Strona 3 z 3

are you reaching out?

: ndz wrz 06, 2026 8:16 pm
autor: Elena Santorini
Czy Marshall mógłby ją z r a n i ć?
Na papierze z pewnością, na każdy z możliwych sposobów.
Bo czy nie pamiętała wciąż dotyku jego palców zaciśniętej na własnej szyi? Czy nie sięgał do tych części jej serca, które dawno temu zamknęła i tkwiła w przekonaniu, że wyrzuciła już klucz? Czy nie mógł chwycić ich, wyszarpnąć z jej klatki piersiowej i pozostawić po sobie dziurę we własnym kształcie?
Ale czy mógł tak naprawdę zranić ją ktoś, kogo nadal trzymała na d y s t a n s? Komu nie wyjawiła całej prawdy na swój temat, przed kim nieustannie trzymała sekrety? Być może. Może zakorzenił się już tak głęboko w jej życiu, że jego strata miała wyrwać z jej piersi powietrze. Ale to wciąż było hipotetyczne, było problemem przyszłości, która nie była jeszcze określona.
Ona krzywdziła go nawet w tym momencie.
Nie mówiąc prawdy, nie odpowiadając na pytania szczerze, nie przyznając do myśli, które błąkały się po jej głowie, do wspomnień malujących korytarz czerwienią.
Nigdy nie mógł być dla niej gorszy niż ona była dla niego.
Jej poczucie winy jednak musiało poczekać - jak wszystkie emocje, które nie była gotowa przepracować. Schowało się na tyle jej świadomości gdy wściekłość zawładnęła jej ciałem w reakcji na ten bezczelny akt.
To były tylko klapki. Nie kosztowały wiele, a ona też nie była do nich szczególnie przywiązana. Laskę zaś Marshall mógł mieć każdą, szczególnie jeśli z marszu kupił nawet Vespę w sposób, który sugerował, że nieszczególnie uszczupliło to jego zasoby.
- Dajesz im pieniądze? - wyrwało jej się cicho, gdy nagle dolary pojawiły się w jego dłoni i dzieciaki rzuciły się w ich kierunku, desperacko usiłując wyrwać dla siebie banknot.
Racjonalność podpowiadała jej, że jego plan był sprytny. Bo czy dzięki temu nie rozwiązywał ich problemu cudzymi rękami? Czy te pieniądze nie były wyłącznie drobnymi dla osoby jego pokroju?
Ale coś w niej zawrzało na myśl, że ci, którzy ośmielili się zabrać im rzeczy teraz mieli otrzymać coś jeszcze.
W ten kompletnie pozbawiony logiki sposób zacisnęła usta w wąską linię, spojrzeniem mierząc wykonującą jego polecenia siłę roboczą.
- Da dove vengo io, ai ladri vengono tagliate le mani - mruknęła, dbając o to, by staruszka nie była w stanie jej usłyszeć. W jej głosie wybrzmiewała lekkość, nawet jeśli w spojrzeniu chowała się odrobina półmroku. Z pewnością odebrałby jej słowa jako żart.
Nawet, jeśli zupełnie nim nie były.
Westchnęła, odbierając później nędznego kwiatka wręczonego jej w ramach rekompensaty. Jej urażona duma związana z naruszeniem jej autonomii - nawet jeśli były nią porzucone klapki i próba kradzieży skutera, który nie należał nawet do niej - wciąż tliły się gdzieś w tle.
A może trzymała się ich desperacko, byle tylko nie wracać do rozmowy, którą prowadzili wcześniej.
- Czytałam, że nasz bungalow ma bezpośrednie zejście do morza - mruknęła, bawiąc się kwiatkiem w dłoni, choć gdy tylko zostali sami jej ramiona znów sięgnęły do męskiej szyi, uwieszając się jego karku. Jej usta musnęły płatek jego ucha. - Portatemi via da qui prima che io debba uccidere qualcuno.

non parliamone

are you reaching out?

