Italian dream
: pn lip 13, 2026 12:53 pm
Może się za bardzo przejmowała – znowu. Może się za bardzo martwiła – znowu znowu. Ale to nie tak, ze uważała, że te normalne, a może raczej codzienne ciuchy Dantego były czymś złym i niegodnym dla rzekomego dodatku jakim miał się dla niej stać tego dnia. Bo najprawdopodobniej jej zależało, żeby wyglądal schludnie, a jednocześnie, aby było mu naprawdę wygodnie! Jeśli miałaby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia co do jego garderoby to chyba tylko klasyczny, biały bezrękawnik znajdował się u niej na czarnej liście. Do chodzenia po domu bądź wyprowadzania psów wokół przysłowiowego komina – jak najbardziej. Ale jednak wolałaby, aby nie zakładał jej na spotkanie z ludźmi, od których zależało jak zostanie przedstawiona i zapamiętana przez branżę europejską.
– Co..? Ale… przecież będziesz wyglądał normalnie… ja… ghhh…! Następnym razem zrobię z ciebie króla disco lat osiemdziesiątych! – burknęła, czując że zaczyna w niej narastać dziwna irytacja. Jednak kiedy do niej dotarło, że zaczyna podnosić głos z powodu takiej głupoty jaką były ciuchy, zezłościła się, ale tym razem na samą siebie. Dlatego zaraz podeszła do wciąż pół nagiego chłopaka i przytuliła się do niego i pocałowała w mostek, mamrocząc w międzyczasie przeprosiny. Nie powinna się na nim wyżywać za to, że nie radziła sobie ze stresem. – Żartowałam… nie wyglądałbyś dobrze w cekinach i dzwonach. Ale w tym będziesz naprawdę hot… proszę… – wymruczała, trzepocząc przy tym rzęsami. Na dodatek, kiedy wspomniał, że ta koszula nocna byłaby lepszym strojem, pod warunkiem, że zostaliby w domu, zagryzła mimowolnie dolną wargę. Cóż, miała ją na sobie tylko raz i to kilka dni po akcji z fałszywym testem ciążowym, ale jeśli ją pamięć nie myliła to chyba Dantemu się bardzo podobała albo przynajmniej na tyle, żeby faktycznie mogła ujrzeć na jego ustach ten sam uśmiech, którym raczył ją w tej chwili. I sama złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać czy aby czasem na pewno nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby jednak się przebrała. Na szczęście jej mózg nie pozwolił na rozwinięcie tej myśli. Musiał sobie zdawać sprawę, że za kilka chwil Elsa zaczęłaby analizować czy piętnaście minut by im wystarczyło, dochodząc niestety tylko do wniosku, że gdyby ten zaczął zabawę od jej szyi to dla niej byłoby po wszystkim już po minucie i… zmarszczyła nos na samą tę myśl. Gdyby naprawdę się postarała, może jemu udałoby się skończyć w kwadrans i…
Boże.
Naprawdę właśnie próbowała oszacować przewidywany czas trwania seksu tylko po to, żeby sprawdzić, czy zdążyliby przed wyjściem?
Nie.
Absolutnie nie.
Potrząsnęła lekko głową, jakby w ten sposób mogła wyrzucić z niej wszystkie te niedorzeczne kalkulacje. Prowadzenie negocjacji dotyczących czasu, stosunku i logistyki zdecydowanie nie mogło skończyć się dobrze. Zwłaszcza kiedy jedyną stroną sporu była ona sama, a każdy kto znał Elsę ten dobrze wiedział, że ta rozmowa mogłaby trwać godzinami.
Pozwoliła mu się odsunąć i oprzeć o framugę drzwi podczas kiedy ona zaczęła się tłumaczyć ze swoich dziwnych pomysłów związanych z tak wczesnym wstawaniem. W tym wszystkim ominęła też dosyć istotny fakt, że poszła jeszcze pobiegać po okolicy, aby zmęczyć swoje emocje póki słońce było stosunkowo nisko. Ale najwyraźniej musiała uznać, że było to ważny szczegół, ale tylko w jej własnym mniemaniu skoro postanowiła zostawić go sobie tylko dla siebie. Jednak widok godziny na zegarku totalnie ją zmroził. Wiedziała, że było wcześnie, ale nie że aż tak!
