history likes to repeat itself
: ndz cze 07, 2026 6:19 pm
Pilar nie wiedziała, jak to było być wielkim Galenem Wyattem.
Była sobie jednak w stanie wyobrazić, że czasami chciał być kimś innym. Że kiedy każdy Twój ruch śledziła masa ludzi, obserwowali, oceniali i oskarżali, to aż chciało się, żeby ktoś polubił go bez tego wszystkiego. A przede wszystkim bez pieniędzy, które pewnie nie jednej kobiecie potrafiły zarzucić w głowie. I jasne, Galen często ich używał, kiedy chciał kogoś poderwać — w końcu na niej też to praktykował tymi drogimi prezentami — ale może teraz, kiedy chciał znaleźć prawdziwą miłość, wolał postawić na tą ubogą wersje siebie? Może chciał, żeby ta cała Nelly poznała go takiego, jakim był w środku, bez tej całej złotej otoczki. Tylko wyjebał się z rowerka. Wrócił do starych nawyków i szybkich samochodów szybciej, niż mogło mu się wydawać. Nawet miała go spytać, jak skończyła się ta cała historia, ale wtedy zeszli na temat podpisów jego ojca na które skinęła głową, a potem jeszcze zaręczyny. Prychnęła, gdy wspomniał, że spodziewałby się bardziej czegoś na plaży, skoro był to Meksyk.
— Pierwsza próba była na plaży — prychnęła, zaglądając akurat na kolejne nazwiska i rozsiadając się wygodnie na krześle. — Ale odmówiłam — może nie powinna tego mówić? Pokazywać Galenowi, że coś tam jednak miała wątpliwości? Bo przecież one wcale nie były spowodowane tym, że nie kochała Madoxa, wręcz przeciwnie: kochała go aż za bardzo. Do tego stopnia, że po prostu bała się o jego życie i że jeśli weźmie ten pierścionek, to będą mieć jeszcze więcej problemów. I może coś w tym było? Bo w tym czasie te wszystkie problemy to faktycznie im się nawarstwiły. Chociaż akurat pierścionek chyba nic do tego nie miał. Przewróciła oczami, kiedy Galen stwierdził, że pierścionek był paskudny i nawet się zaśmiała.
— Od razu kurwa paskudny — prychnęła, sama mu się na moment przyglądając, bujając przy okazji lekko na krześle. — Jak dla mnie jest zajebisty. Wiesz, sentymentalny — w końcu podniosła na niego spojrzenie, wbiła ciemne oczy w jego twarz i może patrzyła w nie trochę za długo. — Bo widzisz Galen, czasami wcale nie chodzi o kasę ani o jakieś setki diamentów, które można wsadzić do środka. Jak uczucie jest prawdziwe, to nawet pierścionek kurwa z gałązki będzie się liczyć — a przynajmniej Pilar wychodziła z takiego założenia. Nigdy nie była materialistką, nie przekładała cudzych uczuć na to, ile miał w portfelu, nawet kiedy Galen dał jej złotą kolię, to przecież pierwsze co zrobiła, to ją sprzedała i dała na dzieciaki. Już po tym mógł wiedzieć, że Stewart akurat nigdy nie urabiały te wszystkie błyskotki. Chociaż urabiały ją inne rzeczy, dlatego kiedy Wyatt wspomniał, że nie tylko pierścionek dostałaby od niego ładniejsze ale i seks zajebisty, to znowu na niego spojrzała wymownie i jeszcze bardziej zabujała się na stołku.
— No nie wiem — zacmokała i w końcu wstała z miejsca, żeby podejść do niego po telefon. Stanęła blisko i złapała go w palce, nawet na moment się nie odsuwając od Wyatta. — Akurat Madox zajebiście się pieprzy — wycedziła spokojnie, z lekkim uśmiechem, wyciągając spomiędzy dłoni Galena komórkę. Powiedziała to zbyt dosadnie? W końcu on nie używał takich brzydkich słów. Ale jak inaczej miała powiedzieć, że się zajebiscie kocha? No to też ale temu zdanie brakowało temperamentu, bo to co Noriega potrafił z nią robić… kurwa, aż na samą myśl robiło się jej ciepło. Nawet nie zauważyła, kiedy mimowolnie przygryzła dolną wargę.
Odsunęła się w końcu od niego i odwróciła w stronę stołu, gdzie leżały wszystkie papiery. Zrobiła kilka zdjęć z daleka, a potem każdemu znalezisku z osobna, żeby mieć pewność, że wszystko będzie jasne i przejrzyste i że przypadkiem niczego nie przegapiła, przy okazji słuchając, jak Galen zagaduje o tej durnej zabawie, którą wymyślił William. Aż zacisnęła mocniej palce na jego telefonie i może by coś powiedziała na ten temat, ale wtedy Wyatt powiedział, że brakowało mu ich rozmów.
