Mogła przecież pracować i nie gubiła się we własnych myślach i zeznaniach. Chwilowo. Wszystkie dotychczasowe wpadki możemy odłożyć na bok. Liczenie zaczyna się od teraz. Bo tak.
Nie była pewna, czy Prescott spogląda w jej stronę tak samo często, jak ona na nią. Nie wpatrywała się w nią cały czas, musiała pracować, ale jednak nie za każdym razem, gdy rzucała ej krótkie spojrzenie, napotykała na jej oczy. To nie była oczywiście żadna konkurencja, ale w tym wypadku była gotowa przegrać. A może po prostu uznałaby fakt, że Rue spogląda na nią często za jakiś rodzaj zwycięstwa? Pewnie tak. Brew artystki w pewnym momencie drgnęła. Powstrzymała jednak wyraz zdziwienia. Nie była pewna, co poczuła, przyuważając, że Prescott robi sobie zdjęcie i chyba nawet je komuś wysyła. Nie była przecież zazdrosna o taki rodzaj uwagi. Nie potrzebowała jej zdjęć. Miała przecież dziesiątki własnych szkiców i obraz, które były przecież ciekawsze od zwyczajnego selfie. A jednak coś jej w tym nie pasowało. Może nawet dałaby sobie moment do namysłu i nazwania tego czegoś, ale na szczęście Prescott się odezwała.
— Bez przesady. Prezent ode mnie ma być czymś wyjątkowym. Nie może się za szybko znudzić. — Jak już zostało ustalone, nie było niczego gorszego od nudy i banału. Nie chciała oglądać jej zawsze w tym samym wydaniu, doceniała różnorodność. Wychodziła też z założenia, że noszona cały czas przestałaby być jakimkolwiek statementem.
— Ale uważam, że powinnaś ją czasem zakładać — dodała. Przysunęła się bliżej do stolika, wsunęła pod stopkę urządzenia złożone warstwy skóry. Maszyna zamruczała ciężej niż przy zwykłym materiale. Potrafiła szyć skórę. Wiedziała, jak prowadzić nić, by trzymała całość odpowiednio mocno. Obserwowała równy ślad pojawiający się na materiale, skupiając się na tym, by całość wyszła równo. Zatrzymała maszynę i obejrzała pasek. Ścieg był równy. Skóra nie marszczyła się, spód układał się miękko, a całość po zgięciu zachowywała dokładnie tyle sztywności, ile powinna.
— Są moment, w których chcę cię posiadać, nawet jak nie mam cię na wyciągnięcie ręki — przyznała, obracając się na taborecie w jej stronę. Pewnie mogła sobie darować tę szczerość, ale trudno. Prescott i tak przecież wiedziała, jak zaborcza potrafiła być i zdawała sobie sprawę, że pojawia się w jej myślach również, gdy wychodzi z tego mieszkania.
— Zaznacz w ten sposób swoją przynależność. — Trudno było powiedzieć, czy to była prośba, rozkaz czy może kolejny sposób na flirt. Wierzyła, że Ruelle też musi mieć takie momenty. Nie zachowywałaby się przecież przy niej w ten sposób, gdyby ich nie miała. Przegryzła zębami fragment zbyt długiej nitki, zwisającej z szytych pasków skóry, przyglądając się swojej modelce tym razem bez zbędnego ukrywania się.
Ruelle I. Prescott