– Nie prawda… planowałam wyjść z pokoju, żeby dać ci spokój i żebyś faktycznie mógł jeszcze sobie pospać. Rozważania o przydatności drugiej nerki bądź wątroby zostawiłabym dla siebie. Albo obudziłabym Noe i kazała mu słuchać nawiedzonej histeryczki. Pod warunkiem, że w ogóle by odebrał ode mnie telefon. – W końcu miała świadomość, że nie każdy musiał być na jej zawołanie czy tam inne pstryknięcie palca. A że jeszcze chłopak w tej chwili przeżywał własne rozterki dotyczące ciąży Gabrieli i jego związki z Charly, więc nie powinna mu zawracać głowy swoim głupim paplaniem o niczym. W tym wszystkim najbardziej poszkodowany był jednak Dante, który wielokrotnie był do tego wszystkiego zmuszany, a ona chyba naprawdę nie chciała wiedzieć, ile razy myślał nad odcięciem sobie uszu.
I choć cała ta sytuacja wywołała w niej niemałe wyrzuty sumienia, jej buzia momentalnie rozpromieniała, kiedy wspomniał, że teraz jego kolej na łazienkę, a potem na śniadanie i będą mogli myśleć, co dalej. Co najważniejsze, nie usłyszała w jego głosie nawet cienia złości czy też wyraźnego zdenerwowania. Jakby cała ta poranna sytuacja była dla niego jedynie drobną niedogodnością, a nie początkiem wyjątkowo męczącego dnia.
Obiecała sobie jednak, że to był pierwszy i zarazem ostatni taki wybryk podczas ich wspólnego wyjazdu. Od następnego poranka zamierzała wymykać się z pokoju po cichu, robiąc wszystko, żeby go nie obudzić. Jeśli będzie musiała, przygotuje sobie ubrania wieczorem, buty wyniesie pod drzwi, a telefon wyciszy do tego stopnia, że tylko nietoperze będą mogły usłyszeć nadawany sygnał. Nie chciała przecież, żeby przez jej nerwy i związaną z nimi bezsenność on również tracił sen.
Kiedy Dante zniknął za drzwiami łazienki, odetchnęła ciężko i usiadła na łóżku, sięgając po swoją już letnią kawę, co kompletnie jej nie przeszkadzało. Nie przy takich temperaturach… miała więc cichą nadzieję, że sale, w których dane jej będzie pracować, zostały wyposażone w klimatyzację. Niby miała w torebce wachlarz i mały wentylator, ale przecież potrzebowała dwóch wolnych rąk do pracy, więc albo musiałaby zapewnić ukochanemu chłopakowi bardzo zajmujące zajęcie polegające na chłodzeniu swojej równie ukochanej dziewczyny, albo będzie musiał ją cucić, kiedy w końcu padnie z przegrzania.
Podniosła głowę znad kubka kawy, słysząc jak Dante wychodzi z łazienki, a widząc go w takim wydaniu…
– Fy søren… – wymsknęła jej się norweska cholera, a wargi pozostały lekko rozchylone. Automatycznie odłożyła kubek na podłogę, nie przewidując, że ktoś przecież mógłby go niechcący kopnąć, a potem sama wstała z łóżka i… nie wiadomo kiedy popchnęła go na krzesło, na którym jeszcze nie tak dawno leżały przygotowane dla niego ubrania, a potem sama usiadła mu na kolanach okrakiem.