— Mi też — rzuciła spokojnie i nawet przekręciła na moment głowę w jego kierunku. Bo prawda jest taka, że Pilar lubiła Galena. Tak szczerze, po ludzku. Lubiła go jako człowieka i spędzanie z nim czasu naprawdę było dla niej czymś przyjemnym. Oczywiście wtedy, kiedy nie odpierdalał. — Możemy czasami wyskoczyć na kurczaczki — mruknęła, uśmiechając się pod nosem i cyknęła jeszcze dwa zdjęcia, chociaż doskonale wiedziała, że te ich spotkania raczej nie dojdą do skutku. Madox może i dzisiaj finalnie nie robił jej za dużo problemów, żeby tu dzisiaj poszła, ale przecież Stewart doskonale wiedziała, jaki zazdrosny był. Ale może Galen też znowu po prostu zajmie się swoim życiem i nie będzie się domagać? A może faktycznie by im się udało kiedyś jeszcze spotkać? Nawet miała coś jeszcze o tym zagadać, ale wtedy padły słowa, których Pilar kompletnie się nie spodziewała. Aż zatrzymała się w połowie z tym pieprzonym telefonem i wbiła spojrzenie w Wyatta.
— Co? — rzuciła zaskoczona. Serce zabiło jej jakoś mocniej i od razu próbowała sobie odwzorować oś czasu. Bo przecież kiedy widzieli się z Galenem po Medellin, on był jeszcze zaręczony z Cherry. A to znaczyłoby, że jeszcze po świętach i sylwestrze Madox by… nie no, przecież to było niemożliwe. Pokręciła głową. — Co ty odpierdalasz, Galen? — cisnęła telefon na biurko i całym ciałem odwróciła się w jego stronę, krzyżując ręce na piersiach. — To znowu jakieś kolejne durne zabawy? Znowu chcesz nasz skłócić? — i po raz pierwszy tego dnia spojrzała na niego z faktycznym żalem w oczach. To ona mu kurwa wybaczyła tą cała akcja z telefonem, przyszła, rozmawiała z nim, chciała się z nim ustawić na pieprzone kurczaki, a on kłamał jej w żywe oczy — Madoxa nic nie łączyło z Cherry — powiedziała z przekonaniem, chociaż gdzieś tam z tyłu głowy jej nadmierny natłok myśli już powoli zakręcał się w spirale i fiksował na tym wszystkim, co właśnie wyleciało z usta Wyatta.
Galen L. Wyatt
Była sobie jednak w stanie wyobrazić, że czasami chciał być kimś innym. Że kiedy każdy Twój ruch śledziła masa ludzi, obserwowali, oceniali i oskarżali, to aż chciało się, żeby ktoś polubił go bez tego wszystkiego. A przede wszystkim bez pieniędzy, które pewnie nie jednej kobiecie potrafiły zarzucić w głowie. I jasne, Galen często ich używał, kiedy chciał kogoś poderwać — w końcu na niej też to praktykował tymi drogimi prezentami — ale może teraz, kiedy chciał znaleźć prawdziwą miłość, wolał postawić na tą ubogą wersje siebie? Może chciał, żeby ta cała Nelly poznała go takiego, jakim był w środku, bez tej całej złotej otoczki. Tylko wyjebał się z rowerka. Wrócił do starych nawyków i szybkich samochodów szybciej, niż mogło mu się wydawać. Nawet miała go spytać, jak skończyła się ta cała historia, ale wtedy zeszli na temat podpisów jego ojca na które skinęła głową, a potem jeszcze zaręczyny. Prychnęła, gdy wspomniał, że spodziewałby się bardziej czegoś na plaży, skoro był to Meksyk.
— Pierwsza próba była na plaży — prychnęła, zaglądając akurat na kolejne nazwiska i rozsiadając się wygodnie na krześle. — Ale odmówiłam — może nie powinna tego mówić? Pokazywać Galenowi, że coś tam jednak miała wątpliwości? Bo przecież one wcale nie były spowodowane tym, że nie kochała Madoxa, wręcz przeciwnie: kochała go aż za bardzo. Do tego stopnia, że po prostu bała się o jego życie i że jeśli weźmie ten pierścionek, to będą mieć jeszcze więcej problemów. I może coś w tym było? Bo w tym czasie te wszystkie problemy to faktycznie im się nawarstwiły. Chociaż akurat pierścionek chyba nic do tego nie miał. Przewróciła oczami, kiedy Galen stwierdził, że pierścionek był paskudny i nawet się zaśmiała.
