Ella me llama porque yo soy su gato
: śr cze 24, 2026 10:35 am
Zamyśliła się na moment nad potencjalnymi skutkami ich zakładu. Oczywiście, że pomysł na papierze się jej spodobał. Doskonale pasował do ich dynamiki i z pewnością pozwoli którejś z nich wyciągnąć na światło dzienne absolutnie najgorsze cechy własnej osobowości. Ale czy na pewno chciała wyciągnąć z niej to wszystko, czego do tej pory nie dostała, wyłącznie dzięki takiej umowie? Czy w którymś momencie nie uzna tego za zbyt banalne? Dogodzenie Cross, wbrew pozorom, nie było takie łatwe. Sama borykała się z tym od ćwierćwiecza, więc miała pewne obawy. Postanowiła jednak odsunąć je na dalszy plan. Konkurs się nawet nie zaczął, żadna z nich jeszcze nie wygrała. Później będzie miała mnóstwo czasu na kombinowanie.
Teraz musiała skupić się na zwyczajnym spędzaniu czasu w towarzystwie Ruelle, co okazało się zadziwiająco skomplikowane. Nie żeby miała jakiś wielki problem z opowiadaniem jej o sobie. Przecież uwielbiała gadać na swój temat! Po prostu w każdym jej słowie i geście wietrzyła jakiś podstęp. Chciała przewidzieć trzy kroki do przodu, by być przygotowaną na każdy cios, jaki Prescott może jej zadań, ale jak na razie szło jej średnio. No dobrze, właściwie to dość chujowo.
— Faktycznie mam jakieś niezdrowe ciągoty do bycia irytowaną. Myślisz, że to jakieś głęboko zakorzenione mommy issues? — Biorąc pod uwagę, że matek w życiu miała ponad normę, to mogło tak być! Z ojcem nie mogło mieć to nic wspólnego, bo przecież nawet go nie pamięta. Nie zakładała, że ktokolwiek, kogo postanowiła wymazać ze swojego życia, mógłby mieć na nie jakikolwiek wpływ. Wielu terapeutów pewnie by się z nią nie zgodziło, ale co oni tam wiedzą?
— Biorąc pod uwagę, że zaczęliśmy znajomość, objeżdżając z góry na dół swoje prace, to nie wiem, czy masz rację. — Uśmiechnęła się pod nosem do własnych wspomnień. Wspólne zainteresowania na pewno rozwijają przyjaźnie, ale na pewno można było nawiązać je w dużo bardziej pokojowy sposób. Z drugiej strony, tu też od razu zauważyła pewne podobieństwo do jej znajomości z Prescott, więc może po prostu była jakaś jebnięta?
— Niestety jedno i drugie. Oboje mają również niezdrową obsesję na punkcie guzików. Czasem każą mi je sobie przekazywać, jak jakiejś paserce — doprecyzowała. Za dilowanie guzikami chyba nie powinni jej przymknąć? Chociaż niekiedy uważała, że powinni, jak patrzyła na jakość znalezisk obojga z nich. Niemniej jednak byłoby trochę wstyd przyznać się, że wylądowała za kratami za taka głupotę. To dużo mniej ciekawa opowieść niż bycie zgarniętą z jakiegoś protestu.
Obczajanie tyłka Ruelle zdecydowanie będzie mogła zaliczyć do lepszych punktów tego dziwacznego dnia. Może powinna robić częściej taki detoks od pożerania jej wzrokiem i ciągłego dotykania? Nawet tak prozaiczny widok wydał jej się od razu dużo przyjemniejszy.
— No wiesz co? Nie spodziewałam się grania kartą rasy — prychnęła, udając oburzoną. Specjalistką od tej kultury i kuchni zdecydowanie nie była. Nie podejrzewała też oczywiście Prescott o żaden rasizm.
