Strona 3 z 3

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: pt sie 07, 2026 7:03 pm
autor: Aurelia M. Perez
Noah Beaumont


Chyba Noah miał jakieś zaburzenie mózgowe, kiedy znów po mnie powtarza, więc tylko wywróciłam oczami, dajac mu do zrozumienia (mam nadzieję), że koniec tej rozmowy.
Kiedy byliśmy już na dachu, nawet chciałam mu pomóc, ale niestety Noah jak zawsze bardziej się skupiał na tym, jak tu mnie zdenerwować. I oczywiście, że wiem, że to całe odklątwianie brzmi trochę tak, jakbym go wyciągnęła na dach właśnie w celu całowania się z dala od ciekawskich spojrzeń, a tak na prawdę to jest kit z tym, że umiem takie rzeczy jak zdejmowanie klątw robić. I pewnie jakby ktokolwiek się dowiedział, że byliśmy na dachu to już by latały szalone domysły. Dobrze, że jest na tyle późno, że nikt nie myśli być na terenie szkoły, tym bardziej zerkać w górę i doszukiwać się nastolatków na dachu.
- Nie lubię, jak ktoś mi kłamie, wiesz - wyjaśniam mu dobitnie, wciąż jeszcze szukamy jakiegoś porozumienia pomiędzy sobą. Nie wiem na ile Noah potrafi być prawdomówny, ale podejrzewam że to, że nie jest i próbuje obrócić tą całą sytuację w jakiś płytki podryw, wynika z tego, że jednak trochę sie mnie boi. Mnie i tego, że mogłabym ocenić jego sekret. A może jest go niepewny?
Ale wtedy, kiedy właśnie rozważam w jakim jesteśmy momencie z Noahem i czy kiedykolwiek będziemy dalej, on mówi to na co czekałam.
- Powiedziałeś - przyznaję i chociaż staram się być poważna, w związku z tym, że spełnił pierwszy warunek odklątwienia i wyjawił swój sekret, to usta wykrzywiają mi się w uśmiechu. Tego właśnie oczekiwałam, prawda? Że Noah się wyspie z tym, że się kocha w mojej przyjaciółce. Teraz, kiedy otrzymałam już potwierdzenie, nie pozostawało nic innego, jak cieszyć się z tego, że je otrzymałam i odetchnąć z ulgą - bo skoro kocha się w Audrey, to jednak szansa, że w takim razie te jego końskie zaloty w moim kierunku to tylko przejaw jakiegoś nagromadzenia nastoletniego testosteronu. Odetchnęłam z ulgą, bo jeszcze mi tego brakowało, żebym z psiapsi musiała o chłopaka rywalizować.
-Chciałbyś coś z tym zrobić? - drążę wpatrując się w te jego oczęta, w których odbija się świadomość, że przyznał mi się do swojego wielkiego sekretu. Deszcz kapie nam na twarze, ale na jego szybciej i więcej, bo po pierwsze jest wysoki więc bliżej nieba, a po drugie dlatego, że ja jestem wnuczką wiedźmy i po prostu mnie deszcz raczej omija. Jak i inne nieszczęścia.


Noah Beaumont

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: pn sie 10, 2026 10:18 am
autor: Noah Beaumont
Przyglądał się jej w milczeniu, trzymając ręce głęboko w kieszeniach bluzy. Kiedy wywróciła oczami i ostro powstrzymała jakąkolwiek dalszą dyskusję, odczytał ten gest bez problemu. Znał tę minę aż za dobrze. Zrozumiał, że temat został zamknięty, więc odpuścił dalsze docinki, pozwalając, by chłodne powietrze spłynęło między nich i całkowicie wygasiło ten spór.
Stali na otwartej przestrzeni dachu, odcięci od reszty budynku. Pusty parking, boisko i ciemne okna na dole jasno wskazywały, że o tej porze nikt już nie kręcił się po terenie szkoły. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ta sytuacja wyglądała z boku. Dwójka nastolatków samych na dachu po godzinach to był gotowy scenariusz na plotki dla całej szkoły. Mimo to nie zamierzał przerywać obserwacji. Widział w jej postawie próbę zachowania powagi w okolicznościach, które były abstrakcją. Nawet jeśli jej intencje były inne, a całe to odklątwianie miało być tylko farsą, Noah lubił doprowadzać ją do tego punktu i patrzeć, jak traci zimną krew, próbując utrzymać kontrolę. Kiedy jednak cofnęła się gwałtownie i odepchnęła go dłonią, stawiając granicę, w jego głowie natychmiast pojawiła się postać Audrey. Przymknął na moment oczy, pozwalając kroplom deszczu spływać po twarzy. W duchu myśląc wyłącznie o Audrey i o tym, jak ta sytuacja wyglądałaby w oczach ich przyjaciółki. Uniósł powiekę, czując, jak dociera do niego własna pomyłka. Ta myśl o Audrey nie została w jego głowie.
Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę, nie spuszczając z niej wzroku. Wiatr powiewał jego mokrą bluzą, ale stał niewzruszony. Nie miał zamiaru się tłumaczyć ani przepraszać za to, jak odpowiedział. Słyszał w jej głosie ten protekcjonalny ton i doskonale widział, że próbuje ustawić się w pozycji kogoś, kto udziela mu lekcji i stawia warunki.
- Nie skłamałem ci. Po prostu nie dostałaś odpowiedzi w ładnym papierku z kokardką, więc postanowiłaś uznać ją za kłamstwo - rzucił z cichym, prowokacyjnym prychnięciem. Denerwowało go, że za wszelką cenę próbowała wymusić na nim jakiś ruch i ustawić tę rozmowę pod swoje dyktando. Dla niego sprawa była prosta: powiedziała, co myśli, on odpowiedział po swojemu, a to, że jej się to nie podobało, było już wyłącznie jej problemem. - Jeśli szukasz tu kogoś, kto będzie ci potakiwał, żeby ci się przypodobać, to trafiłaś pod zły adres - dodał cicho, mrużąc oczy i patrząc na nią prosto przez ścianę deszczu.
- Wreszcie dochodzimy do jakiegoś porozumienia - rzucił, widząc, jak jej usta wykrzywiają się w tym uśmiechu. Ten uśmiech i ulga uświadomiły mu z pełną mocą, jak tragicznie zinterpretowała jego przypadkowe słowa. W jej głowie ułożył się właśnie idealny scenariusz: Noah, który skrycie wzdycha do jej przyjaciółki i ona - zadowolona z siebie powierniczka, która właśnie rozpracowała jego wielką tajemnicę i nie musi się martwić o żaden trójkąt. Przez głowę przemknęła mu chęć natychmiastowego sprostowania tego absurdu, ale szybko zmusił się do milczenia. Odkręcenie tego teraz oznaczałoby przyznanie się do błędu i wytłumaczenie, co tak naprawdę miał na myśli - a na to był zbyt dumny. - Widzę, że ten sekret wyjątkowo ci podpasował, Perez - dodał chłodno, mrużąc oczy, by ukryć własną irytację i pozwalając jej tkwić w tym błędnym przekonaniu.
- A co, chciałabyś zostać moją swatką? - prychnął, odchylając lekko głowę do tyłu, jakby spływająca po nim woda w ogóle nie robiła na nim wrażenia. Doskonale widział, jak drążyła temat, wpatrując się w niego z tą swoją zadowoloną z siebie miną. Nie zamierzał jednak dawać jej satysfakcji. Skoro postanowiła uwierzyć w bajeczkę o jego uderzeniu do Audrey, był gotów grać w tę grę dalej, byle tylko nie wyjść na kogoś, kto palnął głupstwo bez myślenia. - Nie musisz się tak martwić o mój układ z Audrey - odparł, robiąc powolny krok w jej stronę i ignorując wiatr. - Radzę sobie z takimi sprawami bez niczyjej pomocy, a już na pewno bez twojej. Chyba że troska o moje życie uczuciowe to po prostu wymówka, żeby dłużej postać ze mną na dachu - dodał ze złośliwym uśmieszkiem.