– A mogłabym zjeść ciebie na śniadanie? Albo te węże? – wymruczała mu przy uchu, składając zaraz czułe pocałunki tuż pod nim, palcami zaś jeżdżąc po odsłoniętych przez koszulę nakreślonych tuszem wężach. – Nie mogłeś się zapiąć pod szyję? Musiałeś mnie tak… ghh… Dante… – Przymknęła oczy, ukrywając zaraz buzię w zagłębieniu jego szyi. Było zdecydowanie za wcześnie na takie widoki. A może właśnie za późno? Skoro od dobrych kilku minut usiłowała przekonać samą siebie, że zdążą wyjść z pokoju o rozsądnej godzinie. Przecież po wszystkim czekał ich kolejny prysznic, kolejne czesanie, malowanie… i wtedy naprawdę mogłaby się zacząć martwić czy aby na pewno pojawi się na czas.
Dante Levasseur
– Co..? Ale… przecież będziesz wyglądał normalnie… ja… ghhh…! Następnym razem zrobię z ciebie króla disco lat osiemdziesiątych! – burknęła, czując że zaczyna w niej narastać dziwna irytacja. Jednak kiedy do niej dotarło, że zaczyna podnosić głos z powodu takiej głupoty jaką były ciuchy, zezłościła się, ale tym razem na samą siebie. Dlatego zaraz podeszła do wciąż pół nagiego chłopaka i przytuliła się do niego i pocałowała w mostek, mamrocząc w międzyczasie przeprosiny. Nie powinna się na nim wyżywać za to, że nie radziła sobie ze stresem. – Żartowałam… nie wyglądałbyś dobrze w cekinach i dzwonach. Ale w tym będziesz naprawdę hot… proszę… – wymruczała, trzepocząc przy tym rzęsami. Na dodatek, kiedy wspomniał, że ta koszula nocna byłaby lepszym strojem, pod warunkiem, że zostaliby w domu, zagryzła mimowolnie dolną wargę. Cóż, miała ją na sobie tylko raz i to kilka dni po akcji z fałszywym testem ciążowym, ale jeśli ją pamięć nie myliła to chyba Dantemu się bardzo podobała albo przynajmniej na tyle, żeby faktycznie mogła ujrzeć na jego ustach ten sam uśmiech, którym raczył ją w tej chwili. I sama złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać czy aby czasem na pewno nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby jednak się przebrała. Na szczęście jej mózg nie pozwolił na rozwinięcie tej myśli. Musiał sobie zdawać sprawę, że za kilka chwil Elsa zaczęłaby analizować czy piętnaście minut by im wystarczyło, dochodząc niestety tylko do wniosku, że gdyby ten zaczął zabawę od jej szyi to dla niej byłoby po wszystkim już po minucie i… zmarszczyła nos na samą tę myśl. Gdyby naprawdę się postarała, może jemu udałoby się skończyć w kwadrans i…
Boże.
Naprawdę właśnie próbowała oszacować przewidywany czas trwania seksu tylko po to, żeby sprawdzić, czy zdążyliby przed wyjściem?
Nie.
Absolutnie nie.
Potrząsnęła lekko głową, jakby w ten sposób mogła wyrzucić z niej wszystkie te niedorzeczne kalkulacje. Prowadzenie negocjacji dotyczących czasu, stosunku i logistyki zdecydowanie nie mogło skończyć się dobrze. Zwłaszcza kiedy jedyną stroną sporu była ona sama, a każdy kto znał Elsę ten dobrze wiedział, że ta rozmowa mogłaby trwać godzinami.
Pozwoliła mu się odsunąć i oprzeć o framugę drzwi podczas kiedy ona zaczęła się tłumaczyć ze swoich dziwnych pomysłów związanych z tak wczesnym wstawaniem. W tym wszystkim ominęła też dosyć istotny fakt, że poszła jeszcze pobiegać po okolicy, aby zmęczyć swoje emocje póki słońce było stosunkowo nisko. Ale najwyraźniej musiała uznać, że było to ważny szczegół, ale tylko w jej własnym mniemaniu skoro postanowiła zostawić go sobie tylko dla siebie. Jednak widok godziny na zegarku totalnie ją zmroził. Wiedziała, że było wcześnie, ale nie że aż tak!