— Skoro lubisz dobrze przyprawione to może Champong? A jeśli jesteś naprawdę głodna, to weź Ojingeo-bokkeum. Mają tu najlepsze, jakie jadłam w Toronto. — Obróciła w jej stronę własne menu i wskazała na obie pozycje. Nachyliła się nad stolikiem, by się do niej zbliżyć.
— Jadłam to aż w dwóch miejscach — dodała konspiracyjnym szeptem. No to niezła rekomendacja, nie ma co. Ale cóż, pierwsze miejsce, to pierwsze miejsce, prawda? Oparła się z powrotem o krzesło i zamknęła menu. Zawsze doceniała geniusz projektantów kart w azjatyckich restauracjach, którzy obok nazw dań dawali również ich zdjęcia. Wszystko tutaj było po prostu... odpowiednie. Dzięki klimatyzacji nie ugotują się, zanim się nie najedzą. Cicho grająca muzyka w tle w stylu lofi beats to relax and study absolutnie nie przeszkadzała. Wystrój też nie raził jej w oczy. Jego elegancja nie wynikała z przepychu, a prostoty i dbałości o symetrię. Nawet kelnerka była wyjątkowo miła i przyjęła ich zamówienie sprawnie i bez żadnych niezręczności. Cross czuła się w tym miejscu po prostu bardzo dobrze. To na pewno zasługa samego lokalu, totalnie niczego innego. Co niby miałoby aż tak pozytywnie wpływać na jej nastrój? Nie mam pojęcia.
— Ja też mam ci nie zadawać żadnych pytań? — dopytała, gdy kelnerka odeszła od ich stolika. Ruelle wcześniej wykręciła się z rozmowy z Casparem, zaznaczając, że nie jest wylewna. Cross nie miała pojęcia, czy też powinna się temu podporządkować, a zadanie pytania wprost było dużo lepsze niż potencjalne odbicie się od ściany. Rozejrzała się uważnie po stoliku szukając czegokolwiek, czym mogłaby się zająć. W końcu jednak wyjęła z paczki papierosów zapalniczkę i zaczęła nią obracać w palcach. To było wyjątkowo durne, że nie przygotowała sobie niczego do zajęcia rąk, wiedząc, że tym razem nie będzie chciała przyklejać ich bez przerwy do swojej rozmówczyni. Taka desperacka potrzeba przeniesienia na coś koncentracji nie była przecież dla niej żadną nowością. Przez tę pokręconą dziewczynę popełniała ciągle błędy godne nowicjuszki.
Ruelle I. Prescott
Teraz musiała skupić się na zwyczajnym spędzaniu czasu w towarzystwie Ruelle, co okazało się zadziwiająco skomplikowane. Nie żeby miała jakiś wielki problem z opowiadaniem jej o sobie. Przecież uwielbiała gadać na swój temat! Po prostu w każdym jej słowie i geście wietrzyła jakiś podstęp. Chciała przewidzieć trzy kroki do przodu, by być przygotowaną na każdy cios, jaki Prescott może jej zadań, ale jak na razie szło jej średnio. No dobrze, właściwie to dość chujowo.
— Faktycznie mam jakieś niezdrowe ciągoty do bycia irytowaną. Myślisz, że to jakieś głęboko zakorzenione mommy issues? — Biorąc pod uwagę, że matek w życiu miała ponad normę, to mogło tak być! Z ojcem nie mogło mieć to nic wspólnego, bo przecież nawet go nie pamięta. Nie zakładała, że ktokolwiek, kogo postanowiła wymazać ze swojego życia, mógłby mieć na nie jakikolwiek wpływ. Wielu terapeutów pewnie by się z nią nie zgodziło, ale co oni tam wiedzą?
— Biorąc pod uwagę, że zaczęliśmy znajomość, objeżdżając z góry na dół swoje prace, to nie wiem, czy masz rację. — Uśmiechnęła się pod nosem do własnych wspomnień. Wspólne zainteresowania na pewno rozwijają przyjaźnie, ale na pewno można było nawiązać je w dużo bardziej pokojowy sposób. Z drugiej strony, tu też od razu zauważyła pewne podobieństwo do jej znajomości z Prescott, więc może po prostu była jakaś jebnięta?