Aurelia M. Perez

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: pt sie 21, 2026 10:23 pm
autor: Aurelia M. Perez
Reaguję na jego odpowiedź werbalnie, śmiejąc się z tego, że sądził, że jego podryw mi nie przypadł do gustu bo źle go zaprezentował. Ech ci chłopcy, tak, bo ja jeszcze nie mam co innego robić, tylko kręcić noskiem na to, że źle mnie podrywa. Nie, to zupełnie tak nie było. Po pierwsze to ja wcale nie mam aż tak dużo facetów, żeby tak sobie przebierać. Tak na prawdę to chłopcy w moim (naszym) wieku się chyba mnie trochę boją, ale ja też uważam ich za niedojrzałych. Z całej szkoły najbardziej podoba mi się pan od angielskiego. Siedzę zawsze na jego zajęciach taka zainteresowana lekcją, jakby uczył conajmniej chemii, bo taka jest pomiędzy nami chemia. O, albo fizyki, bo czuję tę elektryczność i prąd, który pomiędzy nami przepływa. Pan od angielskiego jest zresztą też ogromnie miły, na przykład jak nie mogłam się zdecydować jaki wiersz powinnam wyrecytować podczas konkursu talentów, to siedział ze mną po zajęciach prawie dwie godziny i pomagał mi dobrać mój repertuar. Ponieważ potem siedział też w jury konkursu, to wiedziałam, że jego pomoc będzie nieoceniona, zresztą pewnie dlatego wygrałam konkurs. Nigdy nie opuszczam poniedziałkowych zajęć z nim, mimo że są na bardzo wczesną godzinę. Ale uwielbiam tak zaczynać z nim dzień, to mnie wspaniale nastraja na cały tydzień.
W tym tygodniu niestety go jednak nie było w szkole i ten tydzień zaczął się dla mnie niedobrze, więc nic dziwnego, że pod koniec tak narozrabiałam, że wylądowałam w kozie.
- Okay, nie chcesz mojej pomocy, to obejdzie się bez, wiesz nie urodziłam się po to, żeby ci pomagać życie przeżyć- zakpiłam, bo Noah znów przyjął swoją typową pozę chłopaka, który wszystkich od siebie odpycha. Właśnie zastanawiałam się co się z nim stało, że przez moment taki nie był, ale najwyraźniej sądził, że jak będzie dla mnie miły, to nie będę przejmować się tym, że leci na moją koleżankę i będę się z nim tu na dachu ogarniać. Ale nie, znów jest taki jak go pamiętam. Zdystansowany, chłodny. Pewnie pomyślał, że za dużo mi powiedział, przyznając się do słabości w stronę Audrey.
- Możemy chyba wracać, chociaż nie wypełniłeś wszystkich elementów zdejmowania klątwy - zauważyłam odchodząc od niego. Przeszłam na skraj budynku i spojrzałam w dół. Całkiem wysoko, aż mnie dreszcz przeszedł. Robię kilka kroków do tyłu i oglądam się na Noaha. - Tak, wróćmy, już trochę nas nie było. Jak się zorientuje profesor, to tam wsadzi jeszcze jeden weekend kary, a ja nie mam zamiaru spędzać w twoim towarzystwie tyle czasu - zadecydowałam i chcę iść w stronę wyjścia z dachu.

Noah Beaumont