only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire
: pn cze 08, 2026 6:27 pm
— Proponuję przy okazji zrobić kampanię reklamową. No wiesz, kilku roznegliżowanych strażaków pod hasłem "Te tyłki gaszą pożary. Przydałoby im się nie marznąć pod prysznicem" — podsunęła z rozbawieniem. Była przekonana, że koledzy z remizy znowu chętnie napięliby mięśnie do zdjęć. Teddy również mogłaby się poświęcić. Dla dobra sprawy, oczywiście!
Kątem oka widziała, jak April przegląda się w przedniej kamerze telefonu. Wyglądała świetnie. Jak zawsze. Darling zdążyła już zobaczyć wszystkie stany skupienia swojej narzeczonej i żaden z nich nie sprawił, żeby wzdychała do niej choć odrobinę mniej. Widziała już wszystkie możliwe wersje swojej narzeczonej. Niewyspaną, chorą, zasmarkaną, obrzyganą i owiniętą kocem niczym burrito cierpienia. Nawet taką, której fryzura przypominała efekt wyjątkowo nieudanej konfrontacji z gniazdem szerszeni. I ani razu nie przestała uważać jej za najpiękniejszą kobietę na świecie. Czy Finch naprawdę sądziła, że brak makijażu cokolwiek zmieni? Chyba czasami zapominała, że znają się trochę dłużej niż dwa czy trzy dni.
— Świetnie — skwitowała krótko. Z tego, co kojarzyła, April nigdy nie miała problemu z wysokościami. Przynajmniej wtedy, gdy były nastolatkami i pakowały się na każdy rollercoaster, który wyglądał choć odrobinę niebezpiecznie. W tamtych czasach były przecież całkowicie nieśmiertelne. Albo przynajmniej bardzo mocno w to wierzyły. U Teddy niewiele się pod tym względem zmieniło, ale nie była już tak pewna, czy wszystkie dawne atrakcje przypadłyby dziś ukochanej do gustu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak mi zaufać — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Zresztą Finch nie miała za bardzo wyboru. Była uwięziona w samochodzie, a Toyota właśnie wtaczała się pod wysoki budynek o ośmiu naziemnych kondygnacjach. Auto nawet nie zdążyło się porządnie rozpędzić, ale wyskakiwanie w trakcie jazdy nadal pozostawało raczej kiepskim pomysłem.
Na moment przeniosła wzrok na osiedle, które wskazała narzeczona. Faktycznie nadawało się na szybki numerek. Jak właściwie każde inne osiedle. Dodatkowym atutem był zapadający zmroki fakt, że coraz mniej ludzi kręciło się po okolicy. Ale to przecież nie było częścią planu. Przynajmniej na razie!
Po chwili zatrzymały się przed szlabanem blokującym wjazd do budynku. Teddy nachyliła się do schowka, wyciągnęła z niego lekko pognieciony bilecik i przyłożyła kod do czytnika. Coś piknęło i szlaban zaczął się podnosić. Wjechała do środka i skierowała samochód na spiralny podjazd prowadzący na kolejne, otwarte poziomy. Na twarzy strażaczki pojawiał się uśmiech zadowolenia Wyjątkowo dobrze bawiła się świadomością, że April wciąż nie ma pojęcia, dokąd właściwie jadą!
Na ostatnim piętrze parking nie był już typową, ciasną kondygnacją z wyznaczonymi miejscami postojowymi. Zamiast tego znajdowała się tam duża, otwarta przestrzeń bez podziału na stanowiska, a widok na miasto rozciągał się we wszystkie strony. Na środku tej otwartej przestrzeni stał wóz strażacki. Na karoserii widoczne były ślady intensywnego użytkowania - drobne rysy, przetarcia lakieru i miejscowe odbarwienia. Wyglądał na w pełni sprawny, ale miał już za sobą najlepsze lata, podczas których dzielnie służył w 132 jednostce i w końcu trzeba było się z nim pożegnać.