— Niestety jedno i drugie. Oboje mają również niezdrową obsesję na punkcie guzików. Czasem każą mi je sobie przekazywać, jak jakiejś paserce — doprecyzowała. Za dilowanie guzikami chyba nie powinni jej przymknąć? Chociaż niekiedy uważała, że powinni, jak patrzyła na jakość znalezisk obojga z nich. Niemniej jednak byłoby trochę wstyd przyznać się, że wylądowała za kratami za taka głupotę. To dużo mniej ciekawa opowieść niż bycie zgarniętą z jakiegoś protestu.
Obczajanie tyłka Ruelle zdecydowanie będzie mogła zaliczyć do lepszych punktów tego dziwacznego dnia. Może powinna robić częściej taki detoks od pożerania jej wzrokiem i ciągłego dotykania? Nawet tak prozaiczny widok wydał jej się od razu dużo przyjemniejszy.
— No wiesz co? Nie spodziewałam się grania kartą rasy — prychnęła, udając oburzoną. Specjalistką od tej kultury i kuchni zdecydowanie nie była. Nie podejrzewała też oczywiście Prescott o żaden rasizm.
— Skoro lubisz dobrze przyprawione to może Champong? A jeśli jesteś naprawdę głodna, to weź Ojingeo-bokkeum. Mają tu najlepsze, jakie jadłam w Toronto. — Obróciła w jej stronę własne menu i wskazała na obie pozycje. Nachyliła się nad stolikiem, by się do niej zbliżyć.
— Jadłam to aż w dwóch miejscach — dodała konspiracyjnym szeptem. No to niezła rekomendacja, nie ma co. Ale cóż, pierwsze miejsce, to pierwsze miejsce, prawda? Oparła się z powrotem o krzesło i zamknęła menu. Zawsze doceniała geniusz projektantów kart w azjatyckich restauracjach, którzy obok nazw dań dawali również ich zdjęcia. Wszystko tutaj było po prostu... odpowiednie. Dzięki klimatyzacji nie ugotują się, zanim się nie najedzą. Cicho grająca muzyka w tle w stylu lofi beats to relax and study absolutnie nie przeszkadzała. Wystrój też nie raził jej w oczy. Jego elegancja nie wynikała z przepychu, a prostoty i dbałości o symetrię. Nawet kelnerka była wyjątkowo miła i przyjęła ich zamówienie sprawnie i bez żadnych niezręczności. Cross czuła się w tym miejscu po prostu bardzo dobrze. To na pewno zasługa samego lokalu, totalnie niczego innego. Co niby miałoby aż tak pozytywnie wpływać na jej nastrój? Nie mam pojęcia.
— Ja też mam ci nie zadawać żadnych pytań? — dopytała, gdy kelnerka odeszła od ich stolika. Ruelle wcześniej wykręciła się z rozmowy z Casparem, zaznaczając, że nie jest wylewna. Cross nie miała pojęcia, czy też powinna się temu podporządkować, a zadanie pytania wprost było dużo lepsze niż potencjalne odbicie się od ściany. Rozejrzała się uważnie po stoliku szukając czegokolwiek, czym mogłaby się zająć. W końcu jednak wyjęła z paczki papierosów zapalniczkę i zaczęła nią obracać w palcach. To było wyjątkowo durne, że nie przygotowała sobie niczego do zajęcia rąk, wiedząc, że tym razem nie będzie chciała przyklejać ich bez przerwy do swojej rozmówczyni. Taka desperacka potrzeba przeniesienia na coś koncentracji nie była przecież dla niej żadną nowością. Przez tę pokręconą dziewczynę popełniała ciągle błędy godne nowicjuszki.
Ruelle I. Prescott