Strona 3 z 3

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pn cze 08, 2026 6:27 pm
autor: teddy darling
Proponuję przy okazji zrobić kampanię reklamową. No wiesz, kilku roznegliżowanych strażaków pod hasłem "Te tyłki gaszą pożary. Przydałoby im się nie marznąć pod prysznicem" — podsunęła z rozbawieniem. Była przekonana, że koledzy z remizy znowu chętnie napięliby mięśnie do zdjęć. Teddy również mogłaby się poświęcić. Dla dobra sprawy, oczywiście!
Kątem oka widziała, jak April przegląda się w przedniej kamerze telefonu. Wyglądała świetnie. Jak zawsze. Darling zdążyła już zobaczyć wszystkie stany skupienia swojej narzeczonej i żaden z nich nie sprawił, żeby wzdychała do niej choć odrobinę mniej. Widziała już wszystkie możliwe wersje swojej narzeczonej. Niewyspaną, chorą, zasmarkaną, obrzyganą i owiniętą kocem niczym burrito cierpienia. Nawet taką, której fryzura przypominała efekt wyjątkowo nieudanej konfrontacji z gniazdem szerszeni. I ani razu nie przestała uważać jej za najpiękniejszą kobietę na świecie. Czy Finch naprawdę sądziła, że brak makijażu cokolwiek zmieni? Chyba czasami zapominała, że znają się trochę dłużej niż dwa czy trzy dni.
Świetnie — skwitowała krótko. Z tego, co kojarzyła, April nigdy nie miała problemu z wysokościami. Przynajmniej wtedy, gdy były nastolatkami i pakowały się na każdy rollercoaster, który wyglądał choć odrobinę niebezpiecznie. W tamtych czasach były przecież całkowicie nieśmiertelne. Albo przynajmniej bardzo mocno w to wierzyły. U Teddy niewiele się pod tym względem zmieniło, ale nie była już tak pewna, czy wszystkie dawne atrakcje przypadłyby dziś ukochanej do gustu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak mi zaufać — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Zresztą Finch nie miała za bardzo wyboru. Była uwięziona w samochodzie, a Toyota właśnie wtaczała się pod wysoki budynek o ośmiu naziemnych kondygnacjach. Auto nawet nie zdążyło się porządnie rozpędzić, ale wyskakiwanie w trakcie jazdy nadal pozostawało raczej kiepskim pomysłem.
Na moment przeniosła wzrok na osiedle, które wskazała narzeczona. Faktycznie nadawało się na szybki numerek. Jak właściwie każde inne osiedle. Dodatkowym atutem był zapadający zmroki fakt, że coraz mniej ludzi kręciło się po okolicy. Ale to przecież nie było częścią planu. Przynajmniej na razie!
Po chwili zatrzymały się przed szlabanem blokującym wjazd do budynku. Teddy nachyliła się do schowka, wyciągnęła z niego lekko pognieciony bilecik i przyłożyła kod do czytnika. Coś piknęło i szlaban zaczął się podnosić. Wjechała do środka i skierowała samochód na spiralny podjazd prowadzący na kolejne, otwarte poziomy. Na twarzy strażaczki pojawiał się uśmiech zadowolenia Wyjątkowo dobrze bawiła się świadomością, że April wciąż nie ma pojęcia, dokąd właściwie jadą!
Na ostatnim piętrze parking nie był już typową, ciasną kondygnacją z wyznaczonymi miejscami postojowymi. Zamiast tego znajdowała się tam duża, otwarta przestrzeń bez podziału na stanowiska, a widok na miasto rozciągał się we wszystkie strony. Na środku tej otwartej przestrzeni stał wóz strażacki. Na karoserii widoczne były ślady intensywnego użytkowania - drobne rysy, przetarcia lakieru i miejscowe odbarwienia. Wyglądał na w pełni sprawny, ale miał już za sobą najlepsze lata, podczas których dzielnie służył w 132 jednostce i w końcu trzeba było się z nim pożegnać.
Mówiłam ci, że mamy w jednostce nowy sprzęt, prawda? — Teddy zatrzymała samochód tuż obok tego służbowego. — Poprosiłam, żeby przetrzymali go tutaj do jutra, zanim trafi... w sumie nie wiem gdzie. Pewnie gdzieś na obrzeża prowincji. Albo po prostu go zezłomują — wyjaśniła, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie miała sposobności, żeby ot tak przewieźć narzeczoną wozem strażackim, ale przecież obiecała, że kiedyś będzie mogła sobie w takim poruchać posiedzieć.