— Mówiłam ci, że mamy w jednostce nowy sprzęt, prawda? — Teddy zatrzymała samochód tuż obok tego służbowego. — Poprosiłam, żeby przetrzymali go tutaj do jutra, zanim trafi... w sumie nie wiem gdzie. Pewnie gdzieś na obrzeża prowincji. Albo po prostu go zezłomują — wyjaśniła, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie miała sposobności, żeby ot tak przewieźć narzeczoną wozem strażackim, ale przecież obiecała, że kiedyś będzie mogła sobie w takimporuchać posiedzieć.
dobrze cię znam, ale lubię jak mnie kmninisz
Kątem oka widziała, jak April przegląda się w przedniej kamerze telefonu. Wyglądała świetnie. Jak zawsze. Darling zdążyła już zobaczyć wszystkie stany skupienia swojej narzeczonej i żaden z nich nie sprawił, żeby wzdychała do niej choć odrobinę mniej. Widziała już wszystkie możliwe wersje swojej narzeczonej. Niewyspaną, chorą, zasmarkaną, obrzyganą i owiniętą kocem niczym burrito cierpienia. Nawet taką, której fryzura przypominała efekt wyjątkowo nieudanej konfrontacji z gniazdem szerszeni. I ani razu nie przestała uważać jej za najpiękniejszą kobietę na świecie. Czy Finch naprawdę sądziła, że brak makijażu cokolwiek zmieni? Chyba czasami zapominała, że znają się trochę dłużej niż dwa czy trzy dni.
— Świetnie — skwitowała krótko. Z tego, co kojarzyła, April nigdy nie miała problemu z wysokościami. Przynajmniej wtedy, gdy były nastolatkami i pakowały się na każdy rollercoaster, który wyglądał choć odrobinę niebezpiecznie. W tamtych czasach były przecież całkowicie nieśmiertelne. Albo przynajmniej bardzo mocno w to wierzyły. U Teddy niewiele się pod tym względem zmieniło, ale nie była już tak pewna, czy wszystkie dawne atrakcje przypadłyby dziś ukochanej do gustu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak mi zaufać — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Zresztą Finch nie miała za bardzo wyboru. Była uwięziona w samochodzie, a Toyota właśnie wtaczała się pod wysoki budynek o ośmiu naziemnych kondygnacjach. Auto nawet nie zdążyło się porządnie rozpędzić, ale wyskakiwanie w trakcie jazdy nadal pozostawało raczej kiepskim pomysłem.
Na moment przeniosła wzrok na osiedle, które wskazała narzeczona. Faktycznie nadawało się na szybki numerek. Jak właściwie każde inne osiedle. Dodatkowym atutem był zapadający zmroki fakt, że coraz mniej ludzi kręciło się po okolicy. Ale to przecież nie było częścią planu. Przynajmniej na razie!
Po chwili zatrzymały się przed szlabanem blokującym wjazd do budynku. Teddy nachyliła się do schowka, wyciągnęła z niego lekko pognieciony bilecik i przyłożyła kod do czytnika. Coś piknęło i szlaban zaczął się podnosić. Wjechała do środka i skierowała samochód na spiralny podjazd prowadzący na kolejne, otwarte poziomy. Na twarzy strażaczki pojawiał się uśmiech zadowolenia Wyjątkowo dobrze bawiła się świadomością, że April wciąż nie ma pojęcia, dokąd właściwie jadą!
Na ostatnim piętrze parking nie był już typową, ciasną kondygnacją z wyznaczonymi miejscami postojowymi. Zamiast tego znajdowała się tam duża, otwarta przestrzeń bez podziału na stanowiska, a widok na miasto rozciągał się we wszystkie strony. Na środku tej otwartej przestrzeni stał wóz strażacki. Na karoserii widoczne były ślady intensywnego użytkowania - drobne rysy, przetarcia lakieru i miejscowe odbarwienia. Wyglądał na w pełni sprawny, ale miał już za sobą najlepsze lata, podczas których dzielnie służył w 132 jednostce i w końcu trzeba było się z nim pożegnać.
— Mówiłam ci, że mamy w jednostce nowy sprzęt, prawda? — Teddy zatrzymała samochód tuż obok tego służbowego. — Poprosiłam, żeby przetrzymali go tutaj do jutra, zanim trafi... w sumie nie wiem gdzie. Pewnie gdzieś na obrzeża prowincji. Albo po prostu go zezłomują — wyjaśniła, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie miała sposobności, żeby ot tak przewieźć narzeczoną wozem strażackim, ale przecież obiecała, że kiedyś będzie mogła sobie w takim
dobrze cię znam, ale lubię jak mnie kmninisz