– Nie prawda… planowałam wyjść z pokoju, żeby dać ci spokój i żebyś faktycznie mógł jeszcze sobie pospać. Rozważania o przydatności drugiej nerki bądź wątroby zostawiłabym dla siebie. Albo obudziłabym Noe i kazała mu słuchać nawiedzonej histeryczki. Pod warunkiem, że w ogóle by odebrał ode mnie telefon. – W końcu miała świadomość, że nie każdy musiał być na jej zawołanie czy tam inne pstryknięcie palca. A że jeszcze chłopak w tej chwili przeżywał własne rozterki dotyczące ciąży Gabrieli i jego związki z Charly, więc nie powinna mu zawracać głowy swoim głupim paplaniem o niczym. W tym wszystkim najbardziej poszkodowany był jednak Dante, który wielokrotnie był do tego wszystkiego zmuszany, a ona chyba naprawdę nie chciała wiedzieć, ile razy myślał nad odcięciem sobie uszu.
I choć cała ta sytuacja wywołała w niej niemałe wyrzuty sumienia, jej buzia momentalnie rozpromieniała, kiedy wspomniał, że teraz jego kolej na łazienkę, a potem na śniadanie i będą mogli myśleć, co dalej. Co najważniejsze, nie usłyszała w jego głosie nawet cienia złości czy też wyraźnego zdenerwowania. Jakby cała ta poranna sytuacja była dla niego jedynie drobną niedogodnością, a nie początkiem wyjątkowo męczącego dnia.
Obiecała sobie jednak, że to był pierwszy i zarazem ostatni taki wybryk podczas ich wspólnego wyjazdu. Od następnego poranka zamierzała wymykać się z pokoju po cichu, robiąc wszystko, żeby go nie obudzić. Jeśli będzie musiała, przygotuje sobie ubrania wieczorem, buty wyniesie pod drzwi, a telefon wyciszy do tego stopnia, że tylko nietoperze będą mogły usłyszeć nadawany sygnał. Nie chciała przecież, żeby przez jej nerwy i związaną z nimi bezsenność on również tracił sen.
Kiedy Dante zniknął za drzwiami łazienki, odetchnęła ciężko i usiadła na łóżku, sięgając po swoją już letnią kawę, co kompletnie jej nie przeszkadzało. Nie przy takich temperaturach… miała więc cichą nadzieję, że sale, w których dane jej będzie pracować, zostały wyposażone w klimatyzację. Niby miała w torebce wachlarz i mały wentylator, ale przecież potrzebowała dwóch wolnych rąk do pracy, więc albo musiałaby zapewnić ukochanemu chłopakowi bardzo zajmujące zajęcie polegające na chłodzeniu swojej równie ukochanej dziewczyny, albo będzie musiał ją cucić, kiedy w końcu padnie z przegrzania.
Podniosła głowę znad kubka kawy, słysząc jak Dante wychodzi z łazienki, a widząc go w takim wydaniu…
– Fy søren… – wymsknęła jej się norweska cholera, a wargi pozostały lekko rozchylone. Automatycznie odłożyła kubek na podłogę, nie przewidując, że ktoś przecież mógłby go niechcący kopnąć, a potem sama wstała z łóżka i… nie wiadomo kiedy popchnęła go na krzesło, na którym jeszcze nie tak dawno leżały przygotowane dla niego ubrania, a potem sama usiadła mu na kolanach okrakiem.
– A mogłabym zjeść ciebie na śniadanie? Albo te węże? – wymruczała mu przy uchu, składając zaraz czułe pocałunki tuż pod nim, palcami zaś jeżdżąc po odsłoniętych przez koszulę nakreślonych tuszem wężach. – Nie mogłeś się zapiąć pod szyję? Musiałeś mnie tak… ghh… Dante… – Przymknęła oczy, ukrywając zaraz buzię w zagłębieniu jego szyi. Było zdecydowanie za wcześnie na takie widoki. A może właśnie za późno? Skoro od dobrych kilku minut usiłowała przekonać samą siebie, że zdążą wyjść z pokoju o rozsądnej godzinie. Przecież po wszystkim czekał ich kolejny prysznic, kolejne czesanie, malowanie… i wtedy naprawdę mogłaby się zacząć martwić czy aby na pewno pojawi się na czas.
Dante Levasseur