dobrze cię znam, ale lubię jak mnie kmninisz

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pn cze 08, 2026 7:29 pm
autor: April Finch
Ufała jej całkowicie. Nie zmieniało to faktu, że strasznie chciała wiedzieć teraz, już i natychmiast. Nie miała wątpliwości, że miejsce, do którego zabierze ją Teddy, będzie świetne i będą się tam doskonale bawić, ale potrzebowała jakichś konkretów. Bujać w obłokach to mogła przy własnych hobby. Darling była tą dużo pewniej stąpającą po ziemi, więc nie powinna kombinować i drwić z biednej Finch. A jednak to robiła i zdawała się przy tym doskonale bawić. Trzeba się zastanowić, czy to podchodzi pod znęcanie psychiczne.
Natychmiast spojrzała na przedmiot, po który narzeczona sięgnęła do schowka. Miała ochotę złapać ją za nadgarstek i wyrwać owe coś z dłoni, ale to byłoby już jakieś paranoiczne. No i to okazał się tylko bilecik, czyli absolutnie nic, na co powinna rzucać się jak wygłodniałe zwierzę. Wychyliła się nieco zza sylwetki narzeczonej, żeby spojrzeć na maszynkę przyjmującą bilety, ale nie miała na sobie żadnych konkretnych napisów, które mogłyby sugerować, gdzie teraz wjeżdżają. Wypuściła tylko powietrze przez nos, godząc się z porażką i wbiła się głębiej w fotel. Czekała je droga przez zakrętasy, więc to właściwie był bardzo dobry pomysł na teraz.
Ostatnie, czego spodziewałaby się na dachu, to wóz strażacki. A lubiła wchodzić na dachy! Głównie w ten legalny sposób, ale zdarzało się też przecież inaczej. Nigdy jednak nie spotkała tam wozu strażackiego. Widziała masę nudnych samochodów osobowych na parkingach, to jasne. Zdarzały się foodtracki, budki z lodami i jakiś niesamowicie nowoczesny samochód, na widok którego Kira pewnie by się posikała, a April nie była w stanie przypomnieć sobie nazwy, mimo że marka sponsorowała event, na którym to się wydarzyło. Ledwo się powstrzymała, by wysiąść z jadącego samochodu. Wystrzeliła z niego jak z procy, kiedy tylko narzeczona wreszcie się zatrzymała. Otworzyła szeroko usta i podeszła bliżej wozu. Zastukała kilka razy w blachę, jakby musiała sprawdzić, czy to nie była jakaś iluzja optyczna. Ale nie była! Spojrzała na narzeczoną z wciąż rozdziawioną mordą.
— Wóz strażacki! — błysnęła intelektem. Dobrze, że Teddy będzie miała taką mądrą żonę, bo inaczej by zginęła. Finch obeszła pojazd dookoła, oglądając go z zainteresowaniem. To nie tak, że widziała tego typu pojazd z bliska po raz pierwszy w życiu, ale przecież ta sytuacja była całkowicie inna. Doskonale zdawała sobie sprawę, że będą mogły sobie w nim porobić wszystko, co tylko im przyjdzie do głowy. Na przykład posiedzieć.
— Ty jakaś jebnięta jesteś — oświadczyła, zatrzymując się wreszcie przy narzeczonej. Zanim strażaczka jeszcze zdążyła zaprotestować albo się obrazić, ujęła jej twarz w dłonie i zamknęła usta zachłannym pocałunkiem. Zawsze miała straszną słabość do kobiet w mundurach, a teraz jedną miała na własność! Nie była blacharą, ale to akurat jej imponowało. Pewnie podobnie jarałaby się radiowozem. Nie no, wcale nie. Radiowóz to frajestrwo w porównaniu z wozem strażackim.
— Oprowadź mnie w takim razie — poprosiła, zsuwając ręce z jej policzków na kark. Nie próbowała nawet ukrywać, jak bardzo narzeczona jej zaimponowała. Pewnie nawet nie dałaby rady. Była podjarana jak dziecko na widok choinki z naręczem prezentów.