— Od razu kurwa paskudny — prychnęła, sama mu się na moment przyglądając, bujając przy okazji lekko na krześle. — Jak dla mnie jest zajebisty. Wiesz, sentymentalny — w końcu podniosła na niego spojrzenie, wbiła ciemne oczy w jego twarz i może patrzyła w nie trochę za długo. — Bo widzisz Galen, czasami wcale nie chodzi o kasę ani o jakieś setki diamentów, które można wsadzić do środka. Jak uczucie jest prawdziwe, to nawet pierścionek kurwa z gałązki będzie się liczyć — a przynajmniej Pilar wychodziła z takiego założenia. Nigdy nie była materialistką, nie przekładała cudzych uczuć na to, ile miał w portfelu, nawet kiedy Galen dał jej złotą kolię, to przecież pierwsze co zrobiła, to ją sprzedała i dała na dzieciaki. Już po tym mógł wiedzieć, że Stewart akurat nigdy nie urabiały te wszystkie błyskotki. Chociaż urabiały ją inne rzeczy, dlatego kiedy Wyatt wspomniał, że nie tylko pierścionek dostałaby od niego ładniejsze ale i seks zajebisty, to znowu na niego spojrzała wymownie i jeszcze bardziej zabujała się na stołku.
— No nie wiem — zacmokała i w końcu wstała z miejsca, żeby podejść do niego po telefon. Stanęła blisko i złapała go w palce, nawet na moment się nie odsuwając od Wyatta. — Akurat Madox zajebiście się pieprzy — wycedziła spokojnie, z lekkim uśmiechem, wyciągając spomiędzy dłoni Galena komórkę. Powiedziała to zbyt dosadnie? W końcu on nie używał takich brzydkich słów. Ale jak inaczej miała powiedzieć, że się zajebiscie kocha? No to też ale temu zdanie brakowało temperamentu, bo to co Noriega potrafił z nią robić… kurwa, aż na samą myśl robiło się jej ciepło. Nawet nie zauważyła, kiedy mimowolnie przygryzła dolną wargę.
Odsunęła się w końcu od niego i odwróciła w stronę stołu, gdzie leżały wszystkie papiery. Zrobiła kilka zdjęć z daleka, a potem każdemu znalezisku z osobna, żeby mieć pewność, że wszystko będzie jasne i przejrzyste i że przypadkiem niczego nie przegapiła, przy okazji słuchając, jak Galen zagaduje o tej durnej zabawie, którą wymyślił William. Aż zacisnęła mocniej palce na jego telefonie i może by coś powiedziała na ten temat, ale wtedy Wyatt powiedział, że brakowało mu ich rozmów.
— Mi też — rzuciła spokojnie i nawet przekręciła na moment głowę w jego kierunku. Bo prawda jest taka, że Pilar lubiła Galena. Tak szczerze, po ludzku. Lubiła go jako człowieka i spędzanie z nim czasu naprawdę było dla niej czymś przyjemnym. Oczywiście wtedy, kiedy nie odpierdalał. — Możemy czasami wyskoczyć na kurczaczki — mruknęła, uśmiechając się pod nosem i cyknęła jeszcze dwa zdjęcia, chociaż doskonale wiedziała, że te ich spotkania raczej nie dojdą do skutku. Madox może i dzisiaj finalnie nie robił jej za dużo problemów, żeby tu dzisiaj poszła, ale przecież Stewart doskonale wiedziała, jaki zazdrosny był. Ale może Galen też znowu po prostu zajmie się swoim życiem i nie będzie się domagać? A może faktycznie by im się udało kiedyś jeszcze spotkać? Nawet miała coś jeszcze o tym zagadać, ale wtedy padły słowa, których Pilar kompletnie się nie spodziewała. Aż zatrzymała się w połowie z tym pieprzonym telefonem i wbiła spojrzenie w Wyatta.
— Co? — rzuciła zaskoczona. Serce zabiło jej jakoś mocniej i od razu próbowała sobie odwzorować oś czasu. Bo przecież kiedy widzieli się z Galenem po Medellin, on był jeszcze zaręczony z Cherry. A to znaczyłoby, że jeszcze po świętach i sylwestrze Madox by… nie no, przecież to było niemożliwe. Pokręciła głową. — Co ty odpierdalasz, Galen? — cisnęła telefon na biurko i całym ciałem odwróciła się w jego stronę, krzyżując ręce na piersiach. — To znowu jakieś kolejne durne zabawy? Znowu chcesz nasz skłócić? — i po raz pierwszy tego dnia spojrzała na niego z faktycznym żalem w oczach. To ona mu kurwa wybaczyła tą cała akcja z telefonem, przyszła, rozmawiała z nim, chciała się z nim ustawić na pieprzone kurczaki, a on kłamał jej w żywe oczy — Madoxa nic nie łączyło z Cherry — powiedziała z przekonaniem, chociaż gdzieś tam z tyłu głowy jej nadmierny natłok myśli już powoli zakręcał się w spirale i fiksował na tym wszystkim, co właśnie wyleciało z usta Wyatta.
Galen L. Wyatt