are you reaching out?
: ndz wrz 06, 2026 8:16 pm
Czy Marshall mógłby ją z r a n i ć?
Na papierze z pewnością, na każdy z możliwych sposobów.
Bo czy nie pamiętała wciąż dotyku jego palców zaciśniętej na własnej szyi? Czy nie sięgał do tych części jej serca, które dawno temu zamknęła i tkwiła w przekonaniu, że wyrzuciła już klucz? Czy nie mógł chwycić ich, wyszarpnąć z jej klatki piersiowej i pozostawić po sobie dziurę we własnym kształcie?
Ale czy mógł tak naprawdę zranić ją ktoś, kogo nadal trzymała na d y s t a n s? Komu nie wyjawiła całej prawdy na swój temat, przed kim nieustannie trzymała sekrety? Być może. Może zakorzenił się już tak głęboko w jej życiu, że jego strata miała wyrwać z jej piersi powietrze. Ale to wciąż było hipotetyczne, było problemem przyszłości, która nie była jeszcze określona.
Ona krzywdziła go nawet w tym momencie.
Nie mówiąc prawdy, nie odpowiadając na pytania szczerze, nie przyznając do myśli, które błąkały się po jej głowie, do wspomnień malujących korytarz czerwienią.
Nigdy nie mógł być dla niej gorszy niż ona była dla niego.
Jej poczucie winy jednak musiało poczekać - jak wszystkie emocje, które nie była gotowa przepracować. Schowało się na tyle jej świadomości gdy wściekłość zawładnęła jej ciałem w reakcji na ten bezczelny akt.
To były tylko klapki. Nie kosztowały wiele, a ona też nie była do nich szczególnie przywiązana. Laskę zaś Marshall mógł mieć każdą, szczególnie jeśli z marszu kupił nawet Vespę w sposób, który sugerował, że nieszczególnie uszczupliło to jego zasoby.
- Dajesz im pieniądze? - wyrwało jej się cicho, gdy nagle dolary pojawiły się w jego dłoni i dzieciaki rzuciły się w ich kierunku, desperacko usiłując wyrwać dla siebie banknot.
Racjonalność podpowiadała jej, że jego plan był sprytny. Bo czy dzięki temu nie rozwiązywał ich problemu cudzymi rękami? Czy te pieniądze nie były wyłącznie drobnymi dla osoby jego pokroju?
Ale coś w niej zawrzało na myśl, że ci, którzy ośmielili się zabrać im rzeczy teraz mieli otrzymać coś jeszcze.
W ten kompletnie pozbawiony logiki sposób zacisnęła usta w wąską linię, spojrzeniem mierząc wykonującą jego polecenia siłę roboczą.
- Da dove vengo io, ai ladri vengono tagliate le mani - mruknęła, dbając o to, by staruszka nie była w stanie jej usłyszeć. W jej głosie wybrzmiewała lekkość, nawet jeśli w spojrzeniu chowała się odrobina półmroku. Z pewnością odebrałby jej słowa jako żart.
Nawet, jeśli zupełnie nim nie były.
Westchnęła, odbierając później nędznego kwiatka wręczonego jej w ramach rekompensaty. Jej urażona duma związana z naruszeniem jej autonomii - nawet jeśli były nią porzucone klapki i próba kradzieży skutera, który nie należał nawet do niej - wciąż tliły się gdzieś w tle.
A może trzymała się ich desperacko, byle tylko nie wracać do rozmowy, którą prowadzili wcześniej.
- Czytałam, że nasz bungalow ma bezpośrednie zejście do morza - mruknęła, bawiąc się kwiatkiem w dłoni, choć gdy tylko zostali sami jej ramiona znów sięgnęły do męskiej szyi, uwieszając się jego karku. Jej usta musnęły płatek jego ucha. - Portatemi via da qui prima che io debba uccidere qualcuno.
non parliamone
Na papierze z pewnością, na każdy z możliwych sposobów.
Bo czy nie pamiętała wciąż dotyku jego palców zaciśniętej na własnej szyi? Czy nie sięgał do tych części jej serca, które dawno temu zamknęła i tkwiła w przekonaniu, że wyrzuciła już klucz? Czy nie mógł chwycić ich, wyszarpnąć z jej klatki piersiowej i pozostawić po sobie dziurę we własnym kształcie?
Ale czy mógł tak naprawdę zranić ją ktoś, kogo nadal trzymała na d y s t a n s? Komu nie wyjawiła całej prawdy na swój temat, przed kim nieustannie trzymała sekrety? Być może. Może zakorzenił się już tak głęboko w jej życiu, że jego strata miała wyrwać z jej piersi powietrze. Ale to wciąż było hipotetyczne, było problemem przyszłości, która nie była jeszcze określona.
Ona krzywdziła go nawet w tym momencie.
Nie mówiąc prawdy, nie odpowiadając na pytania szczerze, nie przyznając do myśli, które błąkały się po jej głowie, do wspomnień malujących korytarz czerwienią.
Nigdy nie mógł być dla niej gorszy niż ona była dla niego.
Jej poczucie winy jednak musiało poczekać - jak wszystkie emocje, które nie była gotowa przepracować. Schowało się na tyle jej świadomości gdy wściekłość zawładnęła jej ciałem w reakcji na ten bezczelny akt.
To były tylko klapki. Nie kosztowały wiele, a ona też nie była do nich szczególnie przywiązana. Laskę zaś Marshall mógł mieć każdą, szczególnie jeśli z marszu kupił nawet Vespę w sposób, który sugerował, że nieszczególnie uszczupliło to jego zasoby.
- Dajesz im pieniądze? - wyrwało jej się cicho, gdy nagle dolary pojawiły się w jego dłoni i dzieciaki rzuciły się w ich kierunku, desperacko usiłując wyrwać dla siebie banknot.
Racjonalność podpowiadała jej, że jego plan był sprytny. Bo czy dzięki temu nie rozwiązywał ich problemu cudzymi rękami? Czy te pieniądze nie były wyłącznie drobnymi dla osoby jego pokroju?
Ale coś w niej zawrzało na myśl, że ci, którzy ośmielili się zabrać im rzeczy teraz mieli otrzymać coś jeszcze.
W ten kompletnie pozbawiony logiki sposób zacisnęła usta w wąską linię, spojrzeniem mierząc wykonującą jego polecenia siłę roboczą.
- Da dove vengo io, ai ladri vengono tagliate le mani - mruknęła, dbając o to, by staruszka nie była w stanie jej usłyszeć. W jej głosie wybrzmiewała lekkość, nawet jeśli w spojrzeniu chowała się odrobina półmroku. Z pewnością odebrałby jej słowa jako żart.
Nawet, jeśli zupełnie nim nie były.
Westchnęła, odbierając później nędznego kwiatka wręczonego jej w ramach rekompensaty. Jej urażona duma związana z naruszeniem jej autonomii - nawet jeśli były nią porzucone klapki i próba kradzieży skutera, który nie należał nawet do niej - wciąż tliły się gdzieś w tle.
A może trzymała się ich desperacko, byle tylko nie wracać do rozmowy, którą prowadzili wcześniej.
- Czytałam, że nasz bungalow ma bezpośrednie zejście do morza - mruknęła, bawiąc się kwiatkiem w dłoni, choć gdy tylko zostali sami jej ramiona znów sięgnęły do męskiej szyi, uwieszając się jego karku. Jej usta musnęły płatek jego ucha. - Portatemi via da qui prima che io debba uccidere qualcuno.
non parliamone