Bo jesteś moją supergirl, Jesteś moją cat woman

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pn cze 08, 2026 8:19 pm
autor: teddy darling
Chodzenie po dachach to super sprawa! Kto nie lubił po nich łazić? To na pewno było lepsze od tego, jak ci taki dach spadał na łeb. Teddy zaliczyła mnóstwo takich dachów. Na dachu też, ale nie na takim, gdzie był wóz strażacki. W wozie strażackim zresztą też nie zaliczyła żadnej dziewczyny, a teraz tak się złożyła, że miała okazję to zrobić! No lepiej nie mogła tego sobie wymyślić! Boże, jaka ona była teraz z siebie dumna! A kiedy zobaczyła reakcję Darling, to już w ogóle zaczęła unosić się nad tym naziemnym parkingiem.
Jasne, że lubiła jej imponować! Wcale nie tak łatwo zaskoczyć kogoś, kto znał cię piętnaście lat. Właściwie to jest całkiem niezłe wyzwania. Na szczęście Teddy bardzo lubiła stawiać sobie wysoko poprzeczkę, żeby wywrzeć na narzeczonej jak najlepsze i największe wrażenie. Wzięła głęboki, wraz z nim łapiąc jeszcze większość pewność siebie. Och, gdyby jednak April uznała, że to śmieszne albo żałosne, to chyba doznałaby samozapłonu i spaliłaby się ze wstydu.
Wóz strażacki — potwierdziła, kiedy Finch upewniała się, czy to przypadkiem nie jakaś atrapa. Nie był z kartonu i nie przewrócił się, jak zastukała pięścią w karoserię. Nie został też zdmuchnięty przez wiatr podczas większego podmuchu. Prawdziwy pojazd, a nie żadna ściema!
Była jebnięta. Na punkcie swojej narzeczonej - i co do tego nie było żadnych wątpliwości! Odpierdalało jej do tego stopnia, że regularnie wchodziła na wyżyny własnej kreatywności, żeby raz za razem wymyślić coś nowego. I to coś absolutnie nie mogło być powtórką z poprzedniego pomysłu. Nie mogło być też czymś, co łatwo dałoby się sklasyfikować jako prawie to samo, tylko zrobione trochę inaczej. Teddy naprawdę stać było na wiele. A dla April właściwie na wszystko.
Wyznania miłości, to ja się nie spodziewałam — uśmiechnęła się, bo z nich dwóch zdecydowanie obrażała się znacznie rzadziej. A nawet wcale.
Usta Finch były tak miękkie jak powinny być usta najcudowniejszej dziewczyny na świecie i tak słodkie jak ona sama. Wyciągnęła ręce przed siebie i złapała w nie policzki narzeczonej. Były ciepłe i prawdziwe. I suche. To ostatnie zaskoczyło ją najbardziej. Odsunęła się na niecały centymetr, żeby potwierdzić swoje przypuszczenia za pomocą wzroku. Miała rację. April wyglądała na podekscytowaną, ale na pewno nie na zapłakaną. Coś nowego! To nie tak, że chciała doprowadzić swoją kobietę do łez! Co to, to nie! Po prostu chyba przywykła do tego, że ukochana wzruszała się za każdym razem, kiedy Darling odwalała podobny numer.
Wow, nie płaczesz — zauważyła z autentycznym zdumieniem, jeszcze przez chwilę dotykając Finch po twarzy, na przykład w razie gdyby była człowiekiem nie z tej ziemi i płakała za pomocą czegoś innego niż oczy.
Skinęła głową, zgadzając się oprowadzić ją po wozie strażackim. Wyciągnęła z kieszeni jeansów kluczyki, które przed opuszczenie sali gimnastycznej wzięła od Blaze'a i otworzyła pojazd. Drzwi skrzypnęły, ale nie odpadły, a w środku było czysto i pachniało wanilią. Teddy specjalnie z tej okazji posprzątała tutaj na błysk i to bez proszenia o pomoc kolegów z jednostki! Sama to ogarnęła, tymi rękami!
Złapała się uchwytu i podciągnęła do góry, a potem podała April dłoń, żeby mogła do niej dołączyć i usiąść sobie gdzie tylko chciała.
Tutaj są fotele. I z tyłu też mamy siedzenia. Tam otwiera się jeszcze duży schowek, ale większość rzeczy chowamy w tych na zewnątrz. To tyle, możemy wracać — oznajmiła, udając, że zaraz wyskoczy z samochodu. Nic takiego jednak się nie stało, chociaż faktycznie zawisła w drzwiach. — A tak naprawdę musimy wspiąć się na dach. To znaczy na dach wozu. I będziemy siedzieć na dachu. Mamy tam przekąski, wino, koce i inne pierdoły — machnęła ręką, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie i jakby wcale wychodziła z niej romantyczka, która chciała pogapić się ze swoją kobietą w gwiazdy.

wejdźmy na dach i spalmy się jak szmaty, załóż moją bluzę i pakuj do niej samary