My life got cold, it happened many days ago…
: ndz lip 05, 2026 4:48 pm
Cem uśmiechnął się słabo, bo szczerze mówiąc znał siebie i wiedział, że jest kiepskim przypadkiem.
- Możesz się kłócić, przekonywać, a ja i tak będę się dalej dobijać. To świadczy o dwóch rzeczach – powiedział spokojnie. – Jestem idiotą, a co jeszcze gorsze, jestem zakochanym idiotą. To połączenie nie jest najlepsze. Myślisz, że nie próbuję sobie wyrzucić z głowy tego wszystkiego? Chcę, bardzo. Czuję się jak podeptany śmieć, bo czuję się bezużyteczny i odpychający wszelkie szczęście. Próbuję ruszyć dalej, ale coś mi nie pozwala tego zrobić. I jak tu żyć? – zapytał wprost.
- Może lepiej byłoby mieć wypadek i stracić pamięć, przynajmniej skończyłoby się to moje żałosne siedzenie w domu i rozpamiętywanie tego, że straciłem kogoś ważnego w życiu. I to nie pierwszy raz – wiedziała o czym mowa, bo znała smak straty i tęsknoty. Życzył jej zawsze bardzo dobrze i wiedział, że zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a już na pewno nie na przyjaciela, który jest niereformowalnym głupkiem, który się przejmuje wszystkim i cierpi w samotności.
Nawet myśl o Stambule nie poprawiał mu humoru, bo tam coś zyskał i utracił, chyba na zawsze.
- Nie martw się, znam kilka dobrych lokali, które znają tylko ludzie z sąsiedztwa. W jednym można nawet samemu odwiedzić kuchnię i spróbować swoich sił w gotowaniu – kiedyś to lubił, potrafił się odstresować przy garach. A teraz jakoś i nie miał ochoty na zrobienie czegoś do jedzenia. Vito nie cierpiał przez swojego pana. Miał spory zapas jedzenia, bo Cem prędzej sam by umarł z głodu, niż pozwolił czworonogowi chodzić głodnym.
- Jamie, proszę cię – mruknął w odpowiedzi. Jakoś nie marzył mu się spacer. Vito jednak wpatrywał się w niego tak uważnie, że Cem mruknął.
- I ty Brutusie przeciwko mnie? – nie miał zamiaru się kłócić. Wyjdzie z domu i uda, że ma się dobrze.
- Hej, to Ty mnie uwodziłaś – wytknął przyjaciółce. – Nie pamiętasz? – pamiętała to tak dobrze, jak i on. Na szczęście potrafili się z tego śmiać i gadać na luzie.
- Jesteś okropna, wiesz? – zamknął laptopa, posłusznie zjadł pizzę i udawał, że wcale nie jest głodny, a był i to bardzo, tylko nie dbał o siebie zbytnio.
Wyszedł z salonu do pokoju, by złapać jakiś ciuch nadający się na wyjście, by nikt nie nazwał go żulem i menelem, a później przyszedł z powrotem. Wyglądał chyba dość nieźle, w każdym razie swoje zmęczone oczy mógłby jeszcze ukryć za ciemnymi szkłami okularów.
- Lepiej? – zapytał wprost. – Stary, nie patrz tak – powiedział Cem po turecku do psa. Zawsze rozmawiał z nim w tym języku, kwestia przyzwyczajenia.
Jamie Park
- Możesz się kłócić, przekonywać, a ja i tak będę się dalej dobijać. To świadczy o dwóch rzeczach – powiedział spokojnie. – Jestem idiotą, a co jeszcze gorsze, jestem zakochanym idiotą. To połączenie nie jest najlepsze. Myślisz, że nie próbuję sobie wyrzucić z głowy tego wszystkiego? Chcę, bardzo. Czuję się jak podeptany śmieć, bo czuję się bezużyteczny i odpychający wszelkie szczęście. Próbuję ruszyć dalej, ale coś mi nie pozwala tego zrobić. I jak tu żyć? – zapytał wprost.
- Może lepiej byłoby mieć wypadek i stracić pamięć, przynajmniej skończyłoby się to moje żałosne siedzenie w domu i rozpamiętywanie tego, że straciłem kogoś ważnego w życiu. I to nie pierwszy raz – wiedziała o czym mowa, bo znała smak straty i tęsknoty. Życzył jej zawsze bardzo dobrze i wiedział, że zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a już na pewno nie na przyjaciela, który jest niereformowalnym głupkiem, który się przejmuje wszystkim i cierpi w samotności.
Nawet myśl o Stambule nie poprawiał mu humoru, bo tam coś zyskał i utracił, chyba na zawsze.
- Nie martw się, znam kilka dobrych lokali, które znają tylko ludzie z sąsiedztwa. W jednym można nawet samemu odwiedzić kuchnię i spróbować swoich sił w gotowaniu – kiedyś to lubił, potrafił się odstresować przy garach. A teraz jakoś i nie miał ochoty na zrobienie czegoś do jedzenia. Vito nie cierpiał przez swojego pana. Miał spory zapas jedzenia, bo Cem prędzej sam by umarł z głodu, niż pozwolił czworonogowi chodzić głodnym.
- Jamie, proszę cię – mruknął w odpowiedzi. Jakoś nie marzył mu się spacer. Vito jednak wpatrywał się w niego tak uważnie, że Cem mruknął.
- I ty Brutusie przeciwko mnie? – nie miał zamiaru się kłócić. Wyjdzie z domu i uda, że ma się dobrze.
- Hej, to Ty mnie uwodziłaś – wytknął przyjaciółce. – Nie pamiętasz? – pamiętała to tak dobrze, jak i on. Na szczęście potrafili się z tego śmiać i gadać na luzie.
- Jesteś okropna, wiesz? – zamknął laptopa, posłusznie zjadł pizzę i udawał, że wcale nie jest głodny, a był i to bardzo, tylko nie dbał o siebie zbytnio.
Wyszedł z salonu do pokoju, by złapać jakiś ciuch nadający się na wyjście, by nikt nie nazwał go żulem i menelem, a później przyszedł z powrotem. Wyglądał chyba dość nieźle, w każdym razie swoje zmęczone oczy mógłby jeszcze ukryć za ciemnymi szkłami okularów.
- Lepiej? – zapytał wprost. – Stary, nie patrz tak – powiedział Cem po turecku do psa. Zawsze rozmawiał z nim w tym języku, kwestia przyzwyczajenia.
Jamie Park