: ndz wrz 13, 2026 5:39 pm
autor: caspian marshall
Pieniądze nigdy nie miały dla niego jakiegoś większego znaczenia. To nie tak, że nie miał do nich szacunku, bo miał. Doskonale wiedział, że znajdował się w tej fortunnej sytuacji, w której nie musiał martwić się od pierwszego do pierwszego ani zastanawiać, czy w tym miesiącu wybrać zakupy spożywcze, bilet na komunikację miejską czy zapłacenie czynszu. Zdawał sobie sprawę, jakie miał szczęście. Ale skoro już sobie to wszystko w głowie poukładał i wiedział, że mógł pozwolić sobie na okazjonalne szastanie pieniędzmi, a przy okazji sprawić, żeby jego PRAWIE kobieta poczuła się chociaż przez moment jak księżniczka?

Why the fuck not?

Uniósł brew, uśmiechając się krzywo do Elenki. - A czemu nie? Mam ich pod dostatkiem - wzruszył ramionami, prostując się, kiedy chłopcy pobiegli przed siebie z banknocikiem uniesionym triumfalnie do góry. Spojrzał na Włoszkę i już po samym wyrazie jej twarzy wiedział, że coś się w niej buzowało. No pięknie. Zaraz dostanie opierdol. - Nie denerwuj się, tesoro - rzucił tylko. - To serio nic. Po prostu wysłałem ich na misję, która wymagała malutkiej motywacji. - Posłał jej ciepły uśmiech, choć na wszelki wypadek nie zbliżał się jeszcze za bardzo. Niech sobie ochłonie. Nawdycha się cudownego włoskiego powietrza. Znajdzie wewnętrzny spokój. Cokolwiek.

Na moment aż go zmroziło, kiedy usłyszał jej kolejne słowa, ale zaraz podszedł bliżej i ujął jej twarz w obie dłonie. - Hm... to już trochę barbarzyńskie podejście, no nie? - zaśmiał się, zaglądając w jej ciemne tęczówki. - Postarajmy się zakończyć te wakacje bez żadnych missing limbs na koncie, okej? - Przyciągnął ją bliżej i pocałował w czubek głowy. - No uśmiechnij się. Chłopacy się starali dla ciebie! Takiego kwiatka w Toronto nigdzie nie dostaniesz. - Wciąż próbował jakoś rozładować tę lekko napiętą atmosferę, chociaż sam już nie był pewien, czy wynikała ona z zachowania tych małych złoczyńców, czy może z ich wcześniejszej rozmowy.

Pożegnali się z ludźmi i ruszyli w stronę Vespy, a kiedy w końcu znaleźli się sami, Caspian spojrzał na nią z rozbawieniem. - Tak? A będziemy tam sami, czy mam się pogodzić z tym, że inni też będą mogli cię podziwiać w bikini? - Przesunął dłonią po jej włosach, ale kiedy usłyszał kolejną prośbę, naprawdę ledwo powstrzymał parsknięcie śmiechem. - Tsk, tsk, tsk - stuknął językiem o podniebienie, wydając ten charakterystyczny dźwięk dezaprobaty. - Nie poznaję cię, guerriera. Te Włochy wydobywają z ciebie naprawdę interesującą stronę. - Odsunął jej włosy z szyi i złożył na niej długi, wilgotny pocałunek. - Mi piaci così - mruknął prosto w jej skórę.

Chwilę później ruszyli już w stronę bungalowu. Na miejscu zdążyli się trochę rozgościć i trzeba było przyznać, że miejsce faktycznie robiło wrażenie. W środku mieli do dyspozycji zarówno wannę, jak i prysznic, więc Marshall, będąc prostym facetem z krwi i kości, którego układ nerwowy w takich momentach ograniczał się do naprawdę basicowych funkcji, spojrzał na Elenę. - Vuoi fare una doccia o un bagno insieme? - zapytał, po czym zastanowił się chwilę. - Oppure... un bagno notturno in mare?

mi guerriera