bajo el cielo de río, contigo siempre ❤︎
: czw cze 18, 2026 9:15 pm
trigger warning
przekleństwaA on je... uczucia miał mieszane. Zazwyczaj go denerwowały, były za głośne, za impulsywne, wszystko za (brzmi znajomo), a jednak miał do nich cierpliwość. I może przez to, że ich nie ignorował, traktował ich jak równych sobie rozmówców, one tak do niego lgnęły. Jak teraz Ana, która wpatrywała się w niego tymi wielkimi, ciemnymi oczami, w których igrały jakieś psotne ogniki.
- Właściwie trochę mi się poje... - urwał w pół słowa, bo chciał powiedzieć, że mu się pojebało i nie wziął pod uwagę tego, że oni lecą z TORONTO, chłop ponad dziesięć lat siedzi w Kanadzie, a wciąż myśli o Kolumbii, jak o swoim domu - pomyliło mi się coś - poprawił się, kiedy dziewczynka popatrzyła na niego podejrzliwie. A zaraz Pilar dodała, że uciekają od swoich przyjaciół, a Madox utkwił w niej spojrzenie. Coś w tym było, że oni po prostu ten dzień chcieli celebrować we dwoje, po swojemu, nie słuchając o tym, że coś jest nie tak, źle, toksycznie. Bo było po ich, chujowo, ale stabilnie. Tak jak chcieli.
Najpierw walczyli o życie i się poobijali, potem to życie komuś uratowali, a na koniec poznali zupełnie randomowych ludzi i siedzieli z nimi, jakby nigdy nic. Totalnie w ich stylu. Cali oni.
Razem przeciwko całemu złu. Kto więcej był im potrzebny?
Właściwie oni przecież na każdym wyjeździe poznawali tyle nowych ludzi, których czasami to nawet trudno się było pozbyć, gdy chcieli zostać sami, jak ich autostopowicze z Meksyku na przykład, że nie narzekali na samotność.
A zresztą nawet gdyby Pilar mu powiedziała, że pakują się i wyprowadzają na drugi koniec świata, z dala od wszystkich, to on by pewnie tylko zapytał gdzie.
Madox się nawet uśmiechnął, kiedy Pilar zaczęła się wykręcać. No niby tak, przygarnięcie ich pod swój dach było nieco niebezpieczne, ale z drugiej strony lecieli tam tylko na dwadzieścia cztery godziny, co mogło się wydarzyć?
W chuj. W dwanaście godzin w samolocie, on już miał zjazd, wybił bark, przeżyli turbulencje, a Pilar uratowała kobiecie życie. Może nawet Madox też by coś dodał, żeby się z tego wykpić, ale Ana już go ściskała za koszulkę mówiąc, że nie ma z nią szans, a on parsknął śmiechem.
- Ile siły jest w tych małych rączkach, niewiarygodne... co ty zjadłaś na śniadanie? Chyba szpinak? - pokazał jej język, a Ana odpowiedziała mu tym samym zaraz nawijając, że nienawidzi szpinaku, a Madox wtrącił, że on też. Czyli już chyba... przyjaciele.
Chociaż zaraz się okazało, że do Diabłów mają ambiwalentne odczucia. A Noriega uśmiechnął się na słowa Pilar, bo rzeczywiście, oni przecież nawet pocałunków Diabła w jego jaskini się na bali. Na kolejne słowa swojej narzeczonej parsknął śmiechem - tak, my właściwie nie lubimy takich mocnych wrażeń - rzucił, ale matka Any Luizy spojrzała na nich trochę podejrzliwie, za to dziewczynka zaraz się odpaliła.
- No tak, bo policjanci to są dobrzy, zawsze pomagają - powiedziała znowu patrząc na Pilar, ale zaraz odwróciła się do Madoxa - a ty też jesteś policjantem? - zapytała, a Noriega pokręcił głową - to pewnie... treserem lwów! - wypaliła nagle mała. A Madox znowu parsknął.
W tym samym czasie matka Any, która przedstawiła im się jako Theresa, opowiadała o swoim mężu. Dwie gaduły im się trafiły. Ale przecież oni też byli wygadani, tylko, że teraz zerkali na siebie słuchając Theresy - a dużo palił? - oczywiście musiał dopytać Madox, ale kobieta odpowiedziała mu, że bardzo dużo, więc wzruszył tylko ramionami. On wcale nie tak dużo. Zresztą po co o to pytał, skoro on i tak nie planował posiadania dzieci.
A jednak jego ciemne oczy znowu wpatrywały się w dziewczynkę, kiedy mówiła że jej tata jest miśnesmanem, uniósł jedną brew. Ale zaraz jej mama wyjaśniła im co miała na myśli mała. Znowu się uśmiechnął, kiedy rzuciła to no właśnie to powiedziałam, mała cwaniara. Słuchał opowieści dziewczynki o tym basenie, ale spojrzenie zawiesił na Pilar - też było bardzo fajnie - rzucił, a Ana znowu podłapała - zjeżdżaliście do basenu? - Madox pokiwał głową - tak, kilka razy - może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale przyszła do nich Karen oznajmiając, że muszą zapiąć pasy, bo będą lądować. Madox też nie zdawał sobie sprawy, że to już i kiedy Pilar sięgnęła do jego zegarka, to on też spojrzał na tarczę. Dwanaście godzin. Zdecydowanie się przespali.
- Ale masz ładny zegarek - Ana już sięgnęła, żeby go obejrzeć - dostałem od Pilar - wtrącił Madox, a dziewczynka pisnęła, że jest przepiękny, a później jeszcze podłapała to, że jego narzeczona ma na imię Pilar i zaczęła opowiadać, że ona też zna Pilar z Rio. Karen spojrzała na nich wyczekująco, a Madox wstał i posadził na miejscu dziewczynkę - dobra, to ty zostań z Pilar i mamą, zapnijcie pasy - spojrzał na Stewart i małą - a ja pójdę na wasze miejsce i spotkamy się po wylądowaniu - nie chciał już się dochodzić, robić kolejnego zamieszania, a Karen chyba nawet była mu za to wdzięczna. Sięgnął jeszcze palcami do kolana Pilar, żeby je musnąć i poszedł ze stewardessą do klasy ekonomicznej. Po drodze jeszcze coś rozmawiali.
Ana też nawijała Pilar o tym, że Rio jest piękne, że jest tam taki wielki Jezus.
Samolot wylądował już bez komplikacji, a ludzie chyba rzeczywiście odetchnęli z ulgą. I kiedy trochę się przerzedziło, a niektórzy już powysiadali, to wrócił też Madox, a na szyi miał założony temblak.
Theresa złapała Anę Luizę za rączkę i oznajmiła im, że idą pozbierać swoje rzeczy i odebrać bagaże, ale żeby spotkali się na lotnisku, wymienili się nawet numerami. Noriega sięgnął do bagażu podręcznego, ale musiała mu z nim pomóc Pilar, bo prawie zrzucił sobie na łeb walizkę jedną ręką.
- Wylądowałem koło tego lekarza z pierwszej klasy, no i trochę mnie... wymacał - już nawijał swojej narzeczonej wywracając oczami - dobrze je nastawiłaś, ale i tak polecił żeby zrobić prześwietlenie i dał mi jakieś zajebiste tabletki przeciwbólowe - pokazał jej nawet pomarańczową fiolkę z nimi - a to znalazła mi Dolly, ale nie będę tego nosił - pokazał jej na ten temblak na szyi, i nawet chciał go zdjąć, ale w międzyczasie oni z tą ich walizeczką, to już wyszli z samolotu i stanęli na lotnisku. Rio było... głośne, kolorowe. Powietrze było parne, gorące, chociaż zważając na to, że dopiero dochodziła ósma, jeszcze rześkie. Madox i tak powachlował się koszulką podwijając ją na brzuchu. A zaraz jak gdyby nigdy nic, jakby byli tu sami, wśród tych ludzi, którzy ich mijali, objął Pilar tą sprawną ręką, żeby przyciągnąć ją do siebie. Wbić spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy - a co ty o tym myślisz Pilar? Wiesz... o tym zatrzymaniu się u Theresy i Any - przysunął się do niej i nawet pochylił, żeby ją zaczepić, musnąć wargami kącik jej ust - bo ja myślę, że nas zajebią... Zagadają na śmierć, i będę musiał siedzieć w tym tipi i malować na ścianach księżniczki - pokręcił głową odsuwając się od niej tak, żeby znowu zajrzeć jej w oczy - chociaż moglibyśmy tam zostawić walizkę, no i iść na tą plażę Diabła, sprawdzić jak tam całuje - posłał jej zaczepny uśmiech. Czekał na jakąś jej decyzję, bo Madox to jednak miał mieszane uczucia co do tego. Niby fajnie, że trafili na kogoś życzliwego, ale mieli tu tylko dwadzieścia cztery godziny, jutro o tej porze będą wsiadać w samolot powrotny. Noriega nawet zacisnął palce na dłoni swojej narzeczonej, żeby pociągnąć ją w kierunku tarasu widokowego. Lotnisko położone było na cyplu otoczonym oceanem, ładnie to wyglądało. Oparł się o barierkę na tle błękitu, odwracając w kierunku Pilar.
¿Y tú qué opinas, cariño? ⋆˚